Nasze publikacje - twórczość i wpisy

1

Déjà vu — z mgły na moście

Zanim rozstania ustalą brzegi,
lubię ostatnie kroki, co zsyłają wiatr —
proste, wolne, jak oddech przed skokiem.
Most jeszcze płonie; pachnie chwilami:
cudownymi, ważnymi, przylepionymi do pamięci
jak mokry papier.
Może nie wiesz, że mosty mają serca —
belki pulsują, rdza opowiada, szyny chichoczą.
Płoną długo, powoli; żar nie spada nagle,
rozgrzewa dni, rozciąga pamięć,
aż słowa stają się lekkie jak popiół.

Na moście wdech waży jak przysięga,
krok to świadectwo, że odejście może smakować świtem.
Widziałem to na spacerze — cień twojego płaszcza
przemykał między słupami i znów wracał do kształtu.
Poczułem wtedy ingerencję — drobną, bez hałasu:
czyjaś dłoń poprawiła linę, czyjaś cisza rozwiała mgłę.

Może to Bóg — może imię bez twarzy —
schodzi z nieba jak płachta światła,
dotyka pękniętych guzików wspomnień.
Jego opieka nie daje huków; to miękka naprawa dnia:
podkłada podpórkę pod drzemiący pomost,
dotyka mapy twojej drogi, odwraca wiatr,
by list nie poleciał wprost do rzeki.

Most płonie dalej, ale inaczej —
ogień spala lęk, wykuwa pamięć, otrząsa uczucia,
by z popiołu wyrósł nowy most.
W opatrzności jest miejsce na niepewność:
Bóg nie prowadzi za rękę jak przewodnik,
on śpiewa cicho, kładzie kamień, pozwala skrzypieć belkom —
byś znał ich siłę.

Kiedy odchodzisz — krok po kroku —
most zostawia świetliste nitki,
ktoś inny je zbierze i zwiąże z powrotem.
Na zawsze — mówi most — ale na zawsze
to obietnica, która pozwala iść.

I znów idziesz. Ktoś cicho doprowadza drogę do światła.

❤️
7
👍
0
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
0
Zielone myśli... | 1432 0

Zielone myśli…

Kwiatów kobierce
Znowu zakwitły wiosną –
Śnieżyczki rosną

❤️
4
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

Post nie_bo

Kiedy siadamy razem przy stole
Ja z filiżanką kawy
I Ty (…)
Kiedy nie trzeba mówić nic
Kiedy cisza zupełnie nas nie krępuje
Kiedy cisza – jest tak naprawdę miejscem
spotkania (…)
Kiedy nie trzeba sobie nic tłumaczyć
Kiedy najgłębszy ból i najskromniejsza radość
Znajdują przystań, znajdują nie_bo (…)
Kiedy jest taka cisza, kiedy jest taka chwila
Wystarczy być (…)

Dziękuję za ten czas

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
3

kropla:/

Jedna mała kropla
przez nikogo niezauważona
i mało znaczącą
wyrzeźbiła taką wyrwę
że armia wojska
nie jest jej w stanie obejść
ni zasypać.

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

cisza którą znasz

wielkość kruchości twarzy — jak talerz szkła
pod światłem, którego nikt nie trzyma,
na granicy słów, gdzie milczenie
rysuje mapy dłońmi, których nie dotkniesz.
i… skąd te nieba? — pytasz cicho,
a niebo odpowiada przez żagiel pyłu
unoszący się nad pęknięciami dachów.

ptak przechodzi przez palec godziny jak przez drzwi,
zostawia na skórze ślad światła – wygląda jak pamięć.
nie trzepocze — przesuwa powoli, jak oddech między słowami,
jego pióra są listami, których nikomu nie przyszło otworzyć;
kiedy odchodzi, na nadgarstku zostaje mała zatoka ciszy,
w niej mieszka twoje imię i uczy się mówić powoli.

gorliwości — małe ognie pod językiem,
palą tylko to, co już nie woła,
posprzeczane z ramionami pozbawionych objęć,
jak emocjonalne odrętwienie — nie twoja wina.
uparcie brnące w czerni — buty bez podeszwy
przemierzające ulice oddechu, szukając przewodnika,
zasnute mglistym cieniem zakamarków — tam, gdzie pamięć
chowa klucze i nie odzywa się do telefonu.
pozorne… najważniejsze — jak rysy na twarzy,
które myślą, że są historią, a są jedynie lustrem.

po omacku — palce próbują ułożyć alfabet zamkniętych rozdziałów,
skrycie — szept między piętami, nie chce się ujawnić.
wołają o światło błękitu — nie gwałtowne, lecz jak oddech:
niebo przeciąga się nad pokojem, jak kot, znający twoje imię,
zostawia na skórze zimno, pamięta twoje wspomnienia.
błękit przychodzi powoli, niespieszny jak posłaniec boskich dłoni,
nakleja znaki na brzegi dni i odgarnia kurz z twych powiek.

po dziesiąte… nie pytaj dlaczego —
nie dlatego, że odpowiedzi nie ma,
lecz dlatego, że odpowiedź będzie miała twój głos
i nie wytrzymasz jej dźwięku bez uśmiechu.
Bóg — jeśli chcesz go wplątać w ten przekaz ciszy —
jest strażnikiem zapomnianych pragnień, podlewa noc,
jest niewidzialnym palcem, poprawia twoje włosy,
gdy śnisz na stojąco,
jest klinem światła, wbijającym między żebra bez hałasu,
i jednocześnie restauracją, serwując tylko ciepłe wspomnienia.

ingerencja — jak ręka – przestawia meble przeznaczenia,
czasem delikatna, czasem brutalna jak ptak, co zabiera klucze.
opieką — gdy dowiesz się, że ktoś liczy twoje oddechy
i zapisuje je na kartkach, których nie ma.
a może to tylko twoje własne palce, czeszą ci włosy w nocy,
albo cień twojej matki, przechadza się we śnie.

w ciszy, którą znasz, są małe miasta nieprzespanych myśli:
ulice wyłożone porcelaną wspomnień, tramwaje bez pasażerów,
herbaty, stygnące zanim zdążysz pomyśleć o słowie „dom”.
i są tam drzwi — raz zamknięte, raz uchylone —
czasem przechodzi ktoś z latarką,
odbija w nich wibrujące światło jak monety, rozrzucone
na dnie twojego serca.

nie pytaj dlaczego — zapytaj raczej: kto narysował tę bliznę
na szyi nieba, co świeci jak katalizator ciszy?
kto podlewał twoje rysy błękitem, aż stały się mapami?
kto przyszedł w nocy z nożem, żeby naciąć milczenie
i zalać jego wnętrze ciepłem, którego nie umiesz nazwać?

a kiedy odpowiadać będą tylko cienie i echo twojego oddechu,
pamiętaj: czasem ingerencja to podanie ręki bez słowa,
czasem opieka to milczący akt, nie żąda pamięci.
wtedy cisza, którą znasz, staje się pokojem — nie pustką —
i w tym pokoju niebo rozkłada kolano
i tuli twoją twarz jak filiżankę porannej herbaty,
a ty wreszcie możesz odłożyć talerz szkła
i zobaczyć, że twoje dłonie wychowały nowe słowa.

============================
widziałem na spacerze

❤️
10
👍
1
⭐
0
💡
3
❗
2
📖
2
2

rycerza:/

Aniele,
Zawieź tego rycerza na łąki zielone,
niech nie cierpi przez samosąd.
Zabierz go tam,
gdzie kosmate owce stoją na rzeź z miną uśmiechniętą.
Zawieś mu nad głową wieczne słońce,
niech zazna ukojenia po wsze czasy.
I niech spotka przyjaciół równych sobie.
Niech go nie uczą, nie karzą a wielbią
jak barany swego wilka.

❤️
0
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Świat w okowach mrozu | zima 0

Świat w okowach mrozu

Świat w okowach mrozu

Część miłośników prozy Folletta uważa, iż saga „Stulecie”: ( „Upadek gigantów:, „Zima świata”, „Krawędź wieczności”) jest gorsza niż „Kingsbridge”. Jednym z koronnych argumentów jest to, iż w opisie dziejów dawniejszych jest sporo „nowości” , zagadek i tajemniczych historii. Follett przedstawia dzieje w sposób charakterystyczny bardziej dla powieści sensacyjno-obyczajowej niż historycznej. Ma do tego prawo. Dawne dzieje, nie wszystko wiadome, można sobie pofantazjować.
Jeśli jednak zabieramy się za czasy bardziej nam współczesne, ot takie lekko ponad sto lat temu, to już jest inaczej. Tak jest w przypadku pierwszego i drugiego tomu „Stulecia”, które właśnie ukończyłam. Pierwszy tom to pierwsza wojna światowa, upadek jednych imperiów, narodziny drugich. Po dwudziestu latach ponownie wojna. Saga obejmuje zatem lata udokumentowane historycznie, czasy, o których już napisano sporo, nakręcono masę filmów różnego rodzaju. Trudno w tej tematyce odnaleźć coś nowego. O puszczaniu wodzy fantazji też nie ma mowy. (Chyba, że pisze się opowieść o kapitanie Ameryce….). Mimo tego brytyjskiemu pisarzowi udaje się wybrnąć. Nie tworzy rzeczywistości alternatywnej. Stara się oddać jak najwierniej klimat opisywanych czasów, odwołując się do wydarzeń historycznych, które dobrze znamy.
W „Zimie świata” trafiamy na fronty II wojny światowej. Polacy mogą czuć się zawiedzeni. O Polsce niewiele, prawie nic. Ale my posiadamy przecież swoją literaturę. Masa powieści, opowiadań, w tym ostanie zupełnie nietrafione zwane literaturą pseudo-obozową. Warto zatem poczytać, jak to było, mogło być w innych krajach. Mnie osobiście najmocniej utkwił obraz wojny przez pryzmat obywateli faszystowskich Niemiec. W sumie nie znam innych utworów opisujących tamto społeczeństwo. Czy w literaturze polskiej takowe są? Pamiętam zapomnianych „Niemców” Leona Kruczkowskiego. Dramat ten przedstawia różnych mieszkańców III Rzeszy, od typowych faszystów po ich przeciwników.
U Folletta większość bohaterów jest po dobrej stronie mocy. Nawet jeśli początkowo sprzyjają Hitlerowi, to potem zmieniają zdanie. Źli giną. Czasami po prostu zamordowani przez swe ofiary po to, by innych ofiar już nie było. Czasami giną w walce, ot tak, po prostu. Otwierają tym samym drogę do szczęścia innym. Są tacy, co to właśnie zarzucają pisarzowi, iż zła w jego powieści jest …. za mało. Wszak wojna to śmierć. Nie odczułam tego. Nasi bohaterowie nie zawsze walczą na froncie. Tacy amerykanie żyją na swoim kontynencie i prowadzą interesy. Nie wymagajmy od nich, by wszyscy zginęli w ataku Japończyków na Pearl Harbor. Inaczej z Rosjanami. Niby wyzwalają Europę od faszyzmu, ale jako komuniści też są do niczego.
I tak moglibyśmy pisać i pisać o „Zimie świata”… Wspaniały tytuł drugiej części sagi „Stulecie”. Najbardziej trafiony ze wszystkich historycznych tomów pisarza.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 39 – 40 – 41 – 42 – 43 – 44 – 45 – 138 –