Dzienne archiwum: 15 maja, 2026

3

Prolog

Prostopadłościan wydawał się być pomieszczeniem, w którym ktoś zapomniał zaplanować okien. Próżno też było szukać tu drzwi, a tym bardziej czegoś, co mogłoby posłużyć za klamkę. Nie było wejścia ani wyjścia, ale nie było też potrzeby ich istnienia. Wewnątrz nikogo nie było. Mimo białych ścian i białego sufitu, wyraźnie rysowała się granica pomiędzy prostopadłymi do siebie ścianami. Czarne, wyraźne linie, stanowczo dzieliły przestrzeń na regularne kształty. Gdyby nie czarny kwadratowy stół na środku także białej podłogi, każda ze ścian, na skutek jakiegokolwiek obrotu całego pokoju, mogłaby być sufitem lub podłogą, albo inną wersją siostrzanej ściany.
Symetria. Tylko gdyby nie ten stół.
Na jego czarnym matowym blacie nie było niczego, co zazwyczaj mogłoby na nim stać. Nie było tam ani żadnego nakrycia, ani wazonu z kwiatami, ani nikt nawet w pośpiechu, nie zostawił tam kubka z kawą. Nie było nawet istotne to, czy wiadomo było, jak wygląda kwiat lub chociaż jak smakuje kawa, gdyż blat był w niezrozumiałej dla nikogo relacji z pustką. Przecież nikogo i niczego tam nie było. Oprócz stołu. Jeśli nie ma niczego, powinien być widoczny chociaż kurz, ale nawet on był tam nieobecny. Żadnych, nawet najmniejszych drobin. Czarny mebel pośrodku pustego pokoju, to jedyny element, który jednocześnie miał jakąś funkcję i zarazem nie służył kompletnie do niczego – z jednej strony dawał punkt odniesienia – nie pozwalał dowolnie rotować całym pomieszczeniem, a z drugiej – nie było w pokoju żadnego innego przedmiotu, który mógłby urozmaicić swoją obecnością górną powierzchnię stołu. Wszystko jawiło się bardzo wyraźnie, gdzie całość stawała się jednocześnie pierwszym planem, kompletnie bez żadnego tła, które nawet wprawnej wyobraźni także generowało jedynie pustkę. Sam pokój, którego samozwańczym i jedynym lokatorem był czarny stół, przez brak drzwi i okien, nie wiedział co jest za jego własną ścianą. Albo czego tam nie ma. Wnętrze pokoju było niezwykle jasne, choć nie było nigdzie widać żadnej lampy. Intensywność światła sprawiała wrażenie bycia na sali operacyjnej, ale także pustej, gdzie może w całym szpitalu nie ma ani jednego pacjenta. Czarny stół wydawał się być zadowolony. Pochłaniał łapczywie światło już samą swoją barwą.
Światło zgasło i nikt nie mógł już zobaczyć, że nagle pojawiło się czarne krzesło, na którym, przy stole, ktoś usiadł, położył białą kartkę na stole i zaczął pisać.

❤️
0
👍
3
⭐
0
💡
1
❗
2
📖
1
6

Jak co dzień

Dzień, jak co dzień
W dal szybko odchodzi
Zabiera ze sobą marzenia
Niespełnione, jak zwykle
Jak co dzień.

❤️
4
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Haiku Nie Haiku :)

Spoglądam w niebo
Szukam znaku jakiegoś –
Zaczął padać deszcz

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
3

Tylko mnie kochaj

Gdy w przepaść nie tylko kamień spada
Gdy morze kolejny pochłania okręt
Gdy palą się wszystkie domy wokół
Gdy świat we łzach cały moknie

Gdyby powietrza zabrakło
I wszystkie słońca zgasły nagle
Jak ostatni promień w bezkresnej ciemności
Twoje serce jedynym żaglem

Gdybym dalej już iść nie mógł
I gubił oddechy tego ostatniego dnia
Twoją miłość na zawsze bym ze sobą zabrał
Ukrytą w najpiękniejszych snach

Twoim uśmiechem bym się okrył
W Twoich oczach miał ostatnią przystań
Twojej dłoni poczuł dotyk
Ostatni wiersz do Ciebie wysłał

W złych kierunkach dróg plątanina
I utopione w niepewności grząskich błotach
Ale niczego już nie będę się bał
Tylko mnie choć trochę kochaj

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
2