Autor: Adiunkt

2

Miłość, która utonęła we łzach

Milczę uparcie, że Cię kocham
Wszystkie słowa gasną na ustach
Serce złamane po każdym rozstaniu
Droga już tylko trudna i pusta

Kocham Cię wbrew wszystkiemu
Wbrew bezsennym nocom bez końca
Wbrew temu, że jutro znów Cię nie zobaczę
Jak deszczowe dni nie widzą słońca

Oddałem Ci nawet siebie
Każdy oddech i bicie serca
Oddam ostatnią minutę życia
I wszystkie poranki na wakacyjnych zdjęciach

Wiem, że się w życiu spóźniłem
Nie mogłaś przecież już dłużej czekać
Te dni, w których Ciebie nie było
Zrobiły ze mnie innego człowieka

Jeśli kiedyś o mnie pomyślisz
Lub znajdziesz mnie w swoich snach
Tam też ofiaruję Ci miłość
Która na zawsze utonęła we łzach

❤️
4
👍
2
1
💡
1
1
📖
2
1

W każdą podróż

W każdą podróż zabieram Cię ze sobą
Do obcych miast, w deszczowe perony
Jesteś jak przystań podczas sztormów bezpieczna
Gdy błądzę wśród twarzy nieznajomych

Do walizki spakowana tęsknota
Położona na białej koszuli
Mimowolnie się do niej uśmiecham
I chciałbym się do Ciebie przytulić

Zabieram Twoje imię każdego poranka
Do kieszeni, jak list niewysłany
Choć między nami nie ma drogi na wprost
To jestem w Tobie wprost zakochany

Dobrze, że sny można zapamiętać
Które dają radość po samotnych nocach
Gdy mogę w nich szeptem powiedzieć
Jak bardzo Cię przecież kocham

I czekał będę na Ciebie już zawsze
Bez żalu i pustych obietnic
Ta miłość jest dla mnie jak oddech
Bo nawet kocham za Tobą tęsknić

❤️
3
👍
1
0
💡
1
1
📖
1
1

Ostatni gram nadziei

Na środku morza ciszy już noc
Wkłada mi rozpacz w puste dłonie
Bicia serca nikt tu nie słyszy
Nikt nie widzi jak mój cały świat płonie

Może tylko kilku słów potrzeba
Może tylko uśmiechu na wyciągnięcie ręki
By pustkę zapełnić miłością
By wreszcie zapisać jej wszystkie dźwięki

Sens jeszcze się przed porażką broni
Dnia nie rozróżniam już od nocy
Między palcami kolejna szansa ucieka
Przede mną już tylko strach kroczy

Jak stać się komuś potrzebnym
By zostawić za sobą troski
Jak ocalić niespodziewaną miłość
Gdy nawet cukier jest już tylko gorzki

Bądź proszę zatem blisko mnie
Pozwól mi choć z wiatrakami o Ciebie walczyć
Tylko Ty dajesz mi ostatni nadziei gram
Może do rana mi to wystarczy

❤️
3
👍
1
0
💡
1
1
📖
1
3

Jutro już tylko śmierć

To miał być zwyczajny sierpień
Ciepły i pełen burz
Miłość przyszła cicho, bez uprzedzenia
Nikt nie usłyszał żadnych jej słów

Jest w niej blask dawnych baśni
A czasem ciężki serca rytm
Świat bez Ciebie gaśnie
By rozbłysnąć, gdy już jesteś w nim

Trudno jest znów zasnąć
Gdy tylko Tobą oddycham
Czy to będzie dobry sen
Czy koszmaru nagła panika

I już nie wiem czy jeszcze żyję
Czy tylko coś we mnie pękło na pół
Czy nadal zniosę to, co ukryłem
Obok siebie miłość i ból

Nie widać końca tęsknoty
I łatwiej byłoby ten smutek znieść
Móc oddać życie za Twoją miłość
Choćby jutro miała przyjść tylko śmierć

❤️
1
👍
1
0
💡
1
1
📖
1
5

Ostatni hotel przed granicą

Spakowane niespełnione obietnice
Marzenia odległe jak najdalszy ląd
Za sobą zostawiam burzę i ogień
Które palą mój własny dom

Obcych rozmów potoki słów
Otaczają dni i noce nieznane
Niepokoju muzyka fałszywych nut
Gdy budzę się znów sam nad ranem

Im dalej przenoszę mój świat
Tym bliżej Ciebie chciałbym być
I każda podróż tylko mówi mi
Bez Ciebie nie umiem już żyć

Oddycham tylko Tobą
Każdy krok w Tobie siłą
Kiedy w myślach trzymasz mnie za rękę
A w drugiej mam do Ciebie miłość

I choć coraz dłuższe drogi
I świat jeszcze bardziej się zmienia
Moje serce bije już tylko dla Ciebie
Od pierwszego Twojego spojrzenia

❤️
4
👍
1
0
💡
1
2
📖
2
6

Mimo wszystko

Kochaj mnie, gdy burza wokół
Gdy zawali się każdy most
Gdy serce moje pęknie
Gdy wylosuję przegrany los

Kochaj mnie, gdy ktoś mnie złamie
Jak zapałkę na pół łatwo
Gdy rozpadnę się na milion kawałków
Gdy życie stanie się już tylko pułapką

Kochaj mnie mimo wszystko
Mimo win, upadków i łez
Kochaj mnie choć trochę i po cichu
Bym widział jeszcze jakiś sens

Cokolwiek przyniesie jutro
Czy radość, czy może ból i strach
Miłość chronię w zamkniętej dłoni
Choćby dzień utonął we łzach

A jeśli świat się kiedyś skończy
I wszystko czas wypali do korzeni
Będę Cię kochał jeszcze bardziej
I nikt już tego nie zmieni

❤️
4
👍
1
0
💡
1
1
📖
1
3

Prolog

Prostopadłościan wydawał się być pomieszczeniem, w którym ktoś zapomniał zaplanować okien. Próżno też było szukać tu drzwi, a tym bardziej czegoś, co mogłoby posłużyć za klamkę. Nie było wejścia ani wyjścia, ale nie było też potrzeby ich istnienia. Wewnątrz nikogo nie było. Mimo białych ścian i białego sufitu, wyraźnie rysowała się granica pomiędzy prostopadłymi do siebie ścianami. Czarne, wyraźne linie, stanowczo dzieliły przestrzeń na regularne kształty. Gdyby nie czarny kwadratowy stół na środku także białej podłogi, każda ze ścian, na skutek jakiegokolwiek obrotu całego pokoju, mogłaby być sufitem lub podłogą, albo inną wersją siostrzanej ściany.
Symetria. Tylko gdyby nie ten stół.
Na jego czarnym matowym blacie nie było niczego, co zazwyczaj mogłoby na nim stać. Nie było tam ani żadnego nakrycia, ani wazonu z kwiatami, ani nikt nawet w pośpiechu, nie zostawił tam kubka z kawą. Nie było nawet istotne to, czy wiadomo było, jak wygląda kwiat lub chociaż jak smakuje kawa, gdyż blat był w niezrozumiałej dla nikogo relacji z pustką. Przecież nikogo i niczego tam nie było. Oprócz stołu. Jeśli nie ma niczego, powinien być widoczny chociaż kurz, ale nawet on był tam nieobecny. Żadnych, nawet najmniejszych drobin. Czarny mebel pośrodku pustego pokoju, to jedyny element, który jednocześnie miał jakąś funkcję i zarazem nie służył kompletnie do niczego – z jednej strony dawał punkt odniesienia – nie pozwalał dowolnie rotować całym pomieszczeniem, a z drugiej – nie było w pokoju żadnego innego przedmiotu, który mógłby urozmaicić swoją obecnością górną powierzchnię stołu. Wszystko jawiło się bardzo wyraźnie, gdzie całość stawała się jednocześnie pierwszym planem, kompletnie bez żadnego tła, które nawet wprawnej wyobraźni także generowało jedynie pustkę. Sam pokój, którego samozwańczym i jedynym lokatorem był czarny stół, przez brak drzwi i okien, nie wiedział co jest za jego własną ścianą. Albo czego tam nie ma. Wnętrze pokoju było niezwykle jasne, choć nie było nigdzie widać żadnej lampy. Intensywność światła sprawiała wrażenie bycia na sali operacyjnej, ale także pustej, gdzie może w całym szpitalu nie ma ani jednego pacjenta. Czarny stół wydawał się być zadowolony. Pochłaniał łapczywie światło już samą swoją barwą.
Światło zgasło i nikt nie mógł już zobaczyć, że nagle pojawiło się czarne krzesło, na którym, przy stole, ktoś usiadł, położył białą kartkę na stole i zaczął pisać.

❤️
0
👍
3
0
💡
1
2
📖
1
3

Tylko mnie kochaj

Gdy w przepaść nie tylko kamień spada
Gdy morze kolejny pochłania okręt
Gdy palą się wszystkie domy wokół
Gdy świat we łzach cały moknie

Gdyby powietrza zabrakło
I wszystkie słońca zgasły nagle
Jak ostatni promień w bezkresnej ciemności
Twoje serce jedynym żaglem

Gdybym dalej już iść nie mógł
I gubił oddechy tego ostatniego dnia
Twoją miłość na zawsze bym ze sobą zabrał
Ukrytą w najpiękniejszych snach

Twoim uśmiechem bym się okrył
W Twoich oczach miał ostatnią przystań
Twojej dłoni poczuł dotyk
Ostatni wiersz do Ciebie wysłał

W złych kierunkach dróg plątanina
I utopione w niepewności grząskich błotach
Ale niczego już nie będę się bał
Tylko mnie choć trochę kochaj

❤️
2
👍
2
0
💡
1
1
📖
2
1234567