Autor: silvershadow

0

biel

rozpryskuje się czerwoną tęczą igieł
wewnątrz wystawnej skorupy

drżący koral z kamienia księżycowego
na strunie szarpanej szponem niemocy

pijany śpiew starszego młodego pana

rozbija się o skałę

krzyk pustynnego ptaka
– garść popiołu jej gwiazdy

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
0

basen

unoszę się łukiem
pomiędzy niebem i ziemią
płatek śniegu wystrzelony ze śnieżnej armatki

serce wypełnione lekką watą
którą zlizujesz z palców

gdy po morzu płynę basenem
spomiędzy luster
uśmiechem olśniewa mnie zbawiciel

ukrzyżowana na czterolistnej koniczynie
proszę zjedz moją duszę
ciało będzie żyło milion lat

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
0

okładka

czas wszystko rozciąga
wydłuża śmierć
kiedy zasypiam
wypływa

ze mnie stając się skórą
coraz dalszą
między słowami

książka z początkiem obrazu
po ostatnim słowie
czas

łamie kropkę

❤️
5
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

3 o świ(e)cie

aleja

białe oddechy pośród drzew
– zbierają czas
błyskając śmiercią

i znikąd pocieszenia
instrumenty płakałyby z bólu
gdyby mogły czuć

z każdej strony
możemy spaść

&

sami

różowy ptak nad miastem
atomowym
przypięty do nieba z grubych włókien
zwiniętego w komin

wymiany półoddechów
na słowo
w trzydzieści sekund
generujące światy
spośród których nie trzeba wybierać

&

tymczasowi

dalecy w bałaganie wydarzeń

pociągamy za nić
jak za rzekę
pełną odzwierciedleń drugiej strony

dostrzeżonych z opóźnieniem
zwierzętopodobnych
obojętnych na obiekty
poza ich światami

za które płacimy
zegarkami

❤️
0
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

dom strachów

w gondoli został otwarty pamiętnik

niczym forma akcjonizmu w parku
rozrywki

pluszowe kostiumy –

różowy królik
parodiując przyjmuje na kanapie
leniwe pozy

pies
klęcząc obok
skomle przywiązany do dmuchanego drzewa

nagie ciało ocieram o kolce
futrzanego snu

by nie zdołał mnie znów zamknąć
w sobie

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Tour d’horizon

to tak jak ułożyc na sobie
wszystkie wiersze
prześwietlić

i uzyskać jeden
jasne przejście
pośród czarnych gwiazd
w głębi nici

ułożyć w stos
ponad horyzont
niewypowiedzianej nadziei

tak niewiele
by spojrzeć bezpiecznie
z ponad głowy

gdzie wypatruję twojej dłoni
niosącej słodycz
popiołu

❤️
3
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

lalki lekarskie

suchy liść
podnosi się po zimie

ciało jest geniuszem przesiewu
i tu
w przeciwieństwie do duszy

codziennie w przejściach
kłania się nam życie
które by nas przerosło

nasz antyczny sklepik
pośrodku nowego wieku

chodź
jak wystający kawałek sera
na pizzy
odgryzę ci tumora

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

bałwany

zarosło śniegiem
podwórze między nami

ubierając w wygodne kartki
głos o kolorze sepii

niegdyś zatrzaśnięte klucze
przeszywają od środka
niepamięć

domu
pozieleniały szkielet

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
– 1 – 7 – 8 – 9 – 10 – 11 – 12 – 13 – 15 –