Autor: Bianka97

0

przeszłość



wciąż leżę
na półce pamięci
jak kurz
którego nikt nie zbiera
a byłam ogrodem
pełnym rozmów

czas mnie zgasił
teraz jestem echem
odbitym w pustych murach
obiecaliście chwałę
a pozostało milczenie

tlę się jeszcze
w kilku wspomnieniach
ale nikt nie pyta
czy żyję
zarosłam ciszą
i cierniem zapomnienia

jestem cieniem
dawnych chwil

kto mnie przywoła?
kto nazwie żywą?

❤️
5
👍
0
0
💡
0
0
📖
1
0

Przy kawie w niedzielny poranek

On
Aromat parzonej kawy uderzył mnie pierwszy, zaraz potem jej głos. Usiadła naprzeciwko, stawiając dwa kubki. Ta sama twarz od wielu lat, te same, znajome do bólu, gesty. Tylko ja już nic nie czuję. Mówi nieustannie, a jej głos dociera do mnie jak przez szybę. Słyszę dźwięk, lecz nie czuję ciepła jak dawniej. Słowa docierają, ale mnie nie dotykają. Jak deszcz za oknem. Wiem, że pada, ale nie jestem mokry. Mówi szybko, nerwowo, jakby chciała nadrobić wszystkie lata ciszy. Patrzy na mnie z taką żałością, z resztką nadziei, że coś jeszcze da się zmienić. Jakby miłość czekała tuż za drzwiami, które wystarczy otworzyć.
Ale już wiem, że za tymi drzwiami jest tylko pustka. Nie ma tam już nas, nie ma nawet tego mnie, którego pamięta. Jej dłoń leży na stole, czeka na dotyk. A głos drży jakby prosiła o łaskę, której nie umiem dać. Każde słowo opada ciężko w gęstniejącą ciszę, a ja milczę niewzruszony z zamkniętym sercem. Wiem jednak, że muszę się odezwać. Muszę, bo wciąż tu jestem, chociaż już za murem, który sam – cegła po cegle – stawiałem. W końcu mówię, że to, co było między nami umarło. Cicho, jak ogień, któremu zabrakło tlenu. Czuję, że każde wypowiadane przeze mnie, słowo wbija się w nią niczym nóż. Znów milknę, piję zimną już kawę i udaję, że jestem gościem w domu, który właśnie przestał być moim domem.
Czekam, aż ona to zrozumie.

Ona

Niedziela. Jesteśmy razem. Robię dla nas kawę, z nadzieją, że wreszcie porozmawiamy. Siedzimy przy stole, tak blisko, a jednak dalej niż kiedykolwiek. Zaczynam mówić. Mówię szybko, bo panicznie boję się ciszy, która kruszy nas od środka. On jednak uparcie patrzy w bok, jakby to wszystko go nie dotyczyło. Milczy, jakby słowa kosztowały go fortunę. Jego palce nerwowo zaciskają się wokół filiżanki, już od dawna nie szukają mojej dłoni. Wreszcie się odzywa. Z litości. Czuję to. Rzuca krótkie, oszczędne zdania, a każde z nich jest jak kamień – ciężkie, zimne i obce. Tonę w tym milczeniu, które rośnie między nami jak lodowa ściana. Chcę krzyczeć, że jeszcze czuję, że serce mi pęka, że wciąż tu jestem. A on oznajmia: “Wszystko będzie dobrze.” I to jest najgorsze. Bo “dobrze” to nie “kocham”. To tylko cichy wyrok podany z pustym uśmiechem. A więc to tak się kończy? W jego oczach nie ma już nic. W tej ciszy umarła miłość.
A ja wciąż go kocham.

❤️

1

👍

1

1

💡

1

0

📖

0

2

Przemiał

Tynkuję twarz.
Krew na ustach.
Wciskam stopy
w imadła szpilek.
Ruszam w tryby miasta.
Przedzieram się
przez arterie
z betonu.

Nad głową
żelbetonowe szczęki
przeżuwają
resztki nieba.

Domy
z obdartą skórą
odsłaniają blizny murów.

Tłum –
bezimienna masa
miażdży własne cienie.
Mój powolny krok
to dla niej obelga.

Słyszę tylko własne kroki –
jedyny żywy rytm:
Stuk.
Stuk.
Stuk.

❤️

3

👍

0

0

💡

0

0

📖

0

2

światło i myśl

 

kiedy się budzisz
staję się światłem
między twoimi powiekami

kiedy zasypiasz
jestem ciepłem
w zagłębieniu poduszki

jeśli mokniesz
chcę być kroplą
na twoim ramieniu

gdy jasność wlewa się
w poranne przestrzenie
idę obok
tą samą drogą

kiedy cię nie ma
moje czekanie
obrasta ciszą
i stajesz się każdą myślą
która do mnie wraca

❤️
2
👍
1
0
💡
0
0
📖
1
9

Nawigacja

Włączam ciszę na pełny ekran
i siadam z nią.
Myślę o nas i o tym,
co zostanie,
kiedy świat wyloguje się
z własnej iluzji.

I wtedy:
Twoje słowa –
espresso w żyłach,
które na języku zostawia spokój.

Twoje dłonie –
róża wiatrów,
nawigacja,
której nie trzeba aktualizować,
prowadzi mnie prosto do brzegu.

I wystarczy mi już jedna chwila,
gdy twój śmiech
rozjaśnia powietrze
i rozsypuje zmrok.

Chcę tu być,
w szczelinie między
dotykiem a oddechem,
gdzie miłość jest jedynym kodem,
który przetrwa restart świata.

❤️

2

👍

1

0

💡

0

0

📖

0

2

Przed-światło

Morze nie rodziło się z wody,
lecz z pamięci ,
w której powstała tęsknota.

Ono pulsowało we mnie,
każda fala unosiła obietnicę
a każda głębia –
echo przed-światła.

I wiedziałam,
że nie dotknę drugiego brzegu.
Horyzonty rozpadały się
w nieskończone bezkresne
nigdy.

❤️

2

👍

0

0

💡

0

0

📖

0

1

Tak

Ona

Po drodze tysiąc zdań marnuje,
A na końcu jej: „Tak”
wszystko puentuje.
Idzie i szuka — daleko, na nowo,
A potem odkrywa: “Wystarczyło słowo!”

On

Milczy godzinę, jakby świat miał czekać.
A potem słowem potrafi urzekać.
Czasami musi przebyć długą drogę,
aby dojść do słowa,
w którym miłość czasami się chowa.

❤️

1

👍

0

0

💡

0

0

📖

0

2

Prześladowca

Cień wszedł bez pukania,
rozlał się po mieszkaniu,
niczym plama krwi na dywanie.

Nie wiem, kiedy wślizgnął się ten lęk —
typ z wąsami, w kapeluszu nocy.
Ślady po nim znikały w mroku.

Wędrował po firankach jak smuga dymu,
a na karku poczułam jego wzrok —
zimny, ostry – lód na krawędzi.

Śledził mnie!

Krok za krokiem, bezgłośny jak kurz na podłodze,
bezszelestny niczym kula z tłumika.
W lustrze odbiły się krople rtęci –
błysk jego oczu.

Rano zostawił ślady –
pióra, trup myszy –
zakodowane wiadomości.

Czyżby gangster,
który nigdy się nie przedstawia?

Może stalker, psychopata
z bronią i planem zemsty?

Dziś wreszcie go zobaczyłam:
Mruczał jakby znał wszystkie sekrety,
bez pytania przesunął granice
mojego spokoju.

❤️

0

👍

0

0

💡

0

0

📖

0

123458