Czytając “Pigmaliona”…..
Czytając „Pigmaliona”….
Długo myślałam, jak zabrać się za recenzowanie „Pigmaliona” George Bernarda Show… Utwór – legenda, utwór – klasyk, utwór – inspiracja…. Napisano o nim o wiele więcej stron niż sam liczy. Nakręcono jedenaście filmów, jeśli wierzyć Wikipedii. I cóż ja, biedna nauczycielka na emeryturze mogę nowego wyklikać na klawiaturze?
Może to, że w wersję pisaną czytałam po raz pierwszy. Kiedy niepozorna książeczka trafiła do mnie, stwierdziłam, że przeczytać powinnam. Cóż z tego, że znam treść z teatru czy też przeróżnych filmowych interpretacji. Słowo pisane i drukowane to coś innego. I oto pierwsze zaskoczenie.
Rozbudowane didaskalia sprawiają, iż tekst momentami wydaje się być epiką. Gdyby tak zmienił czcionkę, to mielibyśmy opowieść prozą. Zwłaszcza, że końcówka taką prozą właśnie jest. Czy realizatorzy teatralni lub filmowi trzymają się owych przepisów, dotyczących scenografii, zachowania bohaterów? W przypadku „Pigmaliona” na pewno nie. Najsłynniejsza wersja tego utworu przeznaczonego do wystawiania na scenie to amerykański musical „My fair Lady” z wielkimi przebojami, zwłaszcza „Przetańczyć całą noc”, a tego tekstu Show nie napisał…. Ale …. jeśli przypomnimy sobie, że taki Mickiewicz napisał kilka dramatów (czyli teoretycznie utworów przeznaczonych do wystawiania na scenie) i nazwano je „niescenicznymi”, to widzimy, iż sztuka pisarska różnymi drogami chodzi.
Zatem utwór czytać możemy jak każdy utwór epicki. Co do treści…. Tę chyba każdy zna. Nawiązanie do mniej znanej opowieści mitologi greckiej o królu Cypru, zakochanym w posągu, który ożywiła Afrodyta, uczyniła mit rozpoznawalnym i jakże symbolicznym. Shaw co prawda nie ożywia w sensie dosłownym swej bohaterki, ale zmienia ją z ubogiej kwiaciarki w wielką damę. Motyw ten oczywiście znajduje się w wielu innych utworach i filmach. Czy istniał już przed tekstem Shaw? Nie udało mi się tego ustalić. W każdym razie dziś jest często obecny nie tylko w literaturze, ale i w życiu. Nie zawsze następuje przemiana Gustawa w Konrada z powodu wielkich idei. Czasami wystarczy kilka lekcji tzw. dobrego wychowania, porządna kąpiel i ładny ciuch, by stać się kimś innym.
A jak w ogóle czytało się „Pigmaliona”? Mój egzemplarz przełożył z angielskiego Kazimierz Piotrowski, ten sam, który przełożył m.in. „Przygody Tomka Sawyera”. Tłumacz dobry i solidny. Okazuje się jednak, że nawet w jego tłumaczeniu tekst …. trąci myszką. Kiedy powiedziałam o tym koleżance, ta oburzyła się. Ponoć nie miałam racji. Jak widać interpretacja to rzecz gustu, a z tymi się nie dyskutuje. Może fakt, iż obejrzałam zbyt wiele ekranizacji i adaptacji wpłynął na moją opinię?
Autorem recenzje książek "Czytając "Pigmaliona"....." – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do recenzje książek należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.