Polityka, polityka, polityka….
Polityka, polityka, polityka…
Nie da się ukryć, uwielbiam twórczość Kena Folletta. Pod choinkę, na urodziny lub na Dzień Matki dostaję jego książki. Rodzina wie, które mam, a które chciałabym mieć. Tym razem jednak coś mi nie zagrało…
„Krawędź wieczności” to trzeci, a zarazem ostatni tom sagi „stulecie”, uznawanej przez krytyków za słabszą od sagi „Kingsbridge”. Może i tak, może i nie. Pisałam o tym w recenzji poprzedniego tomu. Tym razem Follett opisuje czasy, w których już na świecie byłam, o których coś tam wiem. Wydarzenia rozpoczynają się w 1961 roku, kończą w 1989. Klamrą spinającą akcję jest mierzący 156 km mur berliński. Od 13 sierpnia 1961 do 9 listopada 1989 oddzielał Berlin Zachodni od Berlina Wschodniego i NRD. Obserwujemy zatem losy bohaterów poprzednich części sagi i ich potomków w czasach, kiedy wojny militarnej w Europie nie było, ale istniało zjawisko zwane „zimną wojną”. Nasi ludzie mieszkają w Berlinie Wschodnim, niektórym udaje się uciec do Zachodniego i tam rozpocząć coś, co nazywają „normalnym życiem”. Są też potomkowie rosyjskiej rodziny Peszków. Jedni w USA, drudzy w ZSRR. Poprzez ich losy patrzymy na Stany Zjednoczone, rządy Kennedy’ego, Jonhson’a i Nixona. Pozostali już nam się tylko lekko przewijają. W Związku Radzieckim rządzi Chruszczow, potem Breżniew, potem dwóch innych, ale krótko i wreszcie Gorbaczow. Na kartach powieści ważną postacią jest Martin Luther King, murzyński, sorry, afroamerykański pastor walczący o prawa ludności z jego pochodzenia, Węgrzy Janos Kadar i Karoly Nemeth. Znalazło się też miejsce dla Lecha Wałęsy i Jana Pawła II.
Dlaczego tyle pisze o politykach? Właśnie… Do polityki mam stosunek, jaki mam i zawsze mam wątpliwości co do czystych intencji działań polityków. Choćby nie wiem w jakiej akcji charytatywnej czy ekologicznej uczestniczyli, zawsze podejrzewam ich o polityczne intencje. A tymczasem w ostatnim tomie sagi „Stulecie” praktycznie wszyscy polityka się zajmują, jakby inny świat nie istniał. Niektórzy robią wielkie kariery polityczne, niektórym taka kariera jedynie się marzy. W każdym razie dążą do niej. Czy rzeczywiście stanowisko blisko przywódcy kraju jest takie ważne? A co robić, jeśli widać, kariera wodza zaraz się skończy i przyjdzie kolejny szeryf? Oczywiście trzeba tak postępować, żeby nie wywalił na zbity pysk z Kremla czy Białego Domu. Nawet Rebecca Hoffman, która swoje w poprzednim tomie przeżyła, też została deputowaną do Bundestagu. Co prawda Follett wymyślił również wątek muzyczny. I wszystko byłoby fajnie, gdyby go nie upolitycznił. Rockowa kapela jest niemiecka, ale oczywiście jeden z członków to uciekinier z Berlina Wschodniego. (Tak, wiem, na gruzach muru w 1990 roku odbył się słynny koncert „The Wall”). A jego przyrodnia siostra i matka jego córki śpiewają konspiracyjne pieśni w owym Berlinie.
Byś może tak było…. Mówiono mi, że cenzura polityczna wówczas działała i dlatego my, ludzie w Polsce z mego pokolenia, nie wszystko wiedzieliśmy…
Może być, nie zaprzeczam. Ale polityki w książce Folletta było stanowczo za dużo.
more at clindamedx.com more at clindamedx.com
SemaGLP product overview SemaGLP product overview
😊
Przeczytałam też od końca do początku - pięknie się uzupełnia 👋
Dziękuję🧡 Pozdrowienia 👋
Dzisiaj sobota i świeci piękne słońce, więc dajmy jej szansę. Pozdrowienia 👋
tadalafil exposure over time tadalafil exposure over time
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.
Miło Ciebie widzieć i czytać... Pozdrawiam :)