Kategoria: 1. Poezja

0

wie(r)sz

ten kierunek nie ma nazwy
ziemia jak formowane naczynie

można je zagrać
przeciągając smyczkiem
z przerwą

w połowie
chuchnąć w skostniałe dłonie

❤️
2
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
0

agregat

rozmieszczeni w fotelach
tworzymy coś
w rodzaju genu

okna rozświetla dusza
wysiadająca w biegu

❤️
3
👍
2
0
💡
0
0
📖
0
0

* * *

Prószy drobny śnieg
Białą szatę przywdział świat
Spadają gwiazdki

❤️
2
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
Piraci i cała reszta | wid 0

Piraci i cała reszta

Piraci i cała reszta

Zrobiło się nostalgicznie…. Kiedy sięgam pamięcią w moje odległe dzieciństwo, czyli w lata sześćdziesiąte, nie mogę przypomnieć sobie skąd zawsze wiedziałam, kim są piraci. Chłopcy na podwórku bawili się w kogoś takiego, łupili okręty na morze, którym była trawa, szukali skarbów kopiąc doły na tymże podwórku. Nosili opaskę na jednym oku, a czasami któryś z nich udawał, że ma drewnianą nogę. Zaraz… to było tak…. „Ty będziesz dziś piratem z drewnianą nogą” – odzywał się herszt podwórkowej bandy wskazując jednego z kumpli. Potem przyszedł czas pancernych, kapitana Klossa i Tolka Banana. Piraci zniknęli. Pojawili się dopiero na początku XXI wieku w postaci Jacka Sparrowa czyli „Piratów z Karaibów”. Saga filmowa rozsławiła piracką brać ponownie. Tym bardziej, że powielała stare, znajome schematy. Są skarby, jest piękna dziewczyna, Latający Holender i oczywiście pirat z drewnianą nogą. Z której strony by nie patrzeć, legendy pirackie wiecznie żywe!
To był jeden z wielu powodów, który zadecydował, iż sięgnęłam po powieść Fredericka Marryata „Statek widmo”. W przypadku mojego egzemplarza z 1973 roku tytuł brzmi „Okręt widmo”, a obszerny wstęp napisała sama profesor Maria Janion wybitna znawczyni romantyzmu polskiego i europejskiego. Utwór bowiem z pierwszej połowy XIX wieku pochodzi.
Jaki to tekst…. Taki, jak należało się po powieści pirackiej spodziewać. Są w nim praktycznie wszystkie elementy pirackich opowieści. Katastrofy na morzu, cudem ocaleni, zemsta zza grobu, Latający Holender i oczywiście piękna dziewczyna. Filip ma do wykonania zadanie. Mógłby go co prawda nie wykonywać i żyć długo i szczęśliwie, ale…. Zew morza wzywa go do wypłynięcia na szerokie wody….
Tak więc razem z nim pokonujemy lub nie morza i oceany. Tu spotyka nas sztorm, tak nawałnica, a jak pokaże się Latający Holender to wiadomo – katastrofa wisi w powietrzu i nie ma od niej odwrotu. Oczywiście czasami zatrzymujemy się na lądzie, ale nie jest on naszą krainą naturalną. My musimy pływać.
W sumie więc książka, która zapewne była atrakcją w XIX wieku, teraz niczym nas nie kusi. Bogatsi jesteśmy o wiedzę o piratach przekazaną przez dokumenty i inne powieści i oczywiście filmy. Tym bardziej, że powieść „trąci myszką”…. Napisana nieco archaicznym na dzisiejsze czasy językiem, z rozbudowanymi opisami nie każdemu przypadnie do gustu. Tym bardziej, ze liczy sobie 480 stron… Nie warto zatem czytać?
Jak najbardziej warto! Jest jedną z ciekawostek literackich, klasyczną klasyką. Podłożem na którym wyrosły inne opowieści. Twórcy „Piratów z Karaibów” na pewno ją znali. Powieść na wiele pozytywnych opinii. Zwłaszcza wśród męskiej części czytelników. Przypomina bowiem czasy, kiedy piraci byli w modzie. Zatem jeśli macie czas, przeczytajcie….

❤️
1
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
4

Przepraszam

Przepraszam za wszystko
Co przed światem ukryłem
Tobie wyszeptałem jednym tchem
Że to miłość

Za wspólne kilometry
Za myśli splątane
Na końcu świata tęsknotę
Za każdy smutny poranek

Przepraszam za każdy oddech
Za każde moje spojrzenie
Że czasem wypada życie z rąk
Za każdą straconą nadzieję

Przepraszam też Cię bardzo
Za wszystko co dał mi świat
Za wszystko kim bez Ciebie jestem
Jak mało jestem wart

Przepraszam za trudną miłość
Za otwarte dla Ciebie serce
Że nie umiem bez Ciebie żyć
Że nie potrafię dać Ci więcej

Za dni osobne
Po samotnych, zimnych nocach
Nawet gdy na piersi ostatni krzyża znak
Nie mogę Cię już bardziej pokochać

❤️
4
👍
1
0
💡
0
0
📖
2
Kobiety w literaturze | nob 0

Kobiety w literaturze

Kobiety w literaturze

Po książki biograficzne, że względu na ich multum, sięgam z ciężkim westchnieniem. Co będzie tym razem? Rozbudowana wersja Wikipedii? Wariacje na temat? Szkolne wypracowanie? Podobnie było z książką Wandy Michalak „Literackie noblistki”, otrzymaną w prezencie od koleżanki. Czyli wiadomo – przeczytać trzeba, żeby wyrazić opinię. Książka starannie wydana, okładka wybitnie twarda, ponad pięćset stron, bogata bibliografia. I ciekawy pomysł na utwór biograficzny. Niektórzy zapewne powiedzą, iż ma on charakter feministyczny, bo jest tylko o kobietach. Taki był jednak pomysł autorki i od razu pisze – udał się.
W jednej pozycji zebrała ona opowieści o kobietach, które dostały literackiego Nobla. Póki co nie jest ich wiele, bo jedynie piętnaście. Każda opowieść prowadzona jest według określonego schematu. Notka, zwana biograficzną, znajduje się na początku rozdziału. Następnie mamy kilka faktów z dzieciństwa, życia dorosłego, parę plotek i w miarę krótką analizę działalności. Żadna z tych części nie rości sobie pretensji do bycia wybitnym tekstem krytyczno – literackim. Przypomina raczej taką gawędę przy kominku „Byłam raz sobie…”. Język każdej części jest w miarę przystępny i też nie rości sobie praw naukowych. Zamiarem autorki było prawdopodobnie przybliżyć postacie wyjątkowych kobiet i ich twórczości przeciętnemu czytelnikowi. Zwłaszcza młodemu. Bo to młodzi ludzie powinni czytać biografie sławnych ludzi, by poszukiwać autorytetów i wiedzy.
Jeśli komuś rodzice czytali na dobranoc „Cudowną podróż”, powinien chociaż trochę dowiedzieć się o jej autorce Selmie Lagerlof, pierwszej kobiecie z literackim Noblem. A może warto wiedzieć dlaczego przyznanie tej nagrody Elfriede Jelinek wywołało skandal? Kim tak naprawdę była Doris Lessing? A pamiętacie Gabrielę Mistral czy Nelly Sachs? Pewnie nie…. Cóż, my mamy swoje dziewczyny w tej grupie Wisławę Szymborską i Olgę Tokarczuk, więc jakoś o innych zapominamy.
I właśnie to jest najcenniejszą cechą książki Wandy Michalak – przypomina nam o zapomnianych. Bo ja też nie wszystkie panię pamiętałam….
Myślę, że ta pozycja pozostanie u mnie na półce. Warto pod ręką mieć taki zbiór tekstów o mądrych kobietach. Zawsze można wrócić do nich, przypomnieć ich twórczość. A może ugotować coś według przepisu nawiązującego do postaci lub twórczości?
Bo oto mamy wisienkę na torcie. Pod koniec każdej opowieści znajdujemy kulinarny przepis na naleśniki Selmy, poidła z borówki brusznicy a’la „Krystyna córka Lavransa” czy ulubione dane Eryka, bohatera powieści Olgi Tokarczuk „Bieguni”.
Smacznego!

❤️
2
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
0

Imię napisane szeptem

Każdy oddech
Kolejny dzień z przyzwyczajenia
Pustych ulic czarny labirynt
W bezradnych oczu spojrzeniach

Czy jeszcze coś ma sens
Kiedy nie mogę być z Tobą
Sam nie wiem dokąd mam iść
Czy można żyć całkiem na nowo

Gdyby moje serce
Mogło o czymś decydować
Na końcu świata słońca wschód
W Twoich oczach bym schował

Ofiarowałbym Ci moich myśli
Książkę zapisaną w Twoim uśmiechu
Wtedy świat będzie wreszcie coś wart
By niczego innego już nie czuć

Twoje imię wypowiadam szeptem
Jak zaklęcie, jak modlitwy
Kocham Cię w dwóch prostych słowach
I w tajemnicach niezwykłych

Jesteś siłą, która nie krzyczy
Miłością, która zawsze stoi obok
Dziękuję także za ciszę
Dzięki Tobie mogę być wreszcie sobą

❤️
5
👍
0
0
💡
0
4
📖
3
0

Bez cudzych zasad

Ewka szła wąską ulicą. Wczesne popołudnie rzucało długie, miękkie cienie drzew rosnących wzdłuż chodnika. Słońce przebijało się przez liście, tworząc na chodniku mozaikę złotozielonych plam. W powietrzu unosił się słodki zapach kwitnących jaśminów i wilgotnej ziemi po porannym deszczu. W oddali słychać było śmiech dzieci bawiących się na podwórku i odgłos stukających kół rowerów na brukowanej ulicy. Ciepły podmuch wiatru poruszał liśćmi, szeleszcząc wśród gałęzi. Myśli Ewki błądziły jeszcze przy lekcjach, kiedy nagle dostrzegła znajomą sylwetkę. To była Gocha.

Kobieta już wcześniej ją zauważyła. Sprawiała wrażenie, że cieszy się z tego spotkania, jej uśmiech był serdeczny, ciepły niczym poranne światło przebijające się przez mgłę. Serce Ewki zabiło szybciej; odruchowo podniosła wzrok, uśmiechnęła się i powiedziała: „Dzień dobry.”

Gocha jednak nie odpowiedziała. Jej uśmiech zniknął. Spojrzenie, które było ciepłe, nagle stało się chłodne, zdystansowane. Gocha odwróciła raptownie głowę, charakterystycznie dla okazania pogardy i poszła dalej, zostawiając Ewkę z uczuciem zaskoczenia, dziwnej pustki, dezorientacji – jakby własna serdeczność nagle stała się niewłaściwa.

Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc w miejsce, gdzie zniknęła Gocha. W uszach dudniło jej własne „dzień dobry”, teraz pozbawione już echa oraz emocji. Wokół drzewa szumiały delikatne podmuchy wiatru, liście drżały w słońcu, a kwiaty jaśminu pachniały jeszcze intensywniej, jakby chciały wypełnić ciszę, która zrobiła się w jej sercu. Poczucie niezrozumienia mieszało się z gniewem, a potem z lekkim bólem – takim, który rodzi się, kiedy ktoś, kogo znamy, zdaje się odrzucać nas bez powodu.

Kilka dni później Ewka spotkała córkę Gochy, Martę. Dziewczyna była młodsza od Ewki, pełna życia i młodzieńczego zuchwalstwa. „Cześć” – próbowała powiedzieć Ewka, niemal automatycznie, jakby chciała sprawdzić, czy dziecięca część kobiety odziedziczyła jej zimną uprzejmość. Marta spojrzała, przez ułamek sekundy w oczach Ewki dostrzegła ciekawość, może nawet ciepło… a potem odwróciła się manifestacyjnie i poszła dalej, a cień jej sylwetki przesunął się po chodniku jak ciemna plama.

Od tego dnia Ewka przestała się kłaniać. One również przestały zwracać na nią uwagę, aż do czasu, kiedy to Marta z uśmiechem, jakby nigdy nic, powitała Ewkę. „Cześć” – powiedziała pewnego razu, kiedy jak co dzień mijała ją na chodniku. Ewka nie odpowiedziała. To one przecież, nie ona, wybrały ciszę.

W domu Marta bardzo płakała. Żale i lamenty wypełniały pokój, a w powietrzu unosił się zapach świeżo pranej pościeli i wilgoci z ogrodu. Lekki powiew wiatru poruszał firankami w oknie. Ojciec, widząc córkę w tym stanie, wezwał na rozmowę matkę Ewki. „Moja córka przez twoją płakała” – mówił z pretensją w głosie.

Kiedy matka Ewki opowiedziała mu całą historię – o pierwszym spotkaniu z Gochą i późniejszym zachowaniu Marty – potrząsnął głową i rzekł: „Znasz zasady.” Brzmiało to, jakby wszystko było jasne i niepodważalne. „Jego córce wolno, Ewce nie.”

Znajomość między Ewką a Gochą i jej córkami uległa zerwaniu. Na ich wyraźne życzenie, nie Ewki. Lata mijały. Pewnego dnia, idąc ruchliwą ulicą dużego miasta, Ewka zauważyła z przeciwka siostrę Marty. Dziewczyna szła w grupie mężczyzn, próbując ukryć się za nimi, jakby obawiała się konfrontacji. Chłodne powietrze niosło zapach kawy z pobliskiej kawiarni, a liście drzew wirujące na wietrze rzucały plamy zieleni na szary chodnik. Słychać było stukot tramwaju w oddali i szelest przechodniów. Minęły się na chodniku, lecz zanim zniknęła za rogiem, Baśka wykrzyczała kilka razy: „Wykształciuch! Wykształciuch! Wykształciuch!”

Echo niosło te słowa po otoczonej oknami mieszkań ulicy. Ewka stała w szoku. To były komplementy. Jedynie komplementy, chociaż wykrzyczane z pogardą. „Żeby ci ludzie wiedzieli tylko, kim ona jest” – pomyślała Ewka. Z uśmiechem na twarzy i zaskoczeniem poszła dalej.

Minęły kolejne lata. Ojciec dziewczyn ponownie przekazał Ewce zakaz: „Nie kontaktuj się. Znasz zasady!”

Ciężko opisać panujące emocje i myśli, jakie kłębiły się w Ewce. Nie ma jak ująć tego, co myślała wówczas o nich, o nim, ale poddała się. Po latach zmęczenia nastąpił regres i rezygnacja. Postanowiła uszanować ich wolę. Ich, nie jej. W końcu dziewczyny nie były jej rodziną. Nie miała prawa oczekiwać, że będą ją znały.

I właśnie wtedy, kiedy jej wszelkie emocje ustały, wszystko wróciło do normy, minęły kolejne trzy, bardzo długie trzy lata, sytuacja znowu się powtórzyła. Po trzydziestu latach od pierwszego nieudanego spotkania, kiedy Ewka szła już przez życie własną delikatnie wytyczoną ścieżką, ponownie spotkała Gochę.

W pierwszym momencie była w szoku, jakby to było dziwne, niemożliwe, że może ją spotkać na ulicy. W końcu nie mieszkały w tym samym mieście. W tle słychać było gwar miasta, odgłosy samochodów i stukot przechodniów, a słońce zaczynało ocieplać całą ulicę złotym światłem.

Tym razem matka dziewczyn szła z nieznajomą, mijając Ewkę na chodniku. Gocha jak kiedyś uśmiechała się, jakby oczekiwała reakcji, powitania, rozmowy, ale Ewka pamiętała każdy dzień, każdą chwilę, nie tylko każdy uśmiech, miłe słowo, rozmowę, ale i każdą pogardę po tym, jak postanowiła się kształcić. Nie zatrzymała się nawet na chwilę. Tylko obserwowała ją.

„Jakie tym razem mają oczekiwania?” – myślała, czując, że każda próba spełnienia ich oczekiwań nie ma sensu. Co najważniejsze, pamiętała zakaz męża Gochy, przypomniany raptem przed trzema laty. Podjęła decyzję i przeszła obojętnie. Nieznajoma spojrzała na Gocha i zapytała na tyle mało dyskretnie, że Ewka to usłyszała: „I co? Powiedziała dzień dobry?” – „Nie” – odpowiedziała zaskoczona Gocha. „Bezczelna” – rzuciła rozmówczyni, jakby wszystko było jasne i oczywiste. Dla Ewki było jasne. Nieznajoma nie miała żadnego prawa nawet do myśli, nie tylko komentarza.

Ewka szła dalej, a słońce powoli chyliło się ku zachodowi, liście drzew płonęły złotem i czerwienią w ostatnich promieniach dnia. Zatrzymała się na rozdrożu, odwróciła, patrzyła jak rozmawiały poruszone, również zatrzymując się pod drzewami. Zapach kwiatów mieszał się z chłodem nadchodzącego wieczoru, a w głowie Ewki powtarzało się jedno:

Nie sposób trafić za cudzymi zachciankami. Ani w sercu, ani w świecie. Pamiętała jednak o wytyczonych przez nich zasadach, pogardzie i odrzuceniu, które wyrażone zostały tak głośno, tak często i tak dobitnie. Wiedziała, że tego nie jest w stanie już zmienić. Za dużo usłyszała, za dużo się stało, za dużo upłynęło utraconego czasu. Teraz musiała już zadbać tylko o siebie. Pamiętała, iż wraz z dorosłością wybrała wolność, a wolność oznaczała podejmowanie własnych decyzji bez ustępliwości, ale i bez narzucania się innym. Zwłaszcza tym, którzy odrzucili ją, nim zdążyli ją poznać.

Z każdym krokiem na brukowanej ulicy słońce odbijało się od krawędzi, tworząc złociste refleksy na szarym chodniku. Liście drzew wirowały w powietrzu, szelestem przypominając Ewce, że świat porusza się dalej, niezależnie od cudzych nakazów i zakazów.

I chociaż bolesna pamięć o przeszłości wciąż istniała, szła dalej spokojnie, uśmiechając się do samej siebie, wiedząc, że teraz nikt nie będzie decydował o tym, co jest dla niej właściwe i ważne.

❤️
6
👍
0
0
💡
0
0
📖
2
14445464748495090