Nasze publikacje - twórczość i wpisy

Retro nie dla seniora | koron 0

Retro nie dla seniora

Retro nie dla seniora

Kiedy w naszym Klubie Ciekawej Książki otrzymałam kolejną pozycję do przeczytania, ciężko westchnęłam. Cezary Łazarewicz „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej”. No do jasnej takiej i owakiej, nie mamy innych trudnych spraw kryminalnych niż wracanie do tematu wielokrotnie powielanego, powtarzanego, analizowanego? Jak widać, nie mamy. Piszemy zatem reportaże o wymiarze historycznym. Być może łatwiej takowy napisać niż grzebać się w wydarzeniach współczesnych… Wszystko już właściwie wiadomo, wyjaśniono, podano wątpliwości, wojna zniszczyła dowody, ludzie biorący w tym udział raczej już nie żyją… Wystarczy tylko zebrać wszystko do przysłowiowej kupy i już, książka napisana. Być może są tacy, co jeszcze nie wiedzą. Takie młode pokolenie na przykład. Czy obejrzy film Janusza Majewskiego z 1977 roku o zbrodni w wilii we Lwowie? Pewnie nie. Stary i polski do tego. Żadnych efektów specjalnych. Zatem, dobrze, niech będzie. Książka jest dla nich. Nie każdy ma swoje lata i sporo przeczytał. Przejdźmy zatem do próby oceny owej pozycji.
Zapowiadana jako rewelacja, bo z nowymi tropami, niczego nowego do mojej wiedzy o zabiciu 17 – letniej Lusi, nie wniosła. Proces sądowy był poszlakowy. Twardych dowodów wszak nie znaleziono. Rita Gorgonowa swoje odsiedziała i rozpłynęła się w historii. Oczywiście autor omawianej książki próbuje ją odnaleźć, ale, spojleruję, nic z tego nie wychodzi. Rozmawia natomiast z córkami skazanej. Zwłaszcza Ewa ma ponoć wiele do powiedzenia. Może i ma, ale według mnie nic nie mówi.
W sumie wracamy do punktu wyjścia czyli opowiedzenia starej historii z 1931 roku. Makabryczne morderstwo znalazło się na pierwszych stronach ówczesnej prasy. Szybko ustalono, iż zabiła Rita Gorgonowa. Ówczesny lud od razu skazał ją na karę śmierci. Ówczesne społeczeństwo pasjonowało się procesem sądowym. Nareszcie coś się działo. Prawie tak jak w Ameryce. To tam w 1926 roku Maurine Dallas Watkins pisze sztukę pt. „Chicago”. Sztuka zostaje przerobiona na musical, a potem, w 2002 powstaje słynny film z Renée Zellweger, Catherine Zeta-Jones i Richardem Gere. W Polsce musical pokazywano pięć razy. Ja oglądałam go w Teatrze Komedia w Warszawie. Podobnie jak w przypadku Gorgonowej, „Chicago” opowiada o reakcji ludu na popełnioną zbrodnię. Pokazuje również, że będąc domniemanym przestępcą, można stać się sławnym. Gorgonowa żyje w ludzkiej pamięci do dziś, pisze się o niej książki, na których ktoś tam zarabia.
Dobrze, wystarczy tych złośliwości. Trochę pozytywów. Tekst jest poprawnie napisany. Nawet dwie części są. Rozdziały z reguły krótkie, co może sprawić, iż czyta się je szybko w oczekiwaniu na dalszy ciąg. Ja tego uczucia nie doznałam. Historię bowiem znam prawie na pamięć. Prawie rok temu recenzowałam książkę Edmunda Żurka „Krawędź życia”, w której oczywiście Rita była… Tamten tekst też mnie nie zachwycił…

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1

…

są wersy tak obrazowe i szczere, że aż się same prosiły, żeby je rozwinąć w modlitewny szept

❤️
5
👍
3
⭐
0
💡
0
❗
2
📖
1
Urwany film | piek 0

Urwany film

Urwany film

Dawno nie trafił do mnie western – tekst o Dziki Zachodzie, jak określano opowieści pisane tekstem i te filmowe, opisujące życie na Zachodzie Ameryki Północnej. To tak dla informacji młodego pokolenia, które ma prawo nie wiedzieć. Termin „western” chyba najpierw powstał w związku z kinematografią, ale pewna nie jestem. Wszak zanim nakręcono pierwszy film o dzielnych chłopcach od krów, zwanych kowbojami (spolszczona nazwa) niejaki James Cooper już powieści o owych Dzikim Zachodzie pisał. W każdym razie dla ciekawych, temat też ciekawy.
Tym razem zabrała się za czytanie krótkiej książeczki, mającej być pierwszą z cyklu, pt. „Piekło w dolinie” autorstwa Ernesta Haycoxa, wydawnictwa „Przygoda” ze Szczecina z 1989 roku. Rozmiar kieszonkowy, zatem literatura do zabrania w podróż. Jadąc pociągiem na przełomie lat 80/90 ubiegłego stulecia, który jeszcze stukał o szyny, a dworce miały specyficzny zapach, taka lektura mogła przybliżyć odległe czasy walki o wielkie terytoria na owych Zachodzie.
W opowieści Haycoxa jest wszystko, co być powinno. Małe miasteczko, bo wsi tam nie było. Wielkie farmy, bo były zamiast wsi. Sąsiedzki konflikt i nie o miedzę, ale o wielkie terytoria i diabli wiedzą o co jeszcze (konflikt jest od lat). Na tym tle miłość. Piękna dziewczyna. Nawet nie jedna. Zło i dobro. I oczywiście ON – jedyny sprawiedliwy. Nazywa się Jim Kelland i jest sędzią federalnym. Ma zrobić porządek. Cokolwiek to nie oznacza. Akcja zaczyna się rozwijać.
Tytuł wskazuje, że będzie ostro, kiedy dwie zwaśnione strony skoczą sobie do przysłowiowych gardeł ( a może będzie tak dosłownie?). W każdym razie czytam i czekam na wielką walkę.
I nagle, a dokładnie na stronie 161, pojawia się polski doktor. Ba, akcja przenosi się do Afryki. Potem jest jeszcze gorzej. Pojawia się jakiś Radiola. Płynie polskim statkiem też do Afryki. Rety, co się dzieje? Gdzie nasz western? Jak potoczy się ostatnia walka w dolinie? Dlaczego od razu do Afryki? Nie dość, że Indian w opowieści nie było, to żadnego pochodzącego z Czarnego Lądu człowieka też nie zauważyłam.
Cóż, rzeczywistość płata figle. Otóż od strony 161 do 193 mamy część innej książki. Ten sam format, ten sam druk, tylko treść inna. Najzwyklejsza w świecie pomyłka w drukarni przy tzw. składaniu. Zapewne drukowano dwie identyczne pod względem technicznym książki. Ktoś nie dopilnował. Ktoś coś przestawił. Komuś coś się pomieszało. Mówiąc w miarę krótko, nie poznałam opisu ostatniej potyczki. Na pole bitwy dotarłam już po wszystkim. Jedyny sprawiedliwy odjechał w stronę zachodzącego słońca, a wszyscy pozostali, oczywiście ci, co przeżyli, żyli dalej długo i szczęśliwie….

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Na miarę możliwości | spr 0

Na miarę możliwości

Na miarę możliwości

Oto przed nami kolejny kryminał – „Sprawa Galtona” autorstwa Rossa Macdonalda właściwie Kennetha Millara. Książka powstała w 1959 roku. Trochę zatem czasu upłynęło zanim trafiła do polskiego czytelnika. Nie możemy zatem przypisywać jej wartości poznawczych, chyba, że historycznych. Ale czy kryminał musi mieć od razu jakieś wartości oprócz rozrywkowych? No, dobrze, czasami bywa kryminał psychologiczny, w którym bardziej niż na intrygę, zwracamy uwagę na postawy bohaterów. Akurat ten do nurtu psychologicznego nie należy. Jest całkiem przyzwoitym tekstem, z całkiem przyzwoitą zagadką.
Zaczyna się trochę niemrawo. Takie jakieś dłużyzny, takie jakieś znaki informujące, że właściwie to już wszystko jasne. Główny bohater – prywatny detektyw Lew Archer też się dziwi. Nie za proste? Nie za łatwe jak na forsę milionerki? Ale co tam. Robota jest robota. Najważniejsze, że płacą.
Być może detektyw nie wie, ale czytelnik wie, że to jeszcze nie koniec. Zagadka z początku książki rozwiązuje się w jej środku. Została jeszcze połowa. Wtedy pojawia się jedna z postaci, do tej pory mało znacząca i …. akcja toczy się dalej, bo nic nie jest takie, jak się pierwotnie wydawało.
Oczywiście schemat powieści kryminalnej zostaje zachowany. Jest morderstwo, to współczesne wydarzeniom i to sprzed lat. Każde zostaje wyjaśnione. Ktoś komuś zaufał. Ktoś kogoś krył. Ktoś kogoś sypnął. Słowem – jak być w solidnym tekście powinno.
Większość recenzji pozytywnie ocenia opowieść. Zalicza ją do kategorii czarnego kryminału. Nie zgadzam się, ale i nie zaprzeczam. Ma coś z „noir”, ale nie do końca. Klasyczne „noir”posiadają bardziej rozbudowaną warstwę psychologiczną. Tutaj jej nie dostrzegłam. Bohaterowie są jacy są. W swym postępowaniu kierują się oczywistymi argumentami, nie komplikują spraw. Kiedy wszystko się wyjaśnia, czytelnik nie zastanawia się, kto miał rację, czy ją miał, czy nie. Jest jak jest, czyli wszystko jasne. Są tacy, co twierdzą, iż jest to jeden z najsłabszych tekstów o Lwie Archerze. A jest ich aż osiemnaście. Nie dyskutuję na ten temat. Innych opowieści nie znam.
Oczywiście, że książkę można polecić zwłaszcza miłośnikom dobrej zagadki kryminalnej. Bardzo dobra na lekturę przed snem, zwłaszcza dla osób cierpiących na bezsenności. Można jej całą noc poświecić i nie narzekać, że sen ponownie nie przyszedł. Przynajmniej jest pożytek z powodu jego braku. Na podróż pociągiem, jesienne mroczne wieczory i wiosenne siedzenie w domu z powodu alergii, też się nadaje. Czeka, kiedy w moje ręce wpadnie następna opowieść….
Aha, film „Ruchomy cel” na podstawie powieści Macdonalda kiedyś oglądałam i nie podobał mi się. Przyszedł czas, by obejrzeć go ponownie. Obsada wyśmienita – Paul Newman, Robert Wagner, Laurem Bacall….

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
2

Morze

Pod nogami sypki piasek
Szumiące fale dotykają stóp
Pływają przeźroczyste meduzy
Stoję i patrzę w dal za horyzont

Moje myśli płyną z falami
Z błękitem, z morskim wiatrem
Może kiedyś dotrą do Ciebie
Tylko na to czasu potrzeba

❤️
5
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
3
📖
1
2

Herbata na tarasie

Bez burzy i krzyku
Bez skarbu nawet złotem obsypanym
Spokojnie, po środku dnia
Poznałem miłość przy zapachu kawy

Później niezwyczajnie
Karmiła mnie każdą ukrytą myślą
Jedno spojrzenie, słowa dwa
I bezsennych nocy tysiąc

Los też bardzo tajemniczy
Czy realizuje czyjeś plany
Czy tak będę kochał Cię już zawsze
Czy jednak wspólnie jest nam coś pisane

Czasem budzę się z tej miłości
I już nie wiem co jest prawdą
Czy jesteśmy już razem
Czy tylko nie widziałem Cię zbyt dawno

Więc chociaż o zachodzie słońca pomilczmy
Ale wcześniej dam Ci kwiaty
Na tarasie potrzymam Cię za rękę
I niech miłość ma znów smak herbaty

❤️
7
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
2
📖
2
– 1 – 14 – 15 – 16 – 17 – 18 – 19 – 20 – 138 –