Kategoria: 1. Poezja

1

węzeł

kiedy ciało wypycha
z czasu dając brak
oparcia w wiecznym śnie
materii

pragnę
wykuć piwnicę świata
przytwierdzającą do siebie
wszystkie zakątki

naszych serc

❤️
5
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
To, co po nas pozostanie | sl 0

To, co po nas pozostanie

To, co po nas pozostanie

Książka Andrzeja Szypulskiego trafiła do mnie dawno temu, bo w 1979 roku. Była epicką opowieścią napisaną na bazie scenariusza serialu telewizyjnego pod tym samym tytułem. Serial wbił mi się ostro w pamięć. Pozytywnie. O dziwo, inni też go tak ocenili. Dlaczego zdziwienie?
Nie da się ukryć, iż najciekawsze lata swego życia, czyli bycie nastolatką, przypadły mi na lata siedemdziesiąte, kiedy „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej” jak głosiło hasło człowieka tamtych czasów towarzysza Gierka. Budowano dużo, budowano w różnych miejscach. Pomnikiem tamtych czasów miała być Huta „Katowice” wybudowana w Dąbrowie Górniczej. O budowie mówiono dużo, na każdym z dwóch programów telewizyjnych, jakie wówczas były. Mówiono entuzjastycznie. Namawiano do podjęcia pracy przy budowie. W odcinku (rozdziale – będę używała obu słów wymiennie) „Chłopcy zwerbowani” mamy ukazaną akcję owego werbunku. Jedzie człowiek w teren, do wsi, wiosek, osad i namawia, obiecuje dobrze płatną pracę i mieszkanie w hotelu robotniczym lub na prywatnej kwaterze.
Zarówno serial jak i książka to opowieść o ludziach na budowie. Każdy rozdział ma swego głównego bohatera. Pierwszym jest inżynier – geodeta, bo wiadomo, najpierw trzeba wymierzyć i wykopać. Kolejnymi są kierowca „gruszki” z betonem, chłopak budujący wielki komin, oczywiście sekretarz organizacji partyjnej też musi znaleźć się na pierwszym planie w jednym z odcinków. Obserwujemy również życie na budowie. Zaglądamy do stołówki, patrzymy na rodzące się więzi przyjaźni i miłości między ludźmi z budowy.
Czyżby był to, posługując się terminologią z czasów tzw. socrealizmu z przełomu lat 40/50 minionego stulecia, zwykły produkcyjniak? Bo niby wszystko się zgadza. Ci dobrzy są nagradzani, a ci źli ukarani. Huta rośnie. Świat podziwia. Nie, to nie produkcyjniak. Tu ludzie liczą pieniądze. Tu nie pracuje się dla idei, chociaż trochę ideologicznego wsparcia musi być. Tu są tacy, co kombinują i tacy, co protestują. Bercik zarządza kontrolę w stołówce, Żebro nie chce podpisać oświadczenia niezgodnego z prawdą, a bezcenny fachowiec mówi, że ma wszystko gdzieś i chce wyjechać na weekend do domu, bo jego dwuletnie dziecko nie poznaje już tatusia.
Podobnie jak serial „Dyrektorzy”, opowieść o Hucie Katowice jest opowieścią ciekawą, dobrze skonstruowaną, pokazującą, pierwszy -lata 50/60/70, drugi siedemdziesiąte. Warto do niego wrócić. Ma swoje przesłanie:
„ Nie znałeś go dawniej -(…) też był taki jak oni. Nie oglądał się, ile i kiedy zapłacą. I co z tego zostało?
– Jak to co? – zirytował się Jasparski – Została elektrownia w Przemszy, kawał Trasy Łazienkowskiej, taśmociągi w Porcie Północnym. Jednym słowem to, co zbudował. Spalamy się, to prawda, wszyscy się spalamy, ale coś po nas zostaje, zostawiamy jakiś ślad na ziemi….”

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1

Czas boli wolniej

zniknęłam z twojego życia
nie bardzo się tym przejąłeś

to wiele mówi o tobie
nie zrzucisz już winy na mnie

nie myślę jak żyjesz teraz
staram się skupić na sobie

nie boję się samotności
to lepsze niż brak szacunku

zachowaj mnie w swej pamięci
bo życie szybko ucieka

i czas nas ciągle pogania
by umieć naprawdę kochać

kiedy do tego dorośniesz
ja będę tylko wspomnieniem

[ z cyklu- odchodzę od ciebie wierszami ]

❤️
3
👍
3
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1

haiku

znowu wróciłam
dobrze że na mnie czekasz
moja Miłości

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1

haiku

cicho jest w sercu
ono ma swoje plany
stawia granice

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
3

Prolog

Prostopadłościan wydawał się być pomieszczeniem, w którym ktoś zapomniał zaplanować okien. Próżno też było szukać tu drzwi, a tym bardziej czegoś, co mogłoby posłużyć za klamkę. Nie było wejścia ani wyjścia, ale nie było też potrzeby ich istnienia. Wewnątrz nikogo nie było. Mimo białych ścian i białego sufitu, wyraźnie rysowała się granica pomiędzy prostopadłymi do siebie ścianami. Czarne, wyraźne linie, stanowczo dzieliły przestrzeń na regularne kształty. Gdyby nie czarny kwadratowy stół na środku także białej podłogi, każda ze ścian, na skutek jakiegokolwiek obrotu całego pokoju, mogłaby być sufitem lub podłogą, albo inną wersją siostrzanej ściany.
Symetria. Tylko gdyby nie ten stół.
Na jego czarnym matowym blacie nie było niczego, co zazwyczaj mogłoby na nim stać. Nie było tam ani żadnego nakrycia, ani wazonu z kwiatami, ani nikt nawet w pośpiechu, nie zostawił tam kubka z kawą. Nie było nawet istotne to, czy wiadomo było, jak wygląda kwiat lub chociaż jak smakuje kawa, gdyż blat był w niezrozumiałej dla nikogo relacji z pustką. Przecież nikogo i niczego tam nie było. Oprócz stołu. Jeśli nie ma niczego, powinien być widoczny chociaż kurz, ale nawet on był tam nieobecny. Żadnych, nawet najmniejszych drobin. Czarny mebel pośrodku pustego pokoju, to jedyny element, który jednocześnie miał jakąś funkcję i zarazem nie służył kompletnie do niczego – z jednej strony dawał punkt odniesienia – nie pozwalał dowolnie rotować całym pomieszczeniem, a z drugiej – nie było w pokoju żadnego innego przedmiotu, który mógłby urozmaicić swoją obecnością górną powierzchnię stołu. Wszystko jawiło się bardzo wyraźnie, gdzie całość stawała się jednocześnie pierwszym planem, kompletnie bez żadnego tła, które nawet wprawnej wyobraźni także generowało jedynie pustkę. Sam pokój, którego samozwańczym i jedynym lokatorem był czarny stół, przez brak drzwi i okien, nie wiedział co jest za jego własną ścianą. Albo czego tam nie ma. Wnętrze pokoju było niezwykle jasne, choć nie było nigdzie widać żadnej lampy. Intensywność światła sprawiała wrażenie bycia na sali operacyjnej, ale także pustej, gdzie może w całym szpitalu nie ma ani jednego pacjenta. Czarny stół wydawał się być zadowolony. Pochłaniał łapczywie światło już samą swoją barwą.
Światło zgasło i nikt nie mógł już zobaczyć, że nagle pojawiło się czarne krzesło, na którym, przy stole, ktoś usiadł, położył białą kartkę na stole i zaczął pisać.

❤️
0
👍
3
⭐
0
💡
1
❗
2
📖
1
6

Jak co dzień

Dzień, jak co dzień
W dal szybko odchodzi
Zabiera ze sobą marzenia
Niespełnione, jak zwykle
Jak co dzień.

❤️
4
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Haiku Nie Haiku :)

Spoglądam w niebo
Szukam znaku jakiegoś –
Zaczął padać deszcz

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 18 – 19 – 20 – 21 – 22 – 23 – 24 – 96 –