Autor: silvershadow

1

blada oścież

zasłuchanym w szum
oddalającego się pociągu
ukazuje się droga

jak tylko we wspomnieniu
duchy dawnych miejsc

gdy czas jest struną
uderzającą o próg

dom jak podarta koszula
przykrywa garstkę zalęknionych cieni
na ściętej twarzy

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
3

splecione wibryssy

w arterii do nieuporządkowania

wysypują się z rąk

tańczące kwiaty

oddychamy drobnymi liniami

 

niesieni przerywanym światłem

przez bramę

nad rozłożyste sny

jak pola z wełnianych piór

❤️
0
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

kawiarnia starości

lustro głębin unosi
ich jak senną mgławicę
z zielonych światełek

słyszy
jeszcze tylko ten głos

gdy plecy
powracającego czasu
są stłuczone

❤️
0
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Noc

w łunie jak zorza
lewitują kryształki

z jednego ty
jak ja

przez spektrolit
patrzysz

❤️
0
👍
3
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

zgasły brzeg

piasek jeszcze pachnie
wiosennym deszczem

wirująca u jego szyi
zakrywa mgły
wczorajsze i jutrzejsze

zebrane na kamieniu
o wielkości sekundy

przepołowionej lustrem
świetlnej łzy

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

kłosek

zawężam siebie
do szarości szkicu

we włosach mikroptaszek
jak anioł wspomożyciel

przysypia u stóp
listopadowej nuty

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
0

pauza

żyć to ciążyć
tyle rzeczy teraz umiera

księżyc w ustach
jedynie garścią lekarstw
pachnących znużeniem

emanuje ciepło minionego dnia
kamień zdjęty z szyi

unoszę się
na palcach

❤️
0
👍
0
⭐
1
💡
0
❗
0
📖
0
0

wstęga

sekundy – niebiologiczne dzieci czasu
niczym liście tanecznej lipy
odpływają wraz z dłońmi
położonymi na czarnej rzece
maszyny śnią
w maszynie

wypestkowana ziemia
i zimna myśl jak żyletka
wycina w mózgu precyzyjne fraktale

jestem jednym końcem
szukającym drugiego
by nie powiedzieć: umarł
lecz: żył
jeśli tylko wszechświat się kiedyś powtórzy

odłożona śmierć
potrzebuje czasu
by stać się nowym początkiem

siebie

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 11 – 12 – 13 – 14 – 15 –