rok
zgarnąłeś cztery nieludzkie lata
oni czterdzieści
zamazany był tylko rok,
co to jest?
wystarczy wykruszyć
współczesna twórczość literacka w świetle historii
Czy można wrócić tam, gdzie początek
Gdzie jeszcze można żyć chwilą
Gdy kromka chleba przeplata spokojny sen
Gdzie zamiast w śmierć, uwierzę w miłość
Tutaj każdy świt ma zapach popiołu
Kolejni już nie mają imienia
Najważniejszy jest następny oddech
W ramionach chronię już tylko wspomnienia
Widziałem dziś małą różę
Chyba ostatni w tej wojnie kwiat
Obok niej wbity w duszę sztylet
Pomyślałem, że chciałbym Ci ją dać
Ręce na piersi na krzyż złożone
I od huku dział pęka serce
Przegrywam bitwę nie tylko o miłość
Ale o życia jeden dzień więcej
Przed gradem bezdusznych kul
Jedynie w wieczną ciszę można uciec
Tylko kilka ostatnich słów:
„Już nigdy do Ciebie nie wrócę”
Budujemy Stonehenge!
Jako miłośnik historycznych książek Kena Folletta, z niecierpliwością czekałam na kolejną. Może nawet nie na samą książkę, ale na temat, który poruszy. Opisał przecież praktycznie całą historię współczesnej cywilizacji, od X wieku – „Niech stanie się światłość” po końcówkę XX – „Krawędź wieczności”. Czy można coś jeszcze, by nie cofnąć się w erę człowieka pierwotnego? Okazuje się, że tak. Można cofnąć się 2500 lat przed naszą erą i podjąć próbę opisania czasów oraz miejsca, kiedy i gdzie budowano Stonehenge. Jedną z najciekawszych budowli wszech czasów, jeśli nie najciekawszą i najbardziej tajemniczą.
Udajemy się zatem w czasy, o których pojęcia nie mamy. Follett też nie. Tym razem nie próbuje nawet zrekonstruować dawnych czasów. Być może jest to niemożliwe. Wszystko co powiemy o nich, nie ma podstaw historycznych, a jeśli nawet ma, to bardzo mgliste, bardziej teoretyczne niż zbliżone do prawdy. Jedynym elementem mogącym być blisko autentyku, jest sposób budowania Stonehenge, dostarczania wielkich kamieni, ustawiania ich, mocowania… Ale nie będę się o tym wypowiadała, budownictwo, zwłaszcza starożytne jest mi dziedziną całkowicie obcą.
W sumie więc, nie mając żadnego wzorca, Follett pisze książkę współczesną. Jego bohaterowie mają wszystkie cechy dzisiejszego człowieka z jego zaletami i wadami oczywiście. Walczą między sobą, chociaż mogliby tym walkom zapobiec. Kochają się. Chociaż współżycie seksualne nie jest zarezerwowane tylko dla zakochanych. Można sobie bez żadnych konsekwencji zrobić skok w bok, co nie oznacza od razu rozwodu. Wychowanie dzieci jest bardzo istotne. Najlepiej mają się te, wychowywane bezstresowo. Surowi rodzice raczej szans nie mają. Dziecko zawsze może uciec z domu i osiedlić się w innej osadzie.
Najmądrzejsze są kapłanki. Potrafią liczyć. Dokładnie wyliczają, kiedy odbędzie się wędrówka jeleni. A to ważne. Trzeba przygotować polowanie. Ekologia jest wokół, zatem nikt jeszcze nie chroni zwierząt przed wyginięciem. Kapłanki organizują również lokalne święta, zwane przesileniami. Bywa, że kapłanki kochają się z kobietami. Gdyby byli to kapłani, zapewne mielibyśmy do czynienia z miłością gejowską.
Otrzymujemy zatem powieść współczesną osadzoną w realiach bliżej nieokreślonego czasu. Data powstania słynnej budowli megalitycznej jest umowna. Follett puszcza do swego czytelnika oko. Być może mówi „Zobacz, kiedyś też żyli tacy ludzie jak ty, mieli takie same problemy, ale ludzkość jakoś przetrwała. Przetrwasz i ty człowieku z początki XXI wieku”.
„Krąg czasu”nie ma entuzjastycznych opinii. To już nie „Filary Ziemi”. A jednak będę broniła powieści. W sumie Ken napisał wszystko, co miał napisać. Jeśli więc chcemy czytać jego kolejne powieści o czasach minionych, musimy przygotować się, że będą one bardzo współczesne. Inaczej się nie da.
Kiedy już będziesz po drugiej stronie
inaczej spojrzysz na życie
nie potrzebujesz dziś mej przyjaźni
unikasz kontaktu, choć tak naprawdę
nie wiem czym zawiniłam
może po prostu jesteś zmęczona
a może jest ktoś , kto mnie zastąpił
musi być ważny skoro poświęcasz
te wszystkie lata – nic się nie stało
a ja szanuję Twój wybór
śmierć mojej siostry uświadomiła mi właśnie
że nie wolno rozstawać się bez pożegnania
dlatego dzisiaj proszę o jedno
ciepło wspominaj naszą znajomość
kogoś , kto zawsze wszystko wybaczał
pomimo tylu rozczarowań
cierpliwie znosił Twoje humory
i przykre słowa bezmyślnie rzucone
za żadne potknięcia nie oceniał
obietnic niespełnionych nie wypominał
wszystkie swe długi spłaciłaś z nawiązką
jestem Ci wdzięczna za to że byłaś
dzięki za wszystko co dla mnie zrobiłaś
wybacz mi proszę jeśli zawiodłam
bo jestem tylko zwykłą osobą
niczym szczególnym się nie wyróżniam
choć Ty inaczej mnie osądziłaś
posiadam wady jak każdy człowiek
mimo , że zawsze na pierwszym miejscu
stawiałam innych kosztem siebie
niczego nie żałuję
żegnaj odwieczna przyjaciółko
Na piersi leży kamień
Czy wierzyć jeszcze w jakiś znak
Czy jeszcze coś się może zmienić
Czy już zawsze Ciebie będzie brak
Jutro tylko Twoje zdjęcia
Pusty pokój od lat
Udaję, że jednak wytrzymam
Choć oddech odbiera ten świat
Decyzja jak cięcie nożem
I czas już ran nie wyleczy
Otwieram oczy bo snu brak
Na zegarze już wpół do trzeciej
Kolejny wiatrak pokonany
Mogę szpicę w górę wznieść
Wygrał kolejny Don Kichot
Dumnie tarczę będę nieść
I pójdę przed siebie
Będę patrzył już tylko w dół
By przejść przez ostatnią bramę
Wcześniej złamać miecz życia na pół
Eksplozja
Znacie literaturę kubańską? Ja nie. To znaczy nie znałam, póki nie przeczytałam dwóch powieści Alejo Carpentiera „Królestwo z tego świata” oraz „Eksplozja w katedrze”. Obie znalazły się w jednej książce Wydawnictwa Literackiego z 1986 roku.
Pierwsza opowieść liczy 105 stron. Jej treścią są losy niewolnika z Afryki, żyjącego na Haiti na przełomie XVIII/XIX wieku. Nie da się ukryć, opowieść jest magiczna, pełna tajemniczości, znaków zapytania. Twórczość kubańskiego pisarza określa się terminem „realizm magiczny”. Taka właśnie jest ta opowieść. Być może w naszej świadomości Haiti też jest tak postrzegane? Magia voodoo kojarzy się na pewno z tą wyspą. Kojarzy się raczej negatywnie, z obrzędami opętania, wpadania w trans. Tymczasem w omawianym tekście mamy inny obraz owej rzeczywistości. Ma właśnie więcej z magii niż opętania, kojarzonego przez nas ze złymi duchami.
Jako ciekawostkę należy przypomnieć, że mniej więcej w tym samym czasie, kiedy rozgrywa się akcja utworu Carpentiera , na Haiti przybywają oddziały Legionów Polskich i przywożą ze sobą obraz Czarnej Madonny. „Ten wizerunek został na zawsze zaadoptowany do religii Vodou jako reprezentacja Loa Erzulie Dantor, czyli kobiecego ducha wojny. Dantor jest postrzegana jako matka rewolucji haitańskiej. (…) Po dziś dzień, Czarna Madonna z Częstochowy (jak i jej różne wersje czy kopie) znajduje się na wszystkich ołtarzach Vodou jako reprezentacja Erzulie Dantor” – pisze Wikipedia. Chyba trzeba jej wierzyć…
Druga powieść jest tekstem obszerniejszym, liczy ponad trzysta stron. Akcja również obejmuje Karaiby, tym razem skupia się na wydarzeniach w Gwadelupie i Gujanie Francuskiej oraz we Francji, w czasach Rewolucji Francuskiej. Bohaterem jest historyczna postać Wiktor Hugues, namiestnik Francji w wymienionych krajach. Jego losy obserwujemy przez pryzmat trójki rodzeństwa, które świadomie lub też nie, ociera się o życiorys kontrowersyjnej postaci.
A jaka jest owa proza kubańska? Na pewno trudna. Opowieści pisane są praktycznie bezdialogowo. Nie usłyszymy słów bohaterów. Wszystko spoczywa w rękach narratora. To on prowadzi nas przez dawny świat Ameryki Łacińskiej. I czyni to bardzo dobrze. Tekstów nie da się czytać tak od razu, wszystkiego. Tego typu literaturę trzeba smakować, delektować się każdą stroną. Dziś przeczytam dziesięć stron, ale jutro tylko jedną… Tu wszystko ma znaczenie. Tu wszystko ma właściwe miejsce. Akcja oczywiście jest istotna, ale nie do końca. Najważniejsze są postawy ludzkie wobec rzeczywistości, w której przyszło żyć, a której się nie wybierało.
Twórczość Carpentiera odbierana jest wyjątkowo pozytywnie, jak na stopień jej trudności w odbiorze. To cenne zjawisko. Potrafimy czytać również prozę wymagającą od nas zaangażowania i myślenia przy sylabizowaniu wyrazów…
Miłość pachnie konwaliami
Jaśminem i Twoich dłoni ciepłem
Zamkniętą szczelnie tajemnicą
Podczas każdej nocy letniej
Miłość ma smak truskawek
W ostatniej chwili zerwanych przed burzą
Ma blask Twoich oczu
Obietnicy powrotu przed kolejną podróżą
Wierzę, że to Ty układasz mi gwiazdy
I prowadzisz przez życie szczęśliwe
Gdy stanę znów przed swoim domem
Otworzysz drzwi do serca jedyne
Bukietem kwiatów Cię przywitam
Płatki róż niczego już nie ukryją
Wreszcie powiem, że Cię kocham
I że to najprawdziwsza miłość
Wtedy początek lata
Do tej miłości nam wystarczy
W Twojej dłoni owoc w kształcie serca
Nim też mnie dzisiaj nakarmisz
Dziękuję 🧡
Lubię czytać Twoje wyjątkowe, piękne myśli. Pozdrawiam serdecznie :)
Dziękuję za ciekawy komentarz :))
Nareszcie szczęście to powiedziało :)
Poszedł do Grażyny KS ponieważ chciał poczytać ciekawych recenzji książek :)
Miło Ciebie widzieć i czytać dowcipny smoku :) Pozdrawiam serdecznie :)
Zamiłowanie. :))
_ Mam dość szukania, zapraszam - powiedziało szczęście. :))
Był u Grażyny KS od kiedy zasłaniasz okna. ;)
Zamykanie oczu nic nie da, nie warto też regulować odbiorników. Już taki yestem. :P Zimny smok.:D
Piękny wiersz. Razem... każda droga staje się lepsza, łatwa, bardziej prosta... Pozdrawiam :)
😁
U mnie wtedy jest....
Słowa proste są najlepsze, najpiękniejsze, najprawdziwsze, są naj... Pozdrawiam :)