Kategoria: wiersze białe

0

przybór

porasta trawą
zapadnięta szafa

przez linię dzielącą bezmiar
świat wlewa się drugiego

niczym nasycona kropla
rozkładu

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

koma

przedojrzało słońce
schowane w kieszeni

czuję cień twojej dłoni
powracam

do snu pod ochroną dali

❤️
3
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

rys

księżyc jak iskrząca róża
pustyni
w podniebnym ogrodzie

oddycham przecinkami

❤️
2
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
1

Na dobranoc – ON

zwykłe słowo niech leży przy mnie, jak koc na ramionach,
a po świt odłóż je—już teraz niech noc prowadzi.
we śnie przyjmuję spokój, nawet jeśli go nie rozumiem,
Wszechmogący, przy mnie bądź, bo cisza też ma sens.

niech pokusa prawa natury traci głos we mnie,
niech znika aromat piekła—odkąd wybieram drogę.
bez pytań, bez wyroków, bez cierpień, co wracają,
niech dzień zamknie się łagodnie jak drzwi w domu.

we mnie jeszcze dziś zostały ślady wahania,
ale już nie muszę ich nosić jak ciężar.
palcem skazującym nie dotykam cudzych ran—
zostawiam to Wszechmogącemu, co widzi dalej niż ja.

naiwność błędnych dróg już nie prowadzi mnie za rękę,
bujanie w obłokach niech rozpuści się jak para nad szklanką.
puste serce, jeśli się zgłasza—
niech usłyszy: Ty masz do mnie wejść, a ja mam się uczyć spokoju.

dzień uchybień może szeptać, może straszyć,
lecz ja odpowiadam ciszą.
bez pytań, bez zwątpień, bez wyroku:
tylko „przy mnie bądź”, Wszechmogący.

a gdy noc się przechyli ku świtowi,
niech moje dłonie złożą się w gotowość.
Wszechmogący, prowadź mnie łagodnie jutro—
dziś tylko odpocznij we mnie.

Z ciszą mnie ułóż.
Uspokój serce.
Amen.
—————————————–
widziałem .. ……..

❤️
5
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
0

Na dobranoc – ONA

Zwykłe słowo, z którym zasypia się lepiej,
po świt—zostawiam je na brzegu dnia, na chwilę.
Niech przyjdzie cisza, co układa sprawy w łagodność,
i niech w sercu gaśnie hałas, a rośnie światło.

Wybieram sen: jak dar, nie jak ucieczkę.
We śnie przyjmuję pozy, o których nie mam pojęcia—
jak dłonie, co odpoczywają, choć nie wiedzą, jak trzymać,
jak oddech, co uczy miękkości, gdy ciało milknie.

A jednak pamiętam—że nawet w nocy nie jestem sama.
Bo w pokusie prawa natury, gdy łatwo pomylić drogę,
dostrzegłam aromat piekła: nie tylko w dymie i w grozie,
lecz w tym, co kłamie mi cicho, że sama dam radę.
Wysiłek drogi, by nie osiągnąć—
budowy muru pustego serca,
które raz po raz próbuje udawać, że jest w porządku.

I bujanie w obłokach co dużo chce,
i jeszcze więcej oczekuje—
aż w końcu naiwnym piórem nakreśla błędne drogi.
Egotyczną duchowość noszę czasem jak płaszcz,
choć pragnienie zostaje bez tchu, bez owocu, bez śladu.
Zamazuję horyzonty, gdy patrzę tylko na siebie,
palcem skazującym dotykam cudzych win,
a to, co we mnie krzyczy, udaje, że śpi.

Lecz dziś dzień cały widzę jasno—
emocje drogi uchybień, serce, co staje dęba,
i czucie serca: kiedy boli, to chce mnie ocalić.
Bez pytań, wyzwań, zwątpień—
bez wyroków, bez twardych słów,
bez kręgów cierpień, które lubią wracać do siebie.

Niech to będzie modlitwa prostsza niż mój strach:
Wszechmogący, prowadź mnie tam, gdzie nie muszę udawać.
Ustaw mnie na właściwym miejscu: w prawdzie, w pokorze, w świetle.
Złóż moje pragnienia w dłoniach,
żeby nie były już biczami, tylko drogowskazem.
Spraw, by puste serce nie było pustką—
lecz początkiem miłości, która w Tobie ma dom.

Kawa osładza mi pierwsze nuty dnia,
ale jeszcze wcześniej osłodź je Ty—
gdy wstaję, gdy myśl biegnie, gdy ręka szuka sensu.
Niech słowo, które wypowiadam szeptem, niech będzie Twoim szeptem:
„Ufaj”, „trwaj”, „jestem blisko”, Wszechmogący.

Na dobranoc zatem składam to, co we mnie trudne,
jak okno uchylone—dla światła, dla ciszy, dla nadziei.
I zanim sen przykryje mnie miękką zasłoną,
powtarzam: niech noc uczy, że zawierzenie jest spokojem,
a oddech wraca do rytmu Twojej obecności.

Amen
—————————–
widziałem na spacerze…

❤️
5
👍
1
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
1

tam gdzie milczało przeznaczenie

idziemy brzegiem jeziora
jak dwa cienie szukające świtu
którego nie obiecano żadnemu z nas

woda niesie
odbicia naszych twarzy
cichsze od modlitw
których już nie umiem
zanosić do nieba

twoja dłoń
odnajduje moją bez lęku
i przez krótką chwilę
świat zapomina
kim miałem być

wiatr zbiera
popiół z mojego serca
i rozsypuje go nad falami
jakby chciał ukryć
wszystkie dawne proroctwa

gdy zapada zmierzch
wiem że znowu odejdę
lecz tej jednej drogi
wzdłuż twojego milczenia
wieczność nigdy mi nie odbierze

❤️
1
👍
1
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
0

bieżąca aporia

kanki napełniane Bogiem
jak wodą z osadem
eupelagicznym pierwszych dusz

płacz ukryty w zenicie
zamkniętych gondoli
niesionych przez raj

w ciemności
u końca ramion
jeszcze raz
obierasz mnie ze szkieletu

❤️
2
👍
2
⭐
0
💡
1
❗
1
📖
1
– 1 – 2 – 3 – 4 – 5 – 6 –