1968 (5)
Meksykańska pałeczka (2)
cd.
Podczas dalszej części obiadu, w postaci porcji wołowego z kością, na którym ugotował się rosół, rodzice toczyli dalszą dyskusję na temat nieszczęsnej pałeczki i domniemanej sprawczyni narodowej katastrofy. Gdy rodzinnie doszliśmy do tradycyjnego deseru, czyli budyniu, starzy wcale nie byli już pewni, czy aby pałeczka została upuszczona celowo.
– Mówią, że Wolna Europa nic na ten temat nie mówi – wyjaśnił ojciec.
– A Głos Ameryki?
– Głos Ameryki nic nie powie, bo w Ameryce rządzi Żydzi.
– Kto tak powiedział?
– W pracy tak mówią.
W moim domu obowiązywały dwa źródła prawdopodobnych informacji. Mniej prawdopodobne pochodziły z miasta, bardziej – z pracy. Jako że mama nie pracowała, często posiadała jedynie te pierwsze pochodzące z kolejki sklepowej. Ojciec miał dwie możliwości, zatem mógł wyrobić sobie w miarę obiektywne zdanie. Ciągle marzył o kolejnej:
– Może by tak kupić porządne radio, żeby łapało Wolną i Głos… człowiek by sam posłuchał, a nie tylko słuchał tego, czego inni słuchają…
Filozoficzny wywód mego ojca, mama przyjęła z uznaniem, ale od razu postawiła kontrę.
– Nic z tego. Zima idzie. Buty nowe trzeba kupić.
– Komu? Mam te z ubiegłego roku.
– Ale dzieci rosną i wyrosły z ubiegłorocznych.
No tak, znowu porządnego radia nie będzie.
Do tego, że w domu nie słuchamy Wolnej Europy i Głosu Ameryki trudno było w ówczesnych czasach się przyznać. Ponoć słuchał każdy. I większość krytykowała podawane tam wiadomości. Była tak, jak w późniejszych czasach z piosenkami disco polo. Nikt nie lubi, nikt nie słucha, ale każdy największe hity zna na pamięć.
Nasza rodzina nie przyznawała się, że nie słucha zakazanych rozgłośni z powodu braku odpowiedniego sprzętu. Bo jak to, mieliśmy jeden z pierwszych telewizorów w kamienicy, a normalnego radia nie? To co stało na stoliku odbierało jedynie jeden polski program i dwa czeskie….
Wielokrotnie słyszałam jak rodzice tłumaczyli brak znajomości faktów prezentowanych przez owe rozgłośnie faktem, iż nasze mieszkanie jest na głównej linii, po której płynie sygnał zakłócający nadawanie wiadomości z Europy. Powoduje to, że nasze radio jest najbardziej zakłócane. Wszyscy nam współczuli.
Tak więc dyskusja z pałeczki przeniosła się na buty, ponieważ bliższe one były niż wydarzenia w dalekim amerykańskim kraju.
Temat wrócił po kilku dniach w postaci zupełnego zaprzeczenia poprzednim tezom.
Ojciec jak zwykle przyszedł z pracy ok. 15.30…. i tak dalej, i tym podobnie. Tym razem przemówił przy żurku z naturalnego zakwasu, który można było wówczas bez problemu kupić w pobliskiej piekarni.
– Nikt w to nie wierzy, że upuściła specjalnie.
– Skąd wiesz?
– Tak mówią.
– Kto?
– No, w pracy. Mówią ci, co byli w marcu we Wrocławiu. Nie widzieli jej tam.
Po podaniu drugiego w postaci kotletów mielonych z przewagą bułki tartej mama wygodnie usiadła przy stole:
– A ja to w ogóle nie wierzę, że ona ma jakiś związek z polityką. Plotki o specjalnym upuszczeniu pałeczki rozgłosili prawdziwi wrogowie.
– Czyli kto?
– Nie wiem dokładnie kto, ale to byli sportowi rywale. Chcieli dziewczynę wyrzucić z Polski, zniszczyć, żeby nie uprawiała sportu, nie zdobywała więcej medali. A o Wrocławiu to już nie mówmy… Było, minęło.
Mama mówiła dosadnie i z wielką pewnością w głosie. Dziś już nie pamiętam, kto był największym rywalem Polki… Rosjanka? Niemka z NRD? A może Amerykanka?
W każdym razie rodzina stanęła po stronie sportsmenki. Cały kraj zresztą też. Plotka okazała się wredną robotą anty syjonistów i anty semitystów.
Oczywiście zauważyliście, że podczas rozmowy rodziców przewinęła się nazwa jednego z największych miast w Polsce – Wrocław. Wiecie już dlaczego miasto od marca 1968 było zakazane, potępiane i negowane na każdy możliwy sposób przez moją rodzinę, przepraszam, głównie mamę.
I żeby rok zakończyć, jeszcze jeden fakt. Oto jeden z członków rodziny, młody student politechniki we Wrocławiu wdał się w marcową awanturę i został relegowany, czyli usunięty z uczelni. Zamiast w dużym mieście, musiał przenieść się ze studiowaniem do miasta średniej wielkości czyli Wałbrzycha. Tu właśnie otwarto filię wrocławskiej uczelni i można było kształcić się na inżyniera.
W sumie jako małolat nie kumałam, dlaczego filia ma być gorsza, wszak przyjeżdżali tu prowadzić zajęcia właśnie ludzie z polibudy wrocławskiej. Do tego koszt studiowania był znacznie tańszy, bo kuzyn mieszkał we własnym domu, a nie w akademiku, które zawsze miały nieciekawą opinię. W każdym razie rodzina nie była zachwycona, a niektórzy przez wiele lat wypominali młodemu, że niepotrzebnie walczył o „Dziady”.
On sam milczał i został magistrem inżynierem jakiejś specjalności politechnicznej i z „Dziadami” nie ma nic wspólnego.
więcej na
https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php
Flagyl and generic metronidazole Flagyl and generic metronidazole
more at clindamedx.com more at clindamedx.com
SemaGLP product overview SemaGLP product overview
😊
Przeczytałam też od końca do początku - pięknie się uzupełnia 👋
Dziękuję🧡 Pozdrowienia 👋
Dzisiaj sobota i świeci piękne słońce, więc dajmy jej szansę. Pozdrowienia 👋
tadalafil exposure over time tadalafil exposure over time
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.