Nasze publikacje - twórczość i wpisy

Światło... | 3095 0

Światło…

Gdy na zewnątrz
Zapada już zmierzch
Zaczyna robić się ciemno
Wyczekuję światła latarni

Która rozjaśni mrok
By nie błądzić w ciemności
Czekam na światło latarni
Na jasny ciepły blask

Szkoda, że bez latarnika
Który dawno, przed laty
Dbał o latarnię i światło
Rozświetlając drogi…

Zamyślona patrzę na światło…

❤️
0
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Taniec w deszczu

Czekam na Ciebie w ostatnią niedzielę lata
Tuż przed pierwszymi deszczu kroplami
A może zawsze Cię potrzebowałem
Nawet przed pierwszym naszym spotkaniem

Zatańczmy w tajemnicy po raz kolejny
Nasze oczy spojrzeniem złączone
Mimo, że nie słychać muzyki
Dłonie niech też będą splecione

Łączy nas tej nocy wszystko
Co nie potrzebuje żadnych słów
Ta cisza należy tylko do nas
Ten taniec nie potrzebuje żadnych nut

Zatrzymajmy czas na zawsze
Niech podczas naszego tańca żaden zegar nie tyka
Przecież kocham Cię najbardziej, gdy milczę
Bo miłość bez słów to najpiękniejsza muzyka

Tańczmy powoli Kochana
Krople jak gwiazdy błyszczą na Twoich rzęsach
Nieważne, że przeciwny jest cały świat
Dziś znów jesteś najpiękniejsza

Niech niebo płacze do rana
Noc stanie na straży do miłości wejścia
W ramionach pocałunkami Cię ukryję
Bo niebo płacze z naszego szczęścia

A jeśli kiedyś ucichnie deszcz
I świt zgasi światła na mokrych ulicach
Będę nadal z Tobą tańczył
By na zawsze przytulić Cię do mojego życia

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

…

Można też
usiąść – tak po prostu
Niezależnie
od pory roku
Czerwone dachy
przelotne opady
Słońce w tej chwili
Liście wokoło
i wzdłuż ulicy
Kawa
i cynamon
Niekończący się duet
Który najlepiej
smakuje teraz
Z odrobiną nuty
nostalgicznej
Natury

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
To już jesień | 0be94a04 98b7 43c7 a453 98c0e6e344d4 1 all 368 0

To już jesień

Chłodne poranki
Drzewa zmieniają kolor –
Nostalgii pora

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

Listopadowe wspomnienie

drzewa stały się nagie
złota aura jesieni jest wspomnieniem

przemija każdy dzień
w nieziemskim zawieszeniu

z każdym oddechem
z każdym obrotem wskazówek zegara
przeznaczenie zatacza krąg

los z nas żartuje
jak pieniądze na loterii
w której próbujemy wygrać szczęście.

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
0

Rzeka

płyniesz lekko
wśród paproci
wiatr nam śpiewa
pieśń tęsknoty

noc się kładzie
na twych ustach
las oddechem
nas osłucha

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

Jesteś, który jesteś

Można się wciąż powtarzać,
w tych kadrach babiego lata
(a raczej) w mokrej przestrzeni
Można się wciąż powtarzać
w gorącym kubku (herbaty z cytryną)
w pelerynie z książek,
w kaloszach Relax,
w nadmiarze sentymentów
(…)
Można się wciąż powtarzać
i jednocześnie widzieć więcej:
W nowym spojrzeniu na stare sprawy,
w większej dobroci dla tych “wad postawy”,
w cieplejszym tonie słów wypowiadanych,
w zwykłych spotkaniach (na tak zwanej kawie)

Można też w milczeniu posłuchać Tego,
który zna nas lepiej, niż my siebie samego
(…)

Można też
nie chcieć tego wszystkiego

(…)

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
Żyłam sobie w PRL u (32) | st2 0

Żyłam sobie w PRL u (32)

Żyłam sobie w PRL – U

1981 (4)

Wsiadłam w pierwszy autobus odjeżdżający do Łomży. Niestety, to była najgorsza z tras – przez Mężenin, Rutki…. Trasa zwana widokową, bo jedzie się wolno i podziwia widoki za szybą. Co sołtys to przystanek, co plebania też, o sklepie Gminnej Spółdzielni nie wspomnę.
Tak, wiem, dziś jest znacznie lepiej nawet na tej trasie, ale tkwimy wciąż w roku 1981, na dodatek jest trzynastego grudnia. Dużo śniegu, mróz.
Najpierw spokojnie, polskim ogórkiem czyli Jelczem 043, jedziemy krajową „ósemką”, a potem skręcamy i…. Kierowca zaczyna głośno kląć:
– O, sku…. syny, kur…. ja pierd…. Mówili, że odśnieżona!
Uśpiony autobus z niewielką ilością pasażerów obudził się.
– Co się stało? – ryknęliśmy w stronę kierowcy.
– Zobaczcie sami.
Podeszliśmy do kierowcy i spojrzeliśmy na drogę. Znajdowały się na niej dwie koleiny po przejeździe ciągnika, pewnie polskiej marki „Ursus”. Być może przejechał raz, być może dwa.
Skojarzenie miałam jednoznaczne – czerwiec 1976, tory kolejowe i też Ursus.
– Rano nie kazali mi tędy jechać, bo nie było odśnieżone. Teraz miało być. Kur…. ja pierd….
– Cofaj pan do tyłu – poradził facet w dojrzałym wieku.
Chciałam mu powiedzieć, że cofnąć można się jedynie do tyłu, ale co tam. W sytuacji zagrożenia należy zachować spokój.
– Nie da rady. Jest pod górkę. Nie cofnę. Kur…. ja pierd….
– Stoisz pan w koleinach, to jedź pan dalej i trzymaj się ich.
Wolno ruszyliśmy. Przetaczaliśmy się przez sołectwa, plebanie i sklepy. Brnęliśmy wśród ośnieżonych pół do celu. Wokół panowała niezmącona niczym cisza. Każdy trzymał zaciśnięte dłonie. Niektórzy pewnie się modlili.

I wreszcie zobaczyliśmy w oddali szosę posiadającą status pierwszej kolejności odśnieżania. Widzieliśmy kilka aut, które poruszały się znacznie szybciej niż my.
Jeszcze tylko trochę, jeszcze tylko kawałek….
I trach! Czy to ręka kierowcy zadrżała, czy śnieżny tor nie był już tak prosty, w każdym razie wypadliśmy z niego. Nie, nie żadnej tragedii. Nawet w rowie się nie znaleźliśmy. Po prostu – zaspa. Teraz to już wszyscy zaklęli.
– Kur… my pierd….my
Trzeba było pojazd z zaspy wydobyć. Pod przewodnictwem kierowcy zaczęliśmy usuwać śnieg, pod koła podkładać wszystko, co miało umożliwić poruszanie się kół w określonym kierunku, a nie tylko w miejscu. Ktoś w szczerym polu dostrzegł drzewko. Poszedł i oskubał je z gałęzi. Ja poświęciłam niezapisany zeszyt. Chciałam wrzucić pod koła wszystkie studenckie notatki, bo wojna i po co się uczyć. W porę jednak przypomniałam sobie tajne nauczanie z okresu drugiej wojny i stwierdziłam, że może jednak notatki jeszcze się przydadzą.
Pod kołami pojawiły się jeszcze stare szmaty, „Trybuna Ludu”, papier po kanapkach.
– Dobra, teraz ja siadam za fajerę, a wy pchajcie – wydał dyspozycje szef czyli kierowca.
Silnik zahuczał.
Załapał.
Zaparliśmy się.
Razem.
Solidarnie.
Wszyscy.
W imię wspólnego dobra.

Żeby cholera jasna dotrzeć do domu!

Wojna przeca jest!

„Ogórek” wskoczył ponownie w koleiny.

Do dworca dojechaliśmy bez problemu. Wszyscy rozbiegli się w swoje strony. Zmęczona, z torbę wypełniona ciuchami na trzy dni, zeszytami i książkami też ruszyłam rozglądając się wokół i szukając śladów obcych. Wojsk oczywiście. Chociaż pojawienie się Marsjanina też byłoby znakiem wojny. Światów oczywiście.
Nic z tego. Wszędzie cisza.
Zbliżyłam się do kawiarni, w której zwykliśmy zamawiać „raz posiedzieć”. O, co się tam dzieje? Są ludzie, hałas, rozmowy… Tajna narada? No nie, za głośna….
Lokal wypełniony był ludźmi. Młodymi. Pili herbatę z cukrem. Ktoś pod stołem rozlewał gorzałę do szklanek po herbacie. Ktoś zanosił się śmiechem.
Przy „naszym” stoliku siedział z kumplami mój brat!
– O, cześć siostra! Już wróciłaś?
– Zajęcia odwołali, bo wojna.
– Jaka wojna, gdzie ty tu widzisz wojnę?
– W telewizji generał mówił…. sama słyszałam.
– A niech se pogada…. najważniejsze, że do woja nie idę! – ryknął brat.
Rzeczywiście, właśnie zbliżał się termin zakończenia przedłużonej służby wojskowej, co miało oznaczać, że do koszar pójdą młodzi.
– Taki pewny jesteś? W czasie wojny zawsze jest powszechna mobilizacja…. – przypomniałam sobie fakty historyczne.
Tym razem brat był lepszy.
– Przed wojną, a nie w trakcie. W trzydziestym dziewiątym głoszono ją dzień przed wybuchem wojny. Teraz nikt młodego żołnierza pod broń nie powoła. Starzy będą nadal w wojsku.
Trudno było odmówić bratu logiki. Nie miał on zielonego pojęcia o jakiejkolwiek służbie wojskowej. Strzelał jedynie na strzelnicy w wesołym miasteczku. Ja, jako absolwentka liceum, miałam więcej doświadczenia w tym zakresie. Podczas zajęć przysposobienia obronnego na prawdziwej strzelnicy waliłam w tarczę z kbks.
Nie wiem, czy to zmęczenie wypychaniem autobusu z zaspy, czy zbyt radosny nastrój w kawiarni sprawił, że jakoś nie chciało mi się dłużej siedzieć z kumplami. Poszłam do domu.
Tu zastałam inny obrazek. Wystraszeni rodzice siedzieli w pokoju przed telewizorem. Pili herbatę z cukrem.
– Jak dobrze, że jesteś. Martwiliśmy się – przywitała mnie mama.
Tato był bardziej konkretny:
– I jak w Białymstoku? Są ruscy?
– Nie ma. Nigdzie ich nie ma. W Rutkach też nie ma.
– W Rutkach? A co ty robiłaś w Rutkach?
Opowiedziałam historię toczenia się przez wsie Podlasia.
– A u nas na ulicach widziałaś coś? – dopytywała mama.
Wzruszyłam ramionami.
– Nic. Cisza. Śniegu dużo napadało. W knajpie brata widziałam.
– Ponoć dużo ludzi aresztowano…. – kontynuowała mama. – Ciekawe, kogo ze znajomych….
– Na pewno nikogo z tych, co chodzą do knajpy… Tam panuje nastój zabawy…. Cieszą się, że nie pójdą do wojska…. – mruknęłam pod nosem.
Tato miał inna teorię.
– Partyzantkę założą.
– Teraz? Zimą? – nie dowierzała mama.
Ojciec brnął dalej:
– Zimą też w lasach siedzieli. W ziemiankach.
– Ale wykopywali je jesienią.
– Albo wiosną. Do wiosny nie tak daleko.
Jasne, mamy grudzień, w marcu mrozy puszczą, można kopać.
Zamilkliśmy.
Telewizor nieustannie mówił o zakazach i nakazach obowiązujących w czasie stany wojennego. Ogłoszono godzinę policyjna, znaczy się milicyjną. Zjawisko znane z filmów wojennych. Wyłączono telefony. W sumie w kraju nie były w masowym użytku, zatem niewielu cierpiało. My tak. My mieliśmy.
Zakazano wyjazdów bez specjalnego zezwolenia. W sumie nigdzie się nie wybieraliśmy. Drogi zasypane. Komunikacja ograniczona.
Przestały ukazywać się gazety. Drukowano jedynie „Trybunę Ludu” i „Żołnierza Wolności”. Nam najbardziej żal było prasy sportowej.
Po mieście miały krążyć specjalne patrole legitymujące przechodniów…. Pierwszego dnia nie widziałam żadnego. Ani w Łomży. Ani w Białymstoku.
Wieczorem podano kolejną wiadomość – zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach.
Rozpoczęłam przyśpieszone ferie.

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1 – 2 – 3 – 4 – 134 –