Kategoria: 1. Poezja

0

lazurowy świt oczu

codzien­ność
to łapa­nie chwil
które so­bie ce­nisz
by żyć

doznania skłaniają
do ciągłego kosztowania

pocieszenie
pobudza do dalszej drogi
by nie wystudzić serca

warkoczem słów
zaplata się najpiękniej

widzieć człowieka
jest dob­rze tak – by czasem
nie przy­bić mu rąk

dotykiem skrzydeł mów
sercem wyszeptaj

otwarte dłonie

❤️
7
👍
2
2
💡
1
1
📖
0
0

Post nie_bo

Nie boję się spotkania z Miłością
Jej drugie imię, a może pierwsze
To Miło.sierdzie
Siadam razem z Nią (z Nim)
I słucham
(…)

Nie bój się spotkania z Miłością
Jej drugie imię, a może pierwsze
To Miło.sierdzie
Usiądź razem z Nią (z Nim)
I słuchaj
(…)

❤️
1
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
1

zamyślenie

ma się to co się kocha
mniej­sza o szczegóły
wte­dy wszys­tkim* to jest

co zap­ragnąłem w tobie
wzro­kiem zja­dam co dnia
chłonę każde spojrzenie

wpi­suję żar­tem powagą
niemym pragnieniem
między dłońmi bliskość

przepływa prze­ze mnie
jak me­lodia w s z y s t k o

wgry­zam się w te myśli
poczułem chłód i żar
drasnąłem zębem śmierć
przym­rużyła oczy

zro­zu­miała że kocham

od­puściła na potem

❤️
8
👍
2
1
💡
3
1
📖
2
0

krawędź bieli

zawsze
gdy jes­teś w swoim świecie
dłonie przy­tulają moc­niej
ges­tem i mową umysłu najprościej

chwilą – wy­razić pragną wszys­tko
i słów nie pot­rze­ba gdy tak blisko
usta po­całun­kiem mówią
ro­zis­krzo­ne oczy każdy gest śledzą

gdy przym­knięte tą chwilą
jaszcze więcej mówią
i wciąż bez lęku do­tyk czują
na­wet to – cze­go już nie widzą

gdy ciągle jeszcze w bieli
po­woli wiat­rem zni­kam w czerni
w odcieniu – głębokiego wejrzenia
znowu podnoszę pierwsze
słowo

najważniejsze

❤️
7
👍
0
0
💡
2
0
📖
2
0

zawsze… nie umiera nigdy

spóźnione bicie serc
nie dotyka prawdy

rozgrzesza tylko siebie
zamiera

nazbyt cenię uśmiech
nie potrzeba iskry
by ogień wzniecić

gdyż nad każdą głową
głęboko otwarte niebo
bez słów i szeptów

miłość przytulenia
n u c i

❤️
6
👍
0
1
💡
2
1
📖
1
0

Słoneczna przeszłość

Słoneczna przeszłość

Któż z nas nie zna „Mitologii” Jana Parandowskiego… Wydana po raz pierwszy w 1924 stała się lektura podstawową wielu pokoleń Polaków. Niektórzy znają również powieść „Dysk olimpijski” nagrodzony brązowym medalem w olimpijskim konkursie sztuki i literatury w czasie Letnich Igrzysk Olimpijskich 1936 w Berlinie. Ale „Zegar słoneczny” trochę ginie wśród antycznej twórczości pisarza. Bo nie o antyku on jest….
Ongiś każdy pisarz pragnął utrwalić na papierze, słowem drukowanym swoje dzieciństwo i młodość. Wszystko zgodnie z zasadą Mickiewicza:
„Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
Święty i czysty, jak pierwsze kochanie,(…)”
Autorka niniejszej recenzji też takowe teksty popełniła…
Parandowski zabiera nas w swój kraj lat minionych. Trafiamy na początek XX wieku do Lwowa. Spacerujemy jego ulicami. Przyglądamy się ówczesnym ludziom. Czytamy o metodach wychowawczych sprzed stu laty. Zaglądamy do szkoły. Może się nawet dziwimy, iż wykonanie maturalnego tableau (pamiątkowego zdjęcie grupy osób; składa się z wielu mniejszych zdjęć tych osób. Najczęściej dużych rozmiarów, wykonywane np. w celu upamiętnienia grupy uczniów i nauczycieli lub studentów i profesorów – za wikipedią) sprawia trudności, powoduje przedziwną tremę. Bo zdjęcie robi się tylko raz i trzeba dobrze na nim „wyjść”. Żaden komputer go nie poprawi, bo do ery komputerowej jeszcze daleko…
Otrzymujemy zatem opowieść o czasach dawno minionych, historycznych. Tam wszystko było inne. Czy wszystko było dobre? Na pewno nie. Ale dzieciństwo widziane po latach zawsze jest dobre i ładne. Tęsknimy za nim. Tak też jest w książce Parandowskiego. Ktoś określił tekst jako „ciepły”. Rzeczywiście taki jest. Można dodać jeszcze słowa pogodny, spokojny, a przede wszystkim nostalgiczny. Czytelnik wyraźnie odczuwa, iż narratorem jest ten, co już młodość ma za sobą. Książka ukazał się po raz pierwszy w 1953 roku, kiedy jej autor zbliżał się do sześćdziesiątki. Wtedy rozpoczyna się czas wspomnień….
Czy utwór spodoba się współczesnemu czytelnikowi? Myślę, że odniesie się do niego z szacunkiem, jak na wiekowe dzieło przystało, ale zachwycony nie będzie. Przeczyta, bo chyba w szkole jeszcze ktoś mu polecił „Mitologię” Parandowskiego i być może warto coś jeszcze tego pisarza przeczytać. Ale „ochów” i „achów” nie będzie. To tekst z dawnej epoki. Pisany bardzo starannym językiem polskim, ale bez fajerwerków. Chwilami monotonny. Sporo opisów. Nie, nie jest „przegadany”, dialogów tyle, ile trzeba, ale takich niedzisiejszych. Całość trąci przysłowiową „myszką”.
Wytrawni czytelnicy powinni jednak tę pozycje przeczytać. Zawsze warto wrócić do historii. Aha, zupełnie nie wiem dlaczego, we wszelkich opisach opowieści jest informacja, że są to „opowiadania” o Lwowie. Owszem, wszystko dzieje się we Lwowie, ale jest to przede wszystkim opowieść o dzieciństwie i młodości. Bohater po prostu żył we Lwowie, tak jak ja żyłam w Wałbrzychu…

❤️
1
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
0

nie/ważne

wiem
ile muszę
os­trą krawędzią
wy­biec przed siebie
by nie spot­kać twoich dłoni
roz­dy­gota­ne serc czerwienie
zat­rzaśniętych drzwi oczu
kiedy świat nie widzi
bo mrugnął
właśnie

nieważne

wiem
ile trze­ba w tym
wszys­tkim harmonii
by spros­tać pokusom
fałszy­wych chwil
osobności*
gdy słowem
wgry­zam się
w twą szyję
przy uchu – wiatrem
ech…
nie wkładaj nic
by sza­ty drzeć
szko­da twych ust
w pier­siach od­dechu
i twoich łez

…w a ż n e

gdyż pocałunek
w każdej formie
dochodzi
z a w s z e

————————–
…widziałem na spacerze

❤️
8
👍
2
1
💡
2
1
📖
1
0

punkt wschodu

naj­pierw falą weszły cycki
us­ta wy­ra­zis­te namiętne
żuły gumę
oczy słały is­kry nie wiado­mo komu
ob­cas wys­tu­ki­wał tętno kroków bioder
zwiew­na suk­nia tańczyła na niej
wal­ca z li­nią ud

po pros­tu arcydzieło
choć uro­da – przeciętna

wiatr włosów na chwilę
przysłonił lico
nikt nie zauważył
na ho­ryzon­cie zachodu
pot­knęła się za rogiem
zaszła
o czte­ry mosty
za daleko

—————————
…widziłem na spacerze

❤️
9
👍
2
1
💡
2
1
📖
0
13435363738394090