Według scenariusza
Według scenariusza
Czy możecie sobie wyobrazić, że nie byłam zagorzałym fanem serialu „Z archiwum X”? Kiedy w latach dziewięćdziesiątych ludziska nałogowo siadali przed telewizorem, ja patrzyłam na tę rzeczywistość z lekkim uśmiechem? Tak było i nie będę nikogo oszukiwać. Dwieście osiemnaście odcinków (jak podaje wikipedia) gdzieś obok mnie przemknęło. Podobnie z filmami fabularnymi. Dziś czasami zerkam na powtórki.
Serial na pewno był nowością na telewizyjnym rynku. Cieszył się wielką popularnością i zapewne nieźle zarobił. Nie mam nic przeciwko legalnemu zarabianiu forsy. Nie mam również nic przeciwko przerabianiu filmowych scenariuszy na książki. Pisałam już recenzje z takowych. Tym razem w moje ręce wpadła książka „ Z archiwum X. Pokonać przyszłość” , pomysł Ch. Carter, F. Spotniz, scenariusz Ch. Carter, adaptacja E. Hand. Jednym słowem – epicka wersja filmu kinowego opartego na serialu telewizyjnym. Uf, dużo tych danych, ale jest przynajmniej uczciwie.
Film powstał w 1998 roku, o dziwo książka ma też taką samą datę druku. I to w Polsce. Można więc wysunąć wniosek, że była ona elementem reklamowym filmu. Chcesz to obejrzyj film, chcesz to przeczytaj książkę. Praktyczne, zgodne z duchem marketingu. W sumie też nie ma nic przeciwko temu. Proces odwrotny do adaptacji, ekranizacji dzieła literackiego.
Przyjrzyjmy się każdemu z tych zabiegów. Jeśli przenosimy na ekran powieść, piszemy scenariusz, który nie jest wierną kopią utworu epickiego. Jest z reguły jego interpretacją. I tak w kinematografii polskiej mamy trzech „Znachorów” – Kazimierz Junosza – Stępowski, Jerzy Bińczycki i Leszek Lichota. A wszyscy pochodzą z powieści Tadeusza Dołęgi – Mostowicza. I każdy jest inny. Ten z powieści też jest inny, bo jego sylwetka, ocena postępowania, zależy od czytelnika.
W przypadku odwrotnym jest zupełnie inaczej. Książka nie różni się od filmu. Nie ma prawa się różnić, bo byłaby osobnym dziełem, a przerabianiem scenariusza na powieść zajmują się fachowcy od pisania, często właśnie scenariuszy. Po takim utworze nie spodziewajmy się fajerwerków. Powieli on treść filmu. Będzie napisany prostym, nieskomplikowanym językiem, żeby każdy zrozumiał o co chodzi. Nie odkryje żadnej tajemnicy. Tak jest w przypadku tekstu, który trafił w moje ręce. Próbowałam znaleźć w nim coś specjalnego…. Nic z tego nie wyszło. Ot, takie dobre wypracowanie na poziomie ostatniej klasy dawnego gimnazjum.
Klikając teraz w klawiaturę, myślę sobie, że wydanie drukiem scenariusza byłoby bardziej ciekawe. Można by wówczas gdzieś w zakamarkach swego umysłu samemu stworzyć sobie obraz. Może nawet nieruchomy. Taki bardziej malarski. I wpleść w niego sylwetki bohaterów… Oj, rozmarzyłam się… Przeciętny czytelnik scenariusza nie kupi. A takie „Z archiwum…” pewnie tak. Będzie marzył o zdobyciu autografu swych filmowych idoli na egzemplarzu swojej książki….
Czas nie czeka... pędzi jak szalony... Pozdrawiam ciepło smoka... :)
🙂
Bywa, że chodzi krętymi drogami :)
Dziękuję Smoku! Wszystkiego dobrego życzę :)
Mijają noce i dnie, wieczory bez poranków czas ciągle płynie nie robi sobie przystanków starczyła tylko mała chwilka żeby Kapturek…
Smok też zagląda. Lubi ją taką, w samej ciszy...
Ono dość nieśmiałe jest i słabo zorganizowane w czasie. :))
Wiemy, wiemy też,że jak już nasyci oczy, to czyta też ciekawe recenzje. :))
Dobrze,że mnie nie widać, nikt nie reaguje torsjami, ani innymi dolegliwościami. A przecieź nie wszystko można zrzucić na ciążę Miłego…
Piękny, jak wszystkie Twoje wiersze. Całe życie czegoś się uczymy... Pozdrawiam :)
Piękne strofy! Zachwycasz... Pozdrawiam :)
Dziękuję 🧡
Lubię czytać Twoje wyjątkowe, piękne myśli. Pozdrawiam serdecznie :)
Dziękuję za ciekawy komentarz :))