Zastanawiam się :/
W czym jesteśmy gorsze,
Że umysł bystrzejszy
Że osąd trafniejszy
Że wyczucie chwili
Wszystko h…j. Kamień młyński i do wody z taką.
współczesna twórczość literacka w świetle historii
W czym jesteśmy gorsze,
Że umysł bystrzejszy
Że osąd trafniejszy
Że wyczucie chwili
Wszystko h…j. Kamień młyński i do wody z taką.
Gdy noc zapada kurtyną
Lub słońce do dłoni mi wkładasz
Gdy w radiu Twoja piosenka
I Twój smak ma poranna kawa
Kolejna wiosna Tobą się kończy
A lato o Tobie ciepłem zaczyna śpiewać
Jesienią ochronisz mnie przed złym wiatrem
Zima Twoim uśmiechem będzie ogrzewać
Zegar nie mówi dokąd wskazówka ucieka
A kalendarz świata nie podzieli na pół
Próbuję nasz wspólny czas zatrzymać
Bez Ciebie nawet uśmiech zadaje ból
Wyznaczasz rytm mojego życia
I wreszcie pewnie mogę stawiać kroki
Przy Tobie mam znowu wielką siłę
Bez Ciebie życie dożywotnim wyrokiem
I choćby nikt już nie miał litości
I rzeczywistość ktoś rozsypał w szary pył
Posklejam nasz świat z miłości
I już tylko dla Ciebie będę żył
WARTA
Ty która stoisz na warcie
jak mogiły naszych najbliższych.
Ty która kolorami tęczy się mienisz.
Zamknęłaś mnie w czterech ścianach
z dala od wigoru dnia.
Ślizgasz się po języku
do gardła wpływasz
Jakże kochana i znienawidzona.
Robisz ze mną co chcesz.
Upadlam się , na kolana padam
tarzam się we własnych wymiocinach
wołam do Ciebie -”puść”
Lecz ty dalej królujesz nade mną
Szepczesz
„ weź mnie jeszcze i jeszcze
do tańca we dwoje „
O co kaman (come)?
Kiedyś napisałam recenzję książki, która była o niczym. Potem trafiłam na książkę, która była nie wiadomo o czym. Nie podam ich tytułów, żeby nie reklamować tego, co moim zdaniem poniżej poziomu wodorostów. Staram się tego typu literatury unikać, ale nigdy nie wiadomo na co się trafi. Czasami coś, co się kiepsko zaczyna, potem się rozkręca. Zatem, żeby coś o książce powiedzieć, trzeba ją przeczytać. A jeśli do tego jest cienka, to ryzyko niewielkie. Ot, dwie , trzy godziny wyjęte z życiorysu.
Wiecie już do czego zmierzam. Do tekstu, któremu owe godziny poświęciłam. „Apokalipso” – Max Cegielski, 170 stron, format bliski kieszonkowemu, reklama na tylnej okładce oczywiście zachęcająca. Niby ma być o miłości, niby o Warszawie.
Zaczyna się niewinnie. Od ślubu. Kościelnego. Akurat nie jest to takie oczywiste, bo młodzi biorą go ze względu na tradycję i rodziców. Potem mamy rodzinne spotkanie, ale nie jest to wesele. Wszystko też tradycyjne. Jednak bohaterom opowieści owa tradycja nie odpowiada. A potem ponoć ma być trójkąt, taki miłosny. Nie, nie żeby od razu we trójkę razem. Ten trójkąt ma być też tradycyjny i chyba tym razem wszystkim odpowiada. A potem to już nie wiem, o czym to jest. Jakaś agencja reklamowa, jakiś produkt, który sprzedać trzeba i trzeba wymyślić jak go sprzedać. Potem ktoś śpiewa. A wszystko dzieje się w Warszawie.
Parę miesięcy temu byłam w stolicy. Na meczu koszykówki. Całe trzy dni, bo zatrzymałam się u koleżanki na ploty. Nawet na spacerze byłam. Stolica jak stolica. Ciągle taka sama. Tymczasem w tekście Cegielskiego w Warszawie roi się od korporacji, urzędasów, ćpunów i innego badziewia, zwanego ludzkim. Brrrr…. Taki od takiego korpo dzień zaczyna od porządnego kielicha podejrzanego płynu lub ścieżki nie mniej podejrzanego towaru. Potem siada za fajerę i jedzie. O dziwo, dojeżdża do celu. Potem udaje, że pracuje, bo pracują za niego inni, podczas gdy on ponownie pije i wciąga.
Niedawno po raz drugi obejrzałam film „American psycho” nakręcony na podstawie powieści Breta Eastona Ellisa z 1991 roku. Film niezwykły, przerażający i ciekawy jednocześnie, analizujący postawę człowieka wobec rzeczywistości i jej wpływ na kształtowanie obrazu samego siebie.
Jaki ma to związek z omawianą książką? Pozornie jest podobnie. I tam i tu mamy do czynienia z wizją, ze stanem umysłu, który nas samych może przerazić. Jednak jest wielka różnica między słynnym filmem a kiepską mini powieścią. Tej drugiej zupełnie nie czuję. Ot, jakby ktoś używał kiepskiego alkoholu i takowych samych narkotyków, w przeciwieństwie do innego, tego od luksusowych środków uzależniających.
Aha, część z Was nie wie, o czym właściwie jest ta recenzja…. Ja nie wiem, o czym była książka, o której piszę.
Można się pomylić
Według recenzji okładkowo – stronicowych, „Mylne tropy” Marshy Qualey to książka przeznaczona dla młodzieży. W związku z tym, że robię się coraz starsza i coraz bliżej mi do tego, no tam, zejścia, postanowiłam przeczytać. Na starość wraca się do lat, gdy piło się cienkie wino i paliło „Sporty”… Przypomniałam sobie również, że jako nauczyciel często zachodziłam do biblioteki i prosiłam o książkę z gatunku „co to teraz młodzież czyta”. W ten sposób trafiłam na rewelacyjną powieść „Gwiazd naszych wina” Johana Greena. Co będzie teraz?
Cóż, raczej kiepsko było. Powieść niezbyt długa, 138 stron, na okładce napis „Przygody i tajemnice”, a w środku… Pozornie wydaje się, że jest wszystko. Bohaterka to Barrie – nastolatka z rozbitej rodziny. Są zatem już dwie przyczyny, które skomplikują jej życie. Teraz akurat musi przebywać z mamą. Ta natomiast jest byłą więźniarką, karę odbyła, ale nadal zadaje się z koleżankami spod celi. Takimi samymi jak ona. W sumie nic złego nie robią, chociaż grzebią przy głowach, ale łatwo im nie jest. Piętno odbytej kary wisi nad nimi nieustannie. Do tego w sąsiedztwie popełnione zostają morderstwa i wiadomo, na kogo rzuca się ich cień. Nasza bohaterka w to nie wierzy i niucha, kto by tu mógł zabić. Może ten? Może tamten?
Do akcji wkracza centrum pomocy bezdomnym i zagubionym i pani nazywana „wielebną”. Ta też swoje za uszami ma. Często jej pomoc polega na niemówieniu o uczynkach swych podopiecznych. Czasami tak trzeba.
Są jeszcze stare książki, stare fotografie i nowe historie z nimi związane, które tworzy główna bohaterka. Jest też oczywiście rozwiązanie zagadki kryminalnej.
Jednym słowem wydawałoby się, że wszystko w tej niewielkiej książeczce jest. Okazuje się, że jednak nie. Treść niekoniecznie musi zawierać wszystkie ważne elementy. Musi mieć to „coś”, czym przytrzyma czytelnika przy sobie.
Według mnie opowieści Qualey tego właśnie zabrakło. Nawet rozwiązanie intrygi nie okazało się zaskakujące, chociaż niby być powinno. Treść nuży. Jakoś nie potrafiłam współczuć nastolatce, ani jej potępiać, ani zainteresować się tym, co robi. Dziewczyna szukająca swego miejsca na planecie była jakaś taka nijaka. Jej nastoletni bunt też o żaden dreszcz mnie nie przyprawił. Nie wyglądała na zrozpaczoną. Na walczącą z rzeczywistością też nie. „Szara myszka”?. Nie, nie, też sporo jej do tego brakowało.
W jednej z recenzji wyczytałam, że wszystkie postacie w tej książce są plastikowe. Zgadzam się z tą opinią. Dodam jeszcze, że jest to plastik średniego gatunku.
Cóż, nie wiem, jakie zdanie na temat tekstu mają młodzi czytelnicy. O bestselerze „Gwiazd naszych wina” gimnazjaliści rozmawiali na przerwach. Dziewczyny ukradkiem ocierały łzy. Oj daleko, daleko od tej książki leży ta, która teraz recenzuję.
Milczę uparcie, że Cię kocham
Wszystkie słowa gasną na ustach
Serce złamane po każdym rozstaniu
Droga już tylko trudna i pusta
Kocham Cię wbrew wszystkiemu
Wbrew bezsennym nocom bez końca
Wbrew temu, że jutro znów Cię nie zobaczę
Jak deszczowe dni nie widzą słońca
Oddałem Ci nawet siebie
Każdy oddech i bicie serca
Oddam ostatnią minutę życia
I wszystkie poranki na wakacyjnych zdjęciach
Wiem, że się w życiu spóźniłem
Nie mogłaś przecież już dłużej czekać
Te dni, w których Ciebie nie było
Zrobiły ze mnie innego człowieka
Jeśli kiedyś o mnie pomyślisz
Lub znajdziesz mnie w swoich snach
Tam też ofiaruję Ci miłość
Która na zawsze utonęła we łzach
more at clindamedx.com more at clindamedx.com
SemaGLP product overview SemaGLP product overview
😊
Przeczytałam też od końca do początku - pięknie się uzupełnia 👋
Dziękuję🧡 Pozdrowienia 👋
Dzisiaj sobota i świeci piękne słońce, więc dajmy jej szansę. Pozdrowienia 👋
tadalafil exposure over time tadalafil exposure over time
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.
Miło Ciebie widzieć i czytać... Pozdrawiam :)