Nasze publikacje - twórczość i wpisy

Fikcja staje się prawdą | si 0

Fikcja staje się prawdą

Fikcja staje się prawdą

Gdybym przeczytała tę książkę w roku, kiedy się ukazała – 1983 – pomyślałabym, że to surrealistyczna wizja świata i w sumie nie ma w nim realizmu na tamte czasy. Tymczasem przeczytałam ją w XXI wieku i wizja stała się rzeczywistością. Sztuka czyli na przykład literatura, malarstwo potrafi przewidzieć przyszłość i to nie tylko w warstwie technicznej.
„Sieć” autorstwa Paddego Chayefskyego i Sama Hedrina to utwór powstały na bazie scenariusza filmu z 1976 pod tym samym tytułem, który to otrzymał trzy Oscary. Ponoć jest gdzieś dostępny. Nie oglądałam. Książeczka jest niewielka, format kieszonkowy. Ciekawe jest to, iż wstęp do niej napisał Krzysztof Teodor Toeplitz (1933 – 2010), znany i ceniony dziennikarz polski. Wstęp cenny i ważny, wszak pisany w roku polskiego wydania opowieści.
A historia w niej opisana już od początku wzbudza zainteresowanie. Tytułowa sieć to stacje telewizyjne podporządkowane jednej korporacji. Dla najważniejszych członków zarządu korpo liczy się przede wszystkim oglądalność. Za tym idą bowiem pieniądze sponsorów czyli reklamodawców. I oto spada owa oglądalność dziennika telewizyjnego, zwłaszcza jeśli na ekranie pojawia się Howard Beal, mający już pięćdziesiąt osiem lat komentator telewizyjny. Mówiąc językiem współczesnym, Howard staje się nierentowny, a takich osób trzeba się pozbywać. Wszak liczy się ilość widzów przed ekranem… Howard dostaje wymówienie z pracy. Prosi o kilka minut dla siebie, chce na wizji pożegnać się z widzami… „Dokładnie za tydzień w czasie nadawanie tego programu wpakuję sobie kulę w łeb” – mówi. Rusza machina. Zaczyna się loteria. Zabije się na wizji czy nie? Na pewno nie od razu, bo to dopiero siódma strona książki….
Kto nie czytał, zapewne się domyśla. Oglądalność wzrasta. Howard występuje jako prorok nowych czasów. Pozostali dziennikarze dostają wiatr w żagle i rzucają pomysł za pomysłem jak jeszcze ową oglądalność podnieść. A może tak skontaktować się z grupą przestępczą, która nagrywa swe działania, napady? I puścić taki materiał w telewizji? A tak w ogóle to może zrobić z tego serial? Trwa liczenie pieniędzy i widzów. Ci ostatni wierzą w to, co widzą i słyszą w „Dzienniku Telewizyjnym” . Robią to, co narzuca im kilkunastocalowy ekran w domu. Człowiek mówiący w odbiorniku każe krzyczeć: „Krew mnie zalewa! Mam tego dość!”, więc krzyczą.
Skąd my to dziś znamy? Kto dziś narzuca nam swoją wizję, manipuluje nami, każe wierzyć w wizje, które prawdą nie są? A może jednak są?
Zakończenia nie zdradzę. Przeczytajcie, obejrzyjcie. Czy jest szokujące? Może tak, a może nie. W każdym razie pół wieku temu raczej wydawało się niemożliwe. Chociaż… może w USA nie… tam wszystko bywało inaczej, a nasz naród do takie USA tęsknił.
Surrealizm XX wieku stał się normą w XXI wieku.

❤️
0
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1

Oddech

Świat spada z zawiasów
noc zaciska pięści
a drzewa milczą
jak po modlitwie

Lecz jeśli jeszcze żyjemy
jeśli pod żebrami
wciąż mamy oddech
to może nie jest za późno

Może nie oddychamy
skorumpowanymi płucami świata
lecz wciąż szukamy
powietrza
które należy
do nas

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

dom lampy

jedynie dzień i miejsce
na drugi by powrócić
niczym ziarenko piasku

szkło
z kompleksem zapomnianych ról
niepowtarzalnych ułożeń

poza chwilą
bogowie obejrzeli świat
do końca

pozostawiając uchylone światło
udali się do palarni opium

naszych dusz

❤️
2
👍
1
⭐
1
💡
0
❗
2
📖
0
1

(nie)równanie serca

miłość jest entropią
w fi­liżan­ce ka­wy połowa planety
dru­ga wciąż się kręci
cicho jak słowo na zewnątrz po­zos­tające zestawem
cyfr i liter
x² plus (5y/4 – √(|x|))² ≤ 1
pod­niesione do ≤ 2
≤ 3
kładzie na stro­nie mikrocienie
słone od słońca powietrze
kołyszą fa­le uderzeń cu­kier­ka o szkliwo
– spa­jają z szeptem – świer­szcz – w moim języ­ku
nie wiedząc że wewnątrz jes­tem ta­ka jak ty
w us­tach przewracasz słodko
następny ka­myk domino

❤️
1
👍
1
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
0

(a)symetria

ptaki śnią o ziemi
naczyniu sklejonym z pól grawitacyjnych

na łączeniach czas skrzypi pod nogami
przez chwilę można ujrzeć przebyte drogi
do gwiazd
i zrozumieć niemożliwość odejścia

pokój wypełnia zapach drugiej strony
Boga – śpisz
z głową wtuloną w skrzydło

w oczach błękitny bez

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

schronienie

przestrzeń przetrwania
jest skończona
błękit na miarę ziemi
wytarty w równowagę
wabienia i ukrycia

między przeciwnymi kierunkami
okamgnienie
pod maską czerń
melancholii

jest ludno
jesteś blisko

uciekasz – nie wiem
przychodzisz
w snach – nie wiem
kim będziesz

pełnia pełniejsza
czuję
własną ułomność
odkąd mogę dostrzec
w tobie nieskończone
podobieństwo
spala mnie własne piękno

❤️
2
👍
3
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

dla siebie bez słów

miasto w snach pachnie czasem
budynku w stanie surowym

z sercem migającym
pośród piramidowych dróg
przytwierdzających do sklepienia

stając się
słowem coraz trudniej uchwytnym dla doczesności
drgającej w kruchej krzywiźnie klosza

bylibyśmy dla siebie
nieubłaganym szumem
hieroglifów
bez dotyku gry
świateł dawnej bliskości

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1 – 2 – 3 – 4 – 136 –