Kategoria: wiersze wolne

1

drogi deszczu

w spiętrzonym cieniu
Hekate

jak spojrzenia widziane od środka

do lustra chwili
wpadają słońca
wszystkich dni

❤️
4
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Wyrwanie z biesa

To maleńkie dziecko które dopiero uczyło się pisać,
zostało okryte misternie utkanym kocem,
przez który nie prześwitywało nic z jego dotychczasowych pragnień.

Czarni panowie ubrani w wyrafinowane skóry z biesa uśmiechali się szyderczo
na wszelkie oznaki błogości i entuzjazmu.
Wiedzieli z jakiego powodu przyszli i po co, po czyją duszę.
Dziecko nie wiedziało.

Jego maleńki opór nie przesuwał ścian, pomimo iż wmawiano, że może przenosić góry.

Z czasem zmieniło wielkość i chociaż nadal nie mogło przenosić się w czasie,
przeniosło wymiar duszy, aby stąpała w wyznaczonej przestrzeni.
Hartowanie ciała niczym stali przyniosło inne od zamierzonych skutki.
Dusza wstała z krzesła, ciało obumarło. Na ziemi pozostała tylko stal,
niezdolna do reakcji spodziewanej przez wszystkich wichrzycieli.

Jedynym jej odpoczynkiem jest cisza, temperatura każdego dnia spada niżej.
Gdzie jest granica pomiędzy życiem a śmiercią, przejściem na inne tory?
Płomienie ognia, piekła, są tylko wspomnieniem. Teraz wszystko paruje,
tworząc mgłę unoszącą się ponad przestrzenią.

❤️
4
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
0

Nie potrzebuję dotyku

Jestem rozczarowana własną duszą.
Jestem zniesmaczona ciałem,
co wciąż czeka w kolejce.

Schowana za ścianą, wzniesioną
na wysypisku ludzi,
na palcach odmawiam popularną modlitwę.

Pęka nić, utkana z łez świata –
wychodzę na spotkanie szaleństwu.
Pewnego dnia przekroczę granicę
między niebem a ziemią – sen zapamięta
tę bezduszną chwilę.

Pragnę nauczyć cię własnej modlitwy,
własnego rozrachunku sumienia –
brak zrozumienia
nosi w sobie zeszłoroczną,
używaną noc.

Nie zliczę nagich pocałunków,
które pragnąłeś mi zostawić – nie potrzebuję
dotyku, nudzi mnie mantra.

Z sercem na ramieniu, wyruszam dziś
w podróż po własnym pokoju.
Został tu bezkształt, w jaki nie wierzę.

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

vis-à-vis

głosy szerokie
i kruche
jak pierścienie ze szkła

przecinają się
w cichych punktach

– małe miejsce w rozszerzonej chwili
skąd przed pociąg

wybiegają nasze ślady

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
1
❗
0
📖
2
0

przysłona

chcąc nie chcieć
życie jest przy sobie

w walce
z pożądaniem o spełnienie

okna przesuwają się
zatrzymując w sobie obrazy
jak przy święcie
(bożego ciała)
rzucają głębokie cienie
do wnętrz

rzeźby zostały same
lżejsze od powietrza
skłamanego na krzyż

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Całun

Gdy patrzy jak przez dziurkę w oku
widząc mnie więcej
o chwilę która nie przeminęła

wdycham szarość nieba
nóż obracany pomiędzy żebrami
na przekór czasom
leżę na ścianie przewróconego domu

w zgniatanym szkielecie kiełkuje roślina
wegetacja przeciwstawiająca się prawu
grawitacji w twoim wszechświecie

całuję twarz umęczonego Chrystusa
jemu zawierzam co odcięte
fantomowy ból kobiety

całuję twarz w lustrze

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

cry

nocą na rzece wśród śnieżnych brzegów
jak zgubionym na mrozie szalu
ścieżce z kilku garści popiołu

chmury z wywróconego nieba
skrzepnięte w ostre kształty szklanych kier
przepływają pod krzywą gałęzią czasu

– zogniskowane na oku
w symbol
gwiazdy widzianej przez łzę

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

przez palce

kwiat
zwraca wyziębioną twarz
ku słońcu

miast słowa
wyrastając ponad granit
dni spoglądających w nieobecność nieba

czy boli

w miejscu serca
szorstki fiolet

mądrość snu
pośród pajęczyn
stłuczonego szkła

jeśli wszystko ma sens
na końcu drogi

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 2 – 3 – 4 – 5 – 6 – 7 – 11 –