Nasze publikacje - twórczość i wpisy

5

Siatkówka nieba

Żeromski pisał: Rozdziobią nas.
I krążą na siatkówce nieba.
Zamiast źrenic mają szkło,
stalowy chłód.

Tam, gdzie kończy się człowiek,
zaczyna uczta padlinożerców.

Podnosisz głowę i już wiesz-
rozdziobią nas nie kruki
lecz drony.

❤️
0
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
0

Ziemia

Imię bez głosu.
Ciało bez granic.
Krucha —
jak snów porcelana,
w mroku zrodzona,
z gwiazd,
popiołu i tchnienia.

W niej śpią korzenie światła,
płyną soki życia,
jak krwiobieg rzek.
W jej oczach
odbija się milczenie planet.

Gdy ją dotykasz —
otwiera w tobie czas,
gdy obejmujesz —
zasiewa ciemność.

Jest kołyską bez dzieciństwa,
która nie umiera.
Dla ciebie –
powrotem w gwiezdny pył.

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
3

Fragmenty

Rozpadam się w drobne oddechy,
jak liście porwane przez wiatr,
które próbują jeszcze tańczyć,
choć nie mają już siły.

Czuję każdy fragment mnie,
co odchodzi w nieznane.
W upadku szukam ciepła
Twojej dłoni,

która szepnie:
tu jesteś cała,
choć świat wciąż próbuje
rozproszyć Cię na kawałki.

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
Potrzeba naiwności | kamer 1

Potrzeba naiwności

Potrzeba naiwności….

Czasami tak mam… przeczytam jedną, dwie ambitne książki. Studiuję praktycznie podręczniki akademickie, by potem sięgnąć po totalnie naiwną opowieść. Czasami uśmiechnę się do treści takowej, czasami wzruszę ramionami, a czasami trafia mnie coś, czego w kulturalnej recenzji nie nazwę po imieniu. Tym razem moja opinia o tekście drukowanym była chyba tą ostatnią. Piszę „chyba”, żeby nie urazić do końca miłośników takowych „dzieł”.
Autorką jest niejaka Friede Birkner, córka niejakiej Jadwigi Courths – Mahler, a tytuł brzmi „Potrzebny kamerdyner…”. Opowieść została wydana w ramach całego cyklu „z serduszkiem” i zapewne była konkurencją dla słynnych „Harlequin-ów”. Kiedyś w moje ręce już takowa pozycja wpadła. Napisała ją mama córki. Nie pamiętam o czym była. Tekst córki mam nadzieję też szybko zapomnę.
Zacznijmy od tego, że czasami zazdroszczę ludziom umiejętności wymyślania różnych historii. Też piszę, ale jakoś nie potrafię skonstruować akcji i fabuły, żeby była aż tak prosta, że aż prostacka. Tymczasem są tacy, co takie rzeczy piszą i jeszcze na tym zarabiają.
Dobra, dosyć, wstęp i tak za długi. Przejdźmy do książki.
Występują w nim dwa rodzeństwa, co akurat spojlerem nie jest, bo pojawiają się zaraz na początku. Jest też potężna własność prywatna, rodem z baśni, bo wielka i bogato urządzona. Kupiona zresztą za duże pieniądze. Jedni wiedzą od kogo, drudzy nie. Znaczy się mamy tajemnicę. W owej rezydencji pojawia się kamerdyner, sekretarka i psy. Wszyscy z ogłoszenia. Już przy pierwszym spotkaniu jednych i drugich wiadomo, że wszyscy się kochają. Potem kochają się jeszcze bardziej. A jeszcze potem pojawia się czarny charakter i kolejne bogactwo. Wszyscy są wyjątkowo naiwni, łatwowierni i bez problemu można ich wpuścić w maliny. Naiwny jest też ten charakter, bo nie widzi z kim ma do czynienia. Nad wszystkim czuwa stara ciotka, bo ciotki są zwykle stare.
Słowem od początku do końca wiadomo kto jest kim i po co. Naiwność ludzka jest jednak ślepa i nie widzi tego, co oczywiste.
I właściwie tyle o treści można napisać. Żadnej tajemnicy. Żadnego podniecenia. Żadnej adrenaliny. Żadnego konfliktu. Wszystko wyczyszczone. Wyglancowane. Słowem ciasto z kremem. Przeterminowane. Można dostać choroby wymagającej przebywania w ustronnym miejscu. Papier, na którym wydrukowano książkę, tam się nie nadaje. Za twardy. Można się pokaleczyć.
Ryzyko sięgania po lektury zwane potocznie „odmóżdżaczem” jest zatem wielkie. Niby powinien człek odsapnąć, ale zdarzają się teksty, które zdarzyć się nie powinny. Pytanie jednak jest – jak odróżnić gniota od w miarę normalnego tekstu. Nie da się. Można to uczynić jedynie po przeczytaniu. Może wam wystarczy recenzja?
Słowem – nie polecam. Ani mamy ani córki.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

autorytet

Autorytet, to osoba której można ufać, która nie oszukuje, nie wprowadza w błąd.

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Wiek nieprzyzwoity | markiz 0

Wiek nieprzyzwoity

Czasy nieprzyzwoite

Książka Jerzego Łojka to nie opowieść do poduszki czy też relaksu. Autor to przede historyk literatury i jego książka do tego gatunku należy. Takich pozycji się nie czyta, je się studiuje. Dokładnie, strona po stronie, słowo po słowie. Inaczej się nie da. Jeśli więc ktoś liczy na literaturę popularnonaukową, może się zawieść. Ale jeśli ktoś liczy na solidną dawkę wiedzy, będzie zadowolony.
Autor skupia się na trzech postaciach literatury francuskiej w XVIII wieku, głównie w drugiej jego części. Są to Claude – Prospere Jolyot de Crebillon, Nicolas – Edme Retil de la Bretonne oraz Donatien Alphonse François Marquis de Sade. Oczywiście wszyscy znają głównie tego ostatniego. Pozostała dwójka brzmi raczej obco. A jeśli dodamy, że książka rozpoczyna się od wyjaśnienia pojęcia „libertynizm”, to czytelnik zapewne domyśli się, jaki charakter miała twórczość poprzedników słynnego markiza.
Czymże więc był ów libertynizm? Ponoć niczym dobrym. Ponoć był właśnie we Francji bardzo tępiony i dopiero rewolucja zniszczyła go z kretesem wprowadzając moralny ład. Z tym ładem po zburzeniu Bastylii wiemy jak było… Z osławionym libertynizmem podobnie. Wszyscy go potępiali, ale wyznawców grzesznej miłości, nagości, a potem praktyk w tylu de Sade, nie brakowało.
Równocześnie ze sprośnymi praktykami powstawała literatura na ich temat. Jej właśnie autor omawianej książki poświęca najwięcej miejsca. Stara się jak najstaranniej przedstawić ją łącznie z obyczajami tamtych czasów. Zwłaszcza, że ówcześni „dokumentaliści” byli przeciwni rozwiązłości seksualnej. „Retif przez całe życie uważał się za moralistę i z uroczą niekonsekwencją zwalczał libertynizm, nie kłopocząc się bynajmniej wnioskami, jakie postronny obserwator mógłby wyciągnąć z analizy jego życia prywatnego”. Na tym bowiem ów libertynizm polegał…
Właśnie Retif w książce o znamiennym tytule „Pornograf” postuluje uporządkowanie życia obyczajowego, w tym …. domów publicznych. Najpierw dokonuje analizy, kto, jak i po co, a potem przedstawia receptę. Nie, nie liczcie na postulat zamknięcia przybytków rozkoszy. Je trzeba po prostu zreformować…
O markizie de Sade Jerzy Łojek pisze najwięcej. Cóż, postać najbardziej znana. Przedstawia jego życiorys. Stara się być jak najbardziej obiektywny. Jest bowiem w życiu słynnego Francuza wiele elementów niejasnych. Czy rzeczywiście był aż tak wielkim okrutnikiem, że słowem pochodzącym od jego nazwiska określa się dziś wyjątkowe tortury?
Książka o XVIII wieku we Francji opowiada zatem o rzeczach sprośnych, niemoralnych, jakże często wulgarnych. Napisana jest jednak językiem bardzo obiektywnym. Autor nikogo i niczego nie potępia. On przedstawia, omawia, prezentuje. Mamy do czynienia z lekturą mądrą, zawierającą wiedzę o tamtych czasach, daleką od szukania skandali. Taka jest bowiem rola tekstów o charakterze naukowym.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
9

okrucieństwo

okrutnie żałuję że tak słabo piszę

chociaż mocno czuję…

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
1
1

Ukoić ból

ukoić ból niepoukładany, rozdarte serce, z porcelany

tak delikatnej, jakby pleść z nici pajęczej

w apteczce badndarz, plasterki, octenisept
chwila większego bólu, i mniejszy, mniejszy, zaniknie

a jeśli szycie potrzebne? czy krawiec potrafi tyle?
potrafi wiele, ale czy wszystko? termometr wrze,

wskazuje nadmiar rozbieganych emocji. nie moich
włączam muzykę, może “A comme amour” ukoi ból

26.11.2024 r.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 102 – 103 – 104 – 105 – 106 – 107 – 108 – 138 –