Kategoria: 1. Poezja

0

zgasły krążek

odtwarzany moment
mieści więcej
ewentualności

zegar tkwi
w nim jak ostrze
naprzeciw zabliźnieniu

znikamy
w najmniejszej jednostce czasu
jak w drzwiach zbyt dużych
dla przestrzeni

pozaziemskiej agonii

❤️
4
👍
2
⭐
1
💡
1
❗
1
📖
1
4

Haiku nie haiku

Zapach truskawek
Wspomnienia przywołuję –
Zamykam oczy

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
1
❗
0
📖
1
1

Ostatni gram nadziei

Na środku morza ciszy już noc
Wkłada mi rozpacz w puste dłonie
Bicia serca nikt tu nie słyszy
Nikt nie widzi jak mój cały świat płonie

Może tylko kilku słów potrzeba
Może tylko uśmiechu na wyciągnięcie ręki
By pustkę zapełnić miłością
By wreszcie zapisać jej wszystkie dźwięki

Sens jeszcze się przed porażką broni
Dnia nie rozróżniam już od nocy
Między palcami kolejna szansa ucieka
Przede mną już tylko strach kroczy

Jak stać się komuś potrzebnym
By zostawić za sobą troski
Jak ocalić niespodziewaną miłość
Gdy nawet cukier jest już tylko gorzki

Bądź proszę zatem blisko mnie
Pozwól mi choć z wiatrakami o Ciebie walczyć
Tylko Ty dajesz mi ostatni nadziei gram
Może do rana mi to wystarczy

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
Nie kumam, ale fajnie jest | ghost 0

Nie kumam, ale fajnie jest

Nie kumam, ale fajnie jest

Rzadko mi się zdarza, by ocenić wysoko książkę, której w połowie nie zrozumiałam. A tak wydarzyło się w przypadku „Ghost Fleet. Następna wojna światowa” P.W Singera i Augusta Cole. Zacznijmy od tego, co zrozumiałam.
Jest to powieść o charakterze wojennym. Nie jakiś tam kryminał, jak twierdzą co niektórzy. Wybucha wojna, oczywiście ta następna, której jeszcze nie było. Na okładce napisano kto z kim przeciwko komu. Przeciwnicy akurat nie są wyjątkowi. Sojusz Chin i Rosji przeciwko USA jest prawdopodobny. Do tego oczywiście dochodzą losy paru osób ukazane na tle działań wojennych, nawet konflikt rodzinny jest. Partyzanci również walczą. A najbardziej ciekawą osobę jest piękna dziewczyna, która zabija z premedytacją wrogów. Ale pojedynczo. Sprytnie. Skutecznie. Część akcji rozgrywa się na Hawajach, część w San Francisco. Trafiamy na Alaskę, do Pentagonu, do Moskwy też. Ba, penetrujemy Rów Mariański na Pacyfiku i lecimy w kosmos. Oczywiście jeśli mamy tzw. listy kaperskie, jakie posiada pewien bogacz. Trafia się również polski smaczek. To okręt wojenny ORP „Orzeł”, który dzielnie wspiera wiadomo kogo. Na pewno nie Rosję.
Zrozumiałam również, iż w przyszłości, kiedy technika stanie na wysokim poziomie, jest szansa, że pokona ją tylko …. technika przeszłości jako odporna na różne współczesne wynalazki. To coś w stylu, że oczywiście panele fotowoltaiczne „wytworzą” prąd, który ogrzeje nas w zimny czas, ale kiedy ktoś je zniszczy, jedynym wyjściem, żeby nie zamarznąć, będzie rozpalenie ogniska.
Zrozumiała też, że w przyszłości człowiek nie będzie mógł się obyć bez tabletek zwanych symulantami, które na przykład pobudzą go do działania, lepszego myślenia i wielu innych rzeczy.
Czego nie zakumałam…. Jak na stuprocentowego humanistę przystało, nie zakumałam nowinek technicznych. A książka jest nimi naszpikowana do granic wytrzymałości. W celu ewentualnego zrozumienia zadzwoniłam do kuzyna, który też nałogowo czyta, ale właśnie utwory o przyszłości. Podałam tytuł. Usłyszałam zachwyt za zachwytem. Poprosiłam o wyjaśnienie, co ci marynarze robią na tym niszczycielu USS „Zumwalt” i co to jest działo szynowe. Oczywiście, że kuzyn wyjaśnił, stosując przy tym terminologię prosto z politechniki. Wiadomo, magister inżynier. Wie, co mówi, w przeciwieństwie do mnie, bo nie rozumiem, co słyszę. W każdym razie moja rozmowa z przedstawicielem rodziny, a raczej jej monolog, utwierdził opinię, że powieść jest naprawdę dobra. „Doskonała!” – ryknął przez telefon kuzyn. Wierzę mu na słowo, bo nie zamierzam zagłębiać się w techniczne aspekty utworu literackiego. Nie jego (utworu znaczy się) wina, że magister filologii polskiej nie zrozumiał o co chodzi w teorii Czerenkowa, a chodzi o to, że „Teoria Czerenkowa opisuje zjawisko, w którym promieniowanie elektromagnetyczne emitowane przez naładowane cząstki, takie jak elektrony, gdy poruszają się w ośrodku materialnym z prędkością większą od prędkości fazowej światła w tym ośrodku”. Jasne? Ponoć jasne.

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
4

to będzie osiem lat

za stalking, darvo, cienie życia – osiem lat
w murach milczenia, gdzie czas nie płynie

za każdy dzień gaslightingu, blame-shiftingu, blamingu
za wszystko, co zostało złamane bezpowrotnie

osiem zimnych lat, za ostatnie lata cierpienia
za każdy dzień, zbrukaną łzę, zgaszony uśmiech
za każdy brak, odebrany oddech, pozostały cień

osiem lat wstydu za każdy źle zaprojektowany dzień
wywieziony płacz, rozpacz, nie tylko ich, za ból
za każde skradzione imię, za pustkę po nim, za kpinę

system został domknięty. audyt zakończony. każdy dzień
ma wysoką cenę. składaj ręce w modlitwie kajdan
niewiele ci zostało, niewiele masz na obronę

zamazane lustro, nieotarte łzy, osiem lat niebytu,
za każdą stratę, za każdy dzień, stracone oczy, oddech,

za każdą nieobecność. składaj już ręce, wyrok idzie
jak wilk z sąsiadującego lasu – cicho, niepostrzeżenie.

07.06.2026 r.

❤️
4
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

W ciszy

W ciszy, co pęka jak szkło o tej porze,
Gdy zegar wstrzymuje swój bieg w korytarzu,
Coś przychodzi z cienia, zza kresu, w pokorze,
Nie prosząc o miejsce przy ludzkim ołtarzu.

To nie cukier we krwi, nie kortyzol w żyłach,
Lecz stopy, co nigdy nie dotknęły ziemi,
W przestrzeni, gdzie noc w swej malignie się wiła,
Rozmawiasz z bytami, co są, choć nie wiemy.

Godzina wilka – to mosty otwarte,
Gdzie zasłona cienka jak oddech na szybie,
Tam wspomnienia zmarłych, w niebyt zakłócone,
Szukają przystani w tym sennym, cichym rybie.

Może to brat, co w ogrodzie wśród azalii,
Chciałby podpowiedzieć, jak pielęgnować życie,
W tej chwili zawieszenia, w tej metafizycznej fali,
Budzisz się – bo ktoś cię woła w niebycie.

Nie szukaj przyczyn w fizyce, w logice,
Nie każ ciału swojemu być maszyną czystą,
Może to echo, co w duszy ma granicę,
Spotkanie z tym, co wieczne, choć dla oczu mgliste.

06.06.2026 r.

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Katja i wilki | wil 0

Katja i wilki

Katja i wilki

Dotarłam do końca. To znaczy dotarłam do ostatniej posiadanej przez siebie książki Magdy Skubisz z cyklu „saga rodu Tyszowskich”, tytuł tej części „Wilcze znamię”. Wcześniej już pisałam, że gdyby nie fakt, iż dostałam ową sagę w prezencie, nigdy bym po tego typu literaturę nie sięgnęła. Nie lubię romansów. Z tego też powodu sięgnęłam po egzemplarz z uśmiechem na twarzy. Nareszcie koniec. Okazało się, że nie był on taki zły.
Katja, zielarka i aptekarka, nadal jest brudna i chuda. To drugie, wiadomo, z biedy. Zawsze głodna, zawsze żyjąca w zimnych i równie brudnych jak ona pomieszczeniach. To swoje robi. Ale dlaczego ciągle jest brudna? Raz tylko była czysta. Na balu w tomie pierwszym. Wtedy zakochał się w niej Antoni. Miłość jest jednak ślepa i drugi podstawowy bohater, brudu nie dostrzega. Pamięta głównie suknię, którą Katja miała wówczas na sobie. Ten obraz żyje w nim w tomie czwartym również. Do tego przechodzi istną ewolucję. Bohater, nie suknia. Sam łapie się na tym, iż nie rozumie swego postępowania. Nieważne. Ważne, że robi, to co robi.
Zaskoczeniem jest, iż w tym tomie „lekarska” działalność Katji jest ograniczona. Nadal panuje cholera. Autorka powieści na szczęście nie powtarza recept na jej powstrzymanie. Wiemy, że się da ją wyleczyć. Zsyła natomiast na naszą bohaterkę masę nieszczęść. Oczywiście tradycyjnie, bo życie zielarki cierpieniem stoi. Tym jednak razem akcja wykracza poza obszar majątków Tyszowskich. I to według mnie jest w tej części najważniejsze. Bo ile można łazić po tych samych domach i tym samym polu? Trzy tomy wystarczą.
Nasza Katja w wyniku swych nieszczęść, rusza sama w tzw. świat. Początkowo myśli, że to, co widzi przed sobą, to Krasiczyn, siedziba rodu Sapiehów. Niestety, to tylko Przemyśl.
„W mieście, którego nazwiska nie powiem….
Były trzy karczmy, bram cztery ułomki,
klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki” – pisał w „Monachomachii” Ignacy Krasicki i ponoć miał to być właśnie Przemyśl. Tak przynajmniej wynika z przypisów w „Wilczym…”.
W każdym razie Katja tam dociera i marzy o rozpoczęciu nowego, w miarę normalnego życia. Ale oczywiście nie jest to jej dane. Co prawda cholera w mieście jeszcze jest, ale nasza znawczyni receptur kariery medycznej nie może nic zrobić. Pech goni pech. Źli ludzie tak samo.
W każdym razie tom czwarty się kończy. O dziwo, tym razem mnie sen przy nim nie zmorzył. Było trochę więcej akcji niż w poprzednich. Zmiana miejsca wydarzeń też na plusa wpłynęła. Nic jednak nie zaskoczyło. Ot, kolejna saga o dawnych czasach napisana przez współczesnego pisarza, przepraszam – współczesną pisarkę, obowiązują feminatywy, czyli słownictwo współczesne, opisy też. Mam wątpliwości, czy przekleństwa też dzisiejsze. Nie znam historii brzydkich słów. Wiadomo jedynie, iż nasza cholera, wzięła się od tamtej lub wcześniejszej cholery. Wiem również, że ukazała się piąta część sagi. Czy go przeczytam? Kupować na pewno nie zamierzam…

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
3

Jutro już tylko śmierć

To miał być zwyczajny sierpień
Ciepły i pełen burz
Miłość przyszła cicho, bez uprzedzenia
Nikt nie usłyszał żadnych jej słów

Jest w niej blask dawnych baśni
A czasem ciężki serca rytm
Świat bez Ciebie gaśnie
By rozbłysnąć, gdy już jesteś w nim

Trudno jest znów zasnąć
Gdy tylko Tobą oddycham
Czy to będzie dobry sen
Czy koszmaru nagła panika

I już nie wiem czy jeszcze żyję
Czy tylko coś we mnie pękło na pół
Czy nadal zniosę to, co ukryłem
Obok siebie miłość i ból

Nie widać końca tęsknoty
I łatwiej byłoby ten smutek znieść
Móc oddać życie za Twoją miłość
Choćby jutro miała przyjść tylko śmierć

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
– 1 – 15 – 16 – 17 – 18 – 19 – 20 – 21 – 96 –