Miesięczne Archiwum: luty 2026

0

Post nie_bo

W Słońcu
czerwone dachy
Nie przestają zachwycać
nie_bo dzisiaj rozśpiewane
Wrócili przyjaciele
z ciepłych krajów
Już się wzajemnie nawołują
na kilka głosów ćwierkają
I świergoczą
Lubię przysłuchiwać się
tej ptasiej symfonii
(…)
W oddali słychać trąbkę
(Ostatnie pożegnanie)
Czyjaś dusza już wyszła na spotkanie z Tobą (…)
“Wszystko ma swój czas”
Po zimie przyszła pora
na W i o s n ę
(…)
Jesteśmy w drodze – Przyjacielu

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
2

Żyłam sobie w PRL-u (6)

1970 (1)

Pomroczność ciemna (1)

I jak tu zacząć? Tragiczne wydarzenia na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku wstrząsnęły Polską. Dziś mamy wiedzę na temat tego, co się wówczas działo. Wówczas tę wiedzę też mieliśmy, ale zdecydowanie mniejszą.
– Czy pamiętasz, co się działo w Wałbrzychu w grudniu siedemdziesiątego? – pytam przez telefon koleżankę z podwórka.
– No, w Gdańsku była tragedia…
– Nie pytam o Gdańsk!
– No, w Gdyni ludzie zginęli….
– Nie pytam o Gdynię! Pytam o nasz Wałbrzych!
– No, nie wiem, dzieckiem byłam…
– Jakim dzieckiem? Miałaś już dwanaście lat. Jeśli się coś działo, to powinnaś pamiętać!
– A ty pamiętasz?
No, nie pamiętam.

Wybieram kolejny numer telefonu. Kolega jest starszy o całe sześć lat. W grudniu 1970 miał ich osiemnaście.
– Czy pamiętasz, co działo się u nas w grudniu 1970?
– W Trójmieście była tragedia i….
– Nie chodzi mi o Trójmiasto, chodzi mi o nasze miasto, 600 km od Trójmiasta!
– Aha, muszę pomyśleć. Oddzwonię.
Czekam do wieczora. Ja dzwonię.
– No i co?
– Wiesz, głupio mi, ale chyba mam sklerozę. Nic nie pamiętam. Tylko milicja na sygnale przejechała kilka razy obok zakładu pracy… ale może to do wypadku…
– Takich rzeczy się nie zapomina! Może nic się nie działo i o niczym nie wiesz? W internecie są wiadomości, że coś się działo, tylko nikt nie napisał co.
– Może i nic się nie działo…. A zresztą kto to wierzy internetowi….. A tak w ogóle to co u ciebie słychać? Wszyscy zdrowi? Piesek jeszcze żyje? Dbasz o poziom cukru i mierzysz regularnie ciśnienie?
No tak…. Zdrowi. Żyje. Dbam. Mierzę.
Pomroczność ciemna nas dopadła, że nie pamiętamy tamtego grudnia? Jak więc to było z tym końcem tamtego roku w moim życiu, w tych dziwnych czasach…

Tato jak zwykle przyszedł z pracy ok. 15.30. Na szeroki parapet położył swą roboczą torbę , zwaną „aktówką”. Wymył ręce pod kranem z tylko zimną wodą i usiadł przy stole w dużej kuchni (nie, nie był to żaden salon z aneksem kuchennym, to była kuchnia) na krześle ustawionym tyłem do okna. Popatrzył na rodzinę, policzył, czy wszyscy są, obrócił się do okna. Z parapetu zdjął aktówkę i wyciągnął gazetę.
Mama postawiła przed nim talerz z kapuśniakiem.
– O, dawno nie było – powiedział mieszając łyżką w zupie.
– No właśnie.
Wszyscy z radością zaczęliśmy jeść dawno niewidziany w talerzu kapuśniak z ziemniakami gotowanymi razem.
– I co mówią na mieście? – zapytała mama.
– Coś się szykuje. W pracy też tak mówili.
– Co?
– Gdybyśmy mieli porządne radio, wiedzielibyśmy!
Mama wzruszyła ramionami:
– Buty na zimę trzeba było dzieciom kupić, a nie jakieś radio. Chcesz się czegoś dowiedzieć, to idź do Starszyka. On słucha wszystkich tych radi… radiów… no tych, co zagłuszają… chyba są zagłuszani…
Mama pogubiła się w zawiłościach poprawnej polszczyzny.
– Rozgłośni radiowych… – rzuciłam znad talerza.
– No właśnie… rozgłośni…. Patrz, jaką mądrą masz córkę. Pewnie nauczycielką polskiego będzie – podsumowała mama.
Wówczas brzmiało to jak wyróżnienie, dlatego od razu pokazałam młodszemu bratu język. Niech smarkacz wie, kto jest mądrzejszy. Ten oczywiście też mi pokazał, ale zrobił to tak nieudolnie, że zawartość jego ust, w postaci kapuśniaka, wylała się na stół. Oczywiście oberwał za nieprzyzwoite zachowanie się przy stole.
Wieczorem ojciec poszedł do sąsiada, by dowiedzieć się co mówią w rozgłośniach. Zanim jednak wrócił w domu rozległ się lament mamy siedzącej przed telewizorem:
– O Boże, co to teraz będzie… Święta blisko, a tu takie coś….
I tak było kilka razy.

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

próbowanki

śpię

le­pię do księżyca
podprogowo
trytonowo

to tak
ho­ryzon­talnie miło

głod­ny chleb ma myśli

❤️
5
👍
2
⭐
1
💡
2
❗
1
📖
0
0

śniość

wy śniłam

mam mowę
ciała
wpływ ogólnoustrojowy

układ rąbko­wy i brzeżny
posłannictwo
do woli
cudzej

mo­ja lim­biczna twarz
cze­ka w ok­nie
zachowań

a obojętne
niewzruszone
roz­chwiane okien­ni­ce na wietrze
sobie

❤️
6
👍
1
⭐
1
💡
2
❗
1
📖
0
1

oczami słów

le­piej ci było
nie zaczy­nać
tej gry szaleństwa
słów bez opamiętania

nieważne…

gu­biąc ramiona
co w duszy tkwią
ot­wierając pragnienia
na zawsze

ważne…

nie dla ciebie
pla­ne­ty moich słońc
w kwitnącym ogrodzie
jed­nej róży

miej­scu
na je­den
naj­cen­niej­szy kwiat
i mos­ty uchy­lone wstecz
gdyż li­tość bólu
w korze­niach miłości
wy­tycza dob­re ścieżki
łagodzi każdy kli­mat przerażenia
smut­ku i ra­dości łez
by żyć

———————-
widziałem na spacerze

❤️
8
👍
0
⭐
1
💡
2
❗
1
📖
0
2

Kto inny

Kto moje serce otworzył
I kto garściami może z niego brać
Pełne dłonie trosk
Komu bez obawy mogę dać

Komu innemu miałbym powiedzieć
Że czasem płyną mi łzy
Komu miałbym opowiedzieć tę historię
Kto inny miałby wypełnić te wszystkie dni

Kto mi przypomniał
Że miłość nadaje wszystkiemu sens
Kto chciał żebym jeszcze raz napisał
Kolejny, czasem smutny wiersz

Kto inny pozwoliłby sobie zaufać
Kto inny chciał razem ze mną stać
Muzykę utkaną z pięknych słów
Kto inny mógłby mi dać

Kto dostrzegł we mnie nadzieję
Kto przypomniał, co jest ważne
Kto dał mi drugą szansę
Kto potraktował moje życie poważnie

Ale już się nie boję
Uśmiechem złapię każdy wiatr
Bo tylko Ciebie kocham
I robię wszystko, by być tego wart

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
0

Futro dla kóry

Futrzany stwór zjeżdżał z gór
Zakosy kreślił słomiany wór
A worze piór zdartych z kur
Wkurzał tym chór wkurzonych kur

Nie zostawiajcie samotnych kór.

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

Kóra

Co by nie powiedzieć
kura zawsze to samo
ziarno dziobie.

❤️
4
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
– 1 – 2 – 3 – 4 – 5 – 13 –