Kategoria: 1. Poezja

2

Dostojewski sentymentalnie

Dostojewski sentynemtalnie

Fiodor Dostojewski to jedyny pisarz, którego książkę przeczytałam już trzy razy i na pewno przeczytam czwarty. To „Zbrodnia i kara”, dla mnie arcydzieło literatury. Z innymi utworami tego pisarza miałam już pewne problemy…. Nie, złe nie są…. Ale jakoś moje literackie serce do nich nie przylgnęło. Stąd też taki złożony stosunek mam do mini powieści, a może rozbudowanego opowiadania „Białe noce”….
Recenzje utwór ma dobre, bo trudno mu zarzucić, że jest zły. Ot taka sentymentalna opowieść na miarę czasów, w których powstała. Wszak Fiodor żył w czasach romantyzmu i coś mu z niego w utworach zostało…. Zresztą sam nazywa swój tekst „Powieścią sentymentalną. Ze wspomnień marzyciela”. Trudno więc spodziewać się wielkiej psychologii, wielkiego realizmu, krytyki czy tego wszystkiego, co znalazłam w „Zbrodni i karze”. A z sentymentalizmem mi niestety nie po drodze….
Książeczką przeczytałam traktując to raczej jako obowiązek wobec pisarza. Czytała ją w pociągu na trasie Warszawa – Wrocław, która znam na wylot i krajobrazy za oknem mijane z prędkością 150 km/h zupełnie mnie nie interesowały. Losy marzyciela, jego przemyślenia, przedziwne spotkania z tajemniczą panią, wydawały się być ciekawsze. Tyle tylko, że jak ktoś jest romantykiem i spodziewa się, że życie przyniesie mu romantyczne uczucia, ochy i achy, westchnienia i wzdychania, no to ma co ma. A kto nie jest, to też ma. Kto czytał „Białe noce” ten wie. Kto nie czytał, a chce wiedzieć, niech przeczyta.
Mknąc pociągiem przez kawałek Polski, zastanawiałam się, czy są tacy faceci jak bohater Dostojewskiego… Bo tacy jak Raskolnikow to istnieją na pewno. Jeśli są, dlaczego takiego nigdy nie spotkałam? Gdybym spotkała, pewnie nie byłabym Nastieńką….A może istnieją tylko w literaturze tworzonej przez rodzaj męski? Kobiety pokazują ów rodzaj zupełnie inaczej… Racja, my jesteśmy z Wenus, oni są z Marsa – przemknęło mi przez myśl, kiedy już zbliżaliśmy się do Wrocławia…
I na tym moje refleksje na temat „Białych nocy” Dostojewskiego się skończyły… Ale warto zwrócić uwagę na egzemplarz utworu, który trafił w moje ręce. Była ongiś w naszym kraju taka seria zwana „Kolibrem”. Wydawanie w niej krótkie i bardzo ambitne utwory znanych pisarza. Nie jakieś tam czytadła czy kryminały. To była literatura wysokich lotów. Mój egzemplarz Dostojewskiego wydano w 1967 roku w nakładzie 110 000 – słownie sto dziesięć tysięcy. „Kolibry” sprzedawano w kioskach „Ruchu” początkowo w cenie 4 zł. Kupowano je często, bo miały rozmiar kieszonkowy i liczyły niewiele stron – „Białe noce” – 78 stron, oczywiście czcionka niewielka. Dziś można je znaleźć w miejscu, gdzie ludzie przynoszą stare książki. Mój egzemplarz jeszcze się nie rozleciał. A wiecie dlaczego? Bo oprócz tego, że kartki ma sklejone, to jest również zszyty, takim zszywaczem typu biurowego…. Tak ongiś wydawano książki….

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Siatka

kąt między mną
a drogą
zwiększa się

światła w lesie
to błędy pomiaru

nawet cień
jest tu funkcją
zmęczenia

❤️
2
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
0

9

oni są tam
na dziewiątej planecie
gdzie w dryfującej łodzi
spokojnie śpi czas

nie wiem o co walczyć ze sobą będą
nienarodzone jeszcze dzieci

lecz kiedy jeszcze będziesz tu
spójrz w listopadowe niebo

a znajdziesz tam i mnie
za dziesięć tysięcy lat

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

talizman

kolorowy pył węgla
nad polem drewnianych kwiatów

supernowa
„Rosa Schanina” —
ile ciebie jest w tobie
jeszcze

odpieram (o)lśnienie
aby przeżyć
zaciskam powieki
kiedy wchodząc od drugiej strony czasu
przez kartkę
do serca wkładasz nowy
kwitnący kamień

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
1
❗
0
📖
0
1

pisani

milczymy słyszalnie
od szeptu myśli
po wyżyny bólu

w nas zapisani
szeleścimy milczeniem
zmięte kartki

❤️
5
👍
2
⭐
0
💡
1
❗
0
📖
1
0

grudzień

jak bukiet z kwiatów bawełny
trzyma jego mózg
za rdzeń

poutykane w nim jak szpilki
parasole z papierowej tęsknoty
zamykają się i otwierają
pomiędzy palcami

zimno jej

❤️
4
👍
0
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
0
0

***

Odnaleźć siebie
W życiowym labiryncie
Pomaga miłość

❤️
3
👍
1
⭐
1
💡
0
❗
1
📖
0
1

Dzień Samotności

W pustym domu
Patrzę przez okno
Zamykam za sobą drzwi
By w deszczu już nie moknąć

W radiu ktoś wymienił Twoje imię
Szklanka gorącej herbaty
Chleba kęs ma Twój smak
Jak zapach truskawek latem

Czarne niebo podczas dnia
Do rąk biorę ciszę
Wyświetliłem o Tobie film
By przez chwilę Cię usłyszeć

W dni takie jak ten
Gdzie na nowo uczę się wierzyć
Próbuję utrzymać tylko bicie serca
By bez Ciebie móc go przeżyć

Przed wszystkimi udaję
Że wszystko rozumiem
Ale bez Ciebie
Nawet oddychać już sam nie umiem

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
2
– 1 – 46 – 47 – 48 – 49 – 50 – 51 – 52 – 96 –