Otagowano: życie

Drogą 66.... | gr 0

Drogą 66….

Drogą 66….

Czy ja kiedyś powiedziałam, że z literaturą amerykańską mi nie po drodze? Pewnie tak. Czy to odwołuję? No może nie do końca, ale… Ale ziarno wątpliwości zostało zasiane i zaczyna we mnie rosnąć. Wszystko to za sprawą starej książki z roku 1938 „Grona gniewu” Johna Steinbecka.
Po przeczytaniu jej weszłam do kuchni. Lodówka stała. Otworzyłam ją, było w niej sporo żarcia, takie zapasy dla jednej osoby. Przypomniałam sobie, że jadałam śniadanie, obiad, zaraz będzie kolacja. Pracy nie muszę szukać, bo ZUS regularnie coś tam przysyła. Rodzina uważa mnie co prawda za ubogą krewną, ale co tam, jak coś dają to biorę.
Tymczasem bohaterowie „Gron…” w poszukiwaniu pracy i jedzenia musieli opuścić swój dom i udać się rozklekotaną ciężarówką słynną route 66 w świat, konkretnie do Kalifornii, bo tam miało być dobrze. Dobrze nie jest, od początku dobrze nie jest. Najpierw pod kołami rozpędzonych aut na ikonicznej amerykańskiej trasie ginie pies. Zły znak. A potem jest jeszcze gorzej. Jedyne co naszym bohaterom towarzyszy zawsze to głód i bieda. I tak przez 560 stron powieści. Potem w wydaniu mojej książki jest tylko notka wydawcy – wydanie szóste, 40 000 egzemplarzy, papier klasy V….
To nie ważne, że akcja rozgrywa się w USA, w latach trzydziestych w czasie wielkiego kryzysu. Równie dobrze mogłaby rozgrywać się tu i teraz, bo bieda może dopaść każdego. Wielcy właściciele ziemscy, potężne banki czyli wielkie korporację wyciskające z ludzi resztki ich godności teraz też są. Może nie obok ciebie, ale rozejrzyj się wokół. Może zobaczysz ludzi, którzy przyjeżdżają w poszukiwaniu pracy? To też taki „oklak”, jak obraźliwie nazywano biedotę w Kalifornii? A może po prostu nie widzisz, że na świecie są ludzie głodni i bez dachu nad głową? Bo są.
Powieść Steinbecka bez wątpienia ma wartość uniwersalną. Mówi o ludzkim upodleniu, upadaniu i braku szans na podniesienie się. Ktoś próbuje znaleźć w niej pozytywne wartości. Tak, rzeczywiście jest jedna – jeszcze człowiek nie je człowieka. Ale kto wie… Bohaterów zostawiamy w tragicznym momencie. Dalszego ciągu nie ma…
Do pesymistycznej i rodzącej depresję wymowy utworu przyczynia się też jego kompozycja. Każdy rozdział może stać się osobnym opowiadaniem. Treść akcji poprzedzana jest refleksjami narratora, które są wprowadzeniem, do tego, co zaraz będzie. Refleksje są gorzkie. Czytając nie czekamy zatem na to, co dobrego może ludzi spotkać. Czekamy na kolejny cios od losu, cios niezawiniony przez nich. I to w tym wszystkim jest najtragiczniejsze. Nie ma odpowiedzi na pytanie „Dlaczego?”
„Grona gniewu” zostały sfilmowane w 1940 roku. Oglądałam go dawno temu. Zrobił wrażenie. Myślę, by obejrzeć go po raz kolejny…. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś… Zbyt wiele bólu jest we mnie po przeczytaniu książki….

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
Męski los | ab 0

Męski los

Męski los

Kiedy filmowe „Love story” zawładnęło kinami na całym świecie, byłam chyba zbyt młoda, mała, by zrozumieć fenomen filmu. Obejrzałam go wiele lat później. Zastanawiałam się, co takiego jest w prostocie fabuły, że wyciska ona łzy z oczu. Minęło jeszcze kilka lat zanim załapałam, że najpierw była książka. Przeczytałam, ale wrażenie na mnie mocnego już nie wywarła. Stąd też z niepokojem zabrałam się za czytanie kolejnej powieści Ericha Segala pt. „Absolwenci”. Ta liczyła sobie ponad pięćset stron w tzw. kieszonkowym wydaniu. Drobny druk oczom też nie sprzyjał. W ogóle wiele było znaków na niebie i ziemi, iż książka po prostu mi się nie spodoba.
Wyczytałam, że bohaterami są najpierw studenci, potem absolwenci amerykańskiego Harvardu, czyli jeden z najbardziej snobistycznych uczelni na świecie. Przynajmniej taką wiadomość miałam zakodowaną w głowie. Byli ono facetami, a męski świat to dla mnie zagadka, tak się jakoś życie ułożyło. Na dodatek na okładce była informacja, że będą też historie miłosne. To już bajka zupełnie nie dla mnie. Zaczęłam jednak czytać…. I dobrnęłam do końca. Trudno nie było. Książka mnie wchłonęła i pochłonęła. Dlaczego?
Po pierwsze została napisana przedziwnie prostym językiem. Ale nie prostackim. Bohaterowie to ludzie wykształceni, często mówią o dziedzinach nauki, w których się specjalizują, ale ich rozmowy są jasne i zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika. Mimo swej objętości, ilość opisów i dialogów jest w normie. To oczywiście sprawia, że tekst czyta się po prostu przyjemnie.
Po drugie – kreacje bohaterów. Mimo iż cała piątka studiuje na Harvardzie, każdy z nich startuje w życie z różnego społecznego pułapu. Jeden ma za sobą wielką historię rodziny, drugi robi za kelnera w lokalu swego taty…. Każdy chce w życiu osiągnąć sukces. Dla każdego sukcesem jest co innego. A czasami sukces oznacza porażkę. Bo tak to w życiu bywa. W sumie nasi panowie, absolwenci szpanerskiej uczelni, okazują się być zupełnie normalnymi ludźmi, ze wszystkimi człowieczymi wadami i zaletami. Obok nich pojawiają się kobiety. Są tylko tłem, ale doskonale spełniają swoje role u męskiego boku. Jakoś nie ma pretensji do pisarza, że postawił je w drugim szeregu. Wszak utwór jest o mężczyznach…
Po trzecie – jest to powieść męska. Zupełnie jednak inna niż tradycyjne pojęcie tego typu literatury. Jeśli pada określenie „męska” od razu kojarzy się ono z tekstem lub filmem, w którym mamy do czynienia z facetem typu „macho”, który w imię wielkich ideałów robi porządek na dzielni. Tym razem tak nie jest. Jako nastolatka przeczytałam „Koniec wakacji” Janusza Domagalika i trochę zrozumiałam chłopięcy świat. Czy „Absolwenci” sprawią, że zrozumiem męski? Kto wie, kto wie….

❤️
0
👍
2
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0
0

…

Życie – chwila, która szybko przemija.

❤️
2
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
1
📖
0