***
Jasnego blasku
Wypatruję po zmroku
Ciepłych promieni
(…)
współczesna twórczość literacka w świetle historii
Kocham Cię każdą chwilą
Myślą, słowem każdym
Niezdarnym gestem
Każdym krokiem nierozważnym
Niepewnością obcych miejsc kocham
Trudnych emocji dreszczem
Horyzontem odważnych myśli
Bajkowym światem we śnie
Ciepłem tęsknoty
I złością rozstania
Kocham Cię każdym dobrym dniem
Kocham, gdy wracam poturbowany
Huraganem i ciszą
Ogniem i wodą
Kocham Cię, gdy jesteś tak daleko
Kocham, gdy jesteś obok
Kocham Cię w palącym słońcu
Deszczem kocham i burzą
Oddechem ostatnim
Przed ostatnią życia podróżą
Kocham z Tobą milczeć
Kocham, gdy nie patrzysz
Kocham oczu Twoich blask
W nich świat wygląda inaczej
Kocham tylko Ciebie
Jak na zawsze to zapisać
Bez Ciebie nie umiem żyć
Bez Ciebie nie umiem oddychać
Dotąd życiem rządził przypadek
Czas przez palce przepływał jak rzeka
Ale te lata wreszcie mają sens
Warto było na Ciebie czekać
1968 (4)
Meksykańska pałeczka
W październiku 1968 roku było przyjemne wydarzenie historyczne w mojej rodzinie. Posiadając telewizor marki Neptun, 14 cali, ponownie moja rodzina zasiadła przy stole oglądając bezpośrednią transmisję z XIX Letnich Igrzysk Olimpijskich, tym razem z Meksyku.
Przede wszystkim rodzice oglądali transmisje nocą, bo różnica czasu – siedem godzin do tyłu, albo do przodu, choroba, nie kojarzę…. – powodowała, iż najważniejsze wydarzenia były nocą. Mnie pozwalano na oglądanie wiedząc, że i tak zasnę.
Leżałam więc na tapczanie w pokoju i patrzyłam na ekran telewizora znajdującego się w pokoju rodziców. Taki był układ mieszkania. Ale nie to mnie dziwi. Jak ja mogłam oglądać taki mecz siatkówki (brązowy medal Polek!) z odległości ok. ośmiu metrów na tak małym telewizorze? Cóż, młody człowiek był i chyba dlatego…. A może w ogóle nie oglądaliśmy siatkówki?
W każdym razie emocje były. Medale też. Nazwiska i dyscypliny sportu też znałam. Ale wydarzyło się też coś innego.
Oto Polki, biegnące w sztafecie 4×100 metrów zgubiły tzw. pałeczkę i nie awansowały do finału. O celowe zgubienie owej pałeczki posądzono naszą wielką gwiazdę Irenę Kirszenstein, jeszcze wówczas bez Szewińskiej.
Otóż nasza znakomita biegaczka była pochodzenia żydowskiego. Byli tacy, co próbowali zmierzać ją z błotem i uczynić z niej wroga klasowego, dać bilet w jedną stronę i odesłać na Syjon w Jerozolimie.
W moim domu wyglądało to tak:
Ojciec jak zwykle przyszedł z pracy ok. 15.30. Na szeroki parapet położył swą roboczą torbę , zwaną „aktówką”. Wymył ręce pod kranem z tylko zimną wodą i usiadł przy stole w dużej kuchni (nie, nie był to żaden salon z aneksem kuchennym, to była kuchnia) na krześle ustawionym tyłem do okna. Popatrzył na rodzinę, policzył, czy wszyscy są, obrócił się do okna. Z parapetu zdjął aktówkę i wyciągną gazetę.
Mama nalewała do głębokich talerzy, w których już był makaron domowej roboty, rosół z garnka stojącego na węglowej kuchni (nie mylić z pomieszczeniem). Stawiała przed każdym członkiem rodziny.
Ojciec spojrzał w talerz:
– Znowu rosół? A nie można było tak pomidorowej?
– Pomidorowa będzie jutro. Z tego rosołu – oznajmiła mama.
Ojciec westchnął. Rozłożył gazetę. Zasłonił nią talerz i samego siebie. Zaczął czytać. W ciszy i skupieniu wsuwaliśmy rosół gotowany na wołowinie, która wówczas była ogólnodostępna i tania. Uchodziła za mięso kategorii drugiej, a nawet trzeciej. Na pierwszym byłą zdecydowanie wieprzowina, potem u większości kurczaki.
Krowy nie miały wówczas wielkiego szacunku. Zwłaszcza części, z których gotowało się rosół.
Jedliśmy zatem ten rosół z kiepskiego mięsa, z makaronem domowym, który też wówczas do rarytasów nie należał. Rarytasem był makaron kupiony w sklepie o kształcie grubych rurek. Niestety, domowy był zdecydowanie tańszy i większość kobiet sama mieszała mąkę, robiła ciasto i kroiła je w cienkie paski.
– Mówią, że zrobiła to specjalnie – wyrwało się ojcu znad talerza po odłożeniu gazety.
– Co zrobiła specjalnie? – zapytała wyrwana z zadumy nad zawartością talerza mama.
– No, tę pałeczkę specjalnie zgubiła.
– Aha…. W gazecie piszą, ze specjalnie?
– Nie, ludzie tak mówią.
– Gdzie? Na podwórku nikt nic nie mówił.
– Na mieście.
– Aha….
– Kto zgubił? – próbowałam dołączyć się do rozmowy.
Szybko zostałam za to skarcona.
– Przy jedzeniu się nie gada – syknął ojciec.
Oczywiście dzieci nie gadają. Dorośli mogą.
Ojciec oddał pusty talerz:
– Mówią, że była w zmowie z tymi, no jak im tam, syjonistami.
– W Meksyku? – nie dowierzając zapytała mama.
– Mówią, że oni wszędzie mają swoich agentów, a skaptowali ją w marcu w Polsce.
– Gdzie skaptowali?
– Podczas manifestacji pod politechniką we Wrocławiu.
– A widzisz, gdybyś tam dotarł, na pewno by jej nie skaptowali.
Flagyl and generic metronidazole Flagyl and generic metronidazole
more at clindamedx.com more at clindamedx.com
SemaGLP product overview SemaGLP product overview
😊
Przeczytałam też od końca do początku - pięknie się uzupełnia 👋
Dziękuję🧡 Pozdrowienia 👋
Dzisiaj sobota i świeci piękne słońce, więc dajmy jej szansę. Pozdrowienia 👋
tadalafil exposure over time tadalafil exposure over time
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.