Na Syberii
Na Syberii….
Z opowiadaniem Aleksandra Sołżenicyna „Jeden dzień Iwana Dienisowicza” wiąże się ciekawa opowieść mojej znajomej.
Owa znajoma całe życie przepracowała w bibliotece pedagogicznej, czyli takowej głównie dla nauczycieli. Tu trafiały książki o nauczaniu, metodyce, pedagogice, psychologii. Jako były nauczyciel tez często zaglądałam, bo biblioteka pedagogiczna miał naprawdę dużo do zaoferowania zwłaszcza młodemu nauczycielowi. Ja szukałam głównie opracowań lektur szkolnych, ponieważ uczyłam polskiego.
Na przełomie lat 80/90 nastąpiła zmiana ustroju i zmienił się kanon lektur. Akurat szkoły podstawowej to aż tak bardzo nie dotknęło, ale średnią – owszem. Właśnie w trakcie owych zmian do biblioteki zawitała sława miejscowego nauczycielstwa, pani uważana za najlepszą w dawnym układzie warszawskim, symbol niezłomności, wiedzy, elokwencji i inteligencji – miejscowa polonistka. Kłaniano jej się wszędzie i zawsze, a ona delikatnie skłaniała głowę, nie odpowiadając głośno na pozdrowienie. Wszak ikoną była. I oto ta pani pojawiła się w bibliotece z problemem. Na listę lektur dostało się w/w opowiadanie. „Czy są już jakieś metodyczne wskazówki do opracowania tego utworu? Jak i o czym rozmawiać z młodzieżą na jego temat? Jakieś wytyczne? Bo nie wiadomo co tu jest dobre, a co złe….” Czar ikony prysnął. To przecież pani, wybitna polonistka, powinna interpretować, analizować, proponować – chciała krzyknąć znajoma, ale powiedziała tylko „Nie, nie ma”. Gwiazda, która właśnie straciła blask, była zmartwiona, zakłopotana i w ogóle powalona przez pozycję na liście lektur.
Czymże zatem jest ów tekst, że autorytety traciły swą wartość? Dla kogoś, kto najpierw przeczytał „Archipelag GUŁag” jest to wstęp do wielkiej opowieści o sowieckich łagrach, o których się nie mówiło. Wiadomo było, że coś takiego jest, ale określano mianem „więzienie” na Syberii. Ta akurat Polakom była znana. Zatem opowiadanie Sołżenicyna opowiada po prostu o jednym dniu, takim normalnym dniu, a nawet dobrym dniu, w więzieniu pośród śniegów.
Czym ten tekst był w latach poprzedzających „Archipelag….”? Czymś, co wywoływał szok i niedowierzanie. Walka autora o wydanie tekstu drukiem oznaczała, iż mamy do czynienia z tekstem o wielkiej sile rażenia. Czy dlatego w 1970 Sołżenicyna nagrodzono Nagrodą Nobla?
A jaki to tekst? Bardzo prosty. Bardzo zwyczajny. Bez fajerwerków. Bez szukania nowatorskich form przekazu czy eksperymentów językowych. Praktycznie niewiele się dzieje. Główny bohater wstaje i kładzie się spać. Taki normalny opis pracy podczas mrozu, rewizji, jedzenie lub jego braku. Takie wszystko spokojne…. Bo to właśnie jest siła tekstu. Bez emocji, bez namiętności, bez adrenaliny pokazana nienormalność, a zwłaszcza upodlenie człowieka przez człowieka.
W naszej literaturze też to mamy. Nosi tytuł „Medaliony”, a twórcą jest Zofia Nałkowska. Niby inne czasy, niby inny wróg. Niestety, okrucieństwo istoty zwanej ludzką takie samo….
Dziękuję 🧡
Lubię czytać Twoje wyjątkowe, piękne myśli. Pozdrawiam serdecznie :)
Dziękuję za ciekawy komentarz :))
Nareszcie szczęście to powiedziało :)
Poszedł do Grażyny KS ponieważ chciał poczytać ciekawych recenzji książek :)
Miło Ciebie widzieć i czytać dowcipny smoku :) Pozdrawiam serdecznie :)
Zamiłowanie. :))
_ Mam dość szukania, zapraszam - powiedziało szczęście. :))
Był u Grażyny KS od kiedy zasłaniasz okna. ;)
Zamykanie oczu nic nie da, nie warto też regulować odbiorników. Już taki yestem. :P Zimny smok.:D
Piękny wiersz. Razem... każda droga staje się lepsza, łatwa, bardziej prosta... Pozdrawiam :)
😁
U mnie wtedy jest....
Słowa proste są najlepsze, najpiękniejsze, najprawdziwsze, są naj... Pozdrawiam :)