Nasze publikacje - twórczość i wpisy

4

Post nie_bo

“Ciężary nasze dźwiga Bóg, zbawienie nasze”

Po całym ciężkim dniu,
wystarczy mi spojrzenie – spojrzenie w Twoją stronę (…)
Jesteś, który jesteś

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
0

przemijanie:\

Dowiedziała się Wiosna że ma zastąpić Zimę
Była trochę spóźniona wiec stroiła minę
Bo Lato król Ziemi ją trochę zatrzymał
Gdy wraz z Jesienią w swym łożu przeżynał

Król jak to król lubił swawole
Często z damami wychodził na pole
A w polu kwiaty, rabaty i śmieci
Wszystko to wspólnych pór roku dzieci

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
1
0

Żyłam sobie w PRL-u (9)

1974 (2)

Bierzmowanie (2)

Do domu wracaliśmy około dwudziestej drugiej. Było już ciemno. Wszystkich witała mama:
– Gdzie ty do cholery tak po nocach łazisz? Już na milicję chciałam iść!
– Jak to gdzie? W kościele byłam (em) – odpowiadał każdy z nas.
– Do tej pory?
– Jasne, przed bierzmowaniem trzeba się wielu rzeczy nauczyć. No, mogę przecież do tego bierzmowania nie przystępować – to był szantaż.
Oczywiście w czasach zakazu klerykalizacji takiej możliwości nikt nie brał pod uwagę.
– To proboszcz was tak długo męczy?
– No, a kto…. A jak nas wypuszcza to już robi się ciemno i trzeba wracać okrężną drogą, przez ulicę.
Fakt, była taka trasa. Nikt normalny nią do kościoła nie chodził, bo była dwa razy dłuższa. Wszyscy walili ścieżką przez ogródki.
Wyjaśnienia były precyzyjne. Wszak ustalone przy winie i papierosach, jak na dorosłych przystało.
Niestety, nasza sielanka trwała tylko trzy dni…
Jedna z mam, a była to moja, zdenerwowała się na proboszcza. Uznała, że dzieci nie mogą po nocach wracać do domu. Zwłaszcza, że rano muszą iść do szkoły. Poszła do niego i wygarnęła co jej na wątrobie leżało.
Co powiedział proboszcz? Domyślamy się. Co tam dużo gadać…. Wiemy na pewno.

Nie, kary chłosty nie było. Było gorzej. Mama poinformowała inne mamy.

Najpierw w każdym domu przeprowadzano dochodzenie, kto był inspiratorem działań i twórcą kłamstw mających zdyskredytować księdza proboszcza. Żaden z rodziców nie chciał wierzyć, iż to jego ukochane maleństwo wpadło na taki szatański plan.
– Wszyscy wpadliśmy na taki plan – brzmiało w starych poniemieckich budynkach.
Nikt nikogo nie sypnął. Może gdybyśmy byli bardziej świadomi politycznie, zwalilibyśmy wszystko na partię. Niestety, nie wpadło nam do głowy, żeby zwalić całą winę na ustrój, który jak dziś się mówi, nałogowo tępił księży.
– Co robiliście do tej dziesiątej? – brzmiało kolejne pytanie.
– Łaziliśmy.
– Gdzie?
– Tu i tam….
– I co jeszcze?
– No nic….
O papierosach, winie i cyckach nie sypnęliśmy.
Starzy ustanowili też zakaz wychodzenia na podwórko i spotykania się do czasu bierzmowania. Rano do szkoły, ze szkoły powrót zgodnie z planem, wyjście na naukę do kościoła i powrót punktualnie o dwudziestej.
Najspokojniej w całej sprawie zachował się ksiądz proboszcz. Zapytał tylko, czy wieczorni spacerowicze mają wyznaczoną karę. Przytaknęliśmy opuszczając głowy.
Smutno się zrobiło. Jednak jeszcze nie byliśmy dorośli. Zostały nam trzy lata do osiągnięcia magicznej „osiemnastki”.

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

czas :\

Perspektywa czasu usypia czujność przed nieuchronnym jego przemijaniem.

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

…

Wiosenne ptaki
Ocieplenie klimatu –
Krążą jaskółki

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
2

Żyłam sobie w PRL-u (8)

1974 (1)

Bierzmowanie (1)

Szczególny to był rok w moim życiu… Ale po kolei. Zacznijmy od religii.
Jeśli wierzyć co niektórym, w czasach PRL-u religia była zakazana, a do kościoła nie wolno było chodzić. W wyniku takich zakazów na lekcje religii chodził praktycznie każdy uczeń takiej podstawówki jak moja, a tłumy wypełniały kościelne budynki w czasie każdej niedzielnej mszy. Wszak dziwne to były czasy….
Na religię chodziliśmy oczywiście do salki katechetycznej przy kościele. Owych nie było tak dużo jak obecnie i wyjście na katechezę było sporą wyprawą. Ale za to jaką! Zbieraliśmy się grupą, szliśmy razem, wracaliśmy też wspólnie i nikt nam nie podskoczył. W kupie siła, kupy nikt nie ruszy. Nasza trasa wiodła wśród ogródków, przechodziliśmy przez dwie, niektórzy przez trzy ruchliwe ulice. Nikt nas nie zaczepiał ( a niech by spróbował!). Nikt z nas nie wpadł pod samochód. Krokiem prawie marszowym do salki szliśmy dwadzieścia minut. I tak dobrnęliśmy do ósmej klasy i wiosny, podczas której mieliśmy zostać wybierzmowani. Dwa tygodnie przed wydarzeniem, ksiądz proboszcz zarządził dodatkowe zajęcia w kościele – każdego dnia po wieczornej mszy mieliśmy uczyć się, jak zachować się w czasie uroczystości. Księdzu bardzo zależało, żeby wypadło wszystko jak najlepiej, bo biskup z Wrocławia przyjeżdżał do parafii tylko raz na rok. Żeby bierzmować i oczywiście wizytować parafię.
Msza była o osiemnastej, zatem nasze zajęcia rozpoczynały się około osiemnastej czterdzieści.
Czy mogło być coś lepszego niż wieczorne wyjście z domu i wyprawa z ferajną po wielkie przygody, znaczy się doświadczenia życiowe?

Przecież jesteśmy już w ósmej klasie, najstarsi w szkole, teraz tylko bierzmowanie i szkoła średnia.

Człowiek był prawie dorosły.

Zbieraliśmy się tradycyjnie przy ogródkach. Kupą szliśmy do kościoła. Czekaliśmy na koniec mszy, potem wkraczaliśmy do świątyni. I uczyliśmy się na pamięć kilku pieśni, nowych modlitw, zasad podchodzenia do ołtarza i zachowania powagi.
W poczuciu progu dorosłości, który mieliśmy wraz z bierzmowaniem przekroczyć, utwierdzał nas proboszcz, wygłaszając za każdym razem mini kazanie o tym, jak po dotknięciu policzka przez dłoń biskupa (symboliczne lanie w mordę) staniemy się dojrzałą młodzieżą.

Słowem – precz z dzieciństwem!

Wzięliśmy sobie to do serca.

Z kościoła wychodziliśmy po planowanych czterdziestu pięciu minutach. Jasno jeszcze na świecie. Wiadomo, wiosna. Ale na naszej trasie było kilka obcykanych miejsc, w których można było się schronić przed ówczesnym monitoringiem, czyli zbyt ciekawskimi ludźmi.
Wśród krzaków czarnej porzeczki niektórzy z nas po raz pierwszy zapalili papierosa. Z reguły były to „Sporty”, najtańsza nikotyna bez filtra. Uczyli ich palić oczywiście ci, którzy już wcześniej wracając z religii zachodzi pod krzak i palili.
Byli tacy, co po raz pierwszy złapali dziewczynę na jej rosnące na przodzie walory. Dziewczyna piszczała, ale była zadowolona, że już ma coś, za co można ją złapać. Dziś nazywa się to molestowanie.
Oczywiście po pierwszych kościelnych zajęciach ktoś skombinował „jabola” i wypiliśmy pod ową dorosłość, która nas czekała.
Podstawowym wyposażeniem były cukierki „miętówki”. Po papierochach i wińsku wystarczyły dwa, by swojski zapach zniknął nam z ust.
Zresztą, co ja tam będę ściemniać…. jeden papieros był na trzy osoby, a butelka wina – na dziewięć, dziesięć, a może nawet dwanaście. Trudno było się tym upić. Bardziej szumiało nam od faktu uczynienia rzeczy przeznaczonej tylko dla dorosłych.
Kiedy się napaliliśmy i napiliśmy ruszaliśmy „w miasto”. Jak pięknie było iść w miejsca zakazane, jak cudownie wyglądał staw przy starym dębie i szybie „Chwalibóg”, puste śródmieście i zachód słońca nad starym cmentarzem…. cdn.

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Post nie_bo

“Jezus powiedział do swoich uczniów:«Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem”

Lubię spotykać się z Tobą w ciszy
Niezmiennie
…
Jesteś, który jesteś

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Przemyślenie

Dziękuję Ci za tę rozmowę. Teraz oddycha się lżej. Uspokoiło się nie tylko serce, ale i instynkt obronny. Jak mogę pomóc?

❤️
1
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 49 – 50 – 51 – 52 – 53 – 54 – 55 – 138 –