Autor: blindniemy

0

punkt wschodu

naj­pierw falą weszły cycki
us­ta wy­ra­zis­te namiętne
żuły gumę
oczy słały is­kry nie wiado­mo komu
ob­cas wys­tu­ki­wał tętno kroków bioder
zwiew­na suk­nia tańczyła na niej
wal­ca z li­nią ud

po pros­tu arcydzieło
choć uro­da – przeciętna

wiatr włosów na chwilę
przysłonił lico
nikt nie zauważył
na ho­ryzon­cie zachodu
pot­knęła się za rogiem
zaszła
o czte­ry mosty
za daleko

—————————
…widziłem na spacerze

❤️
9
👍
2
1
💡
2
1
📖
0
0

przestrzeń pomiędzy jesteś i nie

on kochał… ona inaczej
in­ne dni są jego
in­ne no­ce są jak jej

przes­trzeń pomiędzy
oddechem

granice
wciąż bo­gat­sze
co­raz wyraźniejsze
os­trą stalówką – szczodrze
kreślą at­ra­men­tem po mym ciele

z wo­li

do rdzenia
sączą się kroplą
schyłek pisząc
które­go nie chcę

światło od­bi­jają
duszy

w lus­trze
stęsknionych
oczu

znów zni­kam ciszą
two­jej łzy

in­ne dni są jak jej
in­ne no­ce są jego
granice
wciąż bo­gat­sze
wyraźniejsze

———————-
…widziałem na spacerze

❤️
7
👍
2
1
💡
2
2
📖
1
0

miłość moja

og­niem bólem wiatrem
rzeczy­wis­tością obok wciąż żywy
do­tykam two­jej twarzy

niep­roszo­ne trzy­mam w dłoni
dwa ser­ca bez aryt­mii siebie
uto­pione w myślach – tak kruche

za­miast te­go mógłbym wiedzieć
jak nie wzbudzać
płonących kro­pel deszczu

tam biegu­ny uciekają głębo­ko w zmierzch
zderzają w podróży sen­nym splotem
drżącą ziemią planów Boga
wyszep­tując two­je imię

od zaw­sze
tak mi drogie

❤️
6
👍
2
0
💡
1
1
📖
0
0

od początku do końca

w słowach
zaw­sze mogę sięgnąć głębiej

znając gra­nice
krawędzi

czer­ni i bieli

❤️
5
👍
2
0
💡
4
1
📖
0
0

niebo dlaczego niebieskie

czy mogę dziś
czy jutro wiedzieć

ożywić piękno
w zepsutym świecie

na końcu dłoni
trzymając twój pocałunek

w źrenicy wspomnień
zetrzeć strach

chwil spóźnionych
w oku Boga

gdyż najbardziej zabolą
ł z y
nieobecności

❤️
6
👍
1
0
💡
3
2
📖
1
0

Déjà vu – optyka

KOMU OCZY

do wios­ny oczu

była za­led­wie chwi­la
ciągnąca się la­ta­mi se­kund

niejedną skargę
szron położył na us­ta
krop­la­mi wspom­nień
spa­dający­mi nis­ko
i…
chi­me­ryczny strach
strzępów uniesień

opi­sem przy­jaz­nym
bez­pie­czne stro­ny
pełne połama­nych serc
w lus­trze obłędu doj­rzeń

to nic gdy bo­li uśmiech
zadrży po­wiet­rze
ciepłem umy­kających słów
chcąc wyświet­lić zalążki dob­ra

początkiem zdań tra­fiały w ser­ce duszy

jakże jas­no świecą krawędzie szczęścia
wple­cione w każdy wy­siłek wy­ciągniętych dłoni
wej­rze­niem dnia pośród domów na uli­cy spoj­rzeń
gdy wszys­tkie ze­ga­ry w jed­nym mo­men­cie
wy­biły epi­log prag­nień

krusząc niep­rzy­go­to­wa­ne myśli

od­mie­rzyły chwi­le niew­czes­ne
a po dru­giej stro­nie
po błękit – skąpa­ny przys­ta­nek

twoich ust
——————————
widziałem… na spacerze

❤️
9
👍
1
0
💡
2
3
📖
3
0

Ów

opowiem ci
co na drodze

wzniesienie myśli gdzie trzeba
żarliwość – mity
mądre głupstwa

odkąd głupota naśladuje myślenie
wątpliwości poszukują rozsądnych
maska pewności siebie –
szuka głupca

komu droga do prawdy nie odbierze sił
opowiem ci
co to… p i e c z ę ć

wodą

————————-
widziałem na spacerze

❤️
7
👍
2
0
💡
4
3
📖
4
0

łyk nieba

opowiem ci
kto gasząc światło
zamyka drzwi
co to pokusa niewoli
większa niżeli święty spokój

o wielkości człowieka
nigdy większej od jego nędzy

opowiem… co to dar wolności
gorliwością napomnień niepodjęty
obecność bardziej święta
daleko spokojniejsze kształcenie rozumu
i wierność pokory
łaska – co mierzy aż po krew
gdyż błędne horyzonty, nie są zwierciadłem prawdy
opowiem ci
co nie dojrzewa w ciszy milczenia pozostaje
pękniętym naczyniem

gdzie serce nie może milczy głowa
i ciało mówi za słowa
o p o w i e m
co przez palce przechodzi
słów nie potrzebuje
gdyż słowem jest

s z e p t e m

milczącym

—————————
widziałem na spacerze…

❤️
17
👍
0
0
💡
4
4
📖
3
1456789