Kategoria: 1. Poezja

Schronisko, które przestało istnieć | sch 0

Schronisko, które przestało istnieć

Schronisko po raz pierwszy

Przygodę z karkonoskimi powieściami Sławka Gortycha rozpoczęłam od trzeciej części czyli „Schroniska, które spowijał mrok”. Dostałam w prezencie jako nówkę nieśmiganą czyli nowość na rynku. Oczywiście pochłonęłam powieść, ona mnie wchłonęła. Teraz postanowiłam zacząć od początku, od „Schroniska, które przestało istnieć”. Też wchłania i pochłania. Oczywiście mnie. Oczywiście bez względu na to, który raz czytam.
Wyjaśnienie na taki stan rzeczy mam proste. Czuję się emocjonalnie związana z Karkonoszami. Moje rodzinne miasto to Wałbrzych, po niemiecku Waldenburg. Jadąc z kierunku Wrocławia do Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby i Karpacza, trzeba przez moje miasto przejechać. Wychowana na opowieściach o „złotym pociągu”, który wtedy jeszcze nie był złoty, znałam również historie o Liczyrzepie, po niemiecku Rübezahl, po czesku Krakonoš. Jako dziecko brałam kiedyś udział w szkolnym przedstawieniu o tymże Duchu Gór. Związek emocjonalny zatem istnieje. Tym bardziej, że w pierwszej części jedno z morderstw miało miejsce w 1960 roku…. Rety, ja już wtedy byłam na tym świecie, byłam blisko, tylko wsiąść w pociąg i już, już jestem na miejscu…. Teraz zatem Was zawiadamiam. Moje recenzje z książek Sławka Gortycha nie będą miały nic wspólnego z obiektywizmem.
Nie, nie będę oceniała intrygi kryminalnej, bo spalę powieść i zakończenie. Pochwalę autora za pracę, jaką wykonał. Starał się bardzo, by powojenna rzeczywistość ukazana w powieści była bardzo realistyczna i nawiązywała do owych przedziwnych czasów. Dolny Śląsk po 1945 roku rzeczywiście był polskim „Dzikim Zachodem”. Teren był nietknięty przez działania wojenne, zatem był to tłusty kąsek dla szabrowników. A także dla tych, co chcieli coś ukryć…. Stąd też powstało sporo opowieści o skarbach, złocie i pilnujących ich strażników. Sławek idzie tym tropem i tworzy powieść sensacyjną. I bardzo dobrze. Powtórzę to, co już pisałam w poprzedniej recenzji – nie tylko Tatry są tajemnicze, Karkonosze mają więcej mrocznych opowieści. Bo mają one w sobie dzieje trzech państw. Autor starannie dobiera zasłyszane historie, by umieścić je w książce. Jeśli nawet nie znamy Karkonoszy, to poznajemy je dzięki starym opowieściom, legendom i ponoć prawdziwym historiom. Schronisko, które już nie istnieje, rzeczywiście istniało. Można obejrzeć jego ruiny. Można nadal przejść turystycznym szlakiem od jednego do drugiego. Śnieżne Kotły też są naprawdę. Polodowcowa pozostałość po czasach nadal zachwyca klimatem, budową i niebezpieczeństwem.
Na zachętę dla tych, co to jeszcze nie czytali dodam, że jednym z bohaterów powieści jest niemiecki noblista z 1912 roku Gerhart Hauptmann, urodzony w Szczawnie Zdroju zmarł właśnie w opisywanym przez Gortycha – Jagniątkowie… W sumie ….mój ziomal…. Przyjemnej lektury!

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
Męski los | ab 0

Męski los

Męski los

Kiedy filmowe „Love story” zawładnęło kinami na całym świecie, byłam chyba zbyt młoda, mała, by zrozumieć fenomen filmu. Obejrzałam go wiele lat później. Zastanawiałam się, co takiego jest w prostocie fabuły, że wyciska ona łzy z oczu. Minęło jeszcze kilka lat zanim załapałam, że najpierw była książka. Przeczytałam, ale wrażenie na mnie mocnego już nie wywarła. Stąd też z niepokojem zabrałam się za czytanie kolejnej powieści Ericha Segala pt. „Absolwenci”. Ta liczyła sobie ponad pięćset stron w tzw. kieszonkowym wydaniu. Drobny druk oczom też nie sprzyjał. W ogóle wiele było znaków na niebie i ziemi, iż książka po prostu mi się nie spodoba.
Wyczytałam, że bohaterami są najpierw studenci, potem absolwenci amerykańskiego Harvardu, czyli jeden z najbardziej snobistycznych uczelni na świecie. Przynajmniej taką wiadomość miałam zakodowaną w głowie. Byli ono facetami, a męski świat to dla mnie zagadka, tak się jakoś życie ułożyło. Na dodatek na okładce była informacja, że będą też historie miłosne. To już bajka zupełnie nie dla mnie. Zaczęłam jednak czytać…. I dobrnęłam do końca. Trudno nie było. Książka mnie wchłonęła i pochłonęła. Dlaczego?
Po pierwsze została napisana przedziwnie prostym językiem. Ale nie prostackim. Bohaterowie to ludzie wykształceni, często mówią o dziedzinach nauki, w których się specjalizują, ale ich rozmowy są jasne i zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika. Mimo swej objętości, ilość opisów i dialogów jest w normie. To oczywiście sprawia, że tekst czyta się po prostu przyjemnie.
Po drugie – kreacje bohaterów. Mimo iż cała piątka studiuje na Harvardzie, każdy z nich startuje w życie z różnego społecznego pułapu. Jeden ma za sobą wielką historię rodziny, drugi robi za kelnera w lokalu swego taty…. Każdy chce w życiu osiągnąć sukces. Dla każdego sukcesem jest co innego. A czasami sukces oznacza porażkę. Bo tak to w życiu bywa. W sumie nasi panowie, absolwenci szpanerskiej uczelni, okazują się być zupełnie normalnymi ludźmi, ze wszystkimi człowieczymi wadami i zaletami. Obok nich pojawiają się kobiety. Są tylko tłem, ale doskonale spełniają swoje role u męskiego boku. Jakoś nie ma pretensji do pisarza, że postawił je w drugim szeregu. Wszak utwór jest o mężczyznach…
Po trzecie – jest to powieść męska. Zupełnie jednak inna niż tradycyjne pojęcie tego typu literatury. Jeśli pada określenie „męska” od razu kojarzy się ono z tekstem lub filmem, w którym mamy do czynienia z facetem typu „macho”, który w imię wielkich ideałów robi porządek na dzielni. Tym razem tak nie jest. Jako nastolatka przeczytałam „Koniec wakacji” Janusza Domagalika i trochę zrozumiałam chłopięcy świat. Czy „Absolwenci” sprawią, że zrozumiem męski? Kto wie, kto wie….

❤️
0
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

g ra ty

wszystko potrzebne na zewnątrz
schowane

pośród rzeczy i miejsc
jak kolorowe cienie

rozpostarte na podłodze
meble
spragnione wody

twarze

❤️
1
👍
3
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
1

Prostymi słowami

Nikt nie wie czy to był przypadek
Czy los tak sam zdecydował
Odkąd Cię spotkałem
Moje życie zaczęło się od nowa

Chcę dzielić z Tobą zwykłe dni
Każdy poranek i zimne deszcze
Kocham Cię coraz bardziej
Kocham Cię, że po prostu Jesteś

Ta miłość ma Twoje imię
Ma melodię Twojego głosu
Ma Twoją twarz i Twoje oczy
Ta miłość to na życie mój jedyny sposób

Tęsknota nocami siada blisko
I nie pozwala mi zasnąć
Bez Ciebie wszystko ma szary kolor
Z Tobą czarne myśli stają się jasne

Już dawno nie jesteś tylko chwilą
Ani snem, który znika z dnia nadejściem
Jesteś w każdej mojej myśli
Na własność oddałem Ci serce

Jeśli ktoś cofnąłby czas
Nic innego nie byłoby pierwsze
Najpierw bym Cię pokochał
A potem znów pisał dla Ciebie wiersze

A gdyby przeznaczenie zmieniało kierunki
I czas jak wiatr próbował uciekać
Będę szukał Cię do upadłego
I resztę życia na Ciebie czekał

❤️
5
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
0

Jesień

Przemija lato
Barwna jesień nadchodzi –
Szelestem liści

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
Dzis już nikt tak nie pisze... | pr 0

Dzis już nikt tak nie pisze…

Dziś już tak nikt nie pisze…

Poezją Tadeusza Różewicza zachwyciłam się w szkole średniej (lata 70 – te minionego stulecia). Była to dla mnie niezwykła proza rozbita na wersy. Potem sama zaczęłam tak pisać. Chociaż do Różewicza mi bardzo, bardzo daleko, piszę tak nadal. Dramaty poety też czytałam i oglądałam. Czy wówczas czytałam również jego prozę? Na pewno tak. Kiedyś napisałam wiersz ze sformułowanie „śmierć w starych dekoracjach”. Wiedziałam, że to nie moje. Skąd je zaczerpnęłam? Dziś wiem. To tytuł jednego z opowiadań Różewicza. Ale potem wszystko rozwiało się i Różewicz zniknął z listy moich lektur, co wcale nie oznaczało, że przestałam się nim zachwycać. Teraz zachwyt powrócił za sprawą zbioru jego opowiadań „Próba rekonstrukcji” , wydany w 1979 roku.
Jak było do przewidzenia…. Opowiadania powaliły mnie na kolana. Otworzyły czasoprzestrzeń w przeszłość i przypomniały mi dni przy gramofonie Bambino. A potem nastąpiło ciężkie westchnienie „dziś już nikt tak nie pisze”…. To też jest poezja, tylko że zapisana tak normalnie linijka po linijce.
Układ opowiadań ma układ chronologiczny. Najpierw teksty wojenne. Każdy niby prosty, ale przerażający w swej treści. Oto „Gałąź” i mały żydowski chłopiec zamknięty w ciemnym pomieszczeniu. Oto „Pragnienie” i wykonanie wyroku na faszyście. Są partyzanci, las…. Owe opowiadania przypomniały mi jeden z najlepszych i niedocenianych polskich filmów „Obława” z 2012 roku w reżyserii Marcina Krzyształowicza. Ta część zbioru kończy się „Wycieczką do muzeum”. Przeczytajcie. Jakże to bliskie naszej współczesności.
W kolejnych częściach mamy czas powojenny. Ale wojna ciągle jest obecna. Nawet w momentach pogody i szczęścia. Ci, co przetrwali, cierpią nadal. Wszystko zgodnie z wierszem „Zostawcie nas” :
„Zapomnijcie o nas
nie pytajcie i nasza młodość
zostawcie nas”
W tekście „Nowa szkoła filozoficzna” Różewicz pisze: „Po (…) wojnie wszyscy jesteśmy podejrzani. Bohaterowie i zdrajcy, konspiratorzy i paskarze, szantażyści i szantażowani, prowokatorzy i ich ofiary. Nawet umarli są podejrzani.” Ci, co przeżyli nadal cierpią. Ponoszą winę za śmierć innych. Teraz czekają na swoją śmierć. Najlepiej wśród starych dekoracji…
Każe z opowiadań w omawianym zbiorze ma swoją wartość, jest odrębną całością, zwraca uwagę na nasze człowieczeństwo, jego brak lub chęć zabicia go w samym sobie. Niektóre teksty przerażają. Inne zmuszają do myślenia. Ot taka „Moja córeczka”… ileż tam bólu, ile płaczu pośród dobrych chęci i równie dobrego działania. Rzeczywistość jest brutalna. Jak się z nią pogodzić? Czy to co jest dzisiaj, jest lepsze niż lata wojny, jakiejkolwiek wojny?
Zastanawiam się ile osób czyta dziś Różewicza… Ile teatrów wystawia jego dramaty… Twórca będący na piedestale, popadł w zapomnienie… A może mi się tylko wydaje?

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
1

Deszcz na słonecznym tarasie

W pamiętniku jeszcze niezapisane
Nasze myśli po ostatnich wakacjach
W innych miejscach na ten sam księżyc patrzymy
I czekamy na odległych od siebie stacjach

Może zatrzymujesz się właśnie teraz
I może nawet się do mnie uśmiechasz
Cały czas myślę o Tobie
I kocham Cię nawet z tak daleka

A gdyby ciepła jesienią zabrakło
W szare niebo popatrzę nad dachów linię
Gdy deszcz spadnie na Twoim tarasie
W jego kroplach moje imię

Choć przemierzam całe miasta
Przez wieczory ciemne i poranki złote
Wierzę, że jest jeden tego cel
Bym kiedyś wrócił do Ciebie z powrotem

I gdy już dotrę we właściwe miejsce
W Twoich oczach zobaczę nadzieję
Słońce złączy nasze dłonie
I przytulonych raz na zawsze ogrzeje

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
Dzieciństwo nie do likwidacji | przez 0

Dzieciństwo nie do likwidacji

Dzieciństwo nie do likwidacji

W miejscu, z którego biorę książki do czytania, ktoś zostawił tzw. literaturę dziecięcą z moich lat. Czyżby ktoś likwidował dzieciństwo? Wybrałam kilka. Ustawiłam na półce w kolejce do przeczytania. Zapewne ponownego, chociaż kilku zupełnie nie pamiętałam. Chodzi oczywiście o treść, bo bohaterowie, okładka taka jakby znajoma… Od czasu do czasu wrzucę Wam zatem recenzję z krainy mego dzieciństwa…
Zacznijmy od „Przez różową szybkę” Ewy Szelburg – Zarembiny. Pamiętam chwilę, kiedy w bibliotece wpatrywałam się w kolorową okładkę, wiadomo – ilustracje Jana Marcina Szancera, mistrza obrazów z lat szczenięcych. Książka była rozchwytywana przez dzieci z klas I – IV. Musiałam trochę poczekać, aż trafiła do mnie. Podobała mi się. Wkrótce jednak o niej zapomniałam. Przyszły inne lektury. W pamięci na zawsze pozostała okładka.
W recenzjach z dnia współczesnego przeważają ochy i achy oraz wspomnienia z dawnych lat. „Przez…” uznawana jest za książkę kultową. Oczywiście dla określonego pokolenia. To pokolenie nadal się nią zachwyca. Bezapelacyjnie opowieści powodują powrót pamięcią do czasów, które czasami dobre nie były, ale na pewno już nie wrócą.
Dziś najbardziej przypadły mi do gustu opowiadania z pierwszej części „Najmilsi”. Są to obrazki z życia ludzi opiekujących się zwierzętami. Ciepłe, sympatyczne pieski, zajączek, wróbelek są obiektem troski człowieka. Dziś nazwalibyśmy te opowieści ekologicznymi. Wtedy były tylko i aż tekstami o więzi człowieka z przyrodą.
Druga część „Wesołe historie” wydają się być przeznaczone dla zupełnych maluchów, do czytania przez rodziców przed snem. Lekko naiwne, napisane dziecięcym językiem powinny uśpić maluchy. Czy mojego wnuka – 7 lat – też. Wątpię. Mój wnuk od dwóch lat jest na etapie książek typu „Dziennik cwaniaczka” i „Przygody Mikołajka”. Tkliwa opowieść o zajączku, który psa Burka wywiódł w pole nawet dwa lata temu nie zrobiłaby na dziecku wrażenia.
I wreszcie trzecia część „Rzemieślniczek i wędrowniczek”…Tu moje ambicje byłego nauczyciela zostały całkowicie zaspokojone. Niektórzy zarzucają autorce, że czerpała pomysły z innych bajek i baśni. Jeśli nawet tak było, to zasługą pani Ewy jest przeniesienie bardzo wychowawczych treści na mój język dziecięcy. Z tamtych lat oczywiście. Jeśli nawet odnajduję dziś w jej utworach elementy innych opowieści, to też mi nie przeszkadza. Wszystkie teksty mają olbrzymi ładunek pedagogiczny. Mojemu pokoleniu przekazywały coś, co nazywamy obecnie „wartościami”. I to było wartościowe.
„Przez….” przeczytałam wzdychając za latami dzieciństwa, podwórkiem, Krysią, która jest już po drugiej stronie, zabawą w sklep, dom, kanapką z masłem, która upadła na trawę, ale i tak się ją zjadło…. To był świat, który oglądamy dziś właśnie przez różową szybkę….

❤️
1
👍
3
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 4 – 5 – 6 – 7 – 8 – 9 – 10 – 96 –