Autor: Grazyna KS

Piraci i cała reszta | wid 0

Piraci i cała reszta

Piraci i cała reszta

Zrobiło się nostalgicznie…. Kiedy sięgam pamięcią w moje odległe dzieciństwo, czyli w lata sześćdziesiąte, nie mogę przypomnieć sobie skąd zawsze wiedziałam, kim są piraci. Chłopcy na podwórku bawili się w kogoś takiego, łupili okręty na morze, którym była trawa, szukali skarbów kopiąc doły na tymże podwórku. Nosili opaskę na jednym oku, a czasami któryś z nich udawał, że ma drewnianą nogę. Zaraz… to było tak…. „Ty będziesz dziś piratem z drewnianą nogą” – odzywał się herszt podwórkowej bandy wskazując jednego z kumpli. Potem przyszedł czas pancernych, kapitana Klossa i Tolka Banana. Piraci zniknęli. Pojawili się dopiero na początku XXI wieku w postaci Jacka Sparrowa czyli „Piratów z Karaibów”. Saga filmowa rozsławiła piracką brać ponownie. Tym bardziej, że powielała stare, znajome schematy. Są skarby, jest piękna dziewczyna, Latający Holender i oczywiście pirat z drewnianą nogą. Z której strony by nie patrzeć, legendy pirackie wiecznie żywe!
To był jeden z wielu powodów, który zadecydował, iż sięgnęłam po powieść Fredericka Marryata „Statek widmo”. W przypadku mojego egzemplarza z 1973 roku tytuł brzmi „Okręt widmo”, a obszerny wstęp napisała sama profesor Maria Janion wybitna znawczyni romantyzmu polskiego i europejskiego. Utwór bowiem z pierwszej połowy XIX wieku pochodzi.
Jaki to tekst…. Taki, jak należało się po powieści pirackiej spodziewać. Są w nim praktycznie wszystkie elementy pirackich opowieści. Katastrofy na morzu, cudem ocaleni, zemsta zza grobu, Latający Holender i oczywiście piękna dziewczyna. Filip ma do wykonania zadanie. Mógłby go co prawda nie wykonywać i żyć długo i szczęśliwie, ale…. Zew morza wzywa go do wypłynięcia na szerokie wody….
Tak więc razem z nim pokonujemy lub nie morza i oceany. Tu spotyka nas sztorm, tak nawałnica, a jak pokaże się Latający Holender to wiadomo – katastrofa wisi w powietrzu i nie ma od niej odwrotu. Oczywiście czasami zatrzymujemy się na lądzie, ale nie jest on naszą krainą naturalną. My musimy pływać.
W sumie więc książka, która zapewne była atrakcją w XIX wieku, teraz niczym nas nie kusi. Bogatsi jesteśmy o wiedzę o piratach przekazaną przez dokumenty i inne powieści i oczywiście filmy. Tym bardziej, że powieść „trąci myszką”…. Napisana nieco archaicznym na dzisiejsze czasy językiem, z rozbudowanymi opisami nie każdemu przypadnie do gustu. Tym bardziej, ze liczy sobie 480 stron… Nie warto zatem czytać?
Jak najbardziej warto! Jest jedną z ciekawostek literackich, klasyczną klasyką. Podłożem na którym wyrosły inne opowieści. Twórcy „Piratów z Karaibów” na pewno ją znali. Powieść na wiele pozytywnych opinii. Zwłaszcza wśród męskiej części czytelników. Przypomina bowiem czasy, kiedy piraci byli w modzie. Zatem jeśli macie czas, przeczytajcie….

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Kobiety w literaturze | nob 0

Kobiety w literaturze

Kobiety w literaturze

Po książki biograficzne, że względu na ich multum, sięgam z ciężkim westchnieniem. Co będzie tym razem? Rozbudowana wersja Wikipedii? Wariacje na temat? Szkolne wypracowanie? Podobnie było z książką Wandy Michalak „Literackie noblistki”, otrzymaną w prezencie od koleżanki. Czyli wiadomo – przeczytać trzeba, żeby wyrazić opinię. Książka starannie wydana, okładka wybitnie twarda, ponad pięćset stron, bogata bibliografia. I ciekawy pomysł na utwór biograficzny. Niektórzy zapewne powiedzą, iż ma on charakter feministyczny, bo jest tylko o kobietach. Taki był jednak pomysł autorki i od razu pisze – udał się.
W jednej pozycji zebrała ona opowieści o kobietach, które dostały literackiego Nobla. Póki co nie jest ich wiele, bo jedynie piętnaście. Każda opowieść prowadzona jest według określonego schematu. Notka, zwana biograficzną, znajduje się na początku rozdziału. Następnie mamy kilka faktów z dzieciństwa, życia dorosłego, parę plotek i w miarę krótką analizę działalności. Żadna z tych części nie rości sobie pretensji do bycia wybitnym tekstem krytyczno – literackim. Przypomina raczej taką gawędę przy kominku „Byłam raz sobie…”. Język każdej części jest w miarę przystępny i też nie rości sobie praw naukowych. Zamiarem autorki było prawdopodobnie przybliżyć postacie wyjątkowych kobiet i ich twórczości przeciętnemu czytelnikowi. Zwłaszcza młodemu. Bo to młodzi ludzie powinni czytać biografie sławnych ludzi, by poszukiwać autorytetów i wiedzy.
Jeśli komuś rodzice czytali na dobranoc „Cudowną podróż”, powinien chociaż trochę dowiedzieć się o jej autorce Selmie Lagerlof, pierwszej kobiecie z literackim Noblem. A może warto wiedzieć dlaczego przyznanie tej nagrody Elfriede Jelinek wywołało skandal? Kim tak naprawdę była Doris Lessing? A pamiętacie Gabrielę Mistral czy Nelly Sachs? Pewnie nie…. Cóż, my mamy swoje dziewczyny w tej grupie Wisławę Szymborską i Olgę Tokarczuk, więc jakoś o innych zapominamy.
I właśnie to jest najcenniejszą cechą książki Wandy Michalak – przypomina nam o zapomnianych. Bo ja też nie wszystkie panię pamiętałam….
Myślę, że ta pozycja pozostanie u mnie na półce. Warto pod ręką mieć taki zbiór tekstów o mądrych kobietach. Zawsze można wrócić do nich, przypomnieć ich twórczość. A może ugotować coś według przepisu nawiązującego do postaci lub twórczości?
Bo oto mamy wisienkę na torcie. Pod koniec każdej opowieści znajdujemy kulinarny przepis na naleśniki Selmy, poidła z borówki brusznicy a’la „Krystyna córka Lavransa” czy ulubione dane Eryka, bohatera powieści Olgi Tokarczuk „Bieguni”.
Smacznego!

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Kiedyś chłopcy to lubili.... | przy 0

Kiedyś chłopcy to lubili….

Kiedyś chłopcy to lubili….

Z lat późnego dzieciństwa i wczesnej młodości pamiętam, że książkami Janusza Meissnera zaczytywali się moi koledzy. Oczywiście ci, którzy czytali, bo większość jednak kopała piłkę. „Żądło Genowefy”, „L – jak Lucy” to były stałe pozycje w ich lekturach. W najsłynniejszym polskim filmie podróżniczym, według książki Adama Bahdaja, „Podróż za jeden uśmiech” drugoplanowi bohaterowie wspominają inna książkę Meissnera „Kapitan siedmiu mórz”. To właśnie ona pchnęła ich do ucieczki z domu w celu dostania się na statek, by popłynąć w świat. Te drobne fakty niewątpliwie świadczą, iż autor był ongiś bardzo popularny. Zatem warto sobie tę postać i jego twórczość przypomnieć.
W moje ręce wpadła książka „Przygoda śródziemnomorska”, opowieść o Polaku, który w czasie wojny trafia do Francji i zostaje dowódcą kutra przewożącego uciekinierów do Lizbony i Gibraltaru. Misja jest oczywiście tajna. Wszystkich spotykają niesamowite przygody. Są ucieczki, jest strzelanina, ludzie giną, a kuter pruje fale Morza Śródziemnego. Jest też oczywiście piękna dziewczyna, członkini ruchu oporu, w której nie sposób się nie zakochać. Ale wojna ma swoje prawa… Czy miłość przetrwa?
Utwór ma niewątpliwie cechy powieści nie tylko przygodowej, ale również sensacyjnej. Dużo wydarzeń, zmiana tempa akcji, czasami podejrzane osoby, bo nie zawsze ten, co twierdzi, że jest tym, nim jest. Obserwujemy działania francuskiego ruchu oporu i walki brytyjskiej floty na Morzu Śródziemnym. Mały kuter jest tylko kropką na wodzie, ale kropką niezwykle ważną. Słowem – Meissner może konkurować z Alistairem MacLeanem, twórcą wojennych utworów o charakterze sensacyjnym. Szkot miał jednak trochę więcej szczęścia do filmowców. Jego „Działa Navarony” stały się nie tylko klasyką literatury, ale i filmu. Meissnera też filmowano, ale jakoś tak niemrawo, bo dziś mało kto pamięta filmy według jego książek.
Powieść napisana jest prostym, nieskomplikowanym językiem. Oczywiście w przeciwieństwie do literatury współczesnej, zawiera sporo opisów, ale nie są one zbyt nużące. Utwór można zatem czytać w ciągu całego dnia, na tekst do poduszki też się nadaje.
Czasu poświęconego na przeczytanie „Przygody….” nie żałuję. Doskonale rozumiem swoich kolegów z dzieciństwa. W postaciach owych książek dostrzegli swoje marzenia o byciu wielkim bohaterem. Podczas kiedy my, dziewczynki, marzyłyśmy, by spotkać Anię z Zielonego Wzgórza, oni żeglowali wśród grzmotów burzy i gradu nieprzyjacielskich pocisków, pokonujących masę przeciwności losy – do celu.
Zatem jeśli trafi do was książka Janusza Meissnera, nie odrzucajcie jej. Warto przeczytać, bo powieść sensacyjna nadal jest w modzie.

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Na Syberii | jeden 1

Na Syberii

Na Syberii….

Z opowiadaniem Aleksandra Sołżenicyna „Jeden dzień Iwana Dienisowicza” wiąże się ciekawa opowieść mojej znajomej.
Owa znajoma całe życie przepracowała w bibliotece pedagogicznej, czyli takowej głównie dla nauczycieli. Tu trafiały książki o nauczaniu, metodyce, pedagogice, psychologii. Jako były nauczyciel tez często zaglądałam, bo biblioteka pedagogiczna miał naprawdę dużo do zaoferowania zwłaszcza młodemu nauczycielowi. Ja szukałam głównie opracowań lektur szkolnych, ponieważ uczyłam polskiego.
Na przełomie lat 80/90 nastąpiła zmiana ustroju i zmienił się kanon lektur. Akurat szkoły podstawowej to aż tak bardzo nie dotknęło, ale średnią – owszem. Właśnie w trakcie owych zmian do biblioteki zawitała sława miejscowego nauczycielstwa, pani uważana za najlepszą w dawnym układzie warszawskim, symbol niezłomności, wiedzy, elokwencji i inteligencji – miejscowa polonistka. Kłaniano jej się wszędzie i zawsze, a ona delikatnie skłaniała głowę, nie odpowiadając głośno na pozdrowienie. Wszak ikoną była. I oto ta pani pojawiła się w bibliotece z problemem. Na listę lektur dostało się w/w opowiadanie. „Czy są już jakieś metodyczne wskazówki do opracowania tego utworu? Jak i o czym rozmawiać z młodzieżą na jego temat? Jakieś wytyczne? Bo nie wiadomo co tu jest dobre, a co złe….” Czar ikony prysnął. To przecież pani, wybitna polonistka, powinna interpretować, analizować, proponować – chciała krzyknąć znajoma, ale powiedziała tylko „Nie, nie ma”. Gwiazda, która właśnie straciła blask, była zmartwiona, zakłopotana i w ogóle powalona przez pozycję na liście lektur.
Czymże zatem jest ów tekst, że autorytety traciły swą wartość? Dla kogoś, kto najpierw przeczytał „Archipelag GUŁag” jest to wstęp do wielkiej opowieści o sowieckich łagrach, o których się nie mówiło. Wiadomo było, że coś takiego jest, ale określano mianem „więzienie” na Syberii. Ta akurat Polakom była znana. Zatem opowiadanie Sołżenicyna opowiada po prostu o jednym dniu, takim normalnym dniu, a nawet dobrym dniu, w więzieniu pośród śniegów.
Czym ten tekst był w latach poprzedzających „Archipelag….”? Czymś, co wywoływał szok i niedowierzanie. Walka autora o wydanie tekstu drukiem oznaczała, iż mamy do czynienia z tekstem o wielkiej sile rażenia. Czy dlatego w 1970 Sołżenicyna nagrodzono Nagrodą Nobla?
A jaki to tekst? Bardzo prosty. Bardzo zwyczajny. Bez fajerwerków. Bez szukania nowatorskich form przekazu czy eksperymentów językowych. Praktycznie niewiele się dzieje. Główny bohater wstaje i kładzie się spać. Taki normalny opis pracy podczas mrozu, rewizji, jedzenie lub jego braku. Takie wszystko spokojne…. Bo to właśnie jest siła tekstu. Bez emocji, bez namiętności, bez adrenaliny pokazana nienormalność, a zwłaszcza upodlenie człowieka przez człowieka.
W naszej literaturze też to mamy. Nosi tytuł „Medaliony”, a twórcą jest Zofia Nałkowska. Niby inne czasy, niby inny wróg. Niestety, okrucieństwo istoty zwanej ludzką takie samo….

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Czyli kto? | za 0

Czyli kto?

Czyli kto?

Dzisiaj będzie bardziej historycznie. Oto trafiła do mnie malutka książeczka Władysława Łozińskiego, 60 stron, „Zapatan” wydana w 1958 roku w nakładzie 65 253 egzemplarzy. Wydało ją Wydawnictwo „Śląsk” z Katowic w serii „Opowiadanie złotej podkowy”. Zacznijmy od serii…
„Złota podkowa” w zasobach portalu „Lubimy czytać” zawiera czterdzieści pozycji. Wszystkie są drobne czyli krótkie. Zgodnie z opisem na tylnej okładce „obejmują drobne utwory polskich i zagranicznych autorów z dziedziny przygód, odkryć, wynalazków i sensacji”. Rzeczywiście, sporo znanych autorów wśród twórców. Większość tekstów ma charakter dziś określany jako horror. Coś jest, coś straszy, coś przeraża i do końca nie wiemy co. Atmosfera rodem z „Frankensteina” i „Doktora Jekylla i mistera Hyde”. W przypadku opowiadania „Zapatan” nastrój grozy wzrasta wraz z wydarzeniami. Jest czarny kruk, jest czarna postać i niewyjaśnione zdarzenia związane ze śmiercią.
Czy się boimy czytając teksty z dawnych lat? Myślę, że nie. To, co wzbudzało strach ongiś, dziś czasami wydaje się być śmieszne. Dziś bardziej boimy się drona niż czarnego ptaka stającego nam na drodze. Nawet mistrz Poe straszny nie jest. Zatem nie będę się zachwycała „Zapatanem”, bo czas popularności tego typu tekstów minął. Są ciekawostką i tematem dla historyków – socjologów zajmujących się badaniem charakteru dawnego społeczeństwa. Konstrukcja opowiadania jest prosta. Mamy dość dokładny opis czasów i rzeczywistości, w której rozgrywa się akcja. A datę mamy konkretną – 1763. Narrator w pierwszej osobie, co zawsze czyni tekst bardziej przejmujący i osobisty. Takiemu z reguły wierzymy. Styl pisania – oczywiście z minionej epoki, rozwlekły, z dużą ilością opisów. To właśnie powoduje, że współczesny czytelnik nie jest zaskoczony pojawiającymi się dziwami nie z tego świata. Ale tak ongiś pisano.
Zajmijmy się zatem autorem opowiadania. Na okładce mamy J. Łoziński, w środku – Władysław Łoziński. Sprawdziłam. Istniał zarówno Jerzy Łoziński, jak i Władysław Łoziński. Pierwszy jest tłumaczem. Drugi był literatem. Kiedy wydano książeczkę, Jerzy był jeszcze małolatem, zatem na pewno autorem „Zapatana” był Władysław. To postać ciekawa, zasługująca na uwagę. Żył na przełomie XIX/XX wieku, działał głównie we Lwowie. Pisał powieści, prace o charakterze historycznym. Jego powieść „Oko proroka” sfilmowano w latach osiemdziesiątych. Oglądałam film, nawet mi się podobał. Taka sobie opowieść dla starszych dzieci lub młodszej młodzieży o czasach minionych.
Są czytelnicy, którym opowiadania „Złotej podkowy” mogą się podobać. Na pewno mają wartość historyczną jak i literacką. Jest jednak ponadczasowość takich tekstów – człowiek zawsze lubił się bać.

❤️
0
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
Powrotu nie ma.... | dr 0

Powrotu nie ma….

Powrotu nie ma

W dzisiejszych trudnych czasach masowo powinno się drukować i czytać powieści Ericha Marii Remarque’a. Posępny mroczny nastrój i antywojenna wymowa powinny nam, ludziom z początku XXI wieku, dać sporo do myślenia. Minęło 100 lat od powstania najważniejszych utworów tego pisarza, a ludzkość nic się nie zmieniła. Nadal kocha wojny, nadal rzuca pompatycznymi hasłami o ideach, które w obliczu śmierci, zabijania człowieka przez człowieka są niczym. Nadal wielki świat polityki wykorzystuje maluczkich tej planety, by zabijali się wzajemnie. A nawet jeśli na moment walka się skończy, wojna w człowieku ciągle trwa. O tym właśnie jest „Droga powrotna”, kontynuacja najsłynniejszej powieści niemieckiego pisarza „Na zachodzie bez zmian”.
Oto następuje koniec. W okopach cisza. Nikt nie strzela. Można wyjść i dojść bezpiecznie do miejsca, z którego wyślą do domu. A czy w ogóle jest jeszcze jakiś dom? Mówią, że tak. Na drogę dostaje się nowy mundur. Nie, nie nowy. Stary, tyle tylko, że wyprany. Nowe mundury, nową bieliznę dostają ci, co do walki kierowali żołnierzy. Teraz pociąg. Teraz jazda. Dlaczego nic nie cieszy? Gdzie ten wybuch radości, który miał nastąpić po ogłoszeniu zawieszenia broni? Gdzie entuzjazm wracających do domu żołnierzy? Dom…. Co to w ogóle jest?
I tak trafiamy z naszymi bohaterami do miejsca, z którego wyruszyli na wielką wojnę mającą przynieść im chwałę. Głoszono wtedy wielkie hasła patriotyczne, nawoływano do walki z odwiecznym wrogiem. Wróg okazał się być normalnym człowiekiem. O hasłach szybko zapomniano w obliczu siedzenia w okopach i bieganiu w krzaki z powodu biegunki krwotocznej. Więc jest dziwnie. Nauczyciel, który odprawiał przed laty swych uczniów głośnymi odezwami o miłości do ojczystej ziemi, teraz też próbuje krzyczeć. Wychwala dzielność. Odwagę. Poświęcenie. Nie wie jednak, że mówi do innych ludzi. Tych skażonych przez wojnę. Tych, co zabijali. Tych, co cierpieli. Nie jesteśmy tymi, którzy byli. Wojna zmieniła nas w kogoś innego. Sami nie potrafimy sobie odpowiedzieć w kogo. Najbliżsi też to widzą. Synku, zmieniłeś się – szepcze matka. Zabiłem tego człowieka, bo miałem powód. Czym zadanie tej śmierci odbiega od tamtych, wielu, kiedy strzelałem na polu wojny. Bo wojny nie ma? Jest.
Z wojny nie ma powrotu. Wojna zostaje w człowieku niezależnie od tego, po której stronie walczył. Nikt do końca sobie z nią nie poradzi. Można uczyć dzieci czytania i pisania, ale jaki to ma sens, jeśli kiedyś pójdą na wojnę?
„Droga powrotna” należy do mniej znanych powieści Remarque’a. Moim zdaniem jest jednak bardziej wstrząsająca od pozostałych. Pokazuje właśnie najmroczniejszą stronę walki na polu bitwy – brak powrotu. Żołnierz na tym polu zostaje. Czasami jako osoba umarła, której świat jest obojętny. Czasami jako ktoś, kto mentalnie nigdy do domu nie powrócił. Obojętnych nie ma.

❤️
0
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
1
Wyprawa na Wschód | tam 0

Wyprawa na Wschód

Wyprawa na Wschód

Znacie przygody Indiany Jonesa? Pewnie, że znacie. Dobra seria przygodowych filmów w scenerii egzotycznej. Tu krokodyle, tu tajemnicze kule, węże i te fascynujące przygody…. A kiedy w części „Indiana Jones i ostatnia krucjata” do obsady dołączył sam James Bond, sorry, Sean Connery to w ogóle zrobiło się bajkowo. Jak zawsze przy produkcji takich filmów zastanawiam się, co jest autentycznym plenerem, a co dekoracjami, wówczas jeszcze nie komputerowymi. W wymienionej przeze mnie części, Jonesowie wjeżdżają przez skalny tunel, do niesamowitego skalnego miasta, w którym ukryty ma być święty Graal… Czy owe wykute w skale zabudowania to tylko dykta, czy może…. Tak, autentyk, to Petra, miasto Nabatejczyków, znajduje się w Jordanii. Zaczęłam szperać na temat tego miasta, tamtych ludzi…. Indiana Jones znacznie poszerzył moje wiadomości związane z Bliskim Wschodem. Wcześniej uczynił to Zenon Kosidowski. W szkole średniej rozczytywaliśmy się w jego książkach. Mnie zachwyciły „Opowieści biblijne”. Wtedy też wędrowałam po Bliskim Wschodzie…. A jeszcze potem ta kraina zaczęła kojarzyć się z wojnami…. I chyba tak kojarzy się do dziś…. Smutno się robi….
Z ciekawością zatem zabrałam się za książkę Piotra Kołodziejczyka „Tam, gdzie mieszka wiatr”. I przeczytałam ją z przyjemnością. Odkopała moje wiadomości z dawnych lat, poszerzyła je, a przede wszystkim wzbudziła nadzieję, że młodzi ludzie zainteresują się niezwykłą historią niezwykłej ziemi. Bo to kolebka trzech wielkich religii, tu był Eden, tędy wędrowali kupcy jedwabnym szlakiem, tu nadal pracowici archeolodzy odkopują ślady dawnych kultur i tworzących je ludzi. Książka Kołodziejczyka jest właśnie o tym, o poszukiwaniu naszej ludzkiej tożsamości. Jak każda tego typu opowieść, stara się przybliżyć nam czas miniony, byśmy mogli poznać dzieje człowieka, zrozumieć dlaczego była brąz, jakie znaczenie dla rozwoju cywilizacji miało „odkrycie” żelaza i kim na serio był Hefajstos. To wszystko jest bowiem kolebką naszej cywilizacji, „komórek”, komputerów, paneli fotowoltaicznych. A o tym powinniśmy wiedzieć.
Napisana w miarę nieskomplikowanym językiem opowieść o Bliskim Wschodzie powinna zainteresować każdego czytelnika. Może to być opowieść do poduszki, może stanowić wstęp do dalszej penetracji tajemniczych krain. Warto podsunąć ją młodzieży, której Bliski Wschód kojarzy się niestety z działaniami wojennymi.
Gdzie jest początek naszego czasu? Skąd przychodzimy? Czy jedwabny szlak to droga ku lepszemu światu, we wszystkie jego strony? Dlaczego ciągle funkcjonuje taki przedziwny zawód jak archeolog? Urządzenia elektroniczne nie wystarczą, by dotrzeć w głąb ziemi, która ciągle ukrywa swe dzieje?
Warto zatem sięgnąć po ową książkę żeby swą wiedzę pogłębić lub przypomnieć….

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Jak to z milionami bywa | te 0

Jak to z milionami bywa

Jak to z milionami bywa….

Jeśli bierzesz do ręki książkę Johna Grishama, przygotuj swój ulubiony napój w dużej filiżance, legnij w ulubionym fotelu lub ukochanym miękkim miejscu, bo czeka cię długi czas w tej pozycji. Od powieści tego pisarza, znanego jako pisarz „sądowy”, nie sposób się oderwać. Tym bardziej jeśli trafiasz na „Testament” – powieść inną niż pozostałe. No, dobrze, nie do końca inną. Wszak tutaj też mamy prawnicze zawiłości, ale akcja nie rozgrywa się głównie na sali sądowej, a potyczki prawników obu stron nie stanowią jądra powieści. Są efektem działań, z którymi mamy do czynienia wcześniej.
„Zaczynając czytać „Testament”, mamy wrażenie, że czytamy Marqueza” – informuje cytat na okładce. I niewiele się myli. Wiadomo, początek dobry być musi, żeby czytelnika wciągnąć w tok wydarzeń, przykuć do fotela tak, by krzyczał do współmałżonka, dzieci lub psa „Zrób mi kolejną kawę!”. I tu tak mamy. Potem następuje moment, w którym oczy robią się coraz większe, włosy stają dęba, a zaskoczenie zaskakuje. Nie, tego to się nikt nie spodziewał.
To jednak ani koniec, ani początek, który już przecież był. Potem ruszamy do Brazylii i nie na mecz piłkarski. Pojawia się nam wątek religijny. Wy wszyscy niewierzący, agnostycy i inni nie martwcie się. Tu nikt nie przegina. Wam wierzącym pewnie się spodoba. Wszystko w normie. Wszystko spoko i w porzo.
Trudno jednoznacznie określić kto jest głównym bohaterem. Postać bez skazy jest jedna. Pozostali swoje za uszami mają. Podstawowemu bohaterowi negatywnych cech nie brakuje, a życiorysem nie zachwyca. Pozostałe osoby zniszczone są przez system i pieniądze, które tym razem zupełnie szczęścia nie dają, wszak forsa to nie wszystko. Są jeszcze wartości słusznie zwane wartościami, ponieważ z nich składa się ludzki żywot. Ten w amazońskiej dżungli przede wszystkim.
W sumie trudno nie zgodzić się z opinią, że powieść Grishama łączy wątki prawnicze z przygodą w dawnym stylu. Dziś już zapomnieliśmy o wyspach skarbów, Robinsonie czy przygodach bohaterów powieści Verne’a w jego świecie fantazji. „Testament” daje nam namiastkę tego. Trudno chwilami uwierzyć, iż powieść powstała w 1999 roku.
Czy jest wątek miłosny? Nie do końca. Oczywiście jest odpowiednia kobieta i takiż sam mężczyzna, ale ich uczucie odbiega od klasycznego romansu. Obserwujemy rodzącą się wieź, lecz nie jest to tak, jak bywa w najpiękniejszych tekstach o miłości. Tu kocha się człowieka, nie faceta czy facetkę. Tak więc ponownie mamy coś nowego, coś innego.
Zakończenie powinno czytelnika zaskoczyć, ale nie musi. Po przeczytaniu książki stwierdziłam, że przecież to było do przewidzenia. Autor wybrał jedną z wielu bardzo prawdopodobnych wersji rozwiązania intrygi. Finał jakiś musi być. Warto dobrnąć do końca.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 13 – 14 – 15 – 16 – 17 – 18 – 19 – 22 –