Kategoria: 1. Poezja

6

tyle z mojej strony

te niedokończone wiersze
ciągną się za nami
jak mosty
zatarte w porannej mgle
zaklęte kamienie wyznań
w skrzydeł szumnym potoku

tyle razy mijałam bez słowa
czekającego anioła
wieczność…
to jednak za długo

przystaję na podniebnej kładce
wsłuchując się w przechodniów stacatto
wiem że tej nocy nie przyjdziesz
nie słyszę znajomej melodii
a jednak od twojego brzegu
nie mogę oderwać wzroku

❤️
4
👍
2
0
💡
0
1
📖
3
Zaginione treści.... | wy 0

Zaginione treści….

Zaginione treści….

Literatura rosyjska i radziecka była ongiś bardzo znana naszym kraju. Potem czasy politycznie się zmieniły. Bo niby sztuka polityczna być nie powinna, a jednak jest. Taki Mickiewicz był tak polityczny, że zakazano mu powrotu do rodzinnych stron. Nim akurat się zachwycamy, bo politycznie był poprawny według naszych kryteriów oczywiście. Natomiast literatura byłego ZSRR uznawana jest za „be” i zniknęła z horyzontu naszych zainteresowań. Już kiedyś o tym pisałam…. Dziś przypominam. W nawale sprzeciwu politycznego oberwało się nawet hrabiemu Tołstojowi…. A w tej literaturze są prawdziwe perełki, które dziś można znaleźć w punkcie pozostawiania książek przez czytelników.
Do tego grona należy twórczość Aleksandra Bielajewa (1884 – 1942), nazywanego rosyjskim, a może nawet radzieckim, Juliuszem Verne, autora ponad 70 utworów w stylu fantastyki, naukowej też. Przejdźmy zatem do książki, która wpadła mi w ręce.
„Wyspa zaginionych okrętów” to właściwie dwa teksty, które można gatunkowo zaliczyć do większych opowiadań lub mini powieści.
Pierwszy, tytułowa „Wyspa…” Vernem pachnie. Czytając miałam skojarzenia z „Tajemniczą wyspą” i chwilami „Dziećmi kapitana Granta”. Ludzie sobie statkiem płyną, płyną, a tu nagle katastrofa na Morzu Sargassowym, gdzie są pływające wodorosty sargassum. Widać to już po okładce i tytule. Treść jest pomiędzy Vernem a tzw. powieścią piracką. Dzieje się sporo. Rozdziały krótkie, w sumie na 150 stronach – cztery części, trzydzieści sześć rozdziałów. Dialogi i opisy w sam raz. Niby nic nie odkrywczego, ale czyta się przyjemnie. Taka lektura do obiadu lub przed snem, żeby koszmarów nie było.
Drugi utwór „Koniec świata” jest już fantastyką, powiedzmy naukową. Oto dzieje się coś dziwnego. Ludzie najpierw coś słyszą, a dopiero, po pewnym czasie, który nieustannie się wydłużą, widzą. Zapowiada to oczywiście koniec świata. Mamy naukowe uzasadnienie owego zjawiska. Czy możliwe? Nie wiem. Akurat te zagadnienia były dla mnie w szkole średniej typową kulą u nogi. Choćby nie wiem jak kto tłumaczył i tak nie zakumam. Stąd też moje opowiadania nawiązujące do tematyki s-f przepadały zawsze w konkursach literackich… Wiadomo, brak wiedzy. W każdym razie jest to niezły temat na opowieść. Jak będą zachowywać się ludzie w takiej sytuacji? Czy w miarę normalne funkcjonowanie w takim świeci jest możliwe? Bielajew próbuje nam takową rzeczywistość przedstawić. Tekst nie jest zbyt długi. Też duża ilość rozdziałów. Czyta się go przyjemnie. Nie trzeba się zastanawiać nad jakimikolwiek ideami, bo ich po prostu nie ma. Jest kolejna wizja końca świata. Każdy pisarz ma do takiej prawo.
Na podstawie tych utworów oraz znanej mi wcześniej powieści „Człowiek – ryba” (jest film produkcji radzieckiej według tekstu powieści pt. „Diabeł morski”, dostępny w sieci) trudno mi ocenić twórczość Bielajewa. Miał człowiek fantazję. Jest dowodem na to, że nawet w ZSRR nie wszyscy pisali o komuniźmie….

❤️
1
👍
1
0
💡
0
1
📖
0
Bankier na wyścigach | ba 0

Bankier na wyścigach

Bankier na wyścigach

Wyczytałam, że Dick Francis, wł. Richard Stanley Francis, autor książki „Bankier” był dżokejem. Oczywiście po przeczytaniu powieści, jak zwykłam to czynić. W wyniku tej informacji, treść kryminały stała się jaśniejsza i oczywiście bardziej prawdopodobna. W sumie to lubię jak pisarz opisuje coś z tzw. własnego podwórka. Posiada merytoryczno – tematyczną wiedzę i można mu zaufać. Teraz dowiedziałam się, na czym polega różnica między końmi, które gnają szybko, a tym, co skaczą przez przeszkody. Do tego nabyłam trochę wiedzy na temat zagadnień rozwojowych i sposobów tego, co fachowo nazywa się „krycie” klaczy. Cóż, konie, zwłaszcza te najlepsze, nie mają czasu na miłość. Mają się rozmnażać, szczególnie wtedy, gdy kupiono je w tym celu. Za grube miliony. Na tyle grube, że trzeba było wziąć kredyt z banku. Poważny kredyt. Wysoki kredyt. I tu wkraczamy na kolejne terytorium powieści – do banku, co ma związek z tytułem.
Akurat o bankowych powiązaniach autora niczego się nie dowiedziałam, ale w tej dziedzinie też mamy tu sporo wiedzy. Tytułowy bohater pracuje oczywiście w banku i zajmuje się przydzielaniem owych kredytów. Zagłębiamy się więc w tajemnice pracy wnikliwego urzędnika, który najpierw musi wszystko dokładnie sprawdzić. Wszak sprawa dotyczy milionów. Czy przyszły kredytobiorca jest wiarygodny? Czy koń rzeczywiście jest tyle wart? Trzeba poznać jednego i drugiego. Ba, może się nawet zaprzyjaźnić z klientem? Wszystkie chwyty, oczywiście w stylu brytyjskim, dozwolone. Przy okazji zawsze poznaje się ciekawych ludzi. Z każdym można porozmawiać, na temat koni oczywiście. Lekarz – cudotwórca sprawia wrażenie lekko zakręconego, ale farmaceutka wydaje się być spoko. Z kobiet najważniejsza jest jednak żona kolegi z banku. Wątek miłosny, nie mylić z erotycznym, być musi.
Na tylnej okładce książki mamy fragment sugerujący, iż jest to kryminał, bo ktoś ma kogoś rzuca się z nożem. Rzeczywiście, po wielu stronach wprowadzających nas w świat banku i koni, rozpoczyna się intryga kryminalna.
Nareszcie, westchnęłam, kiedy ktoś kogoś zabił. Zarówno forsa w banku jak i wyścigi w Ascot zupełnie mnie nie kręcą. Kręci mnie koszykówka, w której dziecięciu facetów chce trafić do kosza. Innych ona nie kręci. Zatem z pełną wyrozumiałością traktowałam całe strony tekstu o koniach i bankowych kredytach na miliony.
Książka liczy sobie 336 stron. Dużo, jak na prostą akcję kryminalną. W momencie kiedy się rozpoczyna, można już domyśleć się końca. Wszystko ciągnie się i wlecze, w przeciwieństwie do końskich wyścigów. Tak po angielsku, tak powoli, żeby tylko czytelnika przytrzymać. I o dziwo, mnie obrazy w zwolnionym tempie jakoś przy tekście zatrzymały. Nawet trochę uspokoiły. Może dlatego, że bardziej kibicowałam wątkowi miłosnemu, który też ma swój finał?

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
1

Spacer bez mapy

Wiatr splątał włosy z oddechem
Nasze oczy połączone ciszą
Mamy dla siebie najpiękniejszych kilka słów
Fale tęsknoty delikatnie nas kołyszą

Morze gra naszą piosenkę
Wschód słońca ma kolor nadziei
Na piasku ślady bosych stóp
Nic już nie może nas rozdzielić

Czy możemy plażą sami dalej iść
Nie widząc tej drogi żadnego końca
Nasze dłonie splecione choćby milczeniem
Nie tylko do kolejnego zachodu słońca

Karmimy się każdym uśmiechem
Może to jedyne chwile, które mamy
Na końcu świata w ciepłym słońcu
Tylko tutaj możemy być wreszcie sami

Opowiadam Ci o wierszach
Ty o najpiękniejszej muzyce
Uśmiechamy się do siebie już nie tylko w snach
Wspólne bicie serc można usłyszeć

I jeśli świat musi się kiedyś skończyć
Gdzieś za linią miłości oceanu
Jutro też chodźmy na spacer bez mapy
Tak, jak pokochałem Cię bez żadnego planu

❤️
2
👍
1
0
💡
1
1
📖
1
1

Boska – Zielna

niebem
do­pełniona cała
mat­ka niemowlęcia

uf­ność dusz
za­nurzasz w dziele –
zdro­ju miłosierdzia

Tyś królową – zielna

Bożym owocem
karmisz

cierpisz

nie pomijasz
nieuf­ności serc

czy i ja – dziś
spojrzałem
zbyt wysoko?

❤️
6
👍
1
0
💡
1
3
📖
2
Jesień... | 0be94a04 98b7 43c7 a453 98c0e6e344d4 1 all 140 0

Jesień…

Zbliża się jesień
Odlatują bociany –
Czas nostalgiczny

❤️
2
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
Kryminał pośrodkowy | dz 0

Kryminał pośrodkowy

Kryminał pośrodkowy

Autor mi nieznany, seria obca, książka krótka. Oznacza to, że trzeba przeczytać do końca. A nuż zdarzy się coś wyjątkowego?
„Dzban miodu” autorstwa Gerta Godenga wyszedł jako pierwszy z serii „Krew i wino”. Tę serię wypełniły książki jego autorstwa opowiadające o przygodach Fredrica Druma, samotnego faceta po trzydzieste, znaczy się singla, lubującego się badaniem „starych kultur”, znaczy się tego, co dawno przeminęło z wiatrem. Nie było to jednak w żadnym USA, tylko w Norwegii z przelotem na stary kontynent, znaczy się do Europy. Facet jest również detektywem amatorem, a przede wszystkim znawcą win. Znaczy się napoju alkoholowego. Według informacji na tylnej okładce wydano dziesięć tomów, znaczy się tomików, opowieści z krwią i winem. Zabierzmy się na poważnie za recenzowanie pierwszej.
Licząca 184 strony pozycja literacka początkowo nie zachwyca. Nie dzieje się nic szczególnego. Norweg przybywa do cichego miasteczka we Francji, by kupić wino dla swej małej knajpki w ziemnej Norwegii. Miasteczko z wina słynie, zatem nasz bohater chodzi od winnicy do winnicy i próbuje. Można się upić. Zamiast niego, bo on się nie upija. Ale zaraz, zaraz…. Wszystko zaczyna się od tajemniczego pobytu w podziemiach! Zanim poznamy cała historię, dziwimy się tak samo jak nasz degustator.
Zdradziłam zatem początek. Całkiem dobry początek, bo wprowadza nas w tajemnicę. Wszak ma to być kryminał. Dochodzi do tego informacja, iż w miasteczku zaginęło siedem osób. Brak wspólnego motywu. Brak podobieństw. Same różnice. Czas na działanie. Fredric bierze się do roboty popijając oczywiście wykwintne wino.
I tak sobie ten kryminał leci. W sumie bez rewelacji. Spokojnie. Od czasu do czasu coś wstrząsa bohaterem i dotyka czytelnika, ale ogólnie jest spokój. Jak na powieść sensacyjną przystało oczywiście. Nudno nie jest. Wyraźny druk, normalna czcionka i interlinia powoduje, że litery ułożone w wyrazy czyta się bez problemu. Intryga też w sumie wciąga. Jednak nie pochłania całkowicie. Jeśli zaczęliśmy czytać po wstawieniu ziemniaków na gaz, możemy spokojnie czytanie przerwać, kiedy będą miękkie, te kartofle oczywiście. Potem spokojnie nakarmmy rodzinę i wróćmy do czytania.
Zakończenie może jednak nas zaskoczyć. Podziękujemy wówczas sami sobie, że obiad zjedzony. O ile intrygę łatwo rozszyfrować dość wcześnie, o tyle sposób jej prowadzenia jest w stylu horroru. A takie coś jak wiadomo, różnie bywa interpretowane.
Książka ma różne recenzje. Większość uważa, że jest spoko, ale nie porywa. Jej zaletą jest długość, czyli jak ktoś napisał „na kilka przystanków”, mając zapewne na myśli pociąg podmiejski, nie zaś pospieszny, nawet ten dawniejszy. Cóż, czytało się lepsze kryminały, czytało się gorsze. Ten jest po środku.

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
1

Najpiękniejsza Kobieta Świata

Gdyby ktoś dał mi drugie życie
Chciałbym Cię od razu odnaleźć
Szukałbym od świtu do nocy
Nie zatrzymując się wcale

Niech tylko los pozwoli żyć raz jeszcze
Wśród miliardów przypadkowych ludzi
Byle już na początku drogi znaleźć Ciebie
I tym razem się w życiu nie zgubić

Z łatwością wśród ciemności i chaosu
Poznałbym Cię po oczach lub dotyku dłoni
Znów bym Cię bezgranicznie pokochał
Na zawsze w swym sercu schronił

Budziłbym się z myślą o Tobie
Jakbym nigdy nie zasypiał
Kradł wspólne minuty
Dałbym Ci miłość, by móc wspólnie oddychać

I nigdy nie będzie wiadomo
Co po słonecznym lecie deszczowa jesień przyniesie
Pewne jest tylko jedno:
Jesteś Najpiękniejszą Kobietą na Świecie

❤️
2
👍
1
0
💡
1
1
📖
1
12345690