Autor: Bianka97

0

Malarz i Ona

malarz
patrzę na ciebie
i nie wiem, czy to włosy,
czy świt, który się w nich zaplątał

wszystko w tobie ma własne światło —
skóra, która wciąż pamięta lato,
ramiona, które obiecują schronienie
i uśmiech, co rozprasza szarość

to, co wiem o pięknie
robi się przy tobie bezradne

ale nie wiem jak mam cię namalować
twoje milczenie ma odcień ciepła
którego nie ma w żadnej palecie,
następna sekunda jest nowym kolorem
a oddech zmienia kształt światła
boję się, że jeśli mrugnę
to znikniesz

pędzel utrwaliłby tylko kłamstwo,
a farby są zbyt płochliwe
więc patrzę
jak przechodzi przez ciebie słońce.

ona

patrzył na mnie jak na światło
a ja czułam się taka zwyczajna –
trochę zmęczona, trochę głodna
i niepewna, czy chcę być kolorem

jego oczy były głośniejsze od słów
mówiły: “zostań”

a ja chciałam po prostu
żeby ktoś dostrzegł mnie bez ram

farby pachniały terpentyną i pyłem
pomyślałam, że sztuka
to może sposób, by się nie rozpaść

kiedy skończył
na płótnie została cisza –
a w niej ja,
bardziej prawdziwa niż ja sama

malarz

teraz jesteś w ciszy płótna
twoje włosy już nie poruszają się w świetle
a ja szukam w farbie
ciepła, które zgubiłem

na miejscu jest —
kolor, linia, kształt
tylko ciebie nie ma

i myślę, że może piękno
nie daje się zatrzymać,
lecz przechodzi przez człowieka
jak światło przez wodę,
i znika, zostawiając ślad,
którego nie da się domalować

więc stoję przed obrazem
jak przed wspomnieniem,
i uczę się
jak patrzeć –
żeby nie chcieć dotknąć

❤️
8
👍
2
0
💡
0
1
📖
0
2

Gdy …

Tam, gdzie ostatnie światło gaśnie,
Zatrzymam się — za granicą życia.
Cisza rozwinie skrzydła z cienia,
I spowije mnie białą jak całun mgłą.

Nie będzie imion, wspomnień, ani łez —
Tylko echa, blade jak porzucone modlitwy.
I w tej pustce, chłodnej jak marmur świątyni,
Rozumiem, że noc nie była końcem,

Lecz powrotem.

❤️
7
👍
0
1
💡
0
0
📖
1
0

Pamięć

W przerwie między reklamami
ktoś jeszcze słyszy
śpiew legionów.

Na placach — pomniki.
Z kamienia.
Milczące.
Ludzie idą dalej,
ze wzrokiem wbitym
w szkło ekranów.

Czasem,
w listopadowym świetle zniczy,
zatrzymuje się cień —
poprawia flagę,
pochyla głowę,
zdmuchuje kurz z dat,
kładzie kwiaty.

Na murach — nowe slogany.
Na starych grobach — te same nazwiska.

A dzieci uczą się hymnu.
Powtarzają słowa,
nie wiedząc,
dlaczego
trzeba je czuć.

❤️
6
👍
0
0
💡
1
0
📖
0
1

Nie wydarzyło się

To było w operze,
a może tylko w wyobraźni,
gdy nasze spojrzenia się spotkały
i skrzypce zamarły w połowie taktu.

Na małej stacji ktoś spóźnił się na pociąg
i zgubił przyszłość w dwóch minutach.

Ulicę dalej wiatr
porwał z balkonu słowa,
jeszcze niedojrzałe do wyznania.

A ja wciąż noszę ciszę po tamtym spojrzeniu —
pęknięcie chwili, które mogło
stać się lawiną –
a zostało tylko przypadkiem.

❤️
6
👍
0
0
💡
0
1
📖
1
1

Rozprzestrzeń

Nie zapisał nieba gotową odpowiedzią.
Rozsypał tylko gwiazdy –
alfabet, do którego szukam klucza.

Nie dał prawdy jak kamienia do ręki,
ale tchnął we mnie pęknięcie –
szczelinę,
przez którą sączy się
żywe srebro wątpliwości.

Prawda podarowana jest echem w cudzej studni.
Ta, którą rodzę z siebie
w skurczach ciszy,
staje się nowym układem atomów,
moją własną geometrią istnienia.

Pytanie nie jest kompasem,
lecz napięciem duszy,
wektorem wyznaczonym w pustce.
Każde “dlaczego”
rozrywa zasłonę.

Nie ma dokąd iść.
A w rezonansie każdego kroku
On staje się Drogą.

Mógł mnie stworzyć z pewności.
Cichy, doskonały kryształ.
Wieczny. Nieruchomy.
Wybrał jednak, bym stała się świadomością –
wątłym płomieniem,
który żyje, bo pyta.
I płonie, bo nie wie.

❤️
6
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
0

Mistrz

W zaułku Świętego Tomasza,
gdzie „Camelot” kusi gęstą czekoladą,
siedział “król” przy okrągłym stoliku,
na dębowym, twardym tronie.

Srebrne włosy opadały na czoło,
jakby same chciały dodać powagi.
W zmarszczkach migotało światło —
reflektor spóźnionej sławy.

Przed nim — pusta filiżanka.
A jednak pił z niej gorycz wspomnień.
Spojrzał na mnie oczami chłopca,
który dawno zjadł ostatnie ciastko.

Wtedy dostrzegł swoje wiersze w moich dłoniach
i cofnął się nagle do dni i nocy,
gdy słowa rodziły się w gorączce
a każdy wers był okrętem,
który miał nigdy nie zatonąć.

Przez sekundę był młody i nieśmiertelny,
potem westchnął teatralnie:
„A miałem umrzeć, nim starość mnie znajdzie.”
Złożył autograf z miną,
jakby sprzedawał bilet do własnej biografii.

Uśmiechnął się naprawdę —
nie jak aktor, lecz jak człowiek,
który właśnie wygrał małą bitwę z czasem.

*”Camelot” – krakowska kawiarnia

❤️
5
👍
0
0
💡
0
0
📖
1
0

Natura

Nie badam granic świata,
by poznać swoją siłę.
Moja pamięć jest starsza niż drzewa –
jest pamięcią skały.

Nie jestem echem —
jestem wibracją ziemi,
wstrząsem, który rozsadza ciszę.

Kto zechce mnie złamać,
pozna siłę korzeni.
Sięgają głębiej
niż strach
niż chciwość
niż śmierć

Nie proszę o miejsce —
sama je tworzę.
Moja obecność nie zna odwrotu –
twarda jak diament –
a pulsuje życiem.

Nie jestem kwiatem
który trzeba chronić,
lecz ziemią,
która pochłania
i rodzi jednocześnie,
która nie oddaje tego,
co w niej rośnie.

Nie jestem ciszą przed burzą –
jestem burzą,
która nie potrzebuje zgody nieba.

Nie pytaj już, czy przetrwam.
Ja trwam.
Zawsze jestem początkiem.

❤️
9
👍
0
0
💡
0
3
📖
3
6

Porzucenia i powroty

Czasem robi się błąd nie dlatego, że się porzuca, ale dlatego, że się wraca.
xxx
Powrót serca

Myślałam: wrócę, będzie lżej,
że czas uleczył to, co złe.
Lecz serce głupie wierzyć chce,
że w nocy można znaleźć dzień.

Paradoks powrotu

Błąd nie tkwi w ostatnim rozstaniu
lecz w chęci powrotu , w staraniu.
Nie każdy, kto wraca się zmienia,
czas nie zapomina cierpienia.

Recykling uczuć

Zebraliśmy resztki dawnych wzruszeń,
by tchnąć w nie życie — jeszcze raz.
Lecz żar, co raz już się dopalił,
nie ogrzeje więcej nas.

xxxxxx

Nie każdy powrót jest mądrością.
Czasem to tylko błąd ubrany w nadzieję.

❤️
3
👍
2
0
💡
0
1
📖
1
12348