Kategoria: 1. Poezja

9

naiwność…

ile razy
można być

tak głupim
by ko­lej­ny raz

dać się z a b i ć…

——————-
……… .. ……..

❤️
7
👍
1
0
💡
4
2
📖
0
0

reszta ziemi – p o z a rajem

opowiem ci
co na drodze

śniłam
że człowiek człowiekowi
w ogrodzie rozkoszy
z moim szczęściem

w obfitości owoców
zakazanych

moje nogi
mają zgrabne kłamstwa
a ja leżę odłogiem
umywam ręce

zaiste

wyraźny to znak
że nie jestem
w raju

umywam nogi

————————-
widziałem na spacerze

❤️
8
👍
3
0
💡
4
2
📖
3
0

Post nie_bo

Zobaczyłam Ciebie dzisiaj (…)
W osobie starszej Pani, lekko już przygarbionej, w chustce na głowie, z trzęsącymi dłońmi, w których trzymała plastikowy kubek (…)
Nie nagabywała… Nie wołała…Nie prosiła
Po prostu stała tak, z plastikowym kubkiem w dłoni (…)
Kiedy podeszłam, zobaczyłam jej oczy (…)
Piękne brązowe oczy, o ciepłym spojrzeniu, zawstydzonym i szczerym do bólu (…)

Jesteś, który jesteś

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
Kolczyk nie do pary | kol 0

Kolczyk nie do pary

Kolczyk nie do pary

Właściwie to już nie wiem, jak recenzować stare kryminały, te z epoki PRLu o dzielnych policjantach i kiepskich przestępcach. Wszystkie są, ogólnie i potocznie mówiąc, fajne i lubię je. Kiedy obecnie trafiają do mych rąk, pochłaniam je w jeden wieczór. Potem najczęściej wędrują do pojemnika z makulaturą, bo rozsypują się. W sumie niczym się od siebie nie różnią. Tak też jest w przypadku „Trzeciego kolczyka” Józefa Szczawińskiego.
Jest dzielny kapitan Jedyński, który tradycyjnie musi zrezygnować z urlopu na rzecz przeprowadzenia solidnego śledztwa. Znawcy tematu, czyli wielbiciele serialu „07 zgłoś się” doskonale pamiętają Dorotę Stalińską, która w odcinku „Przerwany urlop” zagrała samą siebie i ironicznie wypowiedziała się na temat schematu …. właśnie przerwanych lub zawieszonych urlopów milicjantów. Wiadomo przestępca nie śpi.
Kolejny element powielający schemat też jest – dziewczyna albo nawet dojrzała kobieta, która zawsze jakiś związek z prowadzonym dochodzeniem ma. W tekście Szczawińskiego jest to na dodatek dziennikarka.
Brnijmy dalej. Oczywiście zabójstwo. Może nawet nie jedno. Morderca ostro poszukiwany. Jasne, że się znajdzie. Kryminał nie miałby sensu.
I to, co zwykle napędza akcję – szpieg ze zgniłego zachodu, który nie może przeżyć bez wiadomości z krajów dawnego „demoludu”. To mnie zawsze rozbawia. Przez czas trwania PRLu byliśmy nieustannie inwigilowani przez kapitalistów, co to sięgali po nasze zdobycze naukowe, podczas kiedy my przemycaliśmy z zachodu taką na przykład „kremplinę” – tkaninę – to też wiadomość z „07 zgłoś się”.
Oczywiście jest też tajemnica. W przypadku omawianego kryminału to tytułowy trzeci kolczyk. Po co komu trzy takie same kolczyki? Tak, wiem, można go umieścić w pępku lub innych częściach ciała. Ale za moich czasów, a było to w PRLu, jeszcze czegoś takiego nie praktykowano. Zatem trzecia sztuka biżuterii stanowi zagadkę wokół której toczy się milicyjne śledztwo.
Słowem, jest wszystko, co w każdym kryminale być powinno. Wystarczy tylko usiąść w fotelu, nalać wina do kielicha i odpoczywać w mroczny listopadowy dzień.
Na tym moglibyśmy zakończyć recenzję. Wypada dodać, że „Trzeci kolczyk” liczy sobie 208 stron, format zwany dziś kieszonkowym, ukazał się w serii „Labiryntu” prowadzonej przez Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej w 1980 roku w nakładzie 120 000 – sto dwadzieścia tysięcy – egzemplarzy. Takiego nakładu trzeba pozazdrościć.
Aha, rozsypał mi się przy czytaniu. Wrzuciłam do pojemnika z makulaturą. Zapewne wróci do mnie w postaci kartonu, w który zapakowane zostaną zamówione przeze mnie nowe książki….

❤️
1
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
Żyłam sobie w PRL-u (11) | Slupsk 2 1

Żyłam sobie w PRL-u (11)

1974 (4)

Wakacje (2)

Starzy zjechali nagle, z wielki krzykiem, właśnie kiedy niejaki Tomek próbował się do mnie dobierać na kanapie w dużym pokoju.
Absztyfikant uciekł. Kuzyn przybiegł.
Tym razem cała kamienica słyszała tylko i wyłącznie głos ciotki. Wyznaczono nam również karę. Tradycyjną w tamtych czasach – zakaz kontaktu ze znajomymi czyli szlaban na wyjścia na podwórko. Dodatkowo musieliśmy obiecać, że następnego dnia, a był to dzień świąteczny, pójdziemy na mszę i do spowiedzi, bo nie wiadomo, co się działo podczas wieczornych libacji.

Rano wyszliśmy zatem do kościoła. Nastrój na ulicach panował odświętny. Ładnie ubrani ludzie powoli spacerowali po ulicach, sklepy pozamykane…
Tylko w okolicach kościoła za pusto…. Wchodzimy do środka. Pusto. Nawet świece nie palą się przy głównym ołtarzu.
– Ty, co jest grane? – pytam kuzyna. Może u nich inne zwyczaje?
Kuzyn wzrusza ramionami. Sprawdzamy godzinę rozpoczęcia mszy z godziną na zegarkach.
– Za pięć minut powinna się rozpocząć…. – sugeruję nieśmiało.
– Może przełożyli…. wysuwa hipotezę kuzyn – Idziemy do innego.
No to idziemy.
W drugim to samo.
Jest jeszcze kilka kościołów w tym mieście, trzeba próbować.
Zaliczyliśmy jeszcze dwa. Akurat minęła godzina, w którym w pierwszym powinna była kończyć się msza.
– Wracamy do domu. Coś tu nie gra.
Oczywiście ciotka nam nie uwierzyła w brak mszy. Uznała, ze znowu coś kombinujemy i zagoniła do roboty. Święto świętem, ale przywiezione ze wsi owoce i warzywa trzeba przerobić na zimowe przetwory.
Coś tam przerabialiśmy. Co jakiś czas ktoś wołał nas z podwórka. Kuzyn wstawał i krzyczał przez okno, że nie wyjdziemy, bo mamy szlaban. Oczywiście, że cała kamienica słyszała.
Kiedy wszystkie słoiki zostały wypełnione, usiedliśmy wspólnie przed telewizorem. Rozpoczął się „Dziennik Telewizyjny”.
„ Witamy państwa serdecznie w ten szczególny świąteczny dzień. Dziś Narodowe Święto Odrodzenia Polski. 22 lipca 1944 roku, po prawie 5 latach II wojny światowej ogłoszony został Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.”
Trudno zgadnąć kogo najbardziej przytkało z siedzących przy telewizorze osób. Pierwszy gest wykonał kuzyn wstając z kanapy i pokazując palcem wskazującym na telewizor. Ja nabrałam powietrza do płuc i na pełnym oddechu powiedziałam:
– No właśnie!
Kuzyn dodał:
– I dlatego nie było mszy!
Ciocia i wuj zrozumieli, że popełnili błąd wysyłając nas do kościoła na mszę właśnie 22 lipca. Nie każde święto w PRL-u było świętem kościelnym.

Kiedy szok w rodzinie minął, ciocia nieśmiało zapytała, czy nie zechcielibyśmy spotkać się z kolegami na podwórku. Jasne, że chcieliśmy.
Czekali na nas w krzakach za śmietnikiem. Mieli jeszcze po łyku wina i po papierosie dla nas. Wiadomo, święto było. I zupełnie nieważne jakie. W każdym razie hucznie obchodziliśmy 30-lecie PRL-u.
foto – gdzieś tam w Słupsku w 1974

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
1

ptaki umierają w locie

gdyż miłość do­tyka ziemi
da­rem serc pełnych białych róż

spra­wied­li­wością ducha
co nie ule­ga śmierci

omi­ja uroczys­tość pozorów
ob­ja­danie – ubo­gich leżących

nie zagląda w zęby
lecz od­wołuje do rozumu

jak łatwo stanąć
dwa kroki
od – p i e k ł a
przerabiając kłamstwo na prawdę

trzy­maj moc­no
w ramionach

człowiek może być aniołem
tyl­ko wte­dy – gdy w prawdzie
stąpa po ziemi

————————
widziałem .. ……..

❤️
8
👍
2
1
💡
2
3
📖
2
0

głos anioła

i…
ra­duj się z te­go
człowieku

że są na two­jej drodze
kamienie…

który­mi nie potrafisz
r z u c i ć

❤️
7
👍
0
1
💡
3
1
📖
1
3

prawda nad i

spostrzegania

współczesną świadomość
p o d p r o g o w o
milisekundą

unijnie – bodźcem
edukacja medialna
z mózgów wodę
g e n deryzuje

aby wszystkie baby
członkiem męskim były
no a chłopy – damskim
stały… no no no

————————–
widziałem na spacerze

❤️
7
👍
2
0
💡
4
1
📖
1
12728293031323390