Nasze publikacje - twórczość i wpisy

0

tarasy

podróże kształcą
pociągi formują roślinność

nasze labirynty
połączyły się w jeden
lubimy miasta
podobne do naszych wnętrz

niekiedy o początku lub końcu
stanowi jedynie komunikat:

– proszę zwrócić uwagę na różnicę
wysokości między wyjściem
a krawędzią peronu

czekamy
między stałymi i ruchomymi oknami

❤️
0
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
Była sobie kobra | ko 0

Była sobie kobra

Była sobie kobra

Nie, od razu mówię, że nie chodzi o kobrę królewską, która ukąsiła Chucka Norrisa i po pięciu dniach męczarni – zmarła. Słowo „kobra” nam, Polakom oczywiście kojarzy się z nazwiskiem wielkiego aktora, ale również z legendarnym cyklem telewizyjnym. „Datę 6 lutego 1956 (poniedziałek) i tytuł „Zatrute litery” według powieści Agathy Christie w reżyserii Adama Hanuszkiewicza przyjęto jako symboliczne narodziny cyklu. Był to spektakl nadawany na żywo i nie zachowały się żadne zdjęcia archiwalne” – podaje Wikipedia. Polacy oglądali spektakle nadawane później we czwartki do roku 1993. Był to prawdziwy fenomen polskiej telewizji. W czasie emisji pustoszały ulice. Całe rodziny siadały przez telewizorami i zgadywały, kto zabił. Bo trup w „kobrach” był obowiązkowy. A najlepiej kilka. Oczywiście początkowo wszystko co telewizyjne „szło” na żywo. Bez efektów specjalnych, bez poprawek, jak w prawdziwym teatrze.
O takiej właśnie „kobrze” opowiada Kazimierz Koźniewski w swej powieści „Dwie kobry”. Oczywiście jest to kryminał, wydany w roku 1978 w nakładzie 100.000 (słownie – sto tysięcy egzemplarzy) przez Krajową Agencję Wydawniczą, specjalizującą się w wydawaniu kryminałów w wersji kieszonkowej.
Omawiany „kryminał” w pewnym sensie łamie schemat tradycyjnej opowieści tego typu w stylu PRL-u. Oczywiście jest trup, jest zbrodnia, jest narzędzie zbrodni i facet, który szuka przestępcy. Tyle tylko, że wszystko dzieje się na oczach telewizyjnych widzów. Od samego więc początku rodzi się pytanie – przedstawienie to czy rzeczywistość?
Oczywiście nie odpowiem na to pytanie, bo wtedy czytanie owego „kryminału” nie miałoby sensu. W każdym razie pomysł doceniam. Jak z realizacją? I tu już mam parę uwag.
Zastanawiam się, czy w roku wydania książki pokazywano jeszcze spektakle „na żywo”. W zakamarkach pamięci odkryłam słowo „telerecording” czyli zapis na taśmie przed epoką magnetowidów. Nawet panią Loskę lub panią Wojtczak pamiętam jak mówiły, że przedstawienie zostanie odtworzone z owego tele. Na ten temat niech się wypowiedzą historycy.
Jeśli, w treści tekstu oczywiście, ktoś chciał ludzi nabrać, to wydaje mi się, że trochę się przeliczył. Kto by tam się dał nabrać? Ale… zaraz… to mówię ja, człowiek z XXI wieku! Kiedyś ludzie w stosunku do telewizora, nadającego na żywo, odnosili się prawie jak mój piesek, który w chwili zniknięcia Szarika z ekranu, szukał go za telewizorem.
Sama intryga kryminalna według mnie jest zbyt rozwlekła, a opisy osób śledzących ją przed ekranem, zbyt naiwne. Niestety.
Tak więc, chociaż pomysł dobry, realizacja taka sobie. Czytało się lepsze zbrodnicze opowieści rodem z PRL – u.

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
0

Wdzięcz.ność

Kiedy mogę pozwolić sobie
na chwilę “nic”
Z podkulonymi nogami
schowanymi
pod naciągniętym swetrem
Głęboki oddech (…)
taki co chłonie – wrześniowe powietrze
Zobaczyć wielką dziurę w niebie
nie czarną – a błękitną
w otoczce biało-szarych chmur
Usłyszeć ptaki, które
przedrzeźniają się w swoim języku
Zaparzyć kawę – z dodatkiem cynamonu
Usiąść, żeby to napisać
na karcie telefonu (…)
Kiedy mogę sobie pozwolić
na taką chwilę “nic”
To…
Odzyskuję spokój
(…)

❤️
1
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
Ach, ten Złocisty.... | zl 0

Ach, ten Złocisty….

Ach, ten Złocisty…

Chyba nie ma osoby z mego pokolenia i tego tuż za mną, która by nie wiedziała, kim był lub nie był „Złocisty”. Wiedzą również kto go zamierzył i zdemaskował. Wiadomo, pierwszy milicjant PRL – u porucznik Sławomir Borewicz, bohater kultowego serialu „07 zgłoś się”. Odcinki tego serialu powstawały na bazie często pomawianych przeze mnie „kryminałów” z serii „Labirynt”, „Jamnik” czy „Ewa wzywa 07”. Tym razem mamy adaptację książki „labiryntowej” Anny Kłodzińskiej „Złocisty przegrywa”.
Oczywiście treści zdradzać nie będę, wielu ją zna, a kto nie zna i będzie chciał poznać, niech poszuka. Tak, wiem. Tytuł zdradza zakończenie. Ale to nic strasznego. Wiadomo przecież, że „kryminał” musi się skończyć rozwiązaniem intrygi. „Złocisty” w oryginale czyli w opowieści Kłodzińskiej różni się w wielu elementach owej intrygi. Jasne, że nie ma porucznika Borewicza, bo ten jest tylko w serialu. Są inne postacie, niektóre wyglądem przypominają serialowe lub odwrotnie – serialowe przypominają te książkowe. Jako ciekawostkę można uznać, iż jedna z bohaterek nosi nazwisko „Dolecka”. Pani o tymże nazwisku pojawia się w odcinku pt. „Hieny” na podstawie opowiadania „Stabilne życie Roberta K.” autorstwa Andrzeja Gerłowskiego. Jak widać realizatorzy serialu biegli sobie po ówczesnych tekstach o charakterze „przestępczym”.
W każdym razie powieść Kłodzińskiej to dokument obyczajowości dawnych czasów zwanych PRL – em. Ludzie namiętnie kupują towary w opakowaniu z „zagranicznym” napisem wierząc, że wyprodukowano ją na „zgniłym Zachodzie”. Skupują złoto od podejrzanych typów nie licząc się z tym, że może coś w środku sztabki, zwanej tu „klockiem”, jest nie tak. Lodówki wędrują z jednej ciężarówki do drugiej. Ta druga jedzie do wybranych klientów i zostaje sprzedana po oczywiście zawyżonej cenie. Ktoś chce zwiać z majątkiem w szkatułce za granicę. Ktoś uprawia truskawki. A wszyscy spotykają się na podejrzanym bazarze. Oczywiście czasami współczesny czytelnik uśmiechnie się pod nosem komentując: „Co za czasy!”. Były takie, oj były. Oczywiście morderstwa też były, ale od czego była dzielna milicja. Przestępca zawsze poniósł zasłużoną karę, przynajmniej w powieści.
Kryminały zawsze były i są nadal chętnie czytane. Te z lat minionych różnią się bardzo od współczesnych. Cóż, każda epoka ma swoje wzorce, ideały i sposoby na życie. Warto jednak pochylić się czasami nad starymi. Są one bowiem dokumentem epoki, w której powstawały. Inna, bardziej ambitna literatura owszem opisywała rzeczywistość, stąd jej nazwa – obyczajowa. Ale dopiero „kryminał” oddawał jej klimat. Czasami się zastanawiam… gdyby w czasach Bolesława Prusa „kryminał” był tak popularny jak sto lat później, nasz mistrz prozy obyczajowej napisały „Lalkę” właśnie jako powieść sensacyjną? A może ja spróbuję? Wyobraźmy sobie, że Wysocki nie ratuje Wokulskiego, ten ginie pod kołami pociągu na trasie kolei wiedeńskiej. Rozpoczyna się śledztwo…

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
2

Zjawa senna

Sen czy jawa
zamykam oczy
widzę Ciebie
chyba sen
przywołuję
kolejny raz
Twój obraz
chcę widzieć
jak na jawie
zamykam oczy
znowu widzę
wyraźnie

Twoją postać

❤️
1
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
1

Razem

Budzę się z Tobą w głowie
Zanim słońce zdąży wstać na dobre
Gdy mam zasnąć myślę tylko o Tobie
Moje serce bez Ciebie nie umie spać spokojnie

Zabieram Cię wszędzie, gdzie jestem
Czasem w myśli ukrytej lub spojrzeniu
Tam zawsze trzymam Cię za rękę
I słyszę nawet w swoim milczeniu

Wyruszamy razem w każdą podróż
Jesteś przy mnie pośród spraw trudnych i zwykłych
Gdy nikt nie widzi zamykam oczy
Pod powiekami mogę nasz uśmiech przykryć

Wracasz ze mną do domu
Choć nie stawiasz żadnych kroków
Siadasz obok w myślach
Bym miał Cię w zasięgu wzroku

Nie wiem dokąd ta droga prowadzi
Ile zakrętów i jak bardzo na niej ciemno
Do Ciebie wrócę nawet w ulewnym deszczu
Byś na zawsze była już tylko ze mną

❤️
1
👍
1
0
💡
0
2
📖
1
Schronisko, które przestało istnieć | sch 0

Schronisko, które przestało istnieć

Schronisko po raz pierwszy

Przygodę z karkonoskimi powieściami Sławka Gortycha rozpoczęłam od trzeciej części czyli „Schroniska, które spowijał mrok”. Dostałam w prezencie jako nówkę nieśmiganą czyli nowość na rynku. Oczywiście pochłonęłam powieść, ona mnie wchłonęła. Teraz postanowiłam zacząć od początku, od „Schroniska, które przestało istnieć”. Też wchłania i pochłania. Oczywiście mnie. Oczywiście bez względu na to, który raz czytam.
Wyjaśnienie na taki stan rzeczy mam proste. Czuję się emocjonalnie związana z Karkonoszami. Moje rodzinne miasto to Wałbrzych, po niemiecku Waldenburg. Jadąc z kierunku Wrocławia do Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby i Karpacza, trzeba przez moje miasto przejechać. Wychowana na opowieściach o „złotym pociągu”, który wtedy jeszcze nie był złoty, znałam również historie o Liczyrzepie, po niemiecku Rübezahl, po czesku Krakonoš. Jako dziecko brałam kiedyś udział w szkolnym przedstawieniu o tymże Duchu Gór. Związek emocjonalny zatem istnieje. Tym bardziej, że w pierwszej części jedno z morderstw miało miejsce w 1960 roku…. Rety, ja już wtedy byłam na tym świecie, byłam blisko, tylko wsiąść w pociąg i już, już jestem na miejscu…. Teraz zatem Was zawiadamiam. Moje recenzje z książek Sławka Gortycha nie będą miały nic wspólnego z obiektywizmem.
Nie, nie będę oceniała intrygi kryminalnej, bo spalę powieść i zakończenie. Pochwalę autora za pracę, jaką wykonał. Starał się bardzo, by powojenna rzeczywistość ukazana w powieści była bardzo realistyczna i nawiązywała do owych przedziwnych czasów. Dolny Śląsk po 1945 roku rzeczywiście był polskim „Dzikim Zachodem”. Teren był nietknięty przez działania wojenne, zatem był to tłusty kąsek dla szabrowników. A także dla tych, co chcieli coś ukryć…. Stąd też powstało sporo opowieści o skarbach, złocie i pilnujących ich strażników. Sławek idzie tym tropem i tworzy powieść sensacyjną. I bardzo dobrze. Powtórzę to, co już pisałam w poprzedniej recenzji – nie tylko Tatry są tajemnicze, Karkonosze mają więcej mrocznych opowieści. Bo mają one w sobie dzieje trzech państw. Autor starannie dobiera zasłyszane historie, by umieścić je w książce. Jeśli nawet nie znamy Karkonoszy, to poznajemy je dzięki starym opowieściom, legendom i ponoć prawdziwym historiom. Schronisko, które już nie istnieje, rzeczywiście istniało. Można obejrzeć jego ruiny. Można nadal przejść turystycznym szlakiem od jednego do drugiego. Śnieżne Kotły też są naprawdę. Polodowcowa pozostałość po czasach nadal zachwyca klimatem, budową i niebezpieczeństwem.
Na zachętę dla tych, co to jeszcze nie czytali dodam, że jednym z bohaterów powieści jest niemiecki noblista z 1912 roku Gerhart Hauptmann, urodzony w Szczawnie Zdroju zmarł właśnie w opisywanym przez Gortycha – Jagniątkowie… W sumie ….mój ziomal…. Przyjemnej lektury!

❤️
0
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
2

Gdy zamykam oczy

Kołysze
dzisiaj wiatr
W porywach
wirtuoz przestrzeni
Kołysze
dzisiaj wiatr
Skutecznie
odwraca skupienie
Kołysze
dzisiaj wiatr
Pomiędzy zapachem
świeżego prania
mielonej kawy
i Innych spraw

Kołysze dzisiaj
wiatr

❤️
2
👍
1
0
💡
0
1
📖
1
1234132