Déjà vu – spojrzenie
głodnych kamieni
nie ucz latać;
uczą ciężaru myśli,
liczą twardość wiersza,
noszą w sobie ciszę o kilku barwach.
kamienie w locie
próbują
naśladować anioły:
wkładają do kieszeni maleńkie księżyce,
rysują podniebne mapy paznokciami,
ściągają oddechy ze skrzydeł i trzymają je jak ryby w dłoni,
ćwiczą pochylenia — echami biją dzwony bez uderzeń.
anioły w locie
próbują
złapać oddech;
ciągną po stopach miasta, by poczuć smak bruku,
wciągają zapach zapomnianych nabożeństw,
odkładają skrzydła na skraju nieba, gdzie skrzypią jak stare łódki;
czasem któryś kichnie i spada drobny obraz świata.
Bóg stoi z boku — stary ogrodnik z dłonią pełną znaków:
posyła anioły z listami na językach,
pisze znaki na krawędziach chmur,
przestawia gwiazdy, żeby ktoś mógł spojrzeć;
pozwala kamieniom mieć nadzieję; jego dłoń jest ciężka i miękka zarazem.
kamienie i anioły
spotykają się na pograniczu dni:
tam, gdzie tory śpiewają pod stopami,
a domy mają klatki dla dźwięków.
kamień pyta anioła o smak światła;
anioł odpowiada: zna smak domów, które zapomniały okna.
razem liczą nieistniejące imiona,
odrzucają porządek na rzecz jednej, nieśmiałej melodii.
z chmur wypadają listy bez adresata;
kamienie łapią je na brzuchy,
anioły otwierają je jak pudełka z piórami.
z każdej koperty wychodzi echo — twoje i m i ę,
inaczej odmienione, a jednak rozpoznawalne.
tam, gdzie jest echo, kamień zapamiętuje oddech,
anioł rysuje kręgi na powietrzu, by utrzymać pamięć.
raz jeszcze,
bez ceremonii,
kamień uczy anioła przewracać się powoli,
anioł uczy kamień oddychać cieniem;
uczą się równoległego dotyku:
kamień dotyka nieba, anioł ziemi,
lecz tylko anioł wie, że dotyk boli i uzdrawia jednocześnie.
by powiedzieć
k o c h a m —
słowo układa się jak most z porcelany,
drży, delikatne i to wystarczy;
przechodzi przez morze jak ptak uwolniony z klatki,
zostawia na języku ślad soli i pyłu,
rozświetla wnętrze jak latarnia w mroku.
Bóg obserwuje — uśmiecha się cicho, zna zakończenia;
stuka palcem w ziemię, aż rośnie trawa z liter,
zbiera rozrzucone słowa i układa je w nowe modlitwy.
ani jeden anioł nie wraca taki sam; niektóre przynoszą kawałki kamienia,
inne — zapach porzuconych domów.
rytuał:
kamień wyciąga z siebie gwóźdź i sadzi go w dłoni,
anioł obraca język w zegar, uczy punktualności ciszy,
Bóg podlewa świat drobnymi znakami — promieniem, odruchem, westchnieniem.
miłość staje się alfabetem wypisanym na skórze świata.
gdy nauki kończą się,
kamień zakłada okulary z nocnych rzek,
anioł chowa w kieszeni grudki światła,
i odchodzą razem po schodach, które wiodą w dół do nieba,
po schodach pamiętających imiona dni.
k o c h a m — brzmi raz jeszcze,
jak echo z dwóch stron jednocześnie;
po nim cisza miękka jak zwinięte pióro,
kamienie i anioły uczą się grać w pamięć,
aż pamięć staje się mostem,
a most — oddechem,
a oddech — błękitem, który wystarcza.
—————————–
widziałem na spacerze…
Autorem wiersza "Déjà vu – spojrzenie" – jest blindniemy. Wszelkie prawa autorskie do wiersza należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.
ciprofloxacin drops
ciprofloxacin drops
Bardzo interesujące – ciekawe – spojrzenie poetyckie… na rzeczywistość, na istnienie…