las wędrowny
w nim księżyc i słońce
– blask wahadła
kołysze pobudzając
zaufane kontury
duchy dawnych dzieł
w drodze ponad wiek
wyrastają z nas
zielone gwiazdy
współczesna twórczość literacka w świetle historii
w nim księżyc i słońce
– blask wahadła
kołysze pobudzając
zaufane kontury
duchy dawnych dzieł
w drodze ponad wiek
wyrastają z nas
zielone gwiazdy
Za głośny jest
ten świat
Za dużo na raz
do głowy, do serca
chciałby nam wlać
Za głośny jest
ten świat
Kradnie nam przestrzeń
zabiera spokój
przemyca “miłość”
odbiera wolność
Za głośny jest
ten świat
Za dużo na raz
do głowy, do serca
chciałby nam wlać
A przecież człowiek
to nie jakiś dzban
Serce i rozum
Dusza i ciało
Jeśli znasz sobie
To wiesz, co cię karmi
A co tylko wodzi
By duszę skraść
(…)
Za głośny jest
ten świat
do wiosny oczu
była zaledwie chwila
ciągnąca się latami sekund,
w których Bóg, znudzony liniowością czasu,
zaczął zwijać godziny w ciasne spirale,
by zmieścić w nich cały Twój szept i każde niewypowiedziane ,,czekaj,,
niejedną skargę
szron położył na usta,
kropkami wspomnień
spadającymi nisko,
aż zaczęły wyrastać z nich szklane kwiaty,
których płatki dzwoniły przy każdym oddechu,
karmiące się chimerycznym strachem
strzępów uniesień.
opisem przyjaznym,
ale napisanym atramentem z mgły i zapomnienia,
kreśliliśmy bezpieczne strony,
pełne połamanych serc,
które w lustrze obłędu dojrzeń
zaczęły nagle bić w rytmie odwróconym,
pompując czyste światło zamiast krwi,
aż staliśmy się przezroczyści dla siebie nawzajem.
to nic, gdy boli uśmiech,
gdy zadrży powietrze
ciepłem umykających słów,
które Bóg łapał w niewidzialną sieć,
by wyświetlić zalążki dobra
na wewnętrznej stronie Twoich powiek,
tworząc tam kino z naszych najskrytszych pragnień.
początkiem zdań trafiały w serce duszy,
przebijając je igłą z gwiezdnego pyłu,
szyjąc na nowo rozdarcia w tkance istnienia,
by nie uciekało z nas to, co w nas najkruchsze.
jakże jasno świecą krawędzie szczęścia,
wplecione w każdy wysiłek wyciągniętych dłoni,
które w pewnej chwili stały się korzeniami,
wrastając w beton ulicy spojrzeń.
Tam, wejrzeniem dnia pośród domów,
gdzie okna są oczami, a drzwi – otwartymi ustami,
gdy wszystkie zegary w jednym momencie
wybiły epilog pragnień,
a wskazówki wygięły się w znaki zapytania,
pytając o cenę jednej sekundy bez Ciebie.
Bóg wtedy uśmiechnął się szeroko,
rozrywając horyzont jak stary arkusz papieru,
krusząc nieprzygotowane myśli,
z których sypał się srebrny piasek,
zasypując ścieżki prowadzące do wczoraj,
by nie było już drogi powrotnej do samotności.
odmierzyły chwile niewczesne,
odmierzyły dystans między szeptem a krzykiem,
między dotykiem a wspomnieniem dotyku,
a po drugiej stronie,
po błękit – skąpany przystanek,
gdzie czas stoi w kolejce po bilet do wieczności,
czekają Twoje usta,
zakwitłe nagle błękitnym mchem,
pachnące deszczem i pierwszym świtem świata.
——————————
widziałem… na spacerze,
jak Bóg zawiązywał sznurowadła Twoim cieniom,
byś nie uciekła zbyt szybko
z krawędzi tego snu,
zanim nauczę się czytać z Twoich oczu
całą mapę nieba.
Dookoła mgła
Świat okryty woalem –
Mglisty poranek
Patrzę, nie widzę…
Dzięki Tobie wszystko ma sens
Nauczyłaś mnie śnić i oddychać
Pisać wiersze tylko dla Ciebie
Dla Ciebie uczę się życia
Boję się takich poranków
Gdy już zamilkną wszystkie dźwięki
Otworzę oczy, a Ciebie nie będzie
Cisza z tęsknotą obudzą stare lęki
Czym wtedy będzie kolejny dzień
Czym będzie każda kawa
Jedynie bólem jak sztylet w sercu
Życiem, w którym szczęście trzeba udawać
Czym będzie kolejna podróż
Czym każdego wieczoru spacer
Czym spojrzenia w księżyc
Gdy już nigdy Cię nie zobaczę
Czym będzie na tarasie herbata
I noc bezsenna, gdy miłość największa
Czym na Tobie koc
Który ogrzewał ciepłem każdego wiersza
Czym będzie nasz taniec
Gdy milczymy, choć znamy wszystkie języki
Czym wtedy spojrzenia w Twoje oczy
Czym miłość bez naszej muzyki
Czym będą wszystkie porażki
Wszystkie walki, które wygrałem
Dzięki Tobie byłem taki silny
Przeżyłem, bo Ciebie kochałem
Przecież tylko dla Ciebie
Ta biała koszula na przemian z zielonym
Dla Ciebie podbijam świat
Dla Ciebie kolejne życia strony
I boję się, bardzo boję się myśli
Która towarzyszy mi przez te wszystkie lata
Że nagle odejdziesz z mojego życia
I wtedy zobaczę swój własny koniec świata
Wrażenie
Jakże trudno mi we współczesnej literaturze znaleźć utwór, który wywrze na mnie wrażenie… Tak, wywrze wrażenie. Uważam bowiem, że każda sztuka czy to obraz, czy spektakl, czy film, czy książka musi w pierwszym rzędzie pozostawić mocne wrażenie, przyprawić czytelnika lub widza o drżenie serca. Może to być nawet protest przeciwko dziełu, ale coś musi być. Jak ja nie lubię książek, przy których usypiam… takich nijakich filmów lub przedstawień teatralnych, podczas których zerkam na zegarek…
Tym razem udało mi się trafić na tekst wyjątkowy. Akcji praktycznie nie ma, a jeśli jest to taka krótka, nijaka. Dialogów brak. Trochę opisów. Dużo rozważań i myśli trójki bohaterów. Jest co prawda zagadka, ale jakoś dziwnie ukazana. Utwór zupełnie niewspółczesny. A jednak… Oderwać się od niego nie mogłam… „Święto ognia” Jakuba Mateckiego…
Co tam ja, wyjątkiem nie byłam. Książka ma znakomite recenzje i zupełnie się z nimi zgadzam. Na pewno jest to rzecz wyjątkowa. Dla mnie tym bardziej cenna, iż pracowałam z osobami po porażeniu mózgowym, a taką jest jedna z bohaterek utworu. Pełni tu funkcję wnikliwego obserwatora rzeczywistości. Widzi więcej, czuje więcej. To nic, że nie wszystko potrafi przekazać ludziom wokół siebie. Ci, co są najbliżej, rozumieją. Patrzą na oczy, na nieskładne gesty rąk i rozumieją. Nastka jest dla nich wzorem przetrwania. Łucja tęskni do siostry, kiedy w jej życiu zachodzą zmiany, nie zawsze na lepsze. A Tata ma swoją tajemnicę. Dręczy go, ale zachowuje ją dla siebie. Bo tak trzeba.
„ Święto ognia” to opowieść o trudach życia. Chwilami bywa tragiczna. Chwilami chce się płakać nad losem rodziny. Chwilami pytamy, dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe i popycha ludzi do czynów potępianych przez innych. A może ten świat właśnie taki jest i taki być musi, by docenić to, co się akurat w tej chwili ma? Bo tak na sero, to chyba tylko czytelnik wyciera łzę. Bohaterowie tego nie robią. Może Łucja, kiedy cierpi z powodu bólu, uniemożliwiającego jej tańczenie? To są jednak inne łzy.
Z reguły jeśli widzimy osobę niepełnosprawną, budzi się w nas uczucie litości. Większość z nas chce pomagać. I bardzo dobrze. Odruch godny człowieka. Ale nad bohaterami książki Małeckiego nie chcemy się litować. My ich wspieramy, trzymamy za nich kciuki, żeby się powiodło, żeby się udało. Bo oni mają siłę, której należy im zazdrościć.
W sumie, po przeczytaniu, po przemyśleniu, utwór, który pozornie powinien być tragedią, okazuje się tekstem pogodnym, dającym nadzieję na lepsze jutro. Jakże płytkie są czasami powody naszej rozpaczy, naszych łez wobec tego, co rozpaczą być powinno, a jednak nie jest… Zadajemy sobie wówczas pytanie, czy tak może być naprawdę, czy to tylko literacka fikcja? I przy tak postawionych pytaniu już mamy problem…
Pewnie wiecie jaki… Czy życie z człowiekiem niepełnosprawnym zawsze jest pogodne? Ale to już temat na inną książkę….
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.
Miło Ciebie widzieć i czytać... Pozdrawiam :)
... Będzie tęsknotą... ukrytą pomiędzy wierszami... Pozdrawiam :)
Ciekawy wiersz. Podoba mi się! Pozdrawiam :)
Czytając Twoje wiersze mam podobne odczucia jak Lydia. Pozdrawiam :).
Cieszę się i pozdrawiam.
Bardzo mi bliski. To juz Twój kolejny. Pozdrawiam ciepło.
Bez znajomości matmy ani rusz... a ja już nie pamiętam równań...
W Twojej myśli wszystko się zgadza... Tak jest po prostu...
🧡