cisza którą znasz

wielkość kruchości twarzy — jak talerz szkła
pod światłem, którego nikt nie trzyma,
na granicy słów, gdzie milczenie
rysuje mapy dłońmi, których nie dotkniesz.
i… skąd te nieba? — pytasz cicho,
a niebo odpowiada przez żagiel pyłu
unoszący się nad pęknięciami dachów.

ptak przechodzi przez palec godziny jak przez drzwi,
zostawia na skórze ślad światła – wygląda jak pamięć.
nie trzepocze — przesuwa powoli, jak oddech między słowami,
jego pióra są listami, których nikomu nie przyszło otworzyć;
kiedy odchodzi, na nadgarstku zostaje mała zatoka ciszy,
w niej mieszka twoje imię i uczy się mówić powoli.

gorliwości — małe ognie pod językiem,
palą tylko to, co już nie woła,
posprzeczane z ramionami pozbawionych objęć,
jak emocjonalne odrętwienie — nie twoja wina.
uparcie brnące w czerni — buty bez podeszwy
przemierzające ulice oddechu, szukając przewodnika,
zasnute mglistym cieniem zakamarków — tam, gdzie pamięć
chowa klucze i nie odzywa się do telefonu.
pozorne… najważniejsze — jak rysy na twarzy,
które myślą, że są historią, a są jedynie lustrem.

po omacku — palce próbują ułożyć alfabet zamkniętych rozdziałów,
skrycie — szept między piętami, nie chce się ujawnić.
wołają o światło błękitu — nie gwałtowne, lecz jak oddech:
niebo przeciąga się nad pokojem, jak kot, znający twoje imię,
zostawia na skórze zimno, pamięta twoje wspomnienia.
błękit przychodzi powoli, niespieszny jak posłaniec boskich dłoni,
nakleja znaki na brzegi dni i odgarnia kurz z twych powiek.

po dziesiąte… nie pytaj dlaczego —
nie dlatego, że odpowiedzi nie ma,
lecz dlatego, że odpowiedź będzie miała twój głos
i nie wytrzymasz jej dźwięku bez uśmiechu.
Bóg — jeśli chcesz go wplątać w ten przekaz ciszy —
jest strażnikiem zapomnianych pragnień, podlewa noc,
jest niewidzialnym palcem, poprawia twoje włosy,
gdy śnisz na stojąco,
jest klinem światła, wbijającym między żebra bez hałasu,
i jednocześnie restauracją, serwując tylko ciepłe wspomnienia.

ingerencja — jak ręka – przestawia meble przeznaczenia,
czasem delikatna, czasem brutalna jak ptak, co zabiera klucze.
opieką — gdy dowiesz się, że ktoś liczy twoje oddechy
i zapisuje je na kartkach, których nie ma.
a może to tylko twoje własne palce, czeszą ci włosy w nocy,
albo cień twojej matki, przechadza się we śnie.

w ciszy, którą znasz, są małe miasta nieprzespanych myśli:
ulice wyłożone porcelaną wspomnień, tramwaje bez pasażerów,
herbaty, stygnące zanim zdążysz pomyśleć o słowie „dom”.
i są tam drzwi — raz zamknięte, raz uchylone —
czasem przechodzi ktoś z latarką,
odbija w nich wibrujące światło jak monety, rozrzucone
na dnie twojego serca.

nie pytaj dlaczego — zapytaj raczej: kto narysował tę bliznę
na szyi nieba, co świeci jak katalizator ciszy?
kto podlewał twoje rysy błękitem, aż stały się mapami?
kto przyszedł w nocy z nożem, żeby naciąć milczenie
i zalać jego wnętrze ciepłem, którego nie umiesz nazwać?

a kiedy odpowiadać będą tylko cienie i echo twojego oddechu,
pamiętaj: czasem ingerencja to podanie ręki bez słowa,
czasem opieka to milczący akt, nie żąda pamięci.
wtedy cisza, którą znasz, staje się pokojem — nie pustką —
i w tym pokoju niebo rozkłada kolano
i tuli twoją twarz jak filiżankę porannej herbaty,
a ty wreszcie możesz odłożyć talerz szkła
i zobaczyć, że twoje dłonie wychowały nowe słowa.

============================
widziałem na spacerze

❤️
7
👍
1
0
💡
3
2
📖
2

Autorem wiersze wolne "cisza którą znasz" – jest blindniemy. Wszelkie prawa autorskie do wiersze wolne należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x