powstanie
sześćdziesiąt trzy dni
kotwica na ramieniu
w ogniu gaśnie sen
echo w ciemności
to szept spowija kanał
jak modlitwa stóp
mury jak rany
wiatr niesie krzyk rozpaczy
tu kiedyś był dom
na gruzach życie
kamień pamięta płomień
tu jest Warszawa
współczesna twórczość literacka w świetle historii
pachnący burzą
wtargnął nagle z impetem
przez otwarte okno
zatańczył z firanką
rozbujał zasłony
niczym żagle
na wzburzonym morzu
tchnął życie
w wybudzone
z letargu wiersze
wersy pofrunęły
pod sufit
niczym lekkie piórka
zdążył jeszcze
rozwiać mi włosy
wtórowały mu radośnie
wdzięczne za podmuch
nagłej wolności
a on tylko zachichotał
i pognał dalej
ona przyszła
jakby pamiętała to miejsce
z innego życia
brzeg podnosił się i opadał
jakby oddychał razem z nią
morze nie miało wody
tylko senną mgłę
on czekał
jak czekają ci
którzy już raz utracili miłość
nie było imion
nie było słów
tylko pamięć ciała
nie całowali się
rytuał nie zna pośpiechu
ich oczy nie szukały cudu
one nimi były
stali się kochankami
spóźnionymi o jedno życie
potem odeszła
nie w gniewie
nie w żalu
jakby ktoś przywołał ją
z innego brzegu
horyzont wchłonął
jej sylwetkę łagodnie
jakby czas zrezygnował z istnienia
on został
i czekał z nadzieją
że kiedyś
znów przyjdzie
część I
Samirę o oliwkowej skórze
(jest aniołkiem?),
zbudził trzask szyby,
jakby pękała noc
a niebo krzyczało.
Najbardziej chciała uchronić marzenie
o miejscu, w którym śmiech
nie cichnie.
Nie będzie tu cudu,
dziś nie pojawi się
Prorok, Mesjasz
ani Chrystus.
Drzewo rodowe Samiry
spłonęło.
Zostały tylko
osmalone gałęzie,
bez liści.
Ubrana w obce spojrzenia,
zamknęła spiżowe drzwi
duszy.
Spogląda teraz przerażonymi,
hebanowymi oczyma
na świat, a ten woła:
“Uśmiechnij się,
przecież zostałaś
wśród żywych!”
część II
Samira:
Patrzysz na mnie,
jakbyś widziała święty obrazek.
A ja uczę się oddychać cicho,
żeby nikt nie słyszał,
że żyję.
Nie chcę być aniołkiem,
nie pamiętam Kany.
Pamiętam krzyk matki
i popiół na chlebie.
Jest we mnie wstyd,
że przeżyłam,
braciszek był młodszy
o jedno uderzenie serca.
Nie umiem się uśmiechać.
zetnę dla ciebie
bez zmiłowania róże
dla ulgi
nie dla piękna
bo mam w sobie
kolce nieposłuszeństwa
a żadna z nich
nie będzie twoją ozdobą
będą cierpiały
gdy usłyszą
trywialne “sto lat”
jakby jeszcze
miało coś
między nami
trwać
podaruję ci również
uśmiech w celofanie
i już
nie będę ładna
nie będę spokojna
miła
wyrozumiała
wyjdę bez makijażu
nie schowam gniewu
w koronkach sumienia
zrobię siebie
po swojemu
Gdy wers …
Gdy wers oddechu nie wstrzymuje
A papier nie przyjmuje spowiedzi,
Gdy nocna cisza zamyka powieki
Kończę rozmowy z własnym sumieniem.
Coraz trudniej siebie rozpoznaję.
Piszę – muszę ze sobą rozmawiać.
By nie utonąć w milczącym krzyku.
Wiersz przechowa cień mego istnienia.
niebo się burzy
i błysk z błyskiem się zderza
wolne są lęki
nie szukam już
wysp szczęśliwych
na oceanie
zatonęły
razem
z reklamą mydła
sól wypaliła mapy
podczas gdy wiatr
rozszarpywał flagi
a przewodnik
umierał na szkorbut
znudzeni
bogowie
niczego po sobie
nie pozostawili
wstydząc się
pustych obietnic
Odczuwanie w innym wymiarze - duchowym...
Myślę, że tak. Jest to bardzo możliwe, a jeśli nie wspominać, to nadal odczuwać.
Piękny! Szkoda, że ukryta... Pozdrawiam :)
Król Jarosław to ciężkie połączenie, stąd te problemy.
Lubię Twoją poezję... Pozdrawiam :)
Nie tylko Księżyc nocą zachwyca... :)
Jeden z moich ulubionych 🤍
Dziękuję Pozdrawiam.
Dziękuje. Pozdrawiam.
dapoxetine sildenafil combination dapoxetine sildenafil combination
Pamiętam co mi powiedziałeś nie raz i już mnie nie kręcisz ;/
To smutne ale już mnie nic nie kręci.
Nine, das Genuk. De Sproch ist zu ende.
Nie, nie to miałam na myśli.