Nasze publikacje - twórczość i wpisy

0

Każde pokolenie….

Każde pokolenie…

Tekst wyróżniony Nagrodą Publiczności w Czerwcowym Konkursie Jednego Wiersza Łomża 2010.

Młode pokolenie jest znerwicowane.
Stoi w kolejce po kredyty.
Musi przecież mieć:
dom
samochód
i kilka innych bajerów.

Młode pokolenie jest obrażone.
Narzeka na stworzony świat.
Brak przecież w nim:
ładu
składu
i w ogóle wszystkiego.

Młode pokolenie ma problemy.
Chodzi do psychologa.
Jego niemowlęta mają:
dysleksję
dyskalkulię
i na dodatek ADHD.

Młode pokolenie słucha hip hopu.
Do disco polo się nie przyznaje.
W komputerze ma:
porno kolegi
zdjęcia teściowej
i muzykę z dzieciństwa.

Moje pokolenie uśmiecha się drwiąco.
Olewa kłopoty niedojrzałych.
Wie co to:
choroby
kartki na cukier
i chleb ze smalcem.

Moje pokolenie cieszy się z M-3.
Gdy dzieci wyprowadzą się
może zrobić:
popijawę
imprezę
prywatkę.

Moje pokolenie słucha rocka.
Brutalnie wykorzystuje wnuka,
By ten nagrał na MP3:
Perfect
Trojanowską
Lombard.

więcej moich wierszy na https://www.czarownice.kosz.pl

❤️
1
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
2
📖
0
0

Kosmiczna medycyna

Kosmiczna medycyna

Moim pierwszym spotkaniem z thrillerem medycznym był film „Coma” na podstawie powieści Robina Cooka. Od razu sięgnęłam po powieści tego pisarza, bo tematyka była ciekawa. Potem przyszły inne sensacje medyczne, również interesujące, a do tego prawdopodobne, gdyż pisali je … lekarze. A jak tu nie wierzyć lekarzom? Nawet fantazje lub wariacje na temat chorób miały podstawy medyczne.
Tym razem trafiłam na „Grawitację” Tess Gerritsen, utwór z 1999 roku. Autorka oczywiście była lekarzem, zatem miała podstawy do medycznego opisu wymyślonych przez siebie sytuacji. Ja zaś mogłam się na poważnie zastanowić, czy fikcja literacka mogłaby zaistnieć w naszej rzeczywistości.
Od razu też uprzedzam, że powieść nie ma nic wspólnego ze znanym filmem z Sandrą Bullock i Georgiem Clooney’em, chociaż i tam i tu, akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej.
Pierwszą tajemnicę zatem zdradziłam. Udajemy się w przestrzeń kosmiczną. Lecimy wahadłowcem lub prywatną rakietą i cumujemy na międzynarodowej stacji kosmicznej. Oczywiście są tu również elementy z minionej epoki czyli pozostałości starego, dobrego Sojuza made in ZSRR, które o dziwo, nawet się przydają. Zwłaszcza stary kombinezon po radzieckiej kosmonautce. W każdym razie nasi bohaterowie żyją sobie w stanie nieważkości, przeprowadzają eksperymenty naukowe i tęsknią za Matką Ziemią. Oczywiście do pewnego momentu, o czym informuje nas słowo pisane na tylnej okładce. Nagle na terenie szczelnie zamkniętej stacji pojawia się tradycyjne „coś” co sprawia, iż akcja powieści zaczyna się rozwijać we właściwym kierunku. Zaczynamy walkę z tym „czymś”.
Wszystko przebiega według schematu. Oczywiście wiemy, że będzie happy end, ale jesteśmy niezmiernie ciekawi, jak do tego dojdzie. Kto przeżyje, dlaczego przeżyje, kto kogo uratuje i jak uratuje, kto zniszczy „coś” i jak zniszczy, czy w ogóle zniszczy.
Książka trzyma czytelnika w napięciu. Można się od niej oderwać, ale trzeba do niej wrócić. Z powodzeniem można ją czytać przy porannej kawie i kubku z mlekiem na dobranoc. Pozwala odetchnąć po ciężkim dniu, a co bardziej dociekliwym na prowadzenie rozważań, czy opisana sytuacja mogłaby wydarzyć się naprawdę. Wszak stacja kosmiczna to nie supermarket, w którym ktoś zemdleje i szybko, na sygnale, przyjeżdża po niego pogotowie. W tym przypadku misję ratunkową trzeba zorganizować. A to trwa…
Oczywiście, że powieść polecam. Jeśli ktoś lubi thrillery, oczywiście. Moja koleżanka nie lubi, więc jej odradziłam. Ale ty czytelniku…. ?

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Bóg jest Miłością

Codzienność
potrzebuje bazy
Pierwszego podkładu
Muśnięcia serca
Świadomego
spotkania
z Miłością
(…)

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
4

Po prostu

Przyjacielu
chociaż do twarzy Ci ze smutkiem
To uśmiech uzdrawia serce
🙂

❤️
3
👍
0
⭐
2
💡
0
❗
0
📖
1
0

Nie z tego świata

Dziękuję za to wszystko
czego nie rozumiem,
za każdy najmniejszy trud,
za niezrozumienie,
za te trudności, które nie pozwalają mi iść pod rękę z pychą (…)
…
Wiara nie uczy mnie cudownie chodzić po wodzie,
Wiara uczy mnie, że w tym głębokim oceanie życia – jest droga
Wiara jest drogą serca (…)

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
2

Dostojewski sentymentalnie

Dostojewski sentynemtalnie

Fiodor Dostojewski to jedyny pisarz, którego książkę przeczytałam już trzy razy i na pewno przeczytam czwarty. To „Zbrodnia i kara”, dla mnie arcydzieło literatury. Z innymi utworami tego pisarza miałam już pewne problemy…. Nie, złe nie są…. Ale jakoś moje literackie serce do nich nie przylgnęło. Stąd też taki złożony stosunek mam do mini powieści, a może rozbudowanego opowiadania „Białe noce”….
Recenzje utwór ma dobre, bo trudno mu zarzucić, że jest zły. Ot taka sentymentalna opowieść na miarę czasów, w których powstała. Wszak Fiodor żył w czasach romantyzmu i coś mu z niego w utworach zostało…. Zresztą sam nazywa swój tekst „Powieścią sentymentalną. Ze wspomnień marzyciela”. Trudno więc spodziewać się wielkiej psychologii, wielkiego realizmu, krytyki czy tego wszystkiego, co znalazłam w „Zbrodni i karze”. A z sentymentalizmem mi niestety nie po drodze….
Książeczką przeczytałam traktując to raczej jako obowiązek wobec pisarza. Czytała ją w pociągu na trasie Warszawa – Wrocław, która znam na wylot i krajobrazy za oknem mijane z prędkością 150 km/h zupełnie mnie nie interesowały. Losy marzyciela, jego przemyślenia, przedziwne spotkania z tajemniczą panią, wydawały się być ciekawsze. Tyle tylko, że jak ktoś jest romantykiem i spodziewa się, że życie przyniesie mu romantyczne uczucia, ochy i achy, westchnienia i wzdychania, no to ma co ma. A kto nie jest, to też ma. Kto czytał „Białe noce” ten wie. Kto nie czytał, a chce wiedzieć, niech przeczyta.
Mknąc pociągiem przez kawałek Polski, zastanawiałam się, czy są tacy faceci jak bohater Dostojewskiego… Bo tacy jak Raskolnikow to istnieją na pewno. Jeśli są, dlaczego takiego nigdy nie spotkałam? Gdybym spotkała, pewnie nie byłabym Nastieńką….A może istnieją tylko w literaturze tworzonej przez rodzaj męski? Kobiety pokazują ów rodzaj zupełnie inaczej… Racja, my jesteśmy z Wenus, oni są z Marsa – przemknęło mi przez myśl, kiedy już zbliżaliśmy się do Wrocławia…
I na tym moje refleksje na temat „Białych nocy” Dostojewskiego się skończyły… Ale warto zwrócić uwagę na egzemplarz utworu, który trafił w moje ręce. Była ongiś w naszym kraju taka seria zwana „Kolibrem”. Wydawanie w niej krótkie i bardzo ambitne utwory znanych pisarza. Nie jakieś tam czytadła czy kryminały. To była literatura wysokich lotów. Mój egzemplarz Dostojewskiego wydano w 1967 roku w nakładzie 110 000 – słownie sto dziesięć tysięcy. „Kolibry” sprzedawano w kioskach „Ruchu” początkowo w cenie 4 zł. Kupowano je często, bo miały rozmiar kieszonkowy i liczyły niewiele stron – „Białe noce” – 78 stron, oczywiście czcionka niewielka. Dziś można je znaleźć w miejscu, gdzie ludzie przynoszą stare książki. Mój egzemplarz jeszcze się nie rozleciał. A wiecie dlaczego? Bo oprócz tego, że kartki ma sklejone, to jest również zszyty, takim zszywaczem typu biurowego…. Tak ongiś wydawano książki….

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Bóg jest Miłością

Wschodzące Słońce
dotykaj tego wszystkiego
co jeszcze w nas nienazwane
co budzi lęk, smutek i zobojętnienie
Przychodź do miejsc, w których jesteśmy zrezygnowani

Wschodzące Słońce
Ty jesteś Miłością, która wstaje każdego dnia w naszym sercu, która jest obecna w każdym oddechu (…)
Wschodzące Słońce – Witaj!

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
2
📖
0
0

Siatka

kąt między mną
a drogą
zwiększa się

światła w lesie
to błędy pomiaru

nawet cień
jest tu funkcją
zmęczenia

❤️
2
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 65 – 66 – 67 – 68 – 69 – 70 – 71 – 138 –