Nasze publikacje - twórczość i wpisy

0

idąc brzegiem

gdzie jesteśmy

gdy wszystko w gubionej łusce
złowioną krztą
niedosięgnionego wierzchołka chwili

skąd wgląd w puste miejsca
dźwięk drgania pajęczej nici
w uchu umierającego samotnie

za horyzontem z kamieni przybrzeżnych
fale – przeciekają przez pięć palców widzenia
w duszy czarno-biały szum

trudno nie wierzyć w obraz
słowo dotyk
do końca

najtrudniej sobie

❤️
4
👍
2
⭐
2
💡
2
❗
1
📖
3
0

względnie

jesteś bardziej w nas niż w sobie
kiedy wieszasz się za ostatnie słowa
głowę spuszczając w głębię
gdzie wiruje film o ludzkiej twarzy

moja głowa – cyrk
z artystami którym przyglądam się tysiącosobową widownią
z zewnątrz leśna chatka
której wejścia strzeże biały motyl
od środka zaś czarna ćma wypełnia ramy

złapani
w dawnych rolach
gramy w sobie – nakręcanym teatrzyku wspomnień
gdzie leżąc w chorobie
przypominasz stojący dumnie monument

natchnienia sny obawy
są jak nasłuchiwanie
wewnątrz
rozmów zmarłych

❤️
3
👍
4
⭐
2
💡
1
❗
3
📖
2
Żyłam sobie w PRL - u (30) | LWP 0

Żyłam sobie w PRL – u (30)

Żyłam sobie w PRL – u (30)

1981 (2)

Armia (2)

Kilka dni po pozostawieniu starych w wojsku powołano do życia Terenowe Grupy Operacyjne. Wojskowe. Miały chronić, pomagać i wspierać ludność cywilną w obliczu zbliżającej się zimy, która miała być ostra i nieprzyjemna dla otoczenia.
W miastach i miasteczkach zamieszkali żołnierze. Niektórzy twierdzą, ze zjechali z ciężkim sprzętem wojskowym. Dość szybko owe grupy otrzymały ksywę „Czerwone brygady”. Czy miało to związek z włoską organizacją terrorystyczną czy z ustrojem ówczesnej Polski – nie wiem.
Wkrótce miałam się z nimi spotkać….

Chyba było to w listopadzie…. Sypnęło śniegiem. Ostro sypnęło. Rano, razem z innymi, wsiadłam w autobus, by dotrzeć do pracy. Autobus dojechał do ostrego zakrętu na drodze prowadzącej do małej wiejskiej szkółki i stanął.
– Dalej nie jadę. Zaspa. – zakomunikował kierowca.
Nie pierwszy to raz na owym zakręcie robiła się wielka śnieżna zaspa. Tak po prostu zawiewało. Taki po prostu był klimat owej drogi. Przez cztery lata pracy zdarzało się nam wysiadać w tym miejscu i zasuwać dalej pieszo, ot tak ok. czterech kilometrów.
Po cichu liczyliśmy, że ktoś tę zaspę usunie. Niestety, popołudniowy autobus nie przyjechał. Do szosy ponownie szliśmy pieszo. Następnego dnia – replay. Ani śladu pługu śnieżnego i piaskarki.
Dwie wsie odcięte od cywilizacji.
No dobra, bez przesady, prąd był.
Woda w studniach nie zamarzła.
W piecach palono resztkami węgla i drewnem z pobliskich lasów.
Dym był ekologiczny.

Ale dojazdu do wsi nie było.

Analizując rolę przydawki w zdaniu pojedynczym rozwiniętym, stwierdziłam, że czas zmierzyć się z propagandą i ustalić, ile jest prawdy w tym, co telewizja mówi.
Oczywiście w szkole lekcje były skrócone, żeby kadra mogła wrócić do domu jeszcze przed zmrokiem. Ale zanim trafiłam w domowe pielesze, odwiedziłam siedzibę „czerwonych brygad”.
– Dzień dobry. Chcę rozmawiać z głównodowodzącym. – powiedziałam z uśmiechem wchodząc do pokoju pełnego mężczyzn wartych grzechu.
– A w jakiej sprawie? – zapytał jeden z nich z belkami na ramieniu.
Na stopniach wojskowych się nie znałam. Akurat ta lekcja z przysposobienia obronnego uciekła mi z pamięci. Wiedziałam jedynie, że „belki” są słabe. Najważniejsze są „gwiazdki”. Uśmiechnęłam się więc uroczo:
– Ważnej.
Z drugiego pokoju wyszedł „gwiazdkowy”.
– Słucham.
– Czy wojsku polskiemu zależy, żeby młodzi obywatele w każdym mieście, w każdej wsi mieli pełny dostęp do oświaty?
– Oczywiście.
– Czy wszystkim nam zależy, aby na te wsie docierała wykwalifikowana kadra pedagogiczna, żeby kształcić młode pokolenie w duchu miłości do ludowej ojczyzny?
Spojrzałam człowiekowi w oczy, czy czasem nie przeginam.
– Tak jest.
– To trzeba owe zadania ułatwić. Jesteście tu, by pomagać narodowi przetrwać ciężkie chwile.
– Tak jest – „gwiazdkowy” nie kumał o co chodzi, ale odpowiadał regulaminowo.
– To jest okazja, żeby się wykazać.
– O co chodzi?
Nareszcie normalne pytanie.
– O drogę do szkoły. Macie mapę powiatu? To ja na mapie pokażę.
Mapa została rozłożona na stole.
– Tu jest droga, którą codziennie nauczyciele pokonują, by dotrzeć do szkoły. A tu jest ta szkoła. A w tym miejscu, jak zresztą widać, jest zakręt, prawie dziewięćdziesiąt stopni. Obecnie całkowicie zasypany przez śnieg. Autobus dojeżdża tylko dotąd. A potem nauczyciele idą blisko cztery kilometry do szkoły. Przychodzą zmęczeni. Do tego martwią się, jak wrócą do domów. To sprawia, że nie pracują wydajnie. A co będzie jak się rozchorują? Kto będzie uczył wiejskie dzieci miłości do ojczyzny?
„Gwiazdkowy” spojrzał na mnie i zakłopotany zapytał:
– A co my mamy zrobić w takiej sytuacji?
Brawo! Kolejne mądre pytanie!
– Odśnieżyć drogę!
– Ale to raczej prośba do służb innych, do tych, co dbają o drogi…
Ponownie się uśmiechnęłam:
– Takie służby to już tam były. Dojechały do zaspy i wróciły. Lekki pług i piaskarka tam nie pomogą. Nie przebiją się przez tę cholerną zaspę!
Mój, całkiem kontrolowany wybuch, wywarł wrażenie.
– Tu potrzebny ciężki pług. Bo przez tę zaspę to już trzeba się ostro przebić i śnieg wywalić na pobocze. Nie prosto, ale na boki. I to solidnie. Wojsko chyba taki pług ma? Macie przecież pomagać ludności w przetrwaniu ciężkiej zimy….
Zaległa cisza. Faceci warci grzechu spojrzeli na siebie i na „gwiazdkowego”. Ten westchnął i ponownie spojrzał na mapę.
– Proszę pokazać jeszcze raz, gdzie potrzebny ten pług.
Pokazałam. Zapisał coś w swoim notatniku.
– Mam nadzieję, że jutro spokojnie dojadę do pracy…. – szepnęłam nieco zalotnie.
– Zobaczymy co da się zrobić, nie obiecujemy, ale zobaczymy…

Zobaczyłam.

Następnego dnia zaspa była rozkopana. Do tego odśnieżna droga przez dwie wsie. W niektórych miejscach nawet asfalt było widać, tak ostro pług pracował. Ba, nawet nasz piaszczysty trakt do szkoły został odśnieżony. Wszystko wysypane piaskiem. Świeżym piaskiem, co oznaczało, że drogę posypano tuż przed przyjazdem autobusu.
Ludzie opowiadali, że poprzedniego dnia po zmroku na zakręcie trwało ostre rozkopywanie zaspy. Oprócz dwóch pługów, pracowali łopatami żołnierze. Pewnie ci, z przedłużonej służby wojskowej….
Od tamtej pory do owego dnia, droga do naszej szkoły była zadbana nie gorzej niż inne, znacznie ważniejsze zwane szosami pierwszej kolejności odśnieżania.
Aha, mój brat nigdy do woja nie doszedł. W rok później zgłosił się do odbycia zasadniczej służby wojskowej w straży pożarnej. Pełnił ośmiogodzinne dyżury przy telefonie przyjmując zgłoszenia o pożarach, podpaleniach i innych sprawach zgłaszanych przez telefon. W domu szeptem mówiono, że to tato dostępnymi kanałami załatwił mu pracę lekką i przyjemną. całość na https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

O niczym (…)

Krem do rąk
o zapachu wiśni,
Earl Grey
w powietrzu,

Oddech (…)

Nie wszystko
musi mieć nazwę
Te chwile,
momenty zatrzymania
One są
nagie
(tzn. ubrane)
Tylko
nie w fikcję
A
w prawdę

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

Listy

Wiatr morski porwał listy
Teraz fruwają, jak ptaki po niebie
Może kiedyś, gdy wiatr ucichnie
Z nieba spadną wprost do rąk…

(insp. Adiunkt :))

❤️
5
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
Łzy dzieciństwa | an 0

Łzy dzieciństwa

Łzy dzieciństwa

Na pewno zdarza się Wam powrót do książek, które już czytaliście. Ja oczywiście też wracam. Przyczyny są dwie. Pierwsza – „stare” książki muszą na półce zrobić miejsce nowym. Te pierwsze powinny zatem zmienić właściciela. Druga – z potrzebny serca. Czuję, że muszę do utworu wrócić. Tak było w przypadku „Anielki” Bolesława Prusa…
Właśnie brałam udział w pasjonującej dyskusji na temat „Pana Tadeusza”, czy nadaje się do szkół, czy tylko na studia. Jako że za romantyzmem, zwłaszcza polskim, nigdy nie przepadałam, moja odpowiedź była jaka była. Wolałam pozytywizm, a zwłaszcza Młodą Polskę. Z półki wyjęłam powieść Prusa, którego „Lalki” nie lubię. „Anielkę” natomiast kochałam.
Za moich czasów była to lektura klasy szóstej. Pani od polskiego powiedziała, że to taka polska Ania z Zielonego Wzgórza. Oj oberwało się pani, oberwało. Od dziewczyn oczywiście. Bo my, kobiety, zawsze czytałyśmy więcej i byłyśmy bardziej wrażliwe na losy bohaterów. Ania nas bawiła, a Anielka wycisnęła łzy, których zabrakło potem dla innych literackich bohaterów.
A dziś, po latach…. ??? Sama byłam ciekawa własnej reakcji.
Oczywiście przypomniał mi się nastrój sprzed laty, wszystkie nieszczęścia, jakie spłynęły na dziewczynkę i jej dobre uczynki. Pamiętacie jak bawiła się przed wiejską chatą z Magdą, córką ubogiego chłopa Gajdy? Jak tego samego człowieka prosiła, by nie bił Magdy za to, że zwierzęta weszły w tzw. szkodę? A pamiętacie jak śmialiście się z jej mamy i brata? A złość skierowana w stronę ojca? Wszystko było bardzo niesprawiedliwe.
Po latach odczytałam „Anielkę” jako utwór współczesny, oczywiście czasom Prusa. Carska reforma rolna z 1863, z późniejszymi zmianami w 1864 nie przyniosła korzyści ani właścicielom ziemskim, ani chłopom. Ci pierwsi, żyjący dotychczas z pracy chłopów pańszczyźnianych, nie radzili sobie bez nich. Ci drudzy otrzymali zbyt mało ziemi, by mogła ona wyżywić liczne rodziny. Wielu Polaków straciło również swe majątki poprzez konfiskatę, za udział w powstaniu styczniowym. Jeśli zaś chodzi o rodzinę bohaterki Prusa, to po prostu tatuś przehulał wszystko lub jak to się ongiś mówiło, żył ponad stan.
W tej powieści nie mamy żadnych polityczno – patriotycznych wątków, żadnych wzorców ani wzorów do naśladowania. Być może dlatego w „moich” czasach tak mocno podkreślano wątek panienki z dworu i chłopskiego dziecka?
Wielbiciele zwierząt znajdą tu natomiast coś ekstra dla siebie. Są to losy pieska o imieniu Karusek. Metaforycznie rzecz ujmując, to są właśnie wszystkich, pokrzywdzonych przez los istot. Każda czuje się bezpieczna jedynie wśród najbliższych. Jeśli ich zabraknie, szuka, szuka… A kiedy znajduje, życie płata jej kolejnego figla… Mnie spłatało pół roku temu…. Mój pies odszedł za Tęczowy Most… Na pewno jest to jeden z powodów, który sprawia, iż powieść klasyka pozytywizmu wzrusza mnie do dziś…

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1

List z nadchodzących wakacji

Nie było czasu na ostatnie słowa
Na wspólny dotyk dłoni
Ta podróż zamknęła wszystkie drogi do Ciebie
Nim wieczór przed świtem się ukłonił

Listy na piasku patykiem
Każdy piszę, jak ten ostatni
Czy kiedyś je przeczytasz
Czy dostaniesz choć puste kartki

W każdym proszę nieśmiało
Może odpowiedź wiatr przyniesie
Poczekaj na mnie jeszcze ten jeden tydzień
Może to już ostatnia bez Ciebie jesień

A jeśli fale odbiorą mi wszystko
I czas zetrze mój ślad z kamieni
Zostawię dla Ciebie miłość na plaży
Ukrytą wśród słonecznych promieni

Może ją kiedyś zabierzesz
Może nawet zapiszesz jej słowa
Pokochaj mnie wtedy choć na chwilę
A później na zawsze tę miłość schowaj

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
0

A na imię jej – Wdzięczność

O zachodzie słońca, już od samego patrzenia
łagodnieje wnętrze.
Trudno nazwać ten stan, gdy ta pomarańczowo-różowa poświata otula serce.

Momenty, chwile, krótkie kadry – niczym mgła, nachodzą, przenikają i odchodzą “gdzieś tam głęboko” – by o wschodzie słońca wstać, ponownie przyciągnąć źrenice, przyjąć ten dar, spacerem przejść przez wnętrze (…)

Jesteśmy w drodze, każdego dnia.
A o zachodzie słońca, już od samego patrzenia łagodnieje wnętrze (…)

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
– 1 – 11 – 12 – 13 – 14 – 15 – 16 – 17 – 138 –