aura
może zjawom
ukazuje się inny kształt
dotychczas znanego
je same zdumiewający
tak jak zima
jest inną przestrzenią
dla nas
w maszynowni świata
anioła właśnie obudził sen
o doręczonej pomocy
współczesna twórczość literacka w świetle historii
Sercem przyjęta wiara
widzi sercem – ten dom i ten ołtarz,
z którego wylewa się miłość dla wszystkich
i dla każdego z osobna (…)
Bóg jest Miłością
Sercem przyjęta wiara
dzieli się miłością, tzn. mądrością serca
Przychodzi naturalnie, delikatnie – bez rozgłosu (…)
Kiedy słucham…
Przyjmuję piękno, którym mnie (nas)
obdarzasz i przekazuję je dalej
Kiedy słucham (…)
Twoje JESTEM – jest prozą codzienności
choć tak pięknie wybrzmiewa w poezji
(…)
Ten wieczór jest Twój
Nie pomylić go z ucieczką
Wtedy wszystko ma inny cel
By nie zostać tu na wieczność
Dobrze, że dziś już jesteś
Choć nie siedzisz przede mną
Milczeniem się Twoim podpieram
Gdy świat odchodzi w ciemność
W Twoich oczach mogę zobaczyć
Swoje zdania niedokończone
Nadziei dwie krople
Upadły na książki kolejnej stronie
W wieczory takie jak ten
Tobą pachną moje myśli
Kawa jutro będzie miała Twój smak
Nawet, gdy dziś się nie przyśnisz
Ta miłość nie prosi
O żadne słowa lub gesty
Nawet gdy wszystko inne zniknie
I tak wypełnisz moją pustą przestrzeń
Czytając „Pigmaliona”….
Długo myślałam, jak zabrać się za recenzowanie „Pigmaliona” George Bernarda Show… Utwór – legenda, utwór – klasyk, utwór – inspiracja…. Napisano o nim o wiele więcej stron niż sam liczy. Nakręcono jedenaście filmów, jeśli wierzyć Wikipedii. I cóż ja, biedna nauczycielka na emeryturze mogę nowego wyklikać na klawiaturze?
Może to, że w wersję pisaną czytałam po raz pierwszy. Kiedy niepozorna książeczka trafiła do mnie, stwierdziłam, że przeczytać powinnam. Cóż z tego, że znam treść z teatru czy też przeróżnych filmowych interpretacji. Słowo pisane i drukowane to coś innego. I oto pierwsze zaskoczenie.
Rozbudowane didaskalia sprawiają, iż tekst momentami wydaje się być epiką. Gdyby tak zmienił czcionkę, to mielibyśmy opowieść prozą. Zwłaszcza, że końcówka taką prozą właśnie jest. Czy realizatorzy teatralni lub filmowi trzymają się owych przepisów, dotyczących scenografii, zachowania bohaterów? W przypadku „Pigmaliona” na pewno nie. Najsłynniejsza wersja tego utworu przeznaczonego do wystawiania na scenie to amerykański musical „My fair Lady” z wielkimi przebojami, zwłaszcza „Przetańczyć całą noc”, a tego tekstu Show nie napisał…. Ale …. jeśli przypomnimy sobie, że taki Mickiewicz napisał kilka dramatów (czyli teoretycznie utworów przeznaczonych do wystawiania na scenie) i nazwano je „niescenicznymi”, to widzimy, iż sztuka pisarska różnymi drogami chodzi.
Zatem utwór czytać możemy jak każdy utwór epicki. Co do treści…. Tę chyba każdy zna. Nawiązanie do mniej znanej opowieści mitologi greckiej o królu Cypru, zakochanym w posągu, który ożywiła Afrodyta, uczyniła mit rozpoznawalnym i jakże symbolicznym. Shaw co prawda nie ożywia w sensie dosłownym swej bohaterki, ale zmienia ją z ubogiej kwiaciarki w wielką damę. Motyw ten oczywiście znajduje się w wielu innych utworach i filmach. Czy istniał już przed tekstem Shaw? Nie udało mi się tego ustalić. W każdym razie dziś jest często obecny nie tylko w literaturze, ale i w życiu. Nie zawsze następuje przemiana Gustawa w Konrada z powodu wielkich idei. Czasami wystarczy kilka lekcji tzw. dobrego wychowania, porządna kąpiel i ładny ciuch, by stać się kimś innym.
A jak w ogóle czytało się „Pigmaliona”? Mój egzemplarz przełożył z angielskiego Kazimierz Piotrowski, ten sam, który przełożył m.in. „Przygody Tomka Sawyera”. Tłumacz dobry i solidny. Okazuje się jednak, że nawet w jego tłumaczeniu tekst …. trąci myszką. Kiedy powiedziałam o tym koleżance, ta oburzyła się. Ponoć nie miałam racji. Jak widać interpretacja to rzecz gustu, a z tymi się nie dyskutuje. Może fakt, iż obejrzałam zbyt wiele ekranizacji i adaptacji wpłynął na moją opinię?
Babski kryminał
Nie, od razu uprzedzam, że nie będzie żadnej krytyki negatywnej, że niby jak babskie to do niczego. Wiem, że wielu czytelników uważa tzw. literaturę kobieca za coś mniej wartościowego. Tym razem tak nie będzie. Chociaż na coś takiego się zapowiadało….
Książka baby czyli Jodi Campton „Trzydziesta ósma godzina” tylna okładka zapowiada jako rasowy kryminał. Kobieta i rasowy kryminał? Czemu tak…. Czemu nie… Bohaterka to też baba czyli detektyw Sara Pribek, jest również narratorem. Takie dwa w jednym. Jej najlepsza przyjaciółka policjantką jest również. Jedyny znaczący facet w powieści to mąż Sary – Shiloh. Ale długo na stronicach go nie ma, bo ginie. Znaczy się nie umiera, ale ślad po nim ginie. Oczywiście żona go poszukuje jako żona i jako policjantka.
Treść powieści wydaje się być zatem bardzo banalna. Ale… i owych „ale” w sensie pozytywnym jest moim zdaniem bardzo dużo. Ubrać banalną treść w ciekawy strój to już jest sztuka. A taką tu właśnie mamy.
Po pierwsze – narratorka. Opowiada całą historię z własnego punktu widzenia, jak na narratora w pierwszej osobie przystało. Jest jak wiadomo babą i czyni to z babskiego punktu widzenia. Męża kocha, co czyni jej opowieść jeszcze bardziej subiektywną. Z babskiego punktu widzenia wszystko jest nieco inne. Oczywiście są chwile, kiedy Sara zachowuje się jak rasowa policjantka, bo fachowcem w swej dziedzinie jest. Połączenie obu „funkcji” daje mieszankę, może nie wybuchową, ale na pewno interesującą.
Po drugie – rzeczywistość przedstawiona (to taki termin szkolny, wszak belfrem się było). Książka zawiera wiele elementów powieści obyczajowej. Nasza bohaterka trafia w różne środowiska, rozmawia z różnymi ludźmi. Tu świat nie jest ani biały, ani czarny, ot tak jak w życiu – najczęściej szary. Ma on swoje tajemnice, nierozwiązane zagadki, które kryminałem nie pachną, a jednak mają wielki wpływ na życie całych rodzin.
I po trzecie – połączenie różnych gatunków tematycznych. Wiadomo, kryminał to opowieść, w której musi być trup. Wiadomo, powieść obyczajowa – pozornie zwyczajne życie. Ale mamy również gatunek sensacyjny – dużo się dzieje, nie zawsze musi być umarły. I oczywiście thriller – jest strasznie. Książka Jodi łączy wszystkie owe gatunki, co czyni ją w miarę atrakcyjną. Można się od niej oderwać i wrócić do czytania następnego dnia. Nie czyni czytelnika niewolnikiem. Jest jednak na tyle ciekawa, że trzeba ją dokończyć, bez narzekania na treść.
„Trzydziesta….” jest pierwszą powieścią pani Compton. Debiut jak najbardziej udany. Jeśli wpadną mi w ręce kolejne jest książki, na pewno przeczytam.
Dziękuję 🧡
Lubię czytać Twoje wyjątkowe, piękne myśli. Pozdrawiam serdecznie :)
Dziękuję za ciekawy komentarz :))
Nareszcie szczęście to powiedziało :)
Poszedł do Grażyny KS ponieważ chciał poczytać ciekawych recenzji książek :)
Miło Ciebie widzieć i czytać dowcipny smoku :) Pozdrawiam serdecznie :)
Zamiłowanie. :))
_ Mam dość szukania, zapraszam - powiedziało szczęście. :))
Był u Grażyny KS od kiedy zasłaniasz okna. ;)
Zamykanie oczu nic nie da, nie warto też regulować odbiorników. Już taki yestem. :P Zimny smok.:D
Piękny wiersz. Razem... każda droga staje się lepsza, łatwa, bardziej prosta... Pozdrawiam :)
😁
U mnie wtedy jest....
Słowa proste są najlepsze, najpiękniejsze, najprawdziwsze, są naj... Pozdrawiam :)