Kategoria: 1. Poezja

Dzis już nikt tak nie pisze... | pr 0

Dzis już nikt tak nie pisze…

Dziś już tak nikt nie pisze…

Poezją Tadeusza Różewicza zachwyciłam się w szkole średniej (lata 70 – te minionego stulecia). Była to dla mnie niezwykła proza rozbita na wersy. Potem sama zaczęłam tak pisać. Chociaż do Różewicza mi bardzo, bardzo daleko, piszę tak nadal. Dramaty poety też czytałam i oglądałam. Czy wówczas czytałam również jego prozę? Na pewno tak. Kiedyś napisałam wiersz ze sformułowanie „śmierć w starych dekoracjach”. Wiedziałam, że to nie moje. Skąd je zaczerpnęłam? Dziś wiem. To tytuł jednego z opowiadań Różewicza. Ale potem wszystko rozwiało się i Różewicz zniknął z listy moich lektur, co wcale nie oznaczało, że przestałam się nim zachwycać. Teraz zachwyt powrócił za sprawą zbioru jego opowiadań „Próba rekonstrukcji” , wydany w 1979 roku.
Jak było do przewidzenia…. Opowiadania powaliły mnie na kolana. Otworzyły czasoprzestrzeń w przeszłość i przypomniały mi dni przy gramofonie Bambino. A potem nastąpiło ciężkie westchnienie „dziś już nikt tak nie pisze”…. To też jest poezja, tylko że zapisana tak normalnie linijka po linijce.
Układ opowiadań ma układ chronologiczny. Najpierw teksty wojenne. Każdy niby prosty, ale przerażający w swej treści. Oto „Gałąź” i mały żydowski chłopiec zamknięty w ciemnym pomieszczeniu. Oto „Pragnienie” i wykonanie wyroku na faszyście. Są partyzanci, las…. Owe opowiadania przypomniały mi jeden z najlepszych i niedocenianych polskich filmów „Obława” z 2012 roku w reżyserii Marcina Krzyształowicza. Ta część zbioru kończy się „Wycieczką do muzeum”. Przeczytajcie. Jakże to bliskie naszej współczesności.
W kolejnych częściach mamy czas powojenny. Ale wojna ciągle jest obecna. Nawet w momentach pogody i szczęścia. Ci, co przetrwali, cierpią nadal. Wszystko zgodnie z wierszem „Zostawcie nas” :
„Zapomnijcie o nas
nie pytajcie i nasza młodość
zostawcie nas”
W tekście „Nowa szkoła filozoficzna” Różewicz pisze: „Po (…) wojnie wszyscy jesteśmy podejrzani. Bohaterowie i zdrajcy, konspiratorzy i paskarze, szantażyści i szantażowani, prowokatorzy i ich ofiary. Nawet umarli są podejrzani.” Ci, co przeżyli nadal cierpią. Ponoszą winę za śmierć innych. Teraz czekają na swoją śmierć. Najlepiej wśród starych dekoracji…
Każe z opowiadań w omawianym zbiorze ma swoją wartość, jest odrębną całością, zwraca uwagę na nasze człowieczeństwo, jego brak lub chęć zabicia go w samym sobie. Niektóre teksty przerażają. Inne zmuszają do myślenia. Ot taka „Moja córeczka”… ileż tam bólu, ile płaczu pośród dobrych chęci i równie dobrego działania. Rzeczywistość jest brutalna. Jak się z nią pogodzić? Czy to co jest dzisiaj, jest lepsze niż lata wojny, jakiejkolwiek wojny?
Zastanawiam się ile osób czyta dziś Różewicza… Ile teatrów wystawia jego dramaty… Twórca będący na piedestale, popadł w zapomnienie… A może mi się tylko wydaje?

❤️
2
👍
0
0
💡
0
1
📖
0
1

Deszcz na słonecznym tarasie

W pamiętniku jeszcze niezapisane
Nasze myśli po ostatnich wakacjach
W innych miejscach na ten sam księżyc patrzymy
I czekamy na odległych od siebie stacjach

Może zatrzymujesz się właśnie teraz
I może nawet się do mnie uśmiechasz
Cały czas myślę o Tobie
I kocham Cię nawet z tak daleka

A gdyby ciepła jesienią zabrakło
W szare niebo popatrzę nad dachów linię
Gdy deszcz spadnie na Twoim tarasie
W jego kroplach moje imię

Choć przemierzam całe miasta
Przez wieczory ciemne i poranki złote
Wierzę, że jest jeden tego cel
Bym kiedyś wrócił do Ciebie z powrotem

I gdy już dotrę we właściwe miejsce
W Twoich oczach zobaczę nadzieję
Słońce złączy nasze dłonie
I przytulonych raz na zawsze ogrzeje

❤️
2
👍
1
0
💡
1
1
📖
1
Dzieciństwo nie do likwidacji | przez 0

Dzieciństwo nie do likwidacji

Dzieciństwo nie do likwidacji

W miejscu, z którego biorę książki do czytania, ktoś zostawił tzw. literaturę dziecięcą z moich lat. Czyżby ktoś likwidował dzieciństwo? Wybrałam kilka. Ustawiłam na półce w kolejce do przeczytania. Zapewne ponownego, chociaż kilku zupełnie nie pamiętałam. Chodzi oczywiście o treść, bo bohaterowie, okładka taka jakby znajoma… Od czasu do czasu wrzucę Wam zatem recenzję z krainy mego dzieciństwa…
Zacznijmy od „Przez różową szybkę” Ewy Szelburg – Zarembiny. Pamiętam chwilę, kiedy w bibliotece wpatrywałam się w kolorową okładkę, wiadomo – ilustracje Jana Marcina Szancera, mistrza obrazów z lat szczenięcych. Książka była rozchwytywana przez dzieci z klas I – IV. Musiałam trochę poczekać, aż trafiła do mnie. Podobała mi się. Wkrótce jednak o niej zapomniałam. Przyszły inne lektury. W pamięci na zawsze pozostała okładka.
W recenzjach z dnia współczesnego przeważają ochy i achy oraz wspomnienia z dawnych lat. „Przez…” uznawana jest za książkę kultową. Oczywiście dla określonego pokolenia. To pokolenie nadal się nią zachwyca. Bezapelacyjnie opowieści powodują powrót pamięcią do czasów, które czasami dobre nie były, ale na pewno już nie wrócą.
Dziś najbardziej przypadły mi do gustu opowiadania z pierwszej części „Najmilsi”. Są to obrazki z życia ludzi opiekujących się zwierzętami. Ciepłe, sympatyczne pieski, zajączek, wróbelek są obiektem troski człowieka. Dziś nazwalibyśmy te opowieści ekologicznymi. Wtedy były tylko i aż tekstami o więzi człowieka z przyrodą.
Druga część „Wesołe historie” wydają się być przeznaczone dla zupełnych maluchów, do czytania przez rodziców przed snem. Lekko naiwne, napisane dziecięcym językiem powinny uśpić maluchy. Czy mojego wnuka – 7 lat – też. Wątpię. Mój wnuk od dwóch lat jest na etapie książek typu „Dziennik cwaniaczka” i „Przygody Mikołajka”. Tkliwa opowieść o zajączku, który psa Burka wywiódł w pole nawet dwa lata temu nie zrobiłaby na dziecku wrażenia.
I wreszcie trzecia część „Rzemieślniczek i wędrowniczek”…Tu moje ambicje byłego nauczyciela zostały całkowicie zaspokojone. Niektórzy zarzucają autorce, że czerpała pomysły z innych bajek i baśni. Jeśli nawet tak było, to zasługą pani Ewy jest przeniesienie bardzo wychowawczych treści na mój język dziecięcy. Z tamtych lat oczywiście. Jeśli nawet odnajduję dziś w jej utworach elementy innych opowieści, to też mi nie przeszkadza. Wszystkie teksty mają olbrzymi ładunek pedagogiczny. Mojemu pokoleniu przekazywały coś, co nazywamy obecnie „wartościami”. I to było wartościowe.
„Przez….” przeczytałam wzdychając za latami dzieciństwa, podwórkiem, Krysią, która jest już po drugiej stronie, zabawą w sklep, dom, kanapką z masłem, która upadła na trawę, ale i tak się ją zjadło…. To był świat, który oglądamy dziś właśnie przez różową szybkę….

❤️
1
👍
3
0
💡
0
0
📖
0
0

kuso

w przeddzień
kosztuję jesieni

słońce
spaliło świerszcze

dwa motyle jak jeden
grosz

❤️
3
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
0

na ramieniu

nici snujące się w kosmosie
po miliardach muśnięć
splotły w ponadczasoprzestrzenny węzeł

którego nie sposób rozluźnić
nie zaciskając bardziej
sęków galaktyk w pamięci drewna
nie wbijając głębiej skrzyżowanych gwoździ

w tobie
życie czekające naprzeciw okna
jak przewiew
mija w kącie okamgnienia
jak pistolet na skroni

❤️
3
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
0

splot

w sklepowym magazynie
przed świtem

łamana skrzynia
olej na płótnie

dusza o pulchnych rączkach
odmieńca jaskiniowego

wymyka się
przez kłódkę

❤️
3
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
W śniegu... | bia 0

W śniegu…

W śniegu

Książkę Han Kang „Biała elegia” znalazłam pod choinką. „Mikołaj” wiedział, że nie przeczytałam żadnej pozycji laureatki literackiej Nagrody Nobla za rok 2024. Ba, wiedział, że literatura ze wschodu, tego skośnookiego i z krzaczkami zamiast liter, jest mi praktycznie nieznana. Przyszedł zatem czas, by przeczytać i zapoznać się.
Pierwsze wrażenie…. No powiedzmy takie sobie. Nie da się ukryć. Nie moja bajka, co nie oznacza, że złe.
Mamy tu do czynienia z czymś, co określam jako prozę poetycką. Próbowałam takową sama tworzyć. Uwierzcie, łatwo nie jest. Znacznie łatwiej porozrzucać myśli jako wersy. Tymczasem tu mamy tekst ciągły. Nawet jest zarys fabuły. Poezji zawartej w treści nie przeszkadza. Powoduje natomiast poczucie, iż mamy przed sobą utwór epicki, który epiką do końca nie jest. Obrazy mieszają się z odczuciami, uczuciami i owym poetyckim „patrzeniem sercem” na rzeczywistość wokół. Dużą rolę odgrywa tu czas miniony. Jest ciągle obecny we wspomnieniach, które przenikają czas teraźniejszy. Co przyniesie przyszłość, nie wiemy. Ale bez przeszłości żyć się nie da.
Jest też tytułowa biel. Narratorka? autorka? szuka jej i znajdując analizuje. I tu pojawia się element polski.
Han Kang przebywała przez cztery miesiące w Warszawie. Widziała film dokumentalny o zniszczonej Warszawie w 1945 roku. Porównała tamtą rzeczywistość z tą, w której aktualnie była. Tu narodziła się idea opowieści o kolorze białym. Czym jest? Czy w ogóle jest kolorem? A może tylko symbolem? Tak jak płatki śniegu?
Mamy zatem do czynienia z metaforą. Każdy może biel z książki Hany odczytać na swój sposób. Najważniejsze – nie odczytujmy słów dosłownie. Nie analizujmy treści jako ciągu wydarzeń. To nie ta książka. Proza poetycka jest zjawiskiem złożonym, jej odbiór zależy od czytającego i jego wrażliwości czytelniczej.
Być może moim błędem było czytanie utworu tak, od razu, wszystkiego. Zajęło mi to jeden wieczór. Być może gdybym delektowała się nim stopniowo, jak poezją, każdego dnia jedna, dwie, no góra trzy strony, trzy rozdziały, mój odbiór treści byłyby inny. Być może jest to tekst do położenia obok lichego „kryminału” i czytania go, by zrozumieć dlaczego „kryminał” jest pusty i do niczego? Cóż, jednak się stało. Przeczytałam i nie zachwyciłam się. Nie ujmuję jednak ani treści, ani warsztatowi autorki. Być może Nobel jej się należał. Być może ludzie z dalekiej Korei mają inną wrażliwość. Inaczej patrzą na świat. Być może tamten świat jest inny niż nasz. Po prostu… jak wspomniałam na początku – nie moja bajka.
„Mikołaj” położył mi pod choinkę jeszcze jeden utwór tej pisarki. Narazie czeka cierpliwie w kolejce do przeczytania. Obiecuję, że przeczytam. Twórczość noblistów trzeba znać.

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
1234590