Żyłam sobie w PRL-u (3)
1968 (3)
MIGDAŁKI OCALONE
Po wydarzeniach marcowych w moim domu zapanował błogi spokój. Ojciec przynosił z pracy i miasta różne wiadomości. Mama też zbierała je w kolejkach. Na podwórku również rozmawiano o czasie teraźniejszym. Robiło się coraz cieplej, co oznaczało, że niepracujące mamy wychodziły na sklecone z byle jakich desek ławeczki i rozmawiały. Jako że nadal nie posiadaliśmy porządnego radia, wiadomości z zagłuszanych rozgłośni przekazywały mamie sąsiadki.
I tak właściwie życie toczyło się normalnie. Przynajmniej my dzieci nie odczuwałyśmy, że świat ponownie staje do góry nogami i to blisko nas – w Czechosłowacji.
Pierwszą osobą z dziecięcej paczki, która przekonała się o tym na własnej skórze, byłam ja. Ja i moje migdałki.
To, że dzieci często się przeziębiają, jest zjawiskiem normalnym nawet w dzisiejszych czasach. Kiedyś też tak było. Jedynym dzieckiem, które nie chorowało był słynny Damien z filmu „Omen”. Tyle tylko, że film nakręcony w 1976 roku, a Damien był dzieckiem szatana. Zatem za mego dzieciństwa kichało, kaszlało i miało katar każde dziecko.
Z nieznanych mi przyczyn o przyczyną wszystkich przeziębień posądzano wówczas migdałki. Zamiast lodów i zimnej wody z kranu. Bo tak naprawdę to one były przyczyną częstego bólu gardła.
W każdym razie migdałki wycinano nałogowo i każdemu dziecku groziła taka interwencja chirurgiczna. Ponoć bolesna nie była. A zdecydowanie łagodziły ją opowieści o lodach przynoszonych w dużych termosach do szpitala przez rodziców. Pacjent po wycięciu migdałów wsuwał te lody również nałogowo i zapominał o bólu.
Tak przynajmniej twierdziło kilka osób z mojej klasy, którym owe narządy wewnętrzne wycięto.
Ja migdałowego pecha miałam od narodzin. Urodziłam się z dużymi i zawsze były one przedmiotem troski pediatrów. Przy każdej wizycie u lekarza słyszałam, że należy je bezwzględnie wyciąć, bo są siedliskiem wszelkich bakterii, wirusów i zarazków. Mama zawsze mówiła, że nic z tego, dziecka na poniewierkę do szpitala nie odda i kazała mi płukać gardło wodą z solą lub co gorsza – z wodą utlenioną. Brr…
W końcu jednak odpuściła. Moda na zabieg zwany fachowo tonsillektomią spowodował, że z ciężkim bólem rodzicielka postanowiła jeszcze raz mnie przebadać i umieścić w szpitalu.
Rano nie dostałam śniadania i poszłyśmy do laryngologa. Trzęsłam się już od samego wyjścia z domu. Wiedziałam, co mnie czeka. Nie cierpiałam tego badania.
Lekarz najpierw oglądał gardło, potem mył starannie ręce i wkładał mi palec do środka. (Teraz już wiecie, dlaczego mama nie dała mi śniadania…). Oczywiście nastąpiło potwierdzenie diagnozy: nie dość, że dwa na wierchu są przerośnięte, to jeszcze trzeci w środku też jest stanowczo za dużo. Wywalić trzeba wszystko.
Dostałam skierowanie do szpitala, z jednym tylko zastrzeżeniem – nie wiadomo, czy zostanę od razu przyjęta. Trzeba trochę poczekać. Mama przytaknęła głową na znak, że kuma w czym rzecz i postanowiła odczekać jakiś czas z zaprowadzeniem mnie na operację.
W końcu wylądowałyśmy na izbie przyjęć. I co? I nic? Zostałyśmy odesłane z powrotem do domu. Dlaczego?
Wałbrzych, w którym mieszkałam od urodzenia, znajdował się w strefie przygranicznej z bratnim narodem czechosłowackim. A to właśnie na teren owego państwa wkroczyły w sierpniu bratnie armie bratniego Układu Warszawskiego, by bronić jedynie słusznej linii ideologiczno – światopoglądowej, którą reprezentowały. Operacja militarna „Dunaj 1968” zahaczyła o moje miasta. Wzmożono ochronę granicy, wystawiano więcej patroli i zamknięto szpitale. No nie całkowicie zamknięto. Było tak jak obecnie w czasie strajku. Przyjmuje się tylko osoby z zagrożonym życiem. Personel medyczny obecny jest w szpitalu. Wtedy czekał na ewentualnych rannych. Teraz czeka na spełnienie postulatów. Migdałki nie mieszczą się ani w kategorii rany na polu walki ani w kategorii zagrożenia życia.
W wyniku powyższych działań migdałki, których żywot miał skończyć się w sierpniu 1968 roku, pozostały mi do dziś. Tym bardziej to cenne, iż w późniejszych latach uznano zabieg tonsillektomii za zbyteczny w większości przypadków, przynoszący więcej szkody niż pożytku. Można powiedzieć, że wojska Układu Warszawskiego uratowały je. Szkoda było tylko lodów, które dostawali moi znajomi…
cdn.
więcej na mojej stronie https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php
Flagyl and generic metronidazole Flagyl and generic metronidazole
more at clindamedx.com more at clindamedx.com
SemaGLP product overview SemaGLP product overview
😊
Przeczytałam też od końca do początku - pięknie się uzupełnia 👋
Dziękuję🧡 Pozdrowienia 👋
Dzisiaj sobota i świeci piękne słońce, więc dajmy jej szansę. Pozdrowienia 👋
tadalafil exposure over time tadalafil exposure over time
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.