Kategoria: 1. Poezja

3

prawda nad i

spostrzegania

współczesną świadomość
p o d p r o g o w o
milisekundą

unijnie – bodźcem
edukacja medialna
z mózgów wodę
g e n deryzuje

aby wszystkie baby
członkiem męskim były
no a chłopy – damskim
stały… no no no

————————–
widziałem na spacerze

❤️
7
👍
2
0
💡
4
1
📖
1
1

amplifikacja

ten PIES był dobry
z selekcji negatywnej
mówię pani…
polityczny a uczył
lekarzy medycyny

wierny… energetyczny
mówię pani posłuszny
emocjonalny
szantażysta
taki…
zachowawczo pasożytniczy-
kierując uwagę na siebie umiał
sponiewierać izolować segregować
zębami trzymać ofiarę w niepewności
łamać wolę stawiać warunki
narzucić reguły sprzeczne
z sobą

oczekiwał tylko uznania
mówię pani
wierny…PIES

dopóki nie pogrzebany

https://www.bitchute.com/video/CWpPqe1ywp4O

❤️
7
👍
1
0
💡
3
1
📖
1
Żyłam sobie w PRL-u (10) | Slupsk 1 3

Żyłam sobie w PRL-u (10)

1974 (3)

Wakacje (1)

I tak wybierzmowana, ze świadectwem ukończenia szkoły podstawowej, rozpoczęłam wakacje. Jedną z ich atrakcji był wyjazd do rodziny, która mieszkała w dużym mieście, dwadzieścia kilometrów od Bałtyku.
(ze względu na wszechobecne RODO – nazwy nie podaję)
Ciocia zapraszała całą rodzinę, ale rodzice nie mogli. Brat nie chciał. Ja się uparłam.
– Choruję na anginy! Często się przeziębiam! A tam morze blisko! I jod jest! I będę często jeździła na plażę! – wysuwałam argumenty nie do przebicia.
W porządku, pojadę. Tyle tylko jak tu mnie wysłać do miasta oddalonego o ponad 500 kilometrów? Najbardziej zatroskany o mój los był tato. Ratunek pojawił się w postaci innej cioci, takiej z Kłodzka. Obiecała, ze osobiście zawiezie mnie na miejsce. Po dwóch tygodniach również osobiście mnie przywiezie. Żaden to dla niej problem, bo jest emerytką z PKP i ma darmowe przejazdy.
Nikt nie miał żadnych zastrzeżeń.
Ciocia przyjechała i ruszyłyśmy pociągiem najpierw do Wrocławia. Tam miałyśmy przesiadkę. Na dworcu Wrocław Główny ciocia kazała mi wygodnie usiąść na ławce.
– Teraz słuchaj uważnie – spojrzała mi prosto w oczy – Nie jadę z tobą. Nie mam najmniejszej ochoty tłuc się nawet za darmo taki kawał drogi. Wsadzę cię do pociągu i pojedziesz sama. Pociąg dalej niż do tego miasta nie jedzie więc nie będzie problemu z wysiadaniem.
Włosy stanęły mi dęba.
– Jak to sama?
– Normalnie. Ja w twoim wieku też jeździłam sama pociągami, chociaż wojna była. Nie nawiązuj przypadkowych znajomości. Pilnuj bagażu. A ja będziesz szła do sracza, zabieraj torebkę z forsą ze sobą. Aha, ojcu nigdy nie mów, że jechałaś sama.
– A mamie?
– Mama wie. Z powrotem to tamta ciotka wsadzi cię do pociągu, wysiądziesz we Wrocławiu. Ja będę czekała na peronie i we dwie wrócimy do Wałbrzycha.
W głowie mi szumiało. Nie wierzyłam, że obdarzono mnie takim zaufaniem! Znaczy się dorosła już jestem skoro mama i ciocia pozwalają mi samej jechać prawie nad morze!
Do celu dojechałam w całości.
Na peronie czekała druga ciocia wraz z moim, o rok starszym, kuzynem. Przez pierwszy dzień przyglądaliśmy się sobie podejrzanie. Dotychczas widzieliśmy się raz czy dwa będąc w wieku żłobkowo-przedszkolnym.
Teraz mieliśmy niepowtarzalną szansę zacieśnienia więzi rodzinnej.
Wieczorem kuzyn zapoznał mnie ze swoją paczką. Większość – faceci, dwie dziewczyny, ja byłam trzecią. Najmłodszą, ale już po podstawówce, czyli prawie szkoła średnia. Niektórzy klęli, niektórzy palili, wszyscy narzekali na starych, bo to oni, a nie jakaś cenzura i socjalizm ograniczali nam wolność. Jeden grał na gitarze. Inny na harmonijce ustnej. Był piłkarz. Był też i kibic. Starsza dziewczyna znała się na modzie. Młodsza – na dzieciach, bo była najstarsza w domu i zajmowała się licznym rodzeństwem z podstawówki.
Słowem – normalne pokolenie nastolatków.
Przez dwa tygodnie nad morze pojechałam tylko raz. Nie miałam czasu. No bo skąd go wziąć, jak trzeba było iść do kina, posiedzieć na podwórku, stać na czatach, kiedy inni palili lub iść na mecz. I przede wszystkim – porozmawiać. Na żywo. Nie przez telefon czy internet. Podyskutować na temat, jak radzić sobie ze starymi. Dlaczego przegraliśmy mecz z RFN na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Co to są środki antykoncepcyjne i jak je stosować. Słowem – morze tematów.
Chciało się rano wstać i chciało się żyć.
Zwłaszcza, że przebojem tamtego lata była piosenka „Radość o poranku”! A każdy dzień witaliśmy przebojem.
Kto wstawał pierwszy i u kogo w domu nie było nikogo, otwierał okno, wystawiał w nim głośnik gramofonu marki „Bambino” i włączał przebój. To był znak dla reszty, że czas wstać skoro świt, czyli gdzieś tak około dziesiątej. Mój kuzyn był w posiadaniu „Waterloo” ABBY i kiedy tylko mogliśmy, rano z naszego okna rozlegał się ten utwór. Z okna Marka „leciała” zwykle Anna Jantar i „Tyle słońca w całym mieście”, ktoś włączał Eltona Johna… Lokatorzy starej poniemieckiej kamienicy mieli koncert. W sumie nie wiedzieli czego słuchać. Interweniowali więc w charakterystyczny dla wszystkich dorosłych sposób.
– Wyłącz ku… tego samograja! – rozlegało się na przykład z pierwszego pietra po lewej stronie.
Bardzo nieprecyzyjne sformułowanie. Nie wiadomo do kogo skierowane, ponieważ owych samograjów, czyli gramofonów było kilka.
– Jak nie wyłączysz to ci cholero jasna nogi z dupy powyrywam! – dał się lokator z prawej strony pierwszego piętra.
Były też ostrzeżenia i szantaże.
– No poczekaj, jak tylko rodzice wrócą z roboty, to ci dadzą piosenki na cały regulator!
– Zaraz milicję zawołam!
I najmniej skuteczna uwaga:
– Do szkoły pójdę i sprawowanie ci obniżą!
Wakacje przecież były.

Pewnego dnia ciocia z wujkiem wyjechali do rodziny na wieś. Mieli być tam kilka dni. Zostawili nam pełną lodówkę i forsę na świeży chleb, mleko i oczywiście na przyjemności, żeby tak do kina na jakiś ambitny film iść na przykład.
I się zaczęło życie na maksa!
Starych nie ma, chata wolna! Oj będzie bal!

I był. Przez dwa wieczory.
Bo ktoś skontaktował się z ciotką. Nie wiadomo jak. Wtedy ani internetu, ani telefonów komórkowych nie było. Ktoś musiał mieć jakieś namiary na stacjonarny, do którego rodzina miała dostęp. Kuzyn walił się w piersi i przysięgał, że ci na wsi takiego telefonu nie posiadali.
Kto zadzwonił zatem do sołtysa – nie wiadomo. W każdym razie monitoring w postaci sąsiada zadziałał.
foto – Gdzieś tam w Słupsku… w 1974… całość powieści tu
https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php

❤️
1
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
... | 0be94a04 98b7 43c7 a453 98c0e6e344d4 1 all 169 1

Nadchodzi Wiosna
Promieniście radosna –
Budzi się życie

❤️
4
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
0

Zapadła już noc
Księżyc zagląda w okno –
Rozjaśnia ciemność

❤️
3
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
0

Nie potrafię

Nie potrafię się z Tobą rozstać
I pomostów z myśli szukam
Jak za oceanem z Tobą być
Bez Ciebie trudna każda minuta

Gdybyś mogła zostać
Każda burza już dawno by ucichła
Choć nie mogę Cię zatrzymać
Twoja dłoń jak ostatnia przystań

Wiem, że moja miłość to mało
Ale sercem krzyczę by Cię zatrzymać
Bałem się powiedzieć, że Cię kocham
Bałem się, że to ostatnia wspólna godzina

Na ustach niedokończone „wróć”
I słowa tęsknoty przemilczane
Już wiem jak to jest kochać
Trudne nasze każde rozstanie

Wiem, że księżyc kiedyś odejdzie
I noc przestanie być łatwa
Ale już zawsze będę tylko Twój
Choćby miałaby być to noc ostatnia

❤️
2
👍
1
0
💡
1
1
📖
2
8

Słów znaczenie

Wielka odwilż się toczy
Trwoga otwiera oczy
Człek nieśmiało się chowa
Szuka znaczenia słowa

❤️
4
👍
1
0
💡
0
0
📖
1
0

Oberża bez ptaków

W oberży bez ptaków

Tym razem z premedytacją sięgnęłam po książkę Daphne du Maurier „Oberża na pustkowiu”. Lubię Alfreda Hitchcocka, a to właśnie on ekranizował utwory pisarki z angielskiej Kornwalii. Wśród nich – arcydzieło wszech czasów (dla mnie przynajmniej) czyli film na podstawie opowiadania pisarki pt. „Ptaki”. Film uwielbiam, ubóstwiam i tak dalej. Kiedyś czytałam „Rebekę” , na pewno też oglądałam film, ale jakoś nie pamiętam. Wiem, pamięć trzeba odkurzyć. Teraz trafiłam na „Oberżę…” , też sfilmowaną przez Mistrza pod tytułem „Oberża Jamajka”. Na pewno obejrzę, tym bardziej, że powieść przypadła mi do gustu.
Elementy streszczenia znajdziecie w innych opisach, zatem daruję sobie wprowadzenie do tematu. Powiem tylko, że historia zaczyna się całkiem normalnie, jak w każdej powieści typu obyczajowego. Trochę zatem nudzi. Potem jest inaczej.
Wkraczamy w przedziwny i straszny świat. Zamiast zamku, w którym straszy, jest karczma, którą wszyscy normalni ludzie omijają. A mimo to żyją w niej inni ludzie i z głodu nie umierają. Są tacy, co do niej czasami zaglądają, ale do przeciętnej społeczności nie należą. Strach się ich bać. Wokół są torfowiska. Łatwo w nich stracić życie. Czy ktoś stracił? Różnie gadają. Tam ktoś mieszka, a tu jest niebezpiecznie. Gdzie w ogóle jest bezpiecznie? W miasteczku? Może na plebani? Ale Mary dobrze sobie radzi. Dzięki temu odkrywa mroczną stronę mrocznego miejsca. Poznaje Jema i pastora. Który jest lepszy? Który podejrzany? Komu zaufać, a od kogo uciekać, gdzie pieprz rośnie czyli na torfowiska? Przeczytaj, a się dowiesz.
Jednym słowem moi kochani mamy do czynienia w thrillerem, którego akcja rozgrywa się na początki XIX wieku, a napisana została przez Daphne w 1936 roku. Na pewno jest utworem kontrowersyjnym, gdyż różni ludzie piszą o niej różnie. Ktoś twierdzi, że to zwykłe czytadło. Oj, dobrze by było, żeby czytadła takie były. Człek czyta, trochę się boi, ale oderwać się nie może. Ktoś próbuje książkę zakwalifikować do wybranego gatunku i mu nie wychodzi. Są recenzje skupiające się na warstwie obyczajowej. Niektórym nie podoba się zakończenie, że niby nie pasuje do całości. A czy musi? Może ono jest najbardziej zaskakujące? W każdym razie na pewno jest „klimatyczna” czyli swój klimat i urok, w znaczeniu mrocznym, ma i warto jej poświęcić czas. Nie jest długa, w moim wydaniu 240 stron. Czyta się łatwo. Nawet opisy maja tu znaczenie i trudno je ominąć, by nie stracić nic z atmosfery powieści.
Wróćmy na moment do Hitchcocka… Teksty Daphne musiały mieć w sobie owe „coś” skoro zwróciły na siebie uwagę Mistrza. Z tego też powodu, wszyscy miłośnicy filmów Alfreda powinni sięgnąć po utwory, które go zainspirowały i poświęcił im swój filmowy talent.

❤️
2
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
12829303132333490