Trudny jest każdy poniedziałek
Jeszcze bardziej smutny wtorek
Twoje ostatnie słowa przytuliłem
I Twoje oczy znów w podróż zabiorę
W środę tęsknię najmocniej
A w czwartek bardziej niż dzień wcześniej
W piątek wieczorem znów pęknie mi serce
Mimo, że przez chwilę znów ze mną Jesteś
Sobota jest z nich najgorsza
I chciałaby tym dniem więcej nie być
Niedziela bez promienia nadziei
Ze łzami w oczach można ją przeżyć
Często też nie wiem, jaki jest dzień dzisiaj
Czy noc jeszcze, czy już czwarta rano
Tęsknię tak, że czuję tylko ból w sercu
Bo kocham Cię w każdej chwili tak samo
I gdy nastanie wieczna ciemność
Wszystkie wskazówki na zawsze się zatrzymają
Proszę weź moją miłość na zawsze
By chociaż przez chwilę mnie nic nie bolało
Za głośny jest
ten świat
Za dużo na raz
do głowy, do serca
chciałby nam wlać
Za głośny jest
ten świat
Kradnie nam przestrzeń
zabiera spokój
przemyca “miłość”
odbiera wolność
Za głośny jest
ten świat
Za dużo na raz
do głowy, do serca
chciałby nam wlać
A przecież człowiek
to nie jakiś dzban
Serce i rozum
Dusza i ciało
Jeśli znasz sobie
To wiesz, co cię karmi
A co tylko wodzi
By duszę skraść
(…)
Za głośny jest
ten świat
była zaledwie chwila
ciągnąca się latami sekund,
w których Bóg, znudzony liniowością czasu,
zaczął zwijać godziny w ciasne spirale,
by zmieścić w nich cały Twój szept i każde niewypowiedziane ,,czekaj,,
niejedną skargę
szron położył na usta,
kropkami wspomnień
spadającymi nisko,
aż zaczęły wyrastać z nich szklane kwiaty,
których płatki dzwoniły przy każdym oddechu,
karmiące się chimerycznym strachem
strzępów uniesień.
opisem przyjaznym,
ale napisanym atramentem z mgły i zapomnienia,
kreśliliśmy bezpieczne strony,
pełne połamanych serc,
które w lustrze obłędu dojrzeń
zaczęły nagle bić w rytmie odwróconym,
pompując czyste światło zamiast krwi,
aż staliśmy się przezroczyści dla siebie nawzajem.
to nic, gdy boli uśmiech,
gdy zadrży powietrze
ciepłem umykających słów,
które Bóg łapał w niewidzialną sieć,
by wyświetlić zalążki dobra
na wewnętrznej stronie Twoich powiek,
tworząc tam kino z naszych najskrytszych pragnień.
początkiem zdań trafiały w serce duszy,
przebijając je igłą z gwiezdnego pyłu,
szyjąc na nowo rozdarcia w tkance istnienia,
by nie uciekało z nas to, co w nas najkruchsze.
jakże jasno świecą krawędzie szczęścia,
wplecione w każdy wysiłek wyciągniętych dłoni,
które w pewnej chwili stały się korzeniami,
wrastając w beton ulicy spojrzeń.
Tam, wejrzeniem dnia pośród domów,
gdzie okna są oczami, a drzwi – otwartymi ustami,
gdy wszystkie zegary w jednym momencie
wybiły epilog pragnień,
a wskazówki wygięły się w znaki zapytania,
pytając o cenę jednej sekundy bez Ciebie.
Bóg wtedy uśmiechnął się szeroko,
rozrywając horyzont jak stary arkusz papieru,
krusząc nieprzygotowane myśli,
z których sypał się srebrny piasek,
zasypując ścieżki prowadzące do wczoraj,
by nie było już drogi powrotnej do samotności.
odmierzyły chwile niewczesne,
odmierzyły dystans między szeptem a krzykiem,
między dotykiem a wspomnieniem dotyku,
a po drugiej stronie,
po błękit – skąpany przystanek,
gdzie czas stoi w kolejce po bilet do wieczności,
czekają Twoje usta,
zakwitłe nagle błękitnym mchem,
pachnące deszczem i pierwszym świtem świata.
——————————
widziałem… na spacerze,
jak Bóg zawiązywał sznurowadła Twoim cieniom,
byś nie uciekła zbyt szybko
z krawędzi tego snu,
zanim nauczę się czytać z Twoich oczu
całą mapę nieba.
Dzięki Tobie wszystko ma sens
Nauczyłaś mnie śnić i oddychać
Pisać wiersze tylko dla Ciebie
Dla Ciebie uczę się życia
Boję się takich poranków
Gdy już zamilkną wszystkie dźwięki
Otworzę oczy, a Ciebie nie będzie
Cisza z tęsknotą obudzą stare lęki
Czym wtedy będzie kolejny dzień
Czym będzie każda kawa
Jedynie bólem jak sztylet w sercu
Życiem, w którym szczęście trzeba udawać
Czym będzie kolejna podróż
Czym każdego wieczoru spacer
Czym spojrzenia w księżyc
Gdy już nigdy Cię nie zobaczę
Czym będzie na tarasie herbata
I noc bezsenna, gdy miłość największa
Czym na Tobie koc
Który ogrzewał ciepłem każdego wiersza
Czym będzie nasz taniec
Gdy milczymy, choć znamy wszystkie języki
Czym wtedy spojrzenia w Twoje oczy
Czym miłość bez naszej muzyki
Czym będą wszystkie porażki
Wszystkie walki, które wygrałem
Dzięki Tobie byłem taki silny
Przeżyłem, bo Ciebie kochałem
Przecież tylko dla Ciebie
Ta biała koszula na przemian z zielonym
Dla Ciebie podbijam świat
Dla Ciebie kolejne życia strony
I boję się, bardzo boję się myśli
Która towarzyszy mi przez te wszystkie lata
Że nagle odejdziesz z mojego życia
I wtedy zobaczę swój własny koniec świata
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.
Miło Ciebie widzieć i czytać... Pozdrawiam :)
... Będzie tęsknotą... ukrytą pomiędzy wierszami... Pozdrawiam :)
Ciekawy wiersz. Podoba mi się! Pozdrawiam :)
Czytając Twoje wiersze mam podobne odczucia jak Lydia. Pozdrawiam :).
Cieszę się i pozdrawiam.
Bardzo mi bliski. To juz Twój kolejny. Pozdrawiam ciepło.
Bez znajomości matmy ani rusz... a ja już nie pamiętam równań...
W Twojej myśli wszystko się zgadza... Tak jest po prostu...