Kategoria: 1. Poezja

0

Najdłuższa podróż

Podniosłam głowę, by wiatr rozwiał włosy na cztery strony świata.
Jeden z kierunków będzie mój, może kilka, nie usiedzę dłużej w stagnacji.
Zew wzywa naturę, dusza rwie się pod niebo, może buja w obłokach,
nie tylko. Rwie się z zaułka, zrywa łańcuchy. Niech wicher dmie.

Na końcu świata znajdziesz mnie po oddechu, odgłosie bijącego serca,
na deptaku, w spisanym słowie, myślach, iskrach lecących w twoją stronę.

Gwiazdy poprowadzą mnie, oświecając drogę. W nich, każdego dnia,
będę widziała twoje spojrzenie, uśmiech twój. Twoja energia naładowała baterie,
odpalam silnik. Nie zgaśnie. Nie zaleje się paliwem, łzami. Chmury zaniknęły,
przestałam się bać. Promyki słońca przebijają niebo.

Nie chcę dłużej fotelu, którego nie mam. Czas na mnie. Silnik rwie się w najdłuższą podróż.
Jeszcze tylko niespakowane bagaże, nieodebrane klucze. Maluję wszystko na nowo.
Bez gwarancji. Nie ważne. Kolejna podróż będzie spontanem. Jak kiedyś,
do najpiękniejszych dni.

***
13.11.2024 r.

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Mój cel

Mój cel, jest moim celem. Twój cel jest moją inspiracją.

Twoja inspiracja, jest moim przemyśleniem. Nasz cel, jest zbieżnym celem.
Zupełnie jak zbieżność dusz.

To nie naśladownictwo, choć tak by się zdawać mogło.
Wzór mistrza, który zrealizował moje. Wymarzone od wczesnych lat.

Pokazałeś, że są realne. Wykraczając poza schematy popularnej współczesności
Stałeś się wzorem. Nie zrozumieją. Nie wiedzą.
Nie mają pragnień, wzorów, marzeń. Nie mają celów.

Odsłuchałam wszystkie przesłania. Dokonałam zmian.
Nie stworzyłeś z niczego. Ulepiłeś kształt dla istniejącej duszy.
Stałeś się inspiracją kreślącą drogę do własnych marzeń,
wyznacznikiem przeistoczenia jej w cele. Twórcą, korektorem drogi.

04.12.2024 r.

❤️
0
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
1

Haker

Chytry haker ze wsi Drogosze,
cele miał coraz ambitniejsze.
Przestawiał w banku cyferki,
dziś ręcznie pisze literki,
choć otaczają go klawisze

❤️
0
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
1

Matafizyka

Myślisz, że jestem słowem w księdze,
zakurzonym problemem filozofów?
Nie.
Jestem tkanką świata,
spojrzeniem, które sięga głębiej.

Zrzuć zasłony ze źrenic —
nie mieszkam za oknem,
lecz w pulsie światła,
w rytmie nocy,
w ciszy między słowami.

Niebo pęka jak skóra
i płynie z niego blask,
drzewa to tylko odbicie myśli,
ich korzenie – nici
którymi są zszyte światy.

Jesień nie jest czasem —
to przejście bez progu,
gdzie liść staje się pyłem,
pył gwiazdą,
która dawno zgasła,
a wciąż płonie w twoim oku.

Błękit to twoja krew,
cisza wokół ciebie nie jest pustką —
to wezwanie.
Twoje imię wpisano
w rdzeń wszechświata.

Gdy spojrzysz w lustro
i spytasz: “kim jestem?” —
zapytasz wtedy o mnie.

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Przyjaciółki

Przyjaciółki wpadły na kawę,
całe w skórach i makijażach.
Spojrzały na mnie litościwie –
“Musisz być na topie!” – stwierdziły.

Moje włosy wzbudziły spory:
Za gęste!
Odsłoń czoło!
Podkręć!
Wyprostuj!
Zrób loki!

Otworzyły następnie szafę:
Co za kolory!
Niemodne!
Za ciemne!
Jak z zeszłej dekady!
Teraz muszą być pastelowe!

A fasony?!
Niekobiece!
Za szerokie!
Już nie trendy!
Tu są same modowe błędy!
Szafa do wymiany!

Jakie masz paznokcie?
Też niezrobione!
Tipsy to nasze walory!
Że co, niewygodne?!
Twoje są dobre dla kury domowej!

Trendy? Paznokcie? Moda?
Ja mam dziecko –
i to jest moja uroda.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
2
2

Polsko moja

Polsko moja, ziemio ojczysta
Na której rosną pachnące bzy

I zieleń soczysta, konwalie białe
I majem pachnie niezwykle maj

Czerwone Maki, róże, piwonie
Z białym jaśminem w tle

Ziemio ojczysta, ziemio moja
Niezwykła, piękna jak we śnie

Łódź, 16.05.2022 r.

“do konkursu”

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
1

Moje przyjaciółki – fragment dziennika

Mam dwie przyjaciółki, które pojawiły się w moim życiu od niepamiętnych czasów. Dzięki nim codzienność pęka w szwach od emocji, nabiera barw, a czasem wywraca świat do góry nogami w najmniej przewidywalny sposób. Zadziwia mnie, jak to się stało, że tak odmienne rzeczywistości przecięły się właśnie we mnie — niby zwykłym obserwatorze. Jakimś cudem sklejają się ich kontrastowe osobowości właśnie we mnie.

Pierwsza z przyjaciółek przejmuje się wszystkim, do granic subtelnego absurdu. Gdy rozsypie odrobinę kawy, czuje estetyczny ból, jakby zawalił się porządek wszechrzeczy. A jeśli barista popsuje latte art, to ma przed sobą wielogodzinny mikrokryzys egzystencjalny. W deszczu i w kałużach na betonie widzi grozę filmu noir, o którym potrafi opowiadać z detalami, jakby reżyserowała go we własnej głowie. Gdy trafia na odbicie światła w szybie albo neon na mokrym chodniku, potrafi zawiesić się na dobre pięć minut, jakby świat przestał istnieć. Dźwięk przejeżdżającego pociągu to dla niej niemal idealny soundtrack, a w grudniowym zapachu mandarynek czuje całe swoje utracone dzieciństwo. Za to każdy symetryczny wzór na liściu daje jej natychmiastową ulgę — jak mała, prywatna harmonia w chaosie.

Druga przyjaciółka jest zupełnym przeciwieństwem tej pierwszej. Świat traktuje jak niekończącą się przygodę i laboratorium przypadków. W każdej “katastrofie” widzi żart, w każdej pomyłce — nową historię, którą można opowiadać przy winie do późnej nocy. Śmieje się głośno i nieprzyzwoicie szczerze, jakby nie istniały w niej żadne filtry ani autocenzura. W jej towarzystwie zwykły spacer zmienia się w improwizowaną wyprawę albo w mały performance. Ale jest to również uosobienie czystego pragmatyzmu. Usuwa zdjęcia, żeby zwolnić chmurę. Kwiaty cięte to dla niej absurd – to inwestycja w powolne umieranie – powtarza. W muzyce szuka nie melodii, tylko prawdy w demach z SoundCloud. Nienawidzi korpo-gadki, a samorozwój uważa za dobrze sprzedany produkt. Nie owija w bawełnę, a perfekcja ją męczy. Tylko, że ta odważna singielka, mistrzyni ciętej riposty, gdy nikt nie patrzy, zapisuje w notatkach telefonu wersy, które bolą ją najbardziej.

I stoję między nimi — jak widz na granicy dwóch różnych filmów, które wyświetlają się jednocześnie na jednym ekranie. Raz wciąga mnie dramat z czarno-białą estetyką, raz komedia improwizowana na żywo. A ja? Uczę się, że w życiu najlepiej smakuje właśnie ten dziwny miks — trochę patosu, trochę śmiechu, i cała prawda ukryta gdzieś pomiędzy nimi.
Jutro obie wpadną do mnie na kawę. Co się ze mną stanie, skoro obie będą jednocześnie?

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Nie dogonił.... | cien 2

Nie dogonił….

Nie dogonił…

Stieg Larsson napisał trzy tomy „Millenium” i zmarło mu się… Żal oczywiście ogromny, gdyż jego powieści przyczyniły się do spopularyzowania literatury norweskiej. Został uznany za twórcę „nordic noir” i bardzo słusznie zresztą. Aby jego dzieło przetrwało, postanowiono poszukać następcy, by kontynuował, co dobre. Wybór (czyj? nie wiem) padł na Davida Lagercrantza. Powstały kolejne tomy awizowane jaki „Millenium”. Przeczytałam drugi z cyklu kontynuacji. Jaki według mnie jest?
Nie jest na pewno zły. Ma swój urok i wdzięk, co wydaje się trochę dziwne przy powieści nawiązującej do stylu noir. Te powinny mieć przede wszystkim swój charakter, odbiegający od uroku. Ciemność, mroczność (o, jest takie słowo, bo komputer nie podkreśla!) ładna nie jest. Ma budzić przerażenie, dreszcz emocji i strach. Lub po prostu apatię.
Tymczasem książka taka nie jest. Temat oczywiście ciekawy, chociaż nie nowy. Nawiązanie do badań faszystowskiego doktora Mengele jak najbardziej na miejscu. W poprzednich opowieściach mroczny powrót do czasów minionych też był. Są ludzie, którzy jeszcze pamiętają o czasach pogardy. Są też nasi bohaterowie Lisbeth i Mikael. Ciągle tacy sami. Ona nie do pokonania. On tradycyjnie ciekawski. Odkrywają tajemnice. Oczywiście nie jedną. Są szaleni naukowcy, którzy w swym szaleństwie widzą potęgę wiedzy. Bywają też ludzie nieszczęśliwi. Życie z tajemnicą łatwe nie jest. Słowem – wszystko jest. A jednak…
Książce Lagercrantza trochę daleko do oryginału. Pojęcie trochę jest oczywiście względne. Zależy czym się przemieszczamy. Takie sto kilometrów pokonane samochodem to pestka. Ale spróbuj to przejść… Stąd też moja ostrożność w wetowaniu wyroku. Powieść jest dobrze napisana, nawet trzyma w napięciu. Jest po prostu całkiem niezłym kryminałem lub thrillerem, jak kto woli. Można ją czytać w porze śniadania i obiadu. Może sobie spokojnie leżeć przy poduszce. Oryginały Millenium” nie mogły. Czytałam w nocy, bo potrafiły mnie wciągnąć. Teraz egzemplarz za mną nie chodził. Czekał cierpliwie, aż wezmę go do ręki.
Oczywiście, że warto powieść przeczytać. Nie miejmy jednak złudzeń. Larsson to nie jest. I może bardzo dobrze. Każdy pisarz ma swój styl, a z tzw. kontynuacjami różnie bywa, przypomnijmy sobie chociażby „Przeminęło z wiatrem”… Po co więc one w ogóle powstają?
W dzisiejszych czasach odpowiedź jest chyba jedna: czytelnik chce, a jeśli chce to trzeba mu dać i jeszcze na tym zarobić. Seriale czyt też serie to domena naszych czasów. Taki Marvel tworzył, tworzył filmy, aż mu się wena twórcza urwała. Taki Sienkiewicz w czasach starożytnych też tworzył trylogię, ale na szczęście przestał, napisał tyle ile trzeba. Autorowi kontynuacji Millenium wypada zatem powiedzieć, żeby przestał kontynuować i wrócił do swojej twórczości. Aha, już mu to ktoś powiedział? Chwała słowu pisanemu….

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 73 – 74 – 75 – 76 – 77 – 78 – 79 – 96 –