Kategoria: 1. Poezja

4

HAiKU

Nagie gałązki
Przestrzenie lasów i łąk –
Uśpione zimą

******************
Przymarznięty liść
Hit zimowych pejzaży –
Wspomnienie lata

❤️
7
👍
1
0
💡
3
3
📖
3
0

Déjà vu – apofenia

ona… zbierała okruchy

czym jest lęk pragnienia
nigdy nie ugaszonego
gdy stoisz przy pełnej studni
czym
słowa błyskotki natężenie woli
brzegi dotknięć ty i jaźń
strefa komfortu intencji zła

tam gdzie spadają skrzydła aniołów
okaleczone prawdy zwodzą
tworząc najbardziej udane kłamstwa

gdy cisza robi się coraz głośniejsza
czas to droga… by dojrzeć m i ł o ś ć
gdyż nie masz niczego na zawsze
i… jest
oddech przestrzeni wiatr niebios
wspólna radość i samotność
pomieszczona w sercu

ta dziewczynka
zbierała okruchy miłości
w spojrzeniach
…a
te łzy obeschłe raz jeszcze
gdy wszystkie klękną
na kolanach odnajdują raj

❤️
7
👍
0
0
💡
3
3
📖
2
0

Kłopoty z zaimkiem zwrotnym

Kiedy się trudno z sobą zgodzić
od siebie zdarza się uciekać
i chować się przed sobą
jak najgłębiej w sobie

a potem
w lustrze się oglądać
i widzieć się bez siebie

więc
by się sobą nie brzydzić
siebie sobie nie zohydzić
wypada siebie
w sobie poszukać
i z sobą siebie pogodzić
by ani nie odchodzić od siebie
ani przed sobą w sobie się nie chować
ale na siebie w sobie się godzić

wtedy
łatwiej się będzie
sobą nie zawodzić

❤️
1
👍
2
0
💡
0
0
📖
0
0

Żyłam sobie w PRL-u (5)

1968 (5)

Meksykańska pałeczka (2)

cd.
Podczas dalszej części obiadu, w postaci porcji wołowego z kością, na którym ugotował się rosół, rodzice toczyli dalszą dyskusję na temat nieszczęsnej pałeczki i domniemanej sprawczyni narodowej katastrofy. Gdy rodzinnie doszliśmy do tradycyjnego deseru, czyli budyniu, starzy wcale nie byli już pewni, czy aby pałeczka została upuszczona celowo.
– Mówią, że Wolna Europa nic na ten temat nie mówi – wyjaśnił ojciec.
– A Głos Ameryki?
– Głos Ameryki nic nie powie, bo w Ameryce rządzi Żydzi.
– Kto tak powiedział?
– W pracy tak mówią.
W moim domu obowiązywały dwa źródła prawdopodobnych informacji. Mniej prawdopodobne pochodziły z miasta, bardziej – z pracy. Jako że mama nie pracowała, często posiadała jedynie te pierwsze pochodzące z kolejki sklepowej. Ojciec miał dwie możliwości, zatem mógł wyrobić sobie w miarę obiektywne zdanie. Ciągle marzył o kolejnej:
– Może by tak kupić porządne radio, żeby łapało Wolną i Głos… człowiek by sam posłuchał, a nie tylko słuchał tego, czego inni słuchają…
Filozoficzny wywód mego ojca, mama przyjęła z uznaniem, ale od razu postawiła kontrę.
– Nic z tego. Zima idzie. Buty nowe trzeba kupić.
– Komu? Mam te z ubiegłego roku.
– Ale dzieci rosną i wyrosły z ubiegłorocznych.
No tak, znowu porządnego radia nie będzie.
Do tego, że w domu nie słuchamy Wolnej Europy i Głosu Ameryki trudno było w ówczesnych czasach się przyznać. Ponoć słuchał każdy. I większość krytykowała podawane tam wiadomości. Była tak, jak w późniejszych czasach z piosenkami disco polo. Nikt nie lubi, nikt nie słucha, ale każdy największe hity zna na pamięć.
Nasza rodzina nie przyznawała się, że nie słucha zakazanych rozgłośni z powodu braku odpowiedniego sprzętu. Bo jak to, mieliśmy jeden z pierwszych telewizorów w kamienicy, a normalnego radia nie? To co stało na stoliku odbierało jedynie jeden polski program i dwa czeskie….
Wielokrotnie słyszałam jak rodzice tłumaczyli brak znajomości faktów prezentowanych przez owe rozgłośnie faktem, iż nasze mieszkanie jest na głównej linii, po której płynie sygnał zakłócający nadawanie wiadomości z Europy. Powoduje to, że nasze radio jest najbardziej zakłócane. Wszyscy nam współczuli.
Tak więc dyskusja z pałeczki przeniosła się na buty, ponieważ bliższe one były niż wydarzenia w dalekim amerykańskim kraju.
Temat wrócił po kilku dniach w postaci zupełnego zaprzeczenia poprzednim tezom.
Ojciec jak zwykle przyszedł z pracy ok. 15.30…. i tak dalej, i tym podobnie. Tym razem przemówił przy żurku z naturalnego zakwasu, który można było wówczas bez problemu kupić w pobliskiej piekarni.
– Nikt w to nie wierzy, że upuściła specjalnie.
– Skąd wiesz?
– Tak mówią.
– Kto?
– No, w pracy. Mówią ci, co byli w marcu we Wrocławiu. Nie widzieli jej tam.
Po podaniu drugiego w postaci kotletów mielonych z przewagą bułki tartej mama wygodnie usiadła przy stole:
– A ja to w ogóle nie wierzę, że ona ma jakiś związek z polityką. Plotki o specjalnym upuszczeniu pałeczki rozgłosili prawdziwi wrogowie.
– Czyli kto?
– Nie wiem dokładnie kto, ale to byli sportowi rywale. Chcieli dziewczynę wyrzucić z Polski, zniszczyć, żeby nie uprawiała sportu, nie zdobywała więcej medali. A o Wrocławiu to już nie mówmy… Było, minęło.
Mama mówiła dosadnie i z wielką pewnością w głosie. Dziś już nie pamiętam, kto był największym rywalem Polki… Rosjanka? Niemka z NRD? A może Amerykanka?
W każdym razie rodzina stanęła po stronie sportsmenki. Cały kraj zresztą też. Plotka okazała się wredną robotą anty syjonistów i anty semitystów.
Oczywiście zauważyliście, że podczas rozmowy rodziców przewinęła się nazwa jednego z największych miast w Polsce – Wrocław. Wiecie już dlaczego miasto od marca 1968 było zakazane, potępiane i negowane na każdy możliwy sposób przez moją rodzinę, przepraszam, głównie mamę.
I żeby rok zakończyć, jeszcze jeden fakt. Oto jeden z członków rodziny, młody student politechniki we Wrocławiu wdał się w marcową awanturę i został relegowany, czyli usunięty z uczelni. Zamiast w dużym mieście, musiał przenieść się ze studiowaniem do miasta średniej wielkości czyli Wałbrzycha. Tu właśnie otwarto filię wrocławskiej uczelni i można było kształcić się na inżyniera.
W sumie jako małolat nie kumałam, dlaczego filia ma być gorsza, wszak przyjeżdżali tu prowadzić zajęcia właśnie ludzie z polibudy wrocławskiej. Do tego koszt studiowania był znacznie tańszy, bo kuzyn mieszkał we własnym domu, a nie w akademiku, które zawsze miały nieciekawą opinię. W każdym razie rodzina nie była zachwycona, a niektórzy przez wiele lat wypominali młodemu, że niepotrzebnie walczył o „Dziady”.
On sam milczał i został magistrem inżynierem jakiejś specjalności politechnicznej i z „Dziadami” nie ma nic wspólnego.

więcej na
https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php

❤️
1
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
0

***

Jasnego blasku
Wypatruję po zmroku
Ciepłych promieni
(…)

❤️
1
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
2

Kocham Cię

Kocham Cię każdą chwilą
Myślą, słowem każdym
Niezdarnym gestem
Każdym krokiem nierozważnym

Niepewnością obcych miejsc kocham
Trudnych emocji dreszczem
Horyzontem odważnych myśli
Bajkowym światem we śnie

Ciepłem tęsknoty
I złością rozstania
Kocham Cię każdym dobrym dniem
Kocham, gdy wracam poturbowany

Huraganem i ciszą
Ogniem i wodą
Kocham Cię, gdy jesteś tak daleko
Kocham, gdy jesteś obok

Kocham Cię w palącym słońcu
Deszczem kocham i burzą
Oddechem ostatnim
Przed ostatnią życia podróżą

Kocham z Tobą milczeć
Kocham, gdy nie patrzysz
Kocham oczu Twoich blask
W nich świat wygląda inaczej

Kocham tylko Ciebie
Jak na zawsze to zapisać
Bez Ciebie nie umiem żyć
Bez Ciebie nie umiem oddychać

Dotąd życiem rządził przypadek
Czas przez palce przepływał jak rzeka
Ale te lata wreszcie mają sens
Warto było na Ciebie czekać

❤️
2
👍
2
0
💡
1
1
📖
1
0

Żyłam sobie w PRL-u (4)

1968 (4)

Meksykańska pałeczka

W październiku 1968 roku było przyjemne wydarzenie historyczne w mojej rodzinie. Posiadając telewizor marki Neptun, 14 cali, ponownie moja rodzina zasiadła przy stole oglądając bezpośrednią transmisję z XIX Letnich Igrzysk Olimpijskich, tym razem z Meksyku.
Przede wszystkim rodzice oglądali transmisje nocą, bo różnica czasu – siedem godzin do tyłu, albo do przodu, choroba, nie kojarzę…. – powodowała, iż najważniejsze wydarzenia były nocą. Mnie pozwalano na oglądanie wiedząc, że i tak zasnę.
Leżałam więc na tapczanie w pokoju i patrzyłam na ekran telewizora znajdującego się w pokoju rodziców. Taki był układ mieszkania. Ale nie to mnie dziwi. Jak ja mogłam oglądać taki mecz siatkówki (brązowy medal Polek!) z odległości ok. ośmiu metrów na tak małym telewizorze? Cóż, młody człowiek był i chyba dlatego…. A może w ogóle nie oglądaliśmy siatkówki?
W każdym razie emocje były. Medale też. Nazwiska i dyscypliny sportu też znałam. Ale wydarzyło się też coś innego.
Oto Polki, biegnące w sztafecie 4×100 metrów zgubiły tzw. pałeczkę i nie awansowały do finału. O celowe zgubienie owej pałeczki posądzono naszą wielką gwiazdę Irenę Kirszenstein, jeszcze wówczas bez Szewińskiej.
Otóż nasza znakomita biegaczka była pochodzenia żydowskiego. Byli tacy, co próbowali zmierzać ją z błotem i uczynić z niej wroga klasowego, dać bilet w jedną stronę i odesłać na Syjon w Jerozolimie.
W moim domu wyglądało to tak:
Ojciec jak zwykle przyszedł z pracy ok. 15.30. Na szeroki parapet położył swą roboczą torbę , zwaną „aktówką”. Wymył ręce pod kranem z tylko zimną wodą i usiadł przy stole w dużej kuchni (nie, nie był to żaden salon z aneksem kuchennym, to była kuchnia) na krześle ustawionym tyłem do okna. Popatrzył na rodzinę, policzył, czy wszyscy są, obrócił się do okna. Z parapetu zdjął aktówkę i wyciągną gazetę.
Mama nalewała do głębokich talerzy, w których już był makaron domowej roboty, rosół z garnka stojącego na węglowej kuchni (nie mylić z pomieszczeniem). Stawiała przed każdym członkiem rodziny.
Ojciec spojrzał w talerz:
– Znowu rosół? A nie można było tak pomidorowej?
– Pomidorowa będzie jutro. Z tego rosołu – oznajmiła mama.
Ojciec westchnął. Rozłożył gazetę. Zasłonił nią talerz i samego siebie. Zaczął czytać. W ciszy i skupieniu wsuwaliśmy rosół gotowany na wołowinie, która wówczas była ogólnodostępna i tania. Uchodziła za mięso kategorii drugiej, a nawet trzeciej. Na pierwszym byłą zdecydowanie wieprzowina, potem u większości kurczaki.
Krowy nie miały wówczas wielkiego szacunku. Zwłaszcza części, z których gotowało się rosół.
Jedliśmy zatem ten rosół z kiepskiego mięsa, z makaronem domowym, który też wówczas do rarytasów nie należał. Rarytasem był makaron kupiony w sklepie o kształcie grubych rurek. Niestety, domowy był zdecydowanie tańszy i większość kobiet sama mieszała mąkę, robiła ciasto i kroiła je w cienkie paski.
– Mówią, że zrobiła to specjalnie – wyrwało się ojcu znad talerza po odłożeniu gazety.
– Co zrobiła specjalnie? – zapytała wyrwana z zadumy nad zawartością talerza mama.
– No, tę pałeczkę specjalnie zgubiła.
– Aha…. W gazecie piszą, ze specjalnie?
– Nie, ludzie tak mówią.
– Gdzie? Na podwórku nikt nic nie mówił.
– Na mieście.
– Aha….
– Kto zgubił? – próbowałam dołączyć się do rozmowy.
Szybko zostałam za to skarcona.
– Przy jedzeniu się nie gada – syknął ojciec.
Oczywiście dzieci nie gadają. Dorośli mogą.
Ojciec oddał pusty talerz:
– Mówią, że była w zmowie z tymi, no jak im tam, syjonistami.
– W Meksyku? – nie dowierzając zapytała mama.
– Mówią, że oni wszędzie mają swoich agentów, a skaptowali ją w marcu w Polsce.
– Gdzie skaptowali?
– Podczas manifestacji pod politechniką we Wrocławiu.
– A widzisz, gdybyś tam dotarł, na pewno by jej nie skaptowali.

❤️
1
👍
2
0
💡
0
0
📖
0
0

Kiedy…

w obrocie wokół nas
zetrą się już gwiazdy
usiądź obok na dachu nieba
powiedz: jestem
– to wystarczy

❤️
5
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
13738394041424390