Miesięczne Archiwum: listopad 2025

9

Na obrzeżach dziczy

Co jakiś czas, spacerując po puszczy albo jej obrzeżami, spotykam dzikie zwierzęta. Różnorakie. I te, które określane są mianem łagodnych, bezpiecznych, choć bezpośredni kontakt i dotyk mógłby się stać niebezpieczny, jak i te, do których zbliżać się jest niewskazane — te, które sieją wokół strach. Nigdy nie stanowiły niebezpieczeństwa dla odwiedzających ich dom czy też mieszkańców okolic. Może gdzieś, kiedyś, może w baśniach, legendach, może na skrajach większej, prawdziwej dziczy, do której wdarł się nieproszony człowiek. Może…

Tak więc spaceruję bezpiecznie po lesie, nie bojąc się dzikiego, który spogląda na mnie zaciekawionymi oczami, nie psując jednak jego spokoju, nie wchodząc dalej, do jego sypialni z której wygląda, uciekam przed każdym cieniem człowieka, przed zdziczałym psem oraz wypuszczonym z obejścia.

Nie, nie mam większych powodów, by bać się psów. Dają mi posłuch nawet wtedy, gdy je spotykam po raz pierwszy. Niemniej świadomość zagrożenia powoduje, iż zapalają się wszystkie lampki ostrzegawcze. „Nie bój się, lecz nie przekraczaj granicy ich strachu” — myślę i idę dalej, nie naruszając ich przestrzeni.

Szanuję zwierzęta, podobnie jak siebie. Dzięki temu współistniejemy. Znają mój zapach, decyzje, myśli. W zamian poznałam ich piękne oczy, spojrzenia, widziałam zaledwie z kilku metrów.

17.11.2025 r.
Dziennik osobisty pisany prozą poetycką.

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

okładka

czas wszystko rozciąga
wydłuża śmierć
kiedy zasypiam
wypływa

ze mnie stając się skórą
coraz dalszą
między słowami

książka z początkiem obrazu
po ostatnim słowie
czas

łamie kropkę

❤️
5
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

3 o świ(e)cie

aleja

białe oddechy pośród drzew
– zbierają czas
błyskając śmiercią

i znikąd pocieszenia
instrumenty płakałyby z bólu
gdyby mogły czuć

z każdej strony
możemy spaść

&

sami

różowy ptak nad miastem
atomowym
przypięty do nieba z grubych włókien
zwiniętego w komin

wymiany półoddechów
na słowo
w trzydzieści sekund
generujące światy
spośród których nie trzeba wybierać

&

tymczasowi

dalecy w bałaganie wydarzeń

pociągamy za nić
jak za rzekę
pełną odzwierciedleń drugiej strony

dostrzeżonych z opóźnieniem
zwierzętopodobnych
obojętnych na obiekty
poza ich światami

za które płacimy
zegarkami

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Późna miłość

Późna miłość…

Miłość zapukała do drzwi.

Delikatnie.
Ostrożnie.
By nikogo nie wystraszyć nadmiarem uczuć.

Była
cicha, pokorna,
z białymi włosami
opadającymi na ramiona.
Na oczach miała
okulary plus dużo.
Stałą pochylona,
chroniąc swe skrzywione plecy.

Zapukała raz
swą spracowaną dłonią.

Zapukała drugi,
licząc na zgrzyt klucza w zamku.

Zapukała trzeci,
wierząc,
że nie przyszła za późno.
z nadzieją,
że ktoś otworzy drzwi….

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

…

W dojrzewaniu, które tak naprawdę trwa całe życie, najfajniejsze jest to, że przychodzą takie momenty w których zdaję sobie sprawę, że się myliłam i dzisiaj zmieniam zdanie…Tak zmieniam, bo doświadczenie pozwoliło mi zobaczyć inną perspektywę (…)

To tak na okrągło mówiąc… (pisząc)
A idąc do brzegu: Jeżeli Pan Bóg pragnie mojego (naszego) ludzkiego szczęścia, a wierzę, że pragnie, to zwykłe przyznawanie się do tego, że nie wyrosłam z romantyzmu, niczego nie psuje w moim życiu (nie muszę go odrzucać).

Bo skoro Bóg jest Miłością, jest też Mądrością, a miłość (mądrość) pomaga nam być przy swoim sercu i jednocześnie widzieć szerzej, głębiej i w różnych odcieniach, bez radykalizmu, który tak czesto wykrzywia i bardzo zubaża to, co wciaż jest tajemnicą Bożego działania (…)

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
0

Malarz i Ona

malarz
patrzę na ciebie
i nie wiem, czy to włosy,
czy świt, który się w nich zaplątał

wszystko w tobie ma własne światło —
skóra, która wciąż pamięta lato,
ramiona, które obiecują schronienie
i uśmiech, co rozprasza szarość

to, co wiem o pięknie
robi się przy tobie bezradne

ale nie wiem jak mam cię namalować
twoje milczenie ma odcień ciepła
którego nie ma w żadnej palecie,
następna sekunda jest nowym kolorem
a oddech zmienia kształt światła
boję się, że jeśli mrugnę
to znikniesz

pędzel utrwaliłby tylko kłamstwo,
a farby są zbyt płochliwe
więc patrzę
jak przechodzi przez ciebie słońce.

ona

patrzył na mnie jak na światło
a ja czułam się taka zwyczajna –
trochę zmęczona, trochę głodna
i niepewna, czy chcę być kolorem

jego oczy były głośniejsze od słów
mówiły: “zostań”

a ja chciałam po prostu
żeby ktoś dostrzegł mnie bez ram

farby pachniały terpentyną i pyłem
pomyślałam, że sztuka
to może sposób, by się nie rozpaść

kiedy skończył
na płótnie została cisza –
a w niej ja,
bardziej prawdziwa niż ja sama

malarz

teraz jesteś w ciszy płótna
twoje włosy już nie poruszają się w świetle
a ja szukam w farbie
ciepła, które zgubiłem

na miejscu jest —
kolor, linia, kształt
tylko ciebie nie ma

i myślę, że może piękno
nie daje się zatrzymać,
lecz przechodzi przez człowieka
jak światło przez wodę,
i znika, zostawiając ślad,
którego nie da się domalować

więc stoję przed obrazem
jak przed wspomnieniem,
i uczę się
jak patrzeć –
żeby nie chcieć dotknąć

❤️
10
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
Maj w Budapeszcie | buda 1

Maj w Budapeszcie

Maj w Budapeszcie

Kiedyś trafiłam na spotkanie autorskie z twórcą zekranizowanej powieści. Prowadzący był pewien, iż najpierw pisarz napisał, a potem powstał film. Prawda była bardziej brutalna. Ów pisarz najpierw przyznał się, że jest klasycznym autorem – widmo, który to zawód stał się popularny po filmie Romana Polańskiego. Następnie opowiedział kilka anegdot o pisaniu omawianej powieści. Na przykład miał już gotowy cały rozdział, kiedy z planu filmowego nadeszła wiadomość o zmianach w scenariuszu. Trzeba było zaczynać od nowa. I tak na ekrany kin wszedł film, a do księgarni trafiła książka.
Kiedyś było trochę inaczej. Kręcono film, najlepiej taki jak „Stawka większa niż życie”, a kiedy osiągał dużą popularność, autorzy scenariusza takowy scenariusz zamieniali na powieść lub komiksy, jak to miało miejsce w przypadku wspomnianego serialu. Ale…. W przypadku „Życia na gorąco” mam wątpliwości.
Serial miał premierę w telewizji polskiej w 1979 roku. Natomiast trzymana przeze mnie książeczka wydana została w 1976. Może równocześnie spółka autorska „Andrzej Zbych” czyli Andrzej Szypulski i Zbigniew Safian, pisali równocześnie opowiadania i scenariusz? Kto ma więcej wiadomości na ten temat?
W każdym razie opowieść „Budapeszt” jest taka sama jak pierwszy odcinek serialu mającego zastąpić kapitana Klossa lub uwspółcześnić naszego szpiega. Bohaterem jest tym razem dziennikarza o prostym nazwisku Maj. Wiadomo, w czasach kiedy wojny nie ma, dziennikarz ma dostęp do wszelakich źródeł informacji. Kiedyś bowiem był to zawód wzbudzający zaufanie, a do tego każdy musiał się z takowym człekiem liczyć. Maj jeździ oczywiście naszym polskim Fiatem 125P ( i niech mi tu nikt nie śmie twierdzić, że na jakiejś włoskiej licencji! ), jest przystojny, wysportowany i inteligentny, gdyż wszystkie zagadki rozwiązuje za pomocą umysłu. Jego przeciwnikiem jest niejaki doktor Gebhardt, szef organizacji „W”. Ów osobnik to oczywiście zbrodniarz wojenny z okresu II wojny, zatem Niemiec. Trzydzieści lat po wojnie temat wojny był ciągle aktualny. Co ja mówię…. Trzydzieści lat… Osiemdziesiąt lat po zakończeniu wojny ciągle jesteśmy straszeni złymi Niemcami. Ustalmy zatem, temat wojny jest typowym tematem polskim. Tak samo jak ten Fiat.
Redaktor Maj w pierwszej swej przygodzie, rozwiązuje zagadkę tajemniczego porwania austriackich przedsiębiorców, chcących handlować z takimi samymi z Węgier. Obok niego pojawia się ładna dziewczyna, wszak kobiety to ozdoba, a czasami nawet uczestniczy w akcji. Hans Kloss romanse też miewał, że nie wspomnę o Edycie. W każdym razie tamci są kompletni źli, a ci bardzo dobrzy.
Oczywiście streszczać tekstu nie będę. Serial jest w sieci. Jeśli chodzi o niewielką książeczkę, można ją przeczytać przy samotnym obiedzie wkładając łyżkę do ust. . Tempo szybkie, jak w filmie (88 stron). Częsta zmiana miejsca akcji, oczywiście jak w serialu. Zapewniam – obiadowi ta lektura nie zaszkodzi.

❤️
4
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

***

Mgła ucisza mrok
noc i chłód – zróbmy to znów
jeden ciepła krok

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 2 – 3 – 4 – 5 – 6 – 7 – 8 –