Kategoria: 1. Poezja

Wyśpiewane wspomnienia | wroc 0

Wyśpiewane wspomnienia

Wyśpiewane wspomnienia

Anna German to wyjątkowa postać w historii polskiej muzyki rozgrywkowej. Piosenkarka o wyjątkowym głosie, śpiewająca z łatwością w kilku językach, laureatka wielu międzynarodowych festiwali, niezwykle popularnych w w latach sześćdziesiątych. Cała Polska śledziła jej walkę o powrót na scenę po tragicznym wypadku samochodowym w 1967, a potem zmagania z nowotworem.
Tuż po tym, jak stanęła na nogi (dosłownie) po wypadku w 1970 opublikowała niewielką książeczkę „Wróć do Sorrento?…” Skromna opowieść stała się wówczas bestsellerem. Wszyscy chcieli przeczytać, wszyscy chcieli wiedzieć, jak to się stało, dlaczego się stało… Jako dziecko pamiętam rozmowy dorosłych o tragedii piosenkarki. Była bliska zrobienia kariery artystycznej, jaka nie była dana żadnej innej artystce. Zamiast kariery, stała się legendą. Dziś może niewielu młodych zna jej piosenki, ale na pewno wiedzą, że była….
Autobiograficzna opowieść Anny to również tekst o jej dzieciństwie. Trudnym, a zarazem niezwykle ciekawym. Tak samo jak trudne i ciekawe są losy jej rodziców, przed jej narodzinami. Ojciec pochodził z rodziny pochodzenia niemieckiego, matka – holenderskiego. Sama Anna urodziła się w Uzbekistanie. Śledzimy zatem losy legendarnej piosenkarki poprzez lata wojny, tułaczki najpierw do Nowej Rudy, potem do Wrocławia, studia geologiczne i rozwijanie muzycznych zdolności.
Tekst napisany jest niezwykle proste. Mało dialogów, klasycznych opisów też brak. Są to typowe wspomnienia, pisane z potrzeby serca, ale nie dla siebie, dla innych. Wędrujemy zatem z Anną po estradach Polski oraz Europy. Uwierzcie na słowo, nie jest lekko. Nie zarabia się od razu wielkich pieniędzy. Są problemy z doborem kreacji na występy. Wszak nasza gwiazda mierzy sobie 184 cm wzrostu, co wówczas jest bardzo niezwykłe. Wielu konferansjerów nie może sobie z tym poradzić. Są po prostu niżsi, nawet jak dziewczyna zdejmie buty na niewielkim obcasie… Po szczeblach kariery Anna wspina się powoli, ale skutecznie. Jest coraz bardziej popularna.
Jej wspomnienia czytałam w wydaniu z okazji Ogólnopolskiego konkursu na interpretację piosenek Anny w 2002 roku. Oprócz tekstu artystki (85 stron), książeczka zawiera wspomnienia jej matki Irmy Martens – German – Gerner. Jest też szczegółowa kronika życia piosenkarki oraz duża ilość czarno-białych zdjęć.
Opowieść oczywiście trzeba przeczytać. Jest dokumentem ludzkiej historii, wzlotów i tragedii, opowieścią o walce najpierw o popularność, potem o życie. Mówi też o ludziach, którzy pomagają i wierzą, że będzie dobrze. Nie spodziewajmy się jednak po tej książeczce rewelacji, sensacji, plotek. Nie, nie o tym ona jest. Swe życie osobiste Anna nawet we wspomnieniach chroni. Wie, że nie wszystko jest na sprzedaż.

❤️
2
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
W Wieku senioralnym... | pol 0

W Wieku senioralnym…

W wieku senioralnym….

Tytuł powieści Hakana Nessera „Półmorderca” zdecydowanie zachęca do czytania. Zwłaszcza osoby, które lubię sensację, kryminał i tego typu różne akcje. Jeśli dodać do tego, że człek poza domem, na wyjeździe, w cichym hoteliku w środku miasta średniej wielkości, o nie, błąd – Białystok to duże miasto, prawie 300 tysięcy mieszkańców, to wszystko jest już jaśniejsze. A jeśli wyjazd na kilka dni to i walizka. W pewnym wieku, i nie jest to XXI, taka walizka musi być jak najlżejsza, zatem nie książka w wersji papierowej, ale nowoczesny czytnik. Całkiem fajny, bo w formacie A5 i lekki jak piórko.
Kiedy więc przychodzi wieczór lub człowiek pije pierwszą poranną kawę, można taki czytnik wziąć do ręki, legnąć w hotelowym wyrze z miękkim materacem i oddać się lekturze.
Tak więc zaczęłam czytać… I nudno się zrobiło. Za oknem mgła, mżawka, wcale nie grudzień, tylko nadal listopad, a w opowieści o kryminalnym tytule dwóch seniorów, z czego jeden to główny bohater. Wloką się ulicami, jeden z balkonikiem, spotykają się co jakiś czas i nadużywają alkoholu, co w ich wieku wskazane nie jest, ale jakoś leczą tego kaca i wegetują dalej….
Już miałam wyłączyć książkę, kliknąć w coś innego, ale machnęłam ręką. Jak wygląda starość oczami kobiety, wiem z autopsji, ale na facetach się nie znam. Dobra, skoro zostałam skazana na tę książkę, to czemu nie. Przeczytam.
I oto główny bohater spotyka ją. Kogo? No sam jeszcze nie wie. Wysyła tego z balkonikiem, żeby ją szpiegował, bo może ona to ona. Balkonik oczywiście się psuje, jego właściciel zostaje unieruchomiony, a główny wspomina. Rozdziały z akcji bieżącej zaczynają się mieszać z tymi o latach minionych. Główny był kiedyś młody i zakochany, ale jak to w czasach młodości bywa, miłość natrafia na przeszkody. Czy można je pokonać? Różnie to bywa. W powieści Nessera jest rozwiązanie. Oczywiście pod koniec, żebyś czytelniku przebrnął przez kolejne strony na swym czytniku i doczekał wreszcie wyjaśnienia tytułu. Ale niestety, całość nie wciąga. Chwilami jest powolna jak facet idący z balkonikiem. Czasami nudna jak opisy przyrody w dawnych powieściach. Nic, tylko je ominąć, bo niczego istotnego do treści nie wnoszą. Czyli wstęp do akcji – nic ciekawego, akcja – bez blasku i tempa, rozwiązanie akcji – do przewidzenia. Treść niczym nas nie zaskakuje. A szkoda, bo tytuł fajny. Zatem widzimy, jak właśnie tytuł potrafi przyciągnąć czytelnika. Pamiętam lekcje w szkole, kiedy interpretowaliśmy tytuły utworów. Taki Żeromski był mistrzem w ich tworzeniu. Aż chce się zacytować… „Rozdziobią nas kruki, wrony…”, „Ludzie bezdomni”, nieszczęsna „Siłaczka”… Wszędzie metafora nawiązująca do treści utworu.
A tu proszę – zwykła komercja, na którą ja też dałam się nabrać.

❤️
3
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
8

Post nie_bo

Jeżeli w tym Wielkim Poście
udało się choć przez chwilę zbiżyć sercu do Serca – to chwała!

Są jeszcze inne przemyślenia, jak chociażby te, że czasami potrzeba wielu lat, by uciszyć ten krytycyzm w sobie i
zamiast mycia okien oddać się o wiele ciekawszej książce (…)
Z pozdrowieniami i życzeniami – Dobroci dla siebie i dla drugiego napotkanego człowieka.
Jesteśmy w drodze (…)

❤️
3
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
1

Dzień, który nie chciał być sobotą

Obudził się wcześniej
Niż czajniki szeptały w kuchniach
Zanim pierwszy tramwaj zwiedził miasto
Zatęsknił już do jutra

Na krześle siedziała sobota
W skarpetkach nie do pary
Czytała książkę
A może to był stos gazet starych?

Niedzielny płaszcz założył
I zapiął guziki na deszczu
W kieszeni pilne sprawy
Wiatr rozwiał na zimnym powietrzu

Poniedziałkowe słońce wziął do ręki
I białą na wtorek koszulę
Ze środy dodał kilka trosk
Czwartkowych porażek dołożył pulę

W piątek już usiadł spokojnie
By wreszcie się do Niej uśmiechać
Na miłość spojrzał choć na zdjęciu
Mimo, że wszystko wokół jest nie tak

I pomyślał smutny jak nigdy
Nie chcę by nadeszła kolejna sobota
Wtedy najbardziej za Tobą tęsknię
I najmocniej Cię wtedy kocham

❤️
5
👍
0
0
💡
1
2
📖
1
Bez zachwytu | ink 0

Bez zachwytu

Bez zachwytu

Jest problem. Z tą książką. Opinie o niej są pozytywne, niektóre wręcz rewelacyjne. Ponoć prawdziwe dzieło sztuki. Lepsze niż utwory Folletta czy Forsytha. Tak się czytelniczo złożyło, że przeczytałam (może nie do końca dosłownie) „Inkarnację” niejakiego Leopolda zaraz po „Zimie świata” Folletta. I zdanie mam odmienne. Sporo odmienne.
W internecie doczytałam, że ów Leonard to Leonard Zagórki, twórca czterech bestsellerów – thrillerów, które zawojowały polską literaturę w na przełomie lat 80/90. Widocznie wówczas coś mi umknęło, bo nie spotkałam się nigdy z twórczością tego pisarza. Postanowiłam ten brak nadrobić.
Niestety, nie było to bardzo udane spotkanie. Owszem, cała intryga, fabuła jest naprawdę dobrym pomysłem. Pasuje na sensacyjną treść, nadaje się na scenariusz filmu w stylu „Dział Navarony” czy nawet „Złota dla zuchwałych”. Jest opowieścią, która powinna trzymać w napięciu jak prawdziwy wojenny thriller. Ale nie trzyma. Żeby tak było, należało by skrócić powieść o co najmniej jedną trzecią. Książka jest po prostu przegadana. Zdarza się, iż na jednej stronie trzykrotnie powtarzana jest ta sama informacja. Tak, wiem, że to ma swój cel. Autor chciał w ten sposób coś powiedzieć. Ale czytelnika może to zdenerwować.
Do tego życiorysy wszystkich bohaterów…. Wiem, pogłębienie psychiki bohaterów, poznanie przyczyn ich postępowania…. Zawsze jakoś można to uzasadnić. Do tego ich rozważania, rozmyślania, podczas każdej minuty… Jeśli chodzi o mnie nic do akcji i charakterystyki nie wniosły. Wprost przeciwnie. Omijałam je szerokim łukiem czyli nie czytałam. Oczywiście od momentu, kiedy zakumałam, że mnie nudzą. Człowieku, zdecyduj się, albo książka sensacyjna, albo psychologiczna. Połączyć obu jakoś się nie udało. Na tylnej okładce mego wydania jest informacja, że autor „każdą powieściową postać (i tu (…) wyższość tego autora nad Forsythem) jej socjalno-egzystencjalnym kontekstem”. Bardzo mądre słowa, które do mnie zupełnie nie docierają.
Wśród wielu recenzji pojawiają się słowa o tym, iż w prozie Leopolda nie widać granicy między wydarzeniami realnymi a fikcją. Też mi odkrycie…. Proza, jeśli nie jest fantasy ( bo co do science – fiction możemy mieć wątpliwości), zawsze jest złudzeniem rzeczywistości. Do tego tak wiarygodnym, że czynimy często z niej prawdę historyczną, czego dowodem jest nasz ukochany Sienkiewicz.
Słowem, powieść „Inkarnacja” nie przypadła mi do gustu. Wiem, że są tacy, co się nadal będą nią zachwycać. Ja zachwycam się sagami historycznymi Folletta, inni nie. Wszyscy mamy prawo do wyboru odpowiadającej nam literatury. Dlatego też tak różnorodna powstaje.

❤️
2
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
1

Post nie_bo

Czasami nawet w Słowie Bożym
odczuwam pustkę (…)
Tak – czasami tak bywa
A mimo to, nie gasisz tego knotka,
którego sam(a) w sobie nie dostrzegam
Czasami trafiam na to krótkie zdanie
I niosę dalej, bo wiem, że jest ważne:

“Nie upadajcie na duchu”

Nawet jak ja nie słyszę, nawet jak ty nie słyszysz, wierzę – że Bóg naprawdę słucha.

❤️
2
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
1

Déjà vu — z mgły na moście

Zanim rozstania ustalą brzegi,
lubię ostatnie kroki, co zsyłają wiatr —
proste, wolne, jak oddech przed skokiem.
Most jeszcze płonie; pachnie chwilami:
cudownymi, ważnymi, przylepionymi do pamięci
jak mokry papier.
Może nie wiesz, że mosty mają serca —
belki pulsują, rdza opowiada, szyny chichoczą.
Płoną długo, powoli; żar nie spada nagle,
rozgrzewa dni, rozciąga pamięć,
aż słowa stają się lekkie jak popiół.

Na moście wdech waży jak przysięga,
krok to świadectwo, że odejście może smakować świtem.
Widziałem to na spacerze — cień twojego płaszcza
przemykał między słupami i znów wracał do kształtu.
Poczułem wtedy ingerencję — drobną, bez hałasu:
czyjaś dłoń poprawiła linę, czyjaś cisza rozwiała mgłę.

Może to Bóg — może imię bez twarzy —
schodzi z nieba jak płachta światła,
dotyka pękniętych guzików wspomnień.
Jego opieka nie daje huków; to miękka naprawa dnia:
podkłada podpórkę pod drzemiący pomost,
dotyka mapy twojej drogi, odwraca wiatr,
by list nie poleciał wprost do rzeki.

Most płonie dalej, ale inaczej —
ogień spala lęk, wykuwa pamięć, otrząsa uczucia,
by z popiołu wyrósł nowy most.
W opatrzności jest miejsce na niepewność:
Bóg nie prowadzi za rękę jak przewodnik,
on śpiewa cicho, kładzie kamień, pozwala skrzypieć belkom —
byś znał ich siłę.

Kiedy odchodzisz — krok po kroku —
most zostawia świetliste nitki,
ktoś inny je zbierze i zwiąże z powrotem.
Na zawsze — mówi most — ale na zawsze
to obietnica, która pozwala iść.

I znów idziesz. Ktoś cicho doprowadza drogę do światła.

❤️
7
👍
0
0
💡
1
1
📖
0
Zielone myśli... | 1432 0

Zielone myśli…

Kwiatów kobierce
Znowu zakwitły wiosną –
Śnieżyczki rosną

❤️
4
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
12122232425262790