Koktajl snów
Wszystko co usłyszałeś było nie prawdą,
nawet to, że szklanka jest do połowy pusta.
Jest w niej koktail z nietuzinkowych snów.
współczesna twórczość literacka w świetle historii
Wszystko co usłyszałeś było nie prawdą,
nawet to, że szklanka jest do połowy pusta.
Jest w niej koktail z nietuzinkowych snów.
„Nikt nie ma do Ciebie żalu” – napisała na kartce pochyłym pismem. – „Wspomnienia są tylko wspomnieniami. Miłość to czysta emocja, która nie obliguje do niczego, ale lubię sobie wspominać twój śmiech.”
Złożyła równo kartkę na pół, potem jeszcze raz, i schowała do małej kieszonki. I tak nigdy nie wyśle tego listu. Nie zapytała o adres, o nic nie pytała. Lazurowe oczy wypełniały całą przestrzeń pomiędzy nimi – nie było czasu na notatniki.
Usiadła pod oknem w ciemnobrązowym fotelu i, lekko bujając się, przykryła kocem.
Cała prawda
Dziś o całej prawdzie w sprawie książek nie posiadających ambicji bycia wielkimi. Książki owe mają dostarczyć rozrywki w różnej formie, mogą śmieszyć, mogą straszyć lub po prostu być zlepkiem liter, o których szybko się zapomina. Przy takich książkach człek spracowany odpoczywa, oddycha innym powietrzem, nie zawsze musi być świeże. W każdym razie po takie pozycje literackie czasami się sięga. Nawet trzeba. Kiedy człowieka do ziemi przybije ambitna lektura, oddech jest wskazany. Wśród takich opowieści są lepsze, gorsze lub do niczego. Żeby wiedzieć do jakiego gatunku dana rzecz należy, obowiązkowo trzeba ją przeczytać. Takim właśnie nastawieniem sięgnęłam po „Ani słowa prawdy. Opowieści o Arivaldzie z Wybrzeża” Jacka Piekary. Tytuł, w połączeniu z okładką, od razu mnie zachęcił. Żadnej ściemy. Żadnego łapania czytelnika na lep z gatunku „hit roku, z życia wzięte”czy tym podobne bzdury. Na okładce facet z brodą, ni to święty ni to czarnoksiężnik, obok jakaś wypacykowana lala i z tyłu jeszcze ktoś tam. Autor stawia sprawę jasno – nic tu prawdą nie jest. Znaczy się mamy fantasy w całej okazałości.
W czytaniu utwór okazał się być całkiem przyjemny. Ot takie połączenie baśni dla dzieci z baśniami arabskimi dla dorosłych, takiego Tolkiena z Sapkowskim i fantazji z rzeczywistością. Mieszanina pozornie wybuchowa, ale pozwalająca na chwilę wytchnienia pomiędzy ambitnymi pozycjami wybitnych.
Każde opowiadanie, bo są to takowe, ma dokładny opis miejsca akcji, uczestników i samą akcję. Łączy je oczywiście tytułowa postać, która idealna nie jest i to jest jej najlepszą cechą. Arivald swoje za uszami ma i chwała mu za to, bo jest bardziej ludzki. Jego działalność jednym się podoba, drugim nie. I to też jest fajne. Napisałam „fajne”? Takie słowa w recenzji? Oczywiście, bo cała książka jest po prostu fajna. Ma sporą dawkę humoru. Nie takiego, że tarzamy się na matce ziemi ze śmiechu. My się po prostu uśmiechamy, podziwiając działalność Arivalda. On też się uśmiecha, jeśli udaje mu się sprawę załatwić do końca. A jest tych spraw dziesięć. Rozwiązywane są nie tylko dzięki ruchom różdżki i zaklęciom. Nasz bohater ma siłę w rękach, co pozwala mu załatwić wiele spraw dzięki owej sile w mięśniach.
W sumie więc dostajemy do ręki książkę, przy której odpoczywamy, ale na którą nie wnerwiamy się, mówiąc, iż naiwna i pozbawiona sensu. Ba, ta książka nadaje się nawet dla tych, co nie przepadają za fantasy (a autorka niniejszej recenzji takową jest). Bo nie przegina w żadnym miejscu. Wszystkiego jest tu w normie. Jeśli więc jesteście miłośnikami ambitnej niszowej literatury, ale chcecie odpocząć, polecam Arivalda i jego przygody. Łącznie z dobrą kawą, a może nawet kieliszkiem czegoś więcej (jest przed dwudziestą drugą, zatem nazwy nie wymieniam).
Kiedy słuchasz swojego serca,
To tak naprawdę oddychasz z Bogiem.
…
Bóg jest Miłością
Podeszli do tafli zmrożonego jeziora,
on pełen bólu, ona mokra, nie tylko od łez.
Pomiędzy nimi sieć misternie utkana,
z ich krwi, bezbarwnych kropli, oddechu.
Spękane kamienie obsuwały się z pobliskiej góry,
słychać było leciutki trzask, bez mała bezgłośny, nieuchwytny.
Patrzyła bezradnie, jak obsuwały się ze skał,
jeden po drugim.
Nie odrywała oczu, milczała,
nie drgając, nie odsuwając się z drogi,
patrzyła,
bezradnie, trzymając w dłoni maleńki kwiatek.
Gdy zniknął na horyzoncie,
odetchnęła z ulgą, lawina tam nie sięgnęła.
On nigdy nie dowiedział się, co się stało,
ona zastygła jak marmur.
…a kiedy spojrzała na niego morską tonią,
czekoladowe tabliczki rozpuściły się,
upadając powoli na ruchomy blat życia.
Przesunęła dłońmi,
rozpraszając kontury zatrzymanego dnia,
rozwiała nie tyle wątpliwości, co czas
zatrzymany w bezdechu, onieśmielony.
more at clindamedx.com more at clindamedx.com
SemaGLP product overview SemaGLP product overview
😊
Przeczytałam też od końca do początku - pięknie się uzupełnia 👋
Dziękuję🧡 Pozdrowienia 👋
Dzisiaj sobota i świeci piękne słońce, więc dajmy jej szansę. Pozdrowienia 👋
tadalafil exposure over time tadalafil exposure over time
read about online tadalafil access read about online tadalafil access
Piękna myśl/wiersz :) Pozdrawiam serdecznie.
Myślałam podobnie, jak m.M, że to byłoby nadużycie wpisywanie swoich przemyśleń w kategorię wierszy. Pozdrawiam :)
tadalafil ED information tadalafil ED information
Swoich przemyśleń, nie traktowałam nigdy jako wierszy, bo uznałam, że to spore nadużycie, chociaż forma zapisu może na to wskazywać.…
Piękny tekst. Piękna muzyka Szeptuchy. Miałam okazję zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Są cudowni.
Miło Ciebie widzieć i czytać... Pozdrawiam :)