Autor: blindniemy

0

zawsze… nie umiera nigdy

spóźnione bicie serc
nie dotyka prawdy

rozgrzesza tylko siebie
zamiera

nazbyt cenię uśmiech
nie potrzeba iskry
by ogień wzniecić

gdyż nad każdą głową
głęboko otwarte niebo
bez słów i szeptów

miłość przytulenia
n u c i

❤️
6
👍
0
⭐
1
💡
2
❗
1
📖
1
0

nie/ważne

wiem
ile muszę
os­trą krawędzią
wy­biec przed siebie
by nie spot­kać twoich dłoni
roz­dy­gota­ne serc czerwienie
zat­rzaśniętych drzwi oczu
kiedy świat nie widzi
bo mrugnął
właśnie

nieważne

wiem
ile trze­ba w tym
wszys­tkim harmonii
by spros­tać pokusom
fałszy­wych chwil
osobności*
gdy słowem
wgry­zam się
w twą szyję
przy uchu – wiatrem
ech…
nie wkładaj nic
by sza­ty drzeć
szko­da twych ust
w pier­siach od­dechu
i twoich łez

…w a ż n e

gdyż pocałunek
w każdej formie
dochodzi
z a w s z e

————————–
…widziałem na spacerze

❤️
8
👍
2
⭐
1
💡
2
❗
1
📖
1
0

punkt wschodu

naj­pierw falą weszły cycki
us­ta wy­ra­zis­te namiętne
żuły gumę
oczy słały is­kry nie wiado­mo komu
ob­cas wys­tu­ki­wał tętno kroków bioder
zwiew­na suk­nia tańczyła na niej
wal­ca z li­nią ud

po pros­tu arcydzieło
choć uro­da – przeciętna

wiatr włosów na chwilę
przysłonił lico
nikt nie zauważył
na ho­ryzon­cie zachodu
pot­knęła się za rogiem
zaszła
o czte­ry mosty
za daleko

—————————
…widziłem na spacerze

❤️
9
👍
2
⭐
1
💡
2
❗
1
📖
1
0

przestrzeń pomiędzy jesteś i nie

on kochał… ona inaczej
in­ne dni są jego
in­ne no­ce są jak jej

przes­trzeń pomiędzy
oddechem

granice
wciąż bo­gat­sze
co­raz wyraźniejsze
os­trą stalówką – szczodrze
kreślą at­ra­men­tem po mym ciele

z wo­li

do rdzenia
sączą się kroplą
schyłek pisząc
które­go nie chcę

światło od­bi­jają
duszy

w lus­trze
stęsknionych
oczu

znów zni­kam ciszą
two­jej łzy

in­ne dni są jak jej
in­ne no­ce są jego
granice
wciąż bo­gat­sze
wyraźniejsze

———————-
…widziałem na spacerze

❤️
7
👍
2
⭐
1
💡
2
❗
2
📖
1
0

miłość moja

og­niem bólem wiatrem
rzeczy­wis­tością obok wciąż żywy
do­tykam two­jej twarzy

niep­roszo­ne trzy­mam w dłoni
dwa ser­ca bez aryt­mii siebie
uto­pione w myślach – tak kruche

za­miast te­go mógłbym wiedzieć
jak nie wzbudzać
płonących kro­pel deszczu

tam biegu­ny uciekają głębo­ko w zmierzch
zderzają w podróży sen­nym splotem
drżącą ziemią planów Boga
wyszep­tując two­je imię

od zaw­sze
tak mi drogie

❤️
6
👍
2
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
2
0

od początku do końca

w słowach
zaw­sze mogę sięgnąć głębiej

znając gra­nice
krawędzi

czer­ni i bieli

❤️
5
👍
2
⭐
0
💡
4
❗
1
📖
0
0

niebo dlaczego niebieskie

czy mogę dziś
czy jutro wiedzieć

ożywić piękno
w zepsutym świecie

na końcu dłoni
trzymając twój pocałunek

w źrenicy wspomnień
zetrzeć strach

chwil spóźnionych
w oku Boga

gdyż najbardziej zabolą
ł z y
nieobecności

❤️
6
👍
1
⭐
0
💡
3
❗
2
📖
1
0

Déjà vu – optyka

KOMU OCZY

do wios­ny oczu

była za­led­wie chwi­la
ciągnąca się la­ta­mi se­kund

niejedną skargę
szron położył na us­ta
krop­la­mi wspom­nień
spa­dający­mi nis­ko
i…
chi­me­ryczny strach
strzępów uniesień

opi­sem przy­jaz­nym
bez­pie­czne stro­ny
pełne połama­nych serc
w lus­trze obłędu doj­rzeń

to nic gdy bo­li uśmiech
zadrży po­wiet­rze
ciepłem umy­kających słów
chcąc wyświet­lić zalążki dob­ra

początkiem zdań tra­fiały w ser­ce duszy

jakże jas­no świecą krawędzie szczęścia
wple­cione w każdy wy­siłek wy­ciągniętych dłoni
wej­rze­niem dnia pośród domów na uli­cy spoj­rzeń
gdy wszys­tkie ze­ga­ry w jed­nym mo­men­cie
wy­biły epi­log prag­nień

krusząc niep­rzy­go­to­wa­ne myśli

od­mie­rzyły chwi­le niew­czes­ne
a po dru­giej stro­nie
po błękit – skąpa­ny przys­ta­nek
…
twoich ust
——————————
widziałem… na spacerze

❤️
9
👍
1
⭐
0
💡
2
❗
3
📖
3
– 1 – 4 – 5 – 6 – 7 – 8 – 9 –