Dzienne archiwum: 24 marca, 2026

Déjà vu – spojrzenie | niemy 4

Déjà vu – spojrzenie

głodnych kamieni
nie ucz latać;
uczą ciężaru myśli,
liczą twardość wiersza,
noszą w sobie ciszę o kilku barwach.

kamienie w locie
próbują
naśladować anioły:
wkładają do kieszeni maleńkie księżyce,
rysują podniebne mapy paznokciami,
ściągają oddechy ze skrzydeł i trzymają je jak ryby w dłoni,
ćwiczą pochylenia — echami biją dzwony bez uderzeń.

anioły w locie
próbują
złapać oddech;
ciągną po stopach miasta, by poczuć smak bruku,
wciągają zapach zapomnianych nabożeństw,
odkładają skrzydła na skraju nieba, gdzie skrzypią jak stare łódki;
czasem któryś kichnie i spada drobny obraz świata.

Bóg stoi z boku — stary ogrodnik z dłonią pełną znaków:
posyła anioły z listami na językach,
pisze znaki na krawędziach chmur,
przestawia gwiazdy, żeby ktoś mógł spojrzeć;
pozwala kamieniom mieć nadzieję; jego dłoń jest ciężka i miękka zarazem.

kamienie i anioły
spotykają się na pograniczu dni:
tam, gdzie tory śpiewają pod stopami,
a domy mają klatki dla dźwięków.
kamień pyta anioła o smak światła;
anioł odpowiada: zna smak domów, które zapomniały okna.
razem liczą nieistniejące imiona,
odrzucają porządek na rzecz jednej, nieśmiałej melodii.

z chmur wypadają listy bez adresata;
kamienie łapią je na brzuchy,
anioły otwierają je jak pudełka z piórami.
z każdej koperty wychodzi echo — twoje i m i ę,
inaczej odmienione, a jednak rozpoznawalne.
tam, gdzie jest echo, kamień zapamiętuje oddech,
anioł rysuje kręgi na powietrzu, by utrzymać pamięć.

raz jeszcze,
bez ceremonii,
kamień uczy anioła przewracać się powoli,
anioł uczy kamień oddychać cieniem;
uczą się równoległego dotyku:
kamień dotyka nieba, anioł ziemi,
lecz tylko anioł wie, że dotyk boli i uzdrawia jednocześnie.

by powiedzieć
k o c h a m —
słowo układa się jak most z porcelany,
drży, delikatne i to wystarczy;
przechodzi przez morze jak ptak uwolniony z klatki,
zostawia na języku ślad soli i pyłu,
rozświetla wnętrze jak latarnia w mroku.

Bóg obserwuje — uśmiecha się cicho, zna zakończenia;
stuka palcem w ziemię, aż rośnie trawa z liter,
zbiera rozrzucone słowa i układa je w nowe modlitwy.
ani jeden anioł nie wraca taki sam; niektóre przynoszą kawałki kamienia,
inne — zapach porzuconych domów.

rytuał:
kamień wyciąga z siebie gwóźdź i sadzi go w dłoni,
anioł obraca język w zegar, uczy punktualności ciszy,
Bóg podlewa świat drobnymi znakami — promieniem, odruchem, westchnieniem.
miłość staje się alfabetem wypisanym na skórze świata.

gdy nauki kończą się,
kamień zakłada okulary z nocnych rzek,
anioł chowa w kieszeni grudki światła,
i odchodzą razem po schodach, które wiodą w dół do nieba,
po schodach pamiętających imiona dni.

k o c h a m — brzmi raz jeszcze,
jak echo z dwóch stron jednocześnie;
po nim cisza miękka jak zwinięte pióro,
kamienie i anioły uczą się grać w pamięć,
aż pamięć staje się mostem,
a most — oddechem,
a oddech — błękitem, który wystarcza.

—————————–
widziałem na spacerze…

❤️
8
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
2
📖
2
Żyłam sobie w PRL-u (3) | ussus 1 0

Żyłam sobie w PRL-u (3)

Żyłam sobie w PRL-u (13)

1976 (2)

Kawa z Bogatyni (1)

W owych czasach ludziom powodziło się całkiem nieźle. Mama przestała robić przetwory na zimę, bo się nie opłacało. Taniej było w sklepie. Wyglądało na to, że Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej – jak mawiał towarzysz Gierek. Co prawda zniknęło gdzieś słynne „Pomożecie?” z odzewem – Pomożemy!”, ale w sumie spokojnie było. Ja w każdym razie w takowym błogim spokoju sobie żyłam w miasteczku Polski B….
Owego historycznego dnia, 24 czerwca spokojna nie byłam. Raczej podniecona. Tak normalnie jak na nastolatkę przystało. Rodzice poszli na imieniny do jakiegoś Jana lub Janiny, brat zamknął się w swoim pokoju, a ja pakowałam się w wielką torbę podróżną. Rano miałam ruszyć na wakacje do rodziny w dalekim Kłodzku i Wałbrzychu.
Tego samego dnia, w sejmie, ówczesny premier Jaroszewicz ogłosił drastyczną podwyżkę cen podstawowych artykułów spożywczych. Ogłosił również system rekompensat za owe podwyżki. Nowe ceny miały wejść w życie od poniedziałku 28 czerwca 1976 roku, po konsultacjach społecznych. Żarcie mięsne miało podrożeć o 69 procent, drób o 30 procent, masło i nabiał o 50 procent, a cukier o 100 procent. Zarabiający najmniej, a więc poniżej 1300 złotych, mieli otrzymać 260 złotych rekompensaty, a ci z najwyższymi pensjami powyżej 8000 złotych – nawet 600 zł więcej.
Po wielu latach ekonomiści i historycy sprzeczali się o to, czy owa podwyżka nie była po prostu …. konieczna. Dziś bowiem wiemy, że to tzw. „rynek” reguluje ceny. Wtedy robił to komitet centralny wiadomej partii. Gdyby w 1970 podwyżka przeszła, mniejsza byłaby w 1976….
Czy to prawda, czy nie – nie wiem.
Co by nie było, o planowanej podwyżce nie wiedziałam. Rodzice z imienin wrócili późna nocą, a ja z rana ruszyłam w podróż.
Najpierw pociągiem do stolicy. Tu czekała na mnie nie lada atrakcja. Miała na imię Ryszard i była wysokim przystojnym blondynem. Poznaliśmy się na placu zabaw, kiedy zimą byłam z wizytą u rodziny i kazano mi zająć się małymi dziećmi. Od tamtej pory pisaliśmy do siebie namiętne listy, zdarzyło się nam również kilka razy porozmawiać telefonicznie. Dwudziestego piątego czerwca 1976 roku mieliśmy spotkać się ponownie. Opracowaliśmy nawet dwa plany.
Pierwszy nie wypalił już po wyjściu z pociągu na dworcu Warszawa Wschodnia. Ryszarda nie było. Widocznie nie dostał wolnego w pracy, wszak był już osobą pełnoletnią i zarabiał sam na siebie.
Plan B przewidywał wykonanie przeze mnie telefonu do jego zakładu pracy.
Wielką torbę oddałam do przechowalni bagażu. Odnalazłam czynny automat telefoniczny. Wyciągnęłam jedną z przygotowanych na tę okoliczność monet i notatnik z numerami. Wybrałam numer.
– Wielkie zakłady w stolicy. Słucham – odezwał się beznamiętny damski głos.
– Wewnętrzny 35 proszę.
– A w jakiej sprawie?
A co panią to obchodzi – chciałam zapytać. Wszak nigdy nikt mnie o coś takiego nie pytał, jeśli dzwoniłam i prosiłam o połączenie z podanym tzw. numerem wewnętrznym.
– Prywatnej.
Zdecydowałam się na odrobinę kultury. Po chwili odezwał się kolejny damski głos, nieco łagodniejszy.
– Słucham.
– Proszę z Ryszardem B.
– A w jakiej sprawie?
Uwzięli się na mnie, czy co?
– Prywatnej.
– A jak pani się nazywa?
Przesłuchanie? KGB? CIA? Mosad? Kapitan Kloss?
– A co to panią obchodzi? – zapytałam zachowując nadal kulturę.
– Przykro mi, ale muszę o to wszystkich pytać… – głos w słuchawce stał się nieco cieplejszy.
Skoro mus, to mus. Przedstawiłam się.
– Kim jest pani dla Ryszarda B?
– No, dziewczyną, znaczy się narzeczoną….
– Proszę poczekać. Zaraz wywołam.
Przez słuchawkę usłyszałam wypowiadane do fabrycznego głośnika nazwisko Ryszarda. Szybko podszedł do telefonu. Był w pobliżu, bo wiedział, że będę dzwonić.
– Cześć Rysiu…. – przywitałam go zalotnie.
– Cześć. Słuchaj, nie mogę długo rozmawiać. Przyjedź pod zakłady. Kończę pracę o czternastej.
– Ale….
– Wszystko ci wyjaśnię. Wiesz, jak tu dojechać?
– Nie.
– To zapamiętaj. Z Alei Jerozolimskich tramwajem nr ….. tu jest pętla. Teraz muszę kończyć.
Co się stało? Skąd ten urzędowy ton? Żadnej czułości? Żadnego „kocham cię, stęskniłem się”? Cóż, nie pozostało mi nic innego, jak udać się na zwiedzanie stolicy, którą i tak dobrze znałam…
Po zjedzeniu lodów i „ambrozji” w słynnym Hotexie na Marszałkowskiej, wjechaniu po raz enty na trzydzieste piętro Pałacu Kultury i Nauki, wsiadłam we właściwy numer tramwaju i pojechałam do pętli.
O oznaczonej godzinie z zakładu wysypali się robotnicy. Ryszard szybko podbiegł do mnie:
– Spier…. stąd! – syknął nad uchem, chwycił mnie za rękę i pociągną w stronę jednego z tramwajów.
– Dlaczego mamy spier…?
– Bo ja się nie chcę do tego mieszać.
W tramwaju szybko zajęliśmy miejsca siedzące. Wagon równie szybko wypełnił się ludźmi. Byli bardzo podnieceni i nie miało to żadnego związku z seksem. Próbowałam zapytać o co chodzi, ale mój chłopak nie był skory do wyjaśnień. Dowiedziałam się tylko, że jedziemy do niego do domu i tam mi wszystko wyjaśni.
Jakiego domu? Miał być romantyczny obiad w Łazienkach, Królewskich do tego? Wokół mnie działo się coś, czego nie kumałam.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
6

Zła przewodniczka :/

Megalomania 🍃 to przewodniczka
prowadząca wprost
ku przepaści i osamotnienia.

❤️
0
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0