Miesięczne Archiwum: luty 2026

0

Klasyka śledztwa

Klasyka śledztwa

Stara jestem. Na każdego przyjdzie pora i fajnie jak będzie mógł się pochwalić PESELEM. Bo jak mam taki numer, w którym data urodzenia jest widoczna. Mój wniosek potwierdziła książka Jeana Luca Bannaleca „Śmierć w Pont-Aven”. Młodzi ludzie rozczytują się we współczesnych kryminałach, o których zdanie mam wyrobione (profilerzy, laboratorium, trup w częściach), a ja nadal zachwycam się utworami, w których najważniejszy jest umysł detektywa. Tak jest w przypadku wymienionej książki. Wydana w 2014 roku jest tradycyjnym kryminałem w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Oto takie sobie miasteczko we francuskiej Bretanii szykuje się do sezonu, bo jedynie w sezonie letnim ożywa. Na co dzień jest cichą i nudną mieściną. Do niej, niejako za karę zostaje „zesłany” komisarz Dupin. Nudzi się, bo nic się nie dzieje. Stara się, ale ciągle uważany jest za „obcego” , bo Bretania tak szybko obcych nie akceptuje. Może nie akceptuje ich wcale? Tu trzeba się urodzić. Przyjezdny zawsze zostanie przyjezdnym. I nagle, ni stąd, ni zowąd pojawia się trup. Zamordowany trup, nie jakiś tam zawał czy śmierć naturalna. Fakt, nieboszczyk liczył sobie ponad dziewięćdziesiąt wiosen, ale normalnie nie zszedł z tego padołu. Rozpoczyna się śledztwo. Takie zwyczajne. Policjanci zbierają dowody, komisarz przesłuchuje i obserwuje. Czy wszyscy są podejrzani? Raczej podejrzanych nie ma. Każdy ma alibi i brak motywów do zabicia jurnego jeszcze staruszka. Jednym słowem w postaci wielu – brak punktu zaczepienia. Co prawda ten nie lubi tego, a tamten podpadł kiedyś temu i zabić powinien właśnie tego, a nie właściciela hotelu.
I tak sobie brniemy poprzez śledztwo. Przyglądamy się również słynnej Bretanii. Niektórzy recenzenci uważają, iż właśnie opis tej krainy jest największą wartością powieści. Mnie akurat nie wciągnęły, ale to rzecz gustu. Przypomniałam sobie natomiast kto to był Paul Gauguin. Dowiedziałam się również, iż malarska „szkoła z Pont-Aven” istniała naprawdę i nie jest to fikcja kryminalnej powieści.
W końcu intryga zostaje rozwiązana. Oczywiście dzięki przenikliwemu umysłowi komisarza, który korzysta głównie z pomocy historyka sztuki. Żadnych profilerów. Żadnych badań DNA. Żadnych komputerów, przepraszam – raz był wykorzystany – tylko umysł człowieka. Umiejętność kojarzenia faktów, dociekliwość w przesłuchaniach, myślenie, myślenie, jeszcze raz myślenia.
I to mi się najbardziej w kryminałach podoba. Bo co to za frajda złapać mordercę jak się ma całe współczesne laboratorium w sąsiednim pokoju, zdobycze nauki, wszechobecną inwigilację, kamery na każdym kroku, logowania telefonów komórkowych i tym podobne cuda wianki. Złap przestępcę bez tego. Potrafisz?

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Oddech miasta

Oddech miasta

Moje miasto pachnie
czarną, spracowaną ziemią.

Jest w niej gleba,
która uprawiają rolnicy.

Do jej wnętrza wnika pył węglowy
– pozostałość po latach świetności.

Połączone ludzkim potem
stworzyły wałbrzyską jedność.

Tu nie walczy się o grunt.
Tu ziemia leży odłogiem.

Poorane biedaszybami pola
czekają na inwestorów.

Hałdy odpadów górniczych
nie zmienią już krajobrazu.

Jest taki, jak wczoraj,
przed laty, dawno temu.

Moje miasto pachnie
Moim świeżym oddechem.

Właśnie rzuciłam palenie,
zalepiłam dziury w zębach.

Wyleczyłam chore migdałki.
Poprawiłam stan krtani.

Oddycham lekko i swobodnie.
Oddycham swoim powietrzem.

❤️
1
👍
2
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
1

Modlitwa do wałbrzyskiego Boga

Modlitwa do wałbrzyskiego Boga

Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu
i ocaliłeś to miasto od zagłady
– pomóż mi.
Mam problem.
Mam kłopot.
Nie mam rozwiązania.

Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu
i pozwoliłeś żyć temu miastu
– pomóż mi.
Daj siłę szarych budynków.
Daj moc zaklętą
w węgiel zalany wodą.

Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu
i każesz wierzyć w to miasto
– pomóż mi.
Przyślij kawałek Nowego Miasta.
Zainstaluj antywirusa z Podzamacza
by bronił przed trojanami.

Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu
i bronisz honoru tego miasta
– pomóż mi.
Uspokój tłukącą się pod hipermarketami duszę.
Ześlij zieleń z Chełmca
I błękit z barw klubowych Górnika.

Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu
I zsyłasz nadzieję na to miasto
– pomóż mi.
Wykrzesaj iskrę z biedaszybów.
Podpal mokre chodniki.
Uruchom nieczynne koksownie.
Niech wałbrzyski ogień spali
moje problemy….
moje kłopoty….

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Każde pokolenie….

Każde pokolenie…

Tekst wyróżniony Nagrodą Publiczności w Czerwcowym Konkursie Jednego Wiersza Łomża 2010.

Młode pokolenie jest znerwicowane.
Stoi w kolejce po kredyty.
Musi przecież mieć:
dom
samochód
i kilka innych bajerów.

Młode pokolenie jest obrażone.
Narzeka na stworzony świat.
Brak przecież w nim:
ładu
składu
i w ogóle wszystkiego.

Młode pokolenie ma problemy.
Chodzi do psychologa.
Jego niemowlęta mają:
dysleksję
dyskalkulię
i na dodatek ADHD.

Młode pokolenie słucha hip hopu.
Do disco polo się nie przyznaje.
W komputerze ma:
porno kolegi
zdjęcia teściowej
i muzykę z dzieciństwa.

Moje pokolenie uśmiecha się drwiąco.
Olewa kłopoty niedojrzałych.
Wie co to:
choroby
kartki na cukier
i chleb ze smalcem.

Moje pokolenie cieszy się z M-3.
Gdy dzieci wyprowadzą się
może zrobić:
popijawę
imprezę
prywatkę.

Moje pokolenie słucha rocka.
Brutalnie wykorzystuje wnuka,
By ten nagrał na MP3:
Perfect
Trojanowską
Lombard.

więcej moich wierszy na https://www.czarownice.kosz.pl

❤️
1
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
2
📖
0
0

Kosmiczna medycyna

Kosmiczna medycyna

Moim pierwszym spotkaniem z thrillerem medycznym był film „Coma” na podstawie powieści Robina Cooka. Od razu sięgnęłam po powieści tego pisarza, bo tematyka była ciekawa. Potem przyszły inne sensacje medyczne, również interesujące, a do tego prawdopodobne, gdyż pisali je … lekarze. A jak tu nie wierzyć lekarzom? Nawet fantazje lub wariacje na temat chorób miały podstawy medyczne.
Tym razem trafiłam na „Grawitację” Tess Gerritsen, utwór z 1999 roku. Autorka oczywiście była lekarzem, zatem miała podstawy do medycznego opisu wymyślonych przez siebie sytuacji. Ja zaś mogłam się na poważnie zastanowić, czy fikcja literacka mogłaby zaistnieć w naszej rzeczywistości.
Od razu też uprzedzam, że powieść nie ma nic wspólnego ze znanym filmem z Sandrą Bullock i Georgiem Clooney’em, chociaż i tam i tu, akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej.
Pierwszą tajemnicę zatem zdradziłam. Udajemy się w przestrzeń kosmiczną. Lecimy wahadłowcem lub prywatną rakietą i cumujemy na międzynarodowej stacji kosmicznej. Oczywiście są tu również elementy z minionej epoki czyli pozostałości starego, dobrego Sojuza made in ZSRR, które o dziwo, nawet się przydają. Zwłaszcza stary kombinezon po radzieckiej kosmonautce. W każdym razie nasi bohaterowie żyją sobie w stanie nieważkości, przeprowadzają eksperymenty naukowe i tęsknią za Matką Ziemią. Oczywiście do pewnego momentu, o czym informuje nas słowo pisane na tylnej okładce. Nagle na terenie szczelnie zamkniętej stacji pojawia się tradycyjne „coś” co sprawia, iż akcja powieści zaczyna się rozwijać we właściwym kierunku. Zaczynamy walkę z tym „czymś”.
Wszystko przebiega według schematu. Oczywiście wiemy, że będzie happy end, ale jesteśmy niezmiernie ciekawi, jak do tego dojdzie. Kto przeżyje, dlaczego przeżyje, kto kogo uratuje i jak uratuje, kto zniszczy „coś” i jak zniszczy, czy w ogóle zniszczy.
Książka trzyma czytelnika w napięciu. Można się od niej oderwać, ale trzeba do niej wrócić. Z powodzeniem można ją czytać przy porannej kawie i kubku z mlekiem na dobranoc. Pozwala odetchnąć po ciężkim dniu, a co bardziej dociekliwym na prowadzenie rozważań, czy opisana sytuacja mogłaby wydarzyć się naprawdę. Wszak stacja kosmiczna to nie supermarket, w którym ktoś zemdleje i szybko, na sygnale, przyjeżdża po niego pogotowie. W tym przypadku misję ratunkową trzeba zorganizować. A to trwa…
Oczywiście, że powieść polecam. Jeśli ktoś lubi thrillery, oczywiście. Moja koleżanka nie lubi, więc jej odradziłam. Ale ty czytelniku…. ?

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Bóg jest Miłością

Codzienność
potrzebuje bazy
Pierwszego podkładu
Muśnięcia serca
Świadomego
spotkania
z Miłością
(…)

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 10 – 11 – 12 – 13