Rykoszet
Nikt nie ma prawa mieć żalu o to,
że nie ma tego czym wzgardził,
bo prawo rykoszetu jest proste.
Zasady są jak kij.
Uderzasz, ktoś robi unik,
kij zatacza koło.
współczesna twórczość literacka w świetle historii
Anna usłyszała dwa słowa: „znasz zasady”.
Wybrzmiały po raz trzeci, w odstępie trzydziestu lat. Odpuściła. Po raz pierwszy poddała się i powiedziała „OK”. Znała je od zawsze. Nie chcieli jej znać.
Później, ciemną nocą, przypominała sobie każdą myśl, każde słowo, każdy krzyk, każdy dźwięk. Nikt jej nie widział, jak zawsze.
Zasada pierwsza. Nie chcemy cię znać.
Zasada druga. Nigdy nie przyznawaj się, że nas znasz.
Zasada trzecia. Jesteś dla nas nikim.
Zasada czwarta. Cokolwiek się stanie, nie jesteśmy samarytanami.
Zasada piąta. Nie kłaniaj się. Nie odpowiemy.
Zasada szósta. Nie masz prawa liczyć na nic dobrego.
Zasada siódma. Nikt nie uwierzy w prawdę. Wszyscy uwierzą w ich kłamstwa.
Zasada ósma. Zrobią wszystko, aby cię zniszczyć.
Zasada dziewiąta. Nie miałaś prawa kończyć szkoły. To był wystarczający powód, by cię znienawidzić.
Zasada dziesiąta. Nie miałaś prawa mieć własnych poglądów, pytań, dociekań, marzeń i życia.
Podniosła ciężkie pióro i dopisała: OK.
Czas dostosować się do wymagań.
Zasada jedenasta. Zapomnij o nich, albo zgiń.
Zasada dwunasta. Nigdy się nie uginaj. Patrz prosto w oczy i idź. Skoro nie możesz być sercem – bądź skałą.
Odłożyła pióro i skamieniała.
Minęła ich na ulicy bez drgnięcia.
Marmurowa postać, której wyrwano wszystko.
Kiedyś chłopcy to lubili….
Z lat późnego dzieciństwa i wczesnej młodości pamiętam, że książkami Janusza Meissnera zaczytywali się moi koledzy. Oczywiście ci, którzy czytali, bo większość jednak kopała piłkę. „Żądło Genowefy”, „L – jak Lucy” to były stałe pozycje w ich lekturach. W najsłynniejszym polskim filmie podróżniczym, według książki Adama Bahdaja, „Podróż za jeden uśmiech” drugoplanowi bohaterowie wspominają inna książkę Meissnera „Kapitan siedmiu mórz”. To właśnie ona pchnęła ich do ucieczki z domu w celu dostania się na statek, by popłynąć w świat. Te drobne fakty niewątpliwie świadczą, iż autor był ongiś bardzo popularny. Zatem warto sobie tę postać i jego twórczość przypomnieć.
W moje ręce wpadła książka „Przygoda śródziemnomorska”, opowieść o Polaku, który w czasie wojny trafia do Francji i zostaje dowódcą kutra przewożącego uciekinierów do Lizbony i Gibraltaru. Misja jest oczywiście tajna. Wszystkich spotykają niesamowite przygody. Są ucieczki, jest strzelanina, ludzie giną, a kuter pruje fale Morza Śródziemnego. Jest też oczywiście piękna dziewczyna, członkini ruchu oporu, w której nie sposób się nie zakochać. Ale wojna ma swoje prawa… Czy miłość przetrwa?
Utwór ma niewątpliwie cechy powieści nie tylko przygodowej, ale również sensacyjnej. Dużo wydarzeń, zmiana tempa akcji, czasami podejrzane osoby, bo nie zawsze ten, co twierdzi, że jest tym, nim jest. Obserwujemy działania francuskiego ruchu oporu i walki brytyjskiej floty na Morzu Śródziemnym. Mały kuter jest tylko kropką na wodzie, ale kropką niezwykle ważną. Słowem – Meissner może konkurować z Alistairem MacLeanem, twórcą wojennych utworów o charakterze sensacyjnym. Szkot miał jednak trochę więcej szczęścia do filmowców. Jego „Działa Navarony” stały się nie tylko klasyką literatury, ale i filmu. Meissnera też filmowano, ale jakoś tak niemrawo, bo dziś mało kto pamięta filmy według jego książek.
Powieść napisana jest prostym, nieskomplikowanym językiem. Oczywiście w przeciwieństwie do literatury współczesnej, zawiera sporo opisów, ale nie są one zbyt nużące. Utwór można zatem czytać w ciągu całego dnia, na tekst do poduszki też się nadaje.
Czasu poświęconego na przeczytanie „Przygody….” nie żałuję. Doskonale rozumiem swoich kolegów z dzieciństwa. W postaciach owych książek dostrzegli swoje marzenia o byciu wielkim bohaterem. Podczas kiedy my, dziewczynki, marzyłyśmy, by spotkać Anię z Zielonego Wzgórza, oni żeglowali wśród grzmotów burzy i gradu nieprzyjacielskich pocisków, pokonujących masę przeciwności losy – do celu.
Zatem jeśli trafi do was książka Janusza Meissnera, nie odrzucajcie jej. Warto przeczytać, bo powieść sensacyjna nadal jest w modzie.
W tę jedną, wyjątkową noc, kiedy waśnie gasną,
a świat okryty szronem rozpromienia ogień serc,
w noc jasną, gwieździstą, w blasku choinkowych świateł,
w tę ciszę, kiedy śpiewamy radosne kolędy,
w dni następne, pełne sytości i świętowania —
bądźcie szczęśliwi, pełni wiary oraz spokoju.
Niech znikną wszelkie zwady, niech pokój nastąpi,
niech każdy nowy dzień rozjaśnia blaskiem białych świec,
niech zdrowie, syty stół i empatia zamieszkają
na zawsze z każdym z nas — w każdym domu i rodzinie.
Na Syberii….
Z opowiadaniem Aleksandra Sołżenicyna „Jeden dzień Iwana Dienisowicza” wiąże się ciekawa opowieść mojej znajomej.
Owa znajoma całe życie przepracowała w bibliotece pedagogicznej, czyli takowej głównie dla nauczycieli. Tu trafiały książki o nauczaniu, metodyce, pedagogice, psychologii. Jako były nauczyciel tez często zaglądałam, bo biblioteka pedagogiczna miał naprawdę dużo do zaoferowania zwłaszcza młodemu nauczycielowi. Ja szukałam głównie opracowań lektur szkolnych, ponieważ uczyłam polskiego.
Na przełomie lat 80/90 nastąpiła zmiana ustroju i zmienił się kanon lektur. Akurat szkoły podstawowej to aż tak bardzo nie dotknęło, ale średnią – owszem. Właśnie w trakcie owych zmian do biblioteki zawitała sława miejscowego nauczycielstwa, pani uważana za najlepszą w dawnym układzie warszawskim, symbol niezłomności, wiedzy, elokwencji i inteligencji – miejscowa polonistka. Kłaniano jej się wszędzie i zawsze, a ona delikatnie skłaniała głowę, nie odpowiadając głośno na pozdrowienie. Wszak ikoną była. I oto ta pani pojawiła się w bibliotece z problemem. Na listę lektur dostało się w/w opowiadanie. „Czy są już jakieś metodyczne wskazówki do opracowania tego utworu? Jak i o czym rozmawiać z młodzieżą na jego temat? Jakieś wytyczne? Bo nie wiadomo co tu jest dobre, a co złe….” Czar ikony prysnął. To przecież pani, wybitna polonistka, powinna interpretować, analizować, proponować – chciała krzyknąć znajoma, ale powiedziała tylko „Nie, nie ma”. Gwiazda, która właśnie straciła blask, była zmartwiona, zakłopotana i w ogóle powalona przez pozycję na liście lektur.
Czymże zatem jest ów tekst, że autorytety traciły swą wartość? Dla kogoś, kto najpierw przeczytał „Archipelag GUŁag” jest to wstęp do wielkiej opowieści o sowieckich łagrach, o których się nie mówiło. Wiadomo było, że coś takiego jest, ale określano mianem „więzienie” na Syberii. Ta akurat Polakom była znana. Zatem opowiadanie Sołżenicyna opowiada po prostu o jednym dniu, takim normalnym dniu, a nawet dobrym dniu, w więzieniu pośród śniegów.
Czym ten tekst był w latach poprzedzających „Archipelag….”? Czymś, co wywoływał szok i niedowierzanie. Walka autora o wydanie tekstu drukiem oznaczała, iż mamy do czynienia z tekstem o wielkiej sile rażenia. Czy dlatego w 1970 Sołżenicyna nagrodzono Nagrodą Nobla?
A jaki to tekst? Bardzo prosty. Bardzo zwyczajny. Bez fajerwerków. Bez szukania nowatorskich form przekazu czy eksperymentów językowych. Praktycznie niewiele się dzieje. Główny bohater wstaje i kładzie się spać. Taki normalny opis pracy podczas mrozu, rewizji, jedzenie lub jego braku. Takie wszystko spokojne…. Bo to właśnie jest siła tekstu. Bez emocji, bez namiętności, bez adrenaliny pokazana nienormalność, a zwłaszcza upodlenie człowieka przez człowieka.
W naszej literaturze też to mamy. Nosi tytuł „Medaliony”, a twórcą jest Zofia Nałkowska. Niby inne czasy, niby inny wróg. Niestety, okrucieństwo istoty zwanej ludzką takie samo….
Spojrzenie…
Pomiędzy chwilą
Cisza przemijania
Miłości trwania
Uśmiech…
Istnieniem ulotnym
Pomiędzy cieniem
Bliskość oddalenia
Zapatrzenie…
Splot miłosny
Istnień dwóch
Połączenia dusz
Zakochanie…
Twoja i moja
Wyjątkowa chwila
Niepojętego uczucia
Miłość…
Droga życia
Który nas ubogaca
Tylko miłość się liczy
Dziękuję 🧡
Lubię czytać Twoje wyjątkowe, piękne myśli. Pozdrawiam serdecznie :)
Dziękuję za ciekawy komentarz :))
Nareszcie szczęście to powiedziało :)
Poszedł do Grażyny KS ponieważ chciał poczytać ciekawych recenzji książek :)
Miło Ciebie widzieć i czytać dowcipny smoku :) Pozdrawiam serdecznie :)
Zamiłowanie. :))
_ Mam dość szukania, zapraszam - powiedziało szczęście. :))
Był u Grażyny KS od kiedy zasłaniasz okna. ;)
Zamykanie oczu nic nie da, nie warto też regulować odbiorników. Już taki yestem. :P Zimny smok.:D
Piękny wiersz. Razem... każda droga staje się lepsza, łatwa, bardziej prosta... Pozdrawiam :)
😁
U mnie wtedy jest....
Słowa proste są najlepsze, najpiękniejsze, najprawdziwsze, są naj... Pozdrawiam :)