Od świtu do zmierzchu
Figi z camembertem
nie z makiem
a z miodem
Orzechy
Przyjaciele pamięci
o człowieku
o jego duszy i ciele
O człowieku
który jest
wystarczający
By być i żyć
I każdego dnia
oddychać głęboko
(…)
współczesna twórczość literacka w świetle historii
Figi z camembertem
nie z makiem
a z miodem
Orzechy
Przyjaciele pamięci
o człowieku
o jego duszy i ciele
O człowieku
który jest
wystarczający
By być i żyć
I każdego dnia
oddychać głęboko
(…)
Myśli o Tobie
To białe obłoczki
Na błękitnym niebie
Krążą wokół Ciebie
Wspomnienia płyną
Porwane nurtem
Targane czasem
Chwile niezapomniane
To magiczny czas…
Drogą 66….
Czy ja kiedyś powiedziałam, że z literaturą amerykańską mi nie po drodze? Pewnie tak. Czy to odwołuję? No może nie do końca, ale… Ale ziarno wątpliwości zostało zasiane i zaczyna we mnie rosnąć. Wszystko to za sprawą starej książki z roku 1938 „Grona gniewu” Johna Steinbecka.
Po przeczytaniu jej weszłam do kuchni. Lodówka stała. Otworzyłam ją, było w niej sporo żarcia, takie zapasy dla jednej osoby. Przypomniałam sobie, że jadałam śniadanie, obiad, zaraz będzie kolacja. Pracy nie muszę szukać, bo ZUS regularnie coś tam przysyła. Rodzina uważa mnie co prawda za ubogą krewną, ale co tam, jak coś dają to biorę.
Tymczasem bohaterowie „Gron…” w poszukiwaniu pracy i jedzenia musieli opuścić swój dom i udać się rozklekotaną ciężarówką słynną route 66 w świat, konkretnie do Kalifornii, bo tam miało być dobrze. Dobrze nie jest, od początku dobrze nie jest. Najpierw pod kołami rozpędzonych aut na ikonicznej amerykańskiej trasie ginie pies. Zły znak. A potem jest jeszcze gorzej. Jedyne co naszym bohaterom towarzyszy zawsze to głód i bieda. I tak przez 560 stron powieści. Potem w wydaniu mojej książki jest tylko notka wydawcy – wydanie szóste, 40 000 egzemplarzy, papier klasy V….
To nie ważne, że akcja rozgrywa się w USA, w latach trzydziestych w czasie wielkiego kryzysu. Równie dobrze mogłaby rozgrywać się tu i teraz, bo bieda może dopaść każdego. Wielcy właściciele ziemscy, potężne banki czyli wielkie korporację wyciskające z ludzi resztki ich godności teraz też są. Może nie obok ciebie, ale rozejrzyj się wokół. Może zobaczysz ludzi, którzy przyjeżdżają w poszukiwaniu pracy? To też taki „oklak”, jak obraźliwie nazywano biedotę w Kalifornii? A może po prostu nie widzisz, że na świecie są ludzie głodni i bez dachu nad głową? Bo są.
Powieść Steinbecka bez wątpienia ma wartość uniwersalną. Mówi o ludzkim upodleniu, upadaniu i braku szans na podniesienie się. Ktoś próbuje znaleźć w niej pozytywne wartości. Tak, rzeczywiście jest jedna – jeszcze człowiek nie je człowieka. Ale kto wie… Bohaterów zostawiamy w tragicznym momencie. Dalszego ciągu nie ma…
Do pesymistycznej i rodzącej depresję wymowy utworu przyczynia się też jego kompozycja. Każdy rozdział może stać się osobnym opowiadaniem. Treść akcji poprzedzana jest refleksjami narratora, które są wprowadzeniem, do tego, co zaraz będzie. Refleksje są gorzkie. Czytając nie czekamy zatem na to, co dobrego może ludzi spotkać. Czekamy na kolejny cios od losu, cios niezawiniony przez nich. I to w tym wszystkim jest najtragiczniejsze. Nie ma odpowiedzi na pytanie „Dlaczego?”
„Grona gniewu” zostały sfilmowane w 1940 roku. Oglądałam go dawno temu. Zrobił wrażenie. Myślę, by obejrzeć go po raz kolejny…. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś… Zbyt wiele bólu jest we mnie po przeczytaniu książki….
Trudny jest każdy poniedziałek
Jeszcze bardziej smutny wtorek
Twoje ostatnie słowa przytuliłem
I Twoje oczy znów w podróż zabiorę
W środę tęsknię najmocniej
A w czwartek bardziej niż dzień wcześniej
W piątek wieczorem znów pęknie mi serce
Mimo, że przez chwilę znów ze mną Jesteś
Sobota jest z nich najgorsza
I chciałaby tym dniem więcej nie być
Niedziela bez promienia nadziei
Ze łzami w oczach można ją przeżyć
Często też nie wiem, jaki jest dzień dzisiaj
Czy noc jeszcze, czy już czwarta rano
Tęsknię tak, że czuję tylko ból w sercu
Bo kocham Cię w każdej chwili tak samo
I gdy nastanie wieczna ciemność
Wszystkie wskazówki na zawsze się zatrzymają
Proszę weź moją miłość na zawsze
By chociaż przez chwilę mnie nic nie bolało
w nim księżyc i słońce
– blask wahadła
kołysze pobudzając
zaufane kontury
duchy dawnych dzieł
w drodze ponad wiek
wyrastają z nas
zielone gwiazdy
😊
Przeczytałam też od końca do początku - pięknie się uzupełnia 👋
Dziękuję🧡 Pozdrowienia 👋
Dzisiaj sobota i świeci piękne słońce, więc dajmy jej szansę. Pozdrowienia 👋
tadalafil exposure over time tadalafil exposure over time
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.
Miło Ciebie widzieć i czytać... Pozdrawiam :)
... Będzie tęsknotą... ukrytą pomiędzy wierszami... Pozdrawiam :)
Ciekawy wiersz. Podoba mi się! Pozdrawiam :)